Strony

środa, 15 lutego 2012

Długie zimowe wieczory

Dzień 4 - 25 stycznia 2012 roku
A kiedy już naprawdę wszystkim było zimno ....
czas było wrócić do naszego pensjonatu ....
i odpocząć, po to aby wieczorkiem zasiąść do naszego ulubionego sportu…
A nie będzie to tym razem podnoszenie ciężarów :) No to jak nie podnoszenie ciężarów - czytaj "kieliszków" - to czego?
W tym poście zamierzam zaprezentować Wam nasz sprawdzony sposób na wieczór. Sport uprawiany przez nas w Pensionie pod Serakem UWAGA!!!! to..

..wcale nie popularna gra w WARIATA - kiedy to wszyscy ...


....nawet dzieci




biegamy dookoła stołu ping-pongowego i odbijamy piłeczkę
Wcale też nie dart, w którego zdarzyło się grać naszym panom, brakuje jednak dokumentacji fotograficznej.
Jak pisze "Wikipedia" Dart , rzutki, lotki (ang. Darts) – gra, a raczej różne powiązane ze sobą gry, w których celem jest trafianie niewielkimi lotkami w tarczę zawieszoną na ścianie."
.... co przy akompaniamencie trunków wszelkich kończy się około 2 w nocy...



Nasza ulubiona gra na długie zimowe  wieczory to KALAMBURY.
Zasady gry są chyba raczej wszystkim znane. Ważne tylko aby ustalić je na wstępie gry, czy rysujemy, czy pokazujemy, co można, a czego nie.
My wielokrotnie korzystaliśmy z dostępnej na rynku gry TREFLA. W tym roku jednak "dałam ciała"

i nie wzięłam jej ze sobą. Znaliśmy już przecież wszystkie hasła z poprzednich wyjazdów  Już nawet na ubiegłoroczną Bułgarię drukowałam nowe hasła z netu. W tym roku liczyłam więc na wersję on-line.
Bo sporo jest w internecie stron ułatwiających grę w kalambury. Proponuję zajrzeć tu:
 http://www.kalambury.net/
lub tutaj
http://kalambury.org/index.php#
Na tej drugiej stronce w zakładce "O kalambury" wpisano czytelne zasady gry.
Niestety tegoroczne kalambury w wersji on-line nie wypaliły, gdyż  w podziemiu gdzie urządziliśmy imprezę integracyjną WI-FI zupełnie nie działało. Tu w ruch poszły pomysły uczestników - i tak graliśmy wymyślając kolejne hasła osobie siedzącej obok. Skupiliśmy się jednak bardziej na integracji, niż na ścisłym trzymaniu zasad gry.

Można było pokazywać i rysować (wykorzystaliśmy do tego uprzejmość gospodarzy i ich tablicę MENU)






A właściwie sposoby przekazu były zupełnie obojętne - byle skutecznie. Śmiechu jak zwykle było co niemiara.
Dla zachowania tajemnicy i ochrony prywatności moich graczy nie zamieszczę wielu zdjęć, bo czuję, że wówczas komentarze do bloga zawierałyby niezły SPAM. Dlatego z grzeczności zamieszczę tylko kilka grzecznych zdjęć...
 



 Czasem pokazywanie haseł wymagało pomocy i zaangażowania wielu osób.


Przy tym haśle pobiliśmy rekord:
 "Trzech panów w łódce (nie licząc psa)"
Naprawdę wyśmienita zabawa - a przy tym doskonały sposób na zintegrowanie grupy, która już jutro wybiera się na wspólne narty,..., ale też coś jeszcze.

1 komentarz:

  1. Jeszcze jeden komentarz od kocura:

    Wracając do bloga. Jak wspomniałem – nie lubię tej formy. W dodatku ściśle unikam tego, o czym w wielu miejscach piszesz: podróżowania w większych grupach, kurortów i miejsc popularnych. Czyli: twój blog powinien mnie odrzucić. A stało się wręcz przeciwnie. Może dlatego, że wyłazi z pisania twoja niebagatelna osobowość, może zauroczyła nas (nas, bo Teresa czyli Kocurowa też czytała) dynamika. A może po prostu przywołałaś nasze dawne czasy, gdy w niejedną bałkańską awanturę pakowaliśmy się razem z dziećmi. Dziś są już dorosłe i wędrują własnymi ścieżkami – o dziwo dość podobnymi do tych, które kiedyś im pokazywaliśmy…

    Zatem powtarzam – kapelusze z głów dla myszowego bloga! (...)

    Serdeczności dla całej Czwórki

    OdpowiedzUsuń