Strony

poniedziałek, 22 października 2012

Istambuł w jeden dzień

Wreszcie...wyczekany, długo zapowiadany i aż wstyd mi, że dopiero teraz opublikowany post. Zapowiadam swój kolejny hicior, bo jak pokazują statystyki tego bloga, największą popularnością i oglądalnością cieszy się na moim blogu post "Budapeszt w jeden dzień". Tym razem będzie to "Istambuł w jeden dzień". No to zaczynamy z wszelkimi szczegółami.
Trzy...
Dwa...
Jeden...
START..
Wyjazd do Istambułu odbyliśmy z biurem podróży "bulgarianexcursions" – S. Apostolov pisze w języku polskim (email: info@bulgarianexcursions.com) na następujących warunkach: (konieczność rezerwacji z tygodniowym wyprzedzeniem): Wyjazd we czwartek 19 lipca, a właściwie w nocy z środy na czwartek o godzinie 2;15 z przystanku autobusowego z centrum Ravdy. Mogliśmy jechać także w sobotę. Na tydzień przed wyjazdem, jeszcze z Polski, warto było przypomnieć się e-malem celem potwierdzenia rezerwacji. Szczegółowa lista z danymi (w tym z datami ważności paszportów) przesłana, już w Rawdzie na dzień przed wyjazdem korespondencja sms-owa ze strony organizatora ze szczegółami wyjazdu. Naprawdę pełen szacun za "internetowe" załatwienie sprawy. Płatność dopiero w autokarze w dniu wyjazdu. Cena?... No właśnie - cena?! Niezwykle atrakcyjna, ponieważ z biura bierzemy tylko dojazd, ubezpieczenie, a zwiedzanie we własnym zakresie.
Cena zgodnie ze stroną internetową: za dorosłego 35 EUR x 3 osoby + 17,50 eur za dzieci do 12 lat. Do tego 4 x wiza po 15 eur. Co daje 60 EUR. Razem z wizami koszt na naszą rodzinę 182,50 EUR (przy kursie 1 EUR = 4,30 zł. daje 784 zł. Na szczęście udaje mi się jeszcze wynegocjować dodatkową zniżkę za grupę 11 osobową (w przypadku naszej rodziny 33x3+16,50+60=175,50 EUR). Zostało "parę jurków" na kawkę.
Podróż przebiega bardzo sprawnie, granice i odprawa także. Turcja wita nas


napisem na granicy

oraz  zdjęciem Ataturka – uwielbianego przez Turków pierwszego prezydenta Turcji, który obalił sułtanat i ograniczył wpływ religii islamskiej na politykę państwa. Musimy uczulić się na częste pokazywanie portetu bohatera narodowego. 
Postój w bardzo cywilizowanym miejscu, gdzie można było coś przekąsić, napić się kawy, a za wszystko zapłacić albo w bułgarskich lewach, albo w tureckich lirach.
Jeszcze senni...a tu zaraz czeka nas niezła trasa
Do Stambułu docieramy przed 9:00 rano. Autokar wysadza na na placu Beyazit, nieopodal "części książkowej" Krytego Bazaru. Mamy czas do godziny 18.30. Ponad 9 godzin na samodzielne zwiedzanie miasta. Zatem mapa w dłoń, mój skrótowy przewodnik i w drogę. Szybka toaleta na Bazarze przy Placu Beyazit przy meczecie Beyazit. Tu gdzieś miała być jakaś informacja turystyczna, dziś jednak mnóstwo tutaj kramów i plac huczy od przygotowań do jutrzejszego pierwszego dnia Ramadanu.
Idziemy na piechotę ulicą Yaglikicilar, skręcamy w lewo w Mercan Cad i tak znajdujemy się przy Bramie Uniwersytetu.


Wchodzimy po schodach i tak, po drobnej kontroli dostajemy się na teren Uniwersytetu. Stąd kierujemy się do Wieży Beayazit (dawna wieża strażacka). To mój pomysł na piękną "darmową" panoramę na Istambuł. Niestety nie dane nam jest wejść do środka. Drzwi zaryglowane, a z konwersacji z tureckim strażnikiem dowiaduję się, że wieża jest w remoncie, czego oczywiście nie widać (sic!) Pierwsza klapa!!! Mam nadzieję, że ostatnia. (Uwaga!!! Wieża Beyazit to alternatywa dla Wieży Galata, do której nam niestety nie uda się dotrzeć)

Po przejściu przez park uniwersytecki, mijamy jeszcze Pomnik Rewolucji – Wojny Wyzwoleńczej i powstania Republik

wychodzimy bramą boczną i kierujemy się w stronę ulicy Ataturk Bulwari. Tam czekają na nas Akwedukty Walensa (Bozdogan Aqueduct (Valens) [ul. Ataturk Bulvari].

Akwedukt leży między trzecim a czwartym wzgórzem Półwyspu Historycznego. Zbudowano go w latach 364-378 na rozkaz cesarza rzymskiego Walensa i w czasach Konstantynopola dostarczał wodę do miasta. Woda była sprowadzana z Lasów Belgradzkich do fontanny na Placu Beyazit. Stamtąd woda była rozprowadzana po całym mieście. Akwedukt ma wysokość 20 m i został odrestaurowany w XVII wieku. Z akweduktu zachował się do dzisiaj 200 m odcinek w Beyazit oraz 600 m przy Unkapanı.

Wracamy ul. Ataturka Bulvari skręcamy w pierwszą ulicę w lewo (Akwedukty mamy za plecami) Sehzadebasi Cad, a następnie w pierwszą ulicę w prawo Gencturk Cad i docieramy do przystanku tramwajowego LALELI. Tramwajem T1 wysiadamy na 5-tym przystanku SULTANAHMED. Raczej trudno się zgubić, gdyż jeździ tutaj chyba jedna jedyna linia.
Wejście do tramwaju poprzedzić należy zakupem biletów w JETOMACIE.

Tutaj fundujemy sobie bilety - niezależnie od ilości przystanków cena ta sama 2 TL. Po zakupieniu biletów przechodzi się przez bramki i dopiero jesteśmy na przystanku tramwajowym.
Tak właśnie wygląda kasowanie biletów w komunikacji Stambułu. 
Tramwajem dojeżdżamy do stacji SULTANAHMED.



I właściwie stąd widać już wszystkie zaplanowane przez nas obiekty - jesteśmy bowiem na słynnym Hipodromie [At Meydani]

Po wyjściu z tramwaju powinniśmy znajdować się nieopodal pierwszego obiektu Hipodromu, czyli
fontanny cesarza Wilhelma II (Alman Cesmesi) - daru dla dynastii Osmanów.




Fontanna ta z kolorowym, mozaikowym sklepieniem została zaprojektowana i wykonana po wizycie cesarza.
Niegdyś Hipodrom był budowlą bizantyjską, przeznaczona jako miejsce wyścigów dla koni i rydwanów. Było to niegdyś miejsce wyścigów rydwanów konnych Zielonych (niższa klasa) i Niebieskich (prawosławni). Do dzisiejszych czasów zachował się jedynie plac, choć w początkach swej świetności był tutaj cyrk. W 203 r. Septymiusz Sewer rozpoczął tutaj budowę cyrku. Po przeniesieniu stolicy cesarstwa rzymskiego, Konstantyn Wielki, rozbudował i upiększył istniejący budynek. Kilka liczb za http://www.profi75.pl W początkowym okresie hipodrom był budowlą o wymiarach 480 m (długość) na 117 m (szerokość). Tory, na których rozgrywano wyścigi kwadryg dzieliła spina, a widownia (cavea) mogła pomieścić około 100 tysięcy widzów. W 1204 r., po zdobyciu Konstantynopola przez krzyżowców, rozpoczął się proces niszczenia i grabieży miasta, w tym także hipodromu. Plac w miejscu hipodromu stał się areną wielu wydarzeń. Na nim w 1826 r. doszło do rzezi janczarów zbuntowanych przeciwko edyktowi sułtana Mahmuda II, który postanowił rozwiązać ich korpus.



Jedynym zachowanym elementem z tego okresu jest obelisk Teodozjusza (Dikilitas) zwany też obeliskiem Faraona Totmesa, sprowadzony przez niego z Karnaku jako łup wojenny i ustawiony na cokole w 390 r. już na polecenie Konstantyna. Cokół pokrywają marmurowe płyty ozdobione płaskorzeźbami z obrazem oglądającego wyścigi cesarza w centralnej jego części (przykład wczesnobizantyjskiej sztuki).
Sam obelisk (o wysokości 19,6 m), pokryty hieroglifami z imieniem Totmesa III znajdował się przed świątynią boga Amona-Re w Karnaku i datowany jest na XV w. p.n.e.

W środkowej części hipodromu znajduje się Wężowa Kolumna (Yilan Sutun), która z kolei pochodzi ze świątyni Apollona w Delfach. Została ufundowana przez 31 greckich miast, po zwycięskiej bitwie pod Salaminą (480 r. p.n.e.) i Platejami (479 r. p.n.e.), podczas wojny z Persami. Posąg został przewieziony do Konstantynopola w IV wieku. Nie wiadomo kiedy ustawiono go na obecnym miejscu, czy bezpośrednio po przewiezieniu, czy w latach późniejszych. Nie wiadomo także, kiedy i w jakich okolicznościach zostały zniszczone głowy węży. Trzy spiralnie splecione żmije z brązu miały wysokość ok. 8,0 m, obecnie 5,3 m.
Niby podobny do obelisku Teodozjusza, a to już inny ..
Na południowym krańcu hipodromu znajduje się bowiem obelisk Konstantyna (Orme Sutun).
To drugi, kamienny obelisk na placu. Nie wiadomo, kto i kiedy go ustawił. Najprawdopodobniej pochodzi z IV-V wieku. Odnowiono go w X wieku za panowania Konstantyna VII Porfirogenety i jego syna Romana II, stąd jego nazwa – obelisk Konstantyna. Kolumnę o wysokości 32 m. pokrywały płyty z brązu, które zostały wywiezione podczas IV wyprawy krzyżowej do Wenecji. Podobny los spotkał rzeźbę przedstawiającą czwórkę koni ciągnących kwadrygę. Konie, na polecenie Enrico Dandolo, zostały także wywiezione do Wenecji, gdzie zdobią Bazylikę św. Marka.
W ten sposób znaleźliśmy się w pobliżu wejścia do Błękitnego Meczetu (ul.At Meydani), do którego wnętrza wchodzimy. Oczywiście kolejka, ale porusza się w szybkim tempie. 
Zatem Błękitny Meczet - Sultanhelmet Camii zdobyty!!!.
Nie trzeba tutaj kupować żadnych biletów, kolejka zazwyczaj spowodowana jest obowiązkowym rytuałem ściągania butów, które można włożyć do foliowych woreczków,


 które odrywa się od wielkiej beli przygotowanej przed wejściem.
Oczywiście jeszcze jeden rytuał - kontrola stroju i ewentualne jego uzupełnienie - okrycie ramion i odkrytych kolan płachtami w wiadomym kolorze

Błękitny Meczet wybudowano w latach 1609-1616 r., aby udowodnić wyższość islamu i Istambułu nad resztą świata i innymi religiami, na rozkaz sułtana Achmeda I, wówczas 19 letniego. Jego ambicją było stworzyć budowlę wspanialszą od stojącej w pobliżu Hagia Sofii. Zgodnie ze swoim zwyczajem pracował on aż do zmęczenia. Dlatego też meczet ten zwany jest Meczetem Sułtana Achmeda.

Dla dodania powagi świątyni sułtan kazał wznieść przy niej sześć minaretów, czyli tyle samo ile posiada meczet w Mekce. Zawrzało w świecie islamu, dotąd dopóty kompromisowo sułtan nie sfinansował dobudowy siódmego minaretu w Mekce. Ogromna ilość błękitnych płytek zadziwia. Podłoga usłana dywanami, a pod ścianą małe półeczki na buty, bo wejść można jedynie boso i w zakrytym stroju.


Dla turystów przeznaczona jest jedynie część meczetu. Ciekawostką jest też babiniec – część meczetu przeznaczona dla kobiet islamu. To takie pomieszczenie, jakby klatka, gdzie kobiety mogą się modlić, oczywiście po wcześniejszym zdjęciu butów i okryciu ramion.
Meczet wzniesiony jest na planie niemal kwadratu (51,65 m x 53,40 m) znajduje się na sporym placu, do którego wiedzie pięć bram. Na tym zewnętrznym dziedzińcu znajdują się również midha dla wiernych (midha na dziedzińcu wewnętrznym pełni jedynie rolę ozdobną).

Z placu zewnętrznego trzy bramy prowadzą na dziedziniec wewnętrzny, otoczony krużgankami wspartymi na 26 kolumnach i przykrytymi sklepieniami w postaci 30 kopuł. Na dziedzińcu wewnętrznym znajduje się wspomniana już ozdobna midha, zaś we wschodniej jego części medresa. W czterech narożnikach meczetu oraz na dwóch narożnikach dziedzińca wewnętrznego ustawiono łącznie sześć minaretów. Do wnętrza meczetu prowadzą trzy wejścia, dwa z dziedzińca zewnętrznego i jedno z wewnętrznego.



Świątynię przykrywa kopuła o średnicy 22,4 m, która wznosi się 43 m ponad poziom posadzki. Podtrzymują ją cztery półłuki i cztery pendentywy rozpięte między czterema filarami, które z powodu swojej średnicy (5 m) nazywane są niekiedy "nogami słoniowymi". Uzupełniają ją cztery półkopuły. Światło do wnętrza meczetu przenika przez 260 okien, w których nie zachowały się niestety oryginalne barwne szyby. Wzdłuż ścian biegną galerie, które zdobi 21 tysięcy płytek fajansowych z manufaktur w İzniku. Ich utrzymane w błękitnej tonacji ornamenty roślinne dały meczetowi jego popularną nazwę. Mihrab i minbar wykonano w białym marmurze, zaś posadzki wyściełają miękkie czerwone dywany. Należy zauważyć, że jest to nie tylko atrakcja turystyczna, ale i czynny meczet.

Następnie opuszczamy bramy Błękitnego Meczetu i kierujemy się w stronę przystanku na którym wysiadaliśmy

Już z dala widać Hagię Sophię - Aya Sofya Müzesi, zwany także Kościołem Mądrości Bożej, czy nawet Wielkim Kościołem. Bilet wstępu Hagia Sophia – 20 TL (zamknięta w poniedziałki). 
Nazwa kościoła znaczy dosłownie "Święta Mądrość" i odnosi się do jednego z atrybutów Boga, zazwyczaj tłumaczonego na język polski jako "Mądrość Boża", stąd też nazwa. Świątynia pokazuje prawie tysiąc lat historii miasta. Ta kolosalnych rozmiarów budowla, pierwotnie była tylko kościołem, dopiero potem dosztukowano do niego minarety i przekształcono ją na meczet. Ponieważ islam zabrania malowania wizerunku Boga zniszczono wiele obrazów. Wiele obrazów zakryto potężnymi medalionami z cytatami z Koranu. Ciekawostką jest, że budowa samej ambony kosztowała równowartość podatku ściąganego w Egipcie przez okres 5 lat. Ze względu na dość spore kolejki do kasy i ceny biletów, obejrzeliśmy Hagię Sofię tylko z zewnątrz. Można zajrzeć chociaż do mauzoleum sułtanów, do którego wejście mieści się na wschodniej ścianie świątyni patrząc od frontu. Wstęp jest darmowy, ale trzeba przestrzegać kilku prostych zasad, jak zdejmowanie butów przed wejściem i zachowanie spokoju. Można natomiast robić zdjęcia. Warto tam zajrzeć, choć dla niektórych to tylko pojedyncze kaplice z trumnami obitymi zielonym suknem. Jednak, gdy posiądzie się wiedzę o tym skąd one się tam wzięły, całość zaczyna robić niesamowite wrażenie. Otóż, wszystkie te trumny zawierają ciała zabitych członków własnej rodziny przez poszczególnych sułtanów, którzy obejmowali tron. Ta okrutna tradycja miała zagwarantować spokój zamiast rodzinnych intryg, zamachów i walk o władzę. Tak więc pierwszą decyzją każdego nowego sułtana było zabicie swoich braci, ich żon, dzieci i innych krewnych. Dzięki nałożnicom z haremu i wybranym spośród nich kilku żonom, sułtan zakładał od podstaw swój nowy ród. Szkoda tylko, że spośród jego członków po śmierci władcy zostawał tylko jeden z synów, który po objęciu tronu musiał zrobić to, co kiedyś jego ojciec. I tak się kręciło to koło śmierci i władzy przez setki lat.
Tradycyjnie trochę danych: Kształt kościoła łączy w sobie cechy bazyliki i budowli na planie centralnym o wymiarach 71 m x 77 m. Centralna część nawy środkowej przykrywa olbrzymia kopuła o średnicy podstawy wynoszącej 31,2 m na krótszej osi, zaś 32,8 m na dłuższej. Wysokość od posadzki do najwyższego punktu kopuły to 55,6 m. Konstrukcja opiera się na czterech potężnych filarach umieszczonych w narożach kwadratu, oraz 107 kolumnach. Wszystkie wcześniejsze kopuły opierały się całym obwodem na masywnych murach. Wprowadzona innowacja wywołała iluzję zawieszenia kopuły w powietrzu. Do budowy kościoła użyto wiele drogich materiałów. Posadzki i bazy kolumn wykonano z ciemnoszarego marmuru. Do wykonania kolumn zastosowano w większości zielony marmur. Ciekawostka: w bocznej nawie, po lewej stronie Wrót Królewskich, stoi marmurowa kolumna z małym wgłębieniem – to tzw. płacząca kolumna. Legenda mówi, że trzeba pomyśleć życzenie, włożyć palec wskazujący do otworu i i jeśli koniuszek palca zwilgotnieje – to życzenie się spełni. Inna legenda mówi, że ukazał się tu św. Grzegorz i przelał w kolumnę moc uzdrawiania chorób oczu i niepłodności, a otwór w kolumnie zrobili pielgrzymi chcąc zaczerpnąć cudownych mocy.
Polecam także spacer wokół Hagia Sofii. Nazwa ulicy to "ulica zimnego źródła", a słynna jest z pięknie odrestaurowanych domków usytuowanych po obu jej stronach. Jest to króciuteńka uliczka, która lekko pnie się w górę aż do przedsionka pałacu Topkapi. Nam jednak - zupełnie przypadkiem - udało się ominąć.... Pałac Topkapi - Topkapi Sarai - http://www.topkapisarayi.gov.tr/
Bilet wstępu Topkapi – 20 TL+ 15 TL za harem, dziecko do 12 lat bezpłatnie. Chociaż garstka informacji: Pałac zbudowano w XV wieku tuż po zdobyciu Konstantynopola i był rezydencją sułtanów przez ponad 380 lat, od 1453 roku. Jego funkcję administracyjną przejął w XIX wieku nowo zbudowany wielkim kosztem, Pałac Dolmabahcze. Budowę rozpoczęto za panowania sułtana Mehmeta II Zdobywcy w 1453 roku, zaraz po zdobyciu Konstantynopola, a zakończono w 1465 roku. Ostatnim używającym pałacu sułtanem był Mahmud II (do 1839 roku). Sułtan Abdulmecid I przeniósł siedzibę władców do pałacu Dolmabahçe. Jako ciekawostkę podam, że w Sali Tronowej wśród relikwi muzułmańskich znajdują się tutaj: płaszcz proroka Mahome-ta, 2 z 9 mieczy Mahometa i jego łuk, list Mahometa do Mukaukasa, wzywający go do islamu, spisany na pergaminie, miecze pierwszych kalifów, pieczęć Mahometa odkryta w połowie XIX wieku w Bagdadzie, kawałek zęba proroka, ukruszonego w czasie bitwy z mekkańczykami pod Uhud (625), przechowywany w kasetce ze złota inkrustowanej kamieniami szlachetnymi, wykonanej na zamówienie sułtana Mehmeta IV, 60 włosów z brody, przechowywane w 24 kasetkach inkrustowanych złotem i macicą perłową, jeden z 6 odcisków stopy.

Wstyd przyznać, ale głód kazał nam zaniechać zwiedzania i kolejny jak zwykle obowiązkowy punkt programu to Mc Donalds, ku uciesze najmłodszych.

Ci starsi zaś poszli śladem tureckiego oryginalnego kebaba (a niełatwa to była droga - im dalej od centrum kebab był coraz lepszy, ale i tak nie tak smaczny jak ten w Warszawie!!!).
Po konsumpcji przecinamy główną arterię Diyvanyolu i dochodzimy do ulicy Yerabatan Cad. Za ok. 600 m. kolejny obiekt naszej wędrówki:
Cysterna bazylikowa- Basilica Cistern - (Yerebatan Sarayi) – inaczej zwana "Zatopionym pałacem"

Bilet wstępu Cysterna Bazylikowa – 10 TL, dzieci tyle samo. http://www.yerebatan.com/ Cysterna ta mieści się pod ziemią pod głównymi ulicami miasta. Są to zbiorniki na wodę zbudowane w IV w. na rozkaz cesarza bizantyjskiego Justyniana I jako "pałac, który zapadł się pod ziemię", na miejscu bazyliki św. Eliasza zniszczonej w 532 roku. Potem przez stulecia zapomniany. Głównym zadaniem cystern było zaopatrywanie w wodę pałacu cesarskiego w wypadku wojny, kiedy to woda z akweduktów mogła zostać odcięta lub zatruta. Spacer po przerzuconych nad wodą pomostach, między rzędami kamiennych kolumn, zakłóca jedynie cicha muzyka i delikatne refleksy świetlne. To wielki podziemny staw, którego wody zamieszkują niesamowite ilości ryb podobnych do naszych karpi, które podziwiać można wsłuchując się w dźwięki czarującej muzyki.


Na końcu 140 metrowego zbiornika zobaczymy kolumnę stojącą na odwróconej głowie kamiennej Meduzy. Zgodnie z wierzeniami pod wpływem wzroku tego brzydactwa można zamienić się w kamień. Cesarz Justynian I widząc kolumny z głową Meduzy kazał umieścić je w najdalszej części zbiornika i ustawić kapitelem w dół, by mieć pewność, że zaleje ją woda i nikt więcej ich nie zobaczy. Badacze uważają, że obecność wyobrażenia Meduzy na podstawach kolumn jest czysto przypadkowa, a bloki te miały służyć wyłącznie jako podstawy kolumn. Nie wiadomo skąd te bloki pochodzą, jednak dziś uznawane są za arcydzieła sztuki kamieniarskiej okresu rzymskiego. Najważniejsza, no i jedyna atrakcja to Meduza, no i ta muzyka, gra świateł. Trochę liczb za http://www.profi75.pl
Zbiornik jest podziemną komnatą o wymiarach 143 × 65 m, zdolną pomieścić do 80-100 000 m³ wody. Prowadzą do niego 52-stopniowe schody. Sklepienie cysterny jest podparte 336 marmurowymi kolumnami ustawionymi w 12 rzędach po 28 kolumn, wysokimi na 9 m i odległymi od siebie o 4,8 m. Kolumny zostały przeniesione z innych rozbieranych bądź zrujnowanych budowli na co wskazują: różny rodzaj marmuru, sposób ich obróbki i styl – 98 to kolumny korynckie, a pozostałe 238 reprezentują styl dorycki. Zbiornik jest otoczony ceglanym murem o grubości 4,8 m, pokrytym specjalnym rodzajem zaprawy dla odpowiedniej izolacji. Woda do cysterny była dostarczana akweduktami Bozdogan i Malovaz z odległego 19 km od miasta Lasu Belgradzkiego. Cysterna została wykorzystana jako plan filmowy do jednej ze scen filmu o Jamesie Bondzie, "Pozdrowienia z Rosji".

Po wyjściu z Zatopionego Pałacu, idziemy wzdłuż torów tramwajowym i po kilunastominutowym spacerze dostajemy się do Portu Eminonu.

Z samej przystani Eminomu zawijają regularne promy łączące Złoty Róg z innymi częściami Istambułu. Na przystani Eminonu są stanowiska, z których odpływają promy w rożnych kierunkach. My chcąc przepłynąć na azjatycką część Istambułu wybieramy prom do „Üsküdar" i tak oznaczone są bramki


Prom płynie około 20 minut. Żeton kupujemy znowu w Jetomacie znajdującym się przed wejściem na "stację promową". Koszt żetonu to znowu 2 YTL ( ok. 3 zł) i jest to zadziwiająco niska kwota tak niewiele zważywszy, że wiele osób z biurem podróży płynie cieśniną Bosfor za 20 EUR.
Tutaj propozycja nieco droższego, ale dłuższego rejsu po Bosforze, który także możecie zorganizować sobie sami
Bosfor to cieśnina łączącą Morze Czarne z Morzem Marmara, położona między Półwyspem Bałkańskim a Azją Mniejszą, oddziela Europę od Azji. Bosfor jest zalaną dawną doliną rzeczną o stromych i skalistych brzegach. Posiada liczne zatoki – nad największą z nich – zatoką Złoty Róg, leży Stambuł. W Stambule zbudowano dwa mosty łączące brzegi Bosforu, jeden zwany Mostem Bosforskim (południowy, ukończony w 1973, długość 1074 m) i drugi – Most Mehmeda Zdobywcy (północny, ukończony w 1988, długość 1090 m). Obecnie w fazie budowy jest podwodny tunel kolejowy Marmaray mający połączyć oba brzegi cieśniny. Planuje się również budowę trzeciego mostu drogowego, wysuniętego bardziej na północ od dwóch poprzednich.
Sama nazwa Bosfor oznacza krowi bród, gdyż podobno dawniej, gdy była to jedynie wąska struga, przeprawiano się tędy wraz z bydłem. Obecnie jest to niemożliwe, gdyż ta zalana dolina ma długość ok. 30 km, w najwęższym miejscu 700 m, a w najszerszym prawie 4 km, przy głębokości 70-120 m.
Pchani przez tłum znajdujemy się na promie.
To niezwykle popularny środek komunikacji mieszkańców tego dwunastomilionowego miasta. To świetny sposób na tanią, krótką wycieczkę po Bosforze. Po kilkunastu minutach docieramy do Uskudar - i tu kolejny kebab 

Jeszcze tylko kilka fotografii

i w końcu powrót do Eminonu.
Teraz udajemy się w kierunku Misir Carsisi - Targ Korzenny zwany Bazarem Egipskim.
Znajduje się on nad samą Zatoką Złoty Róg, niedaleko mostu Galata i Meczetu Młodego (Yeni Cami).

Ten bazar jest tańszy – znajduje się dokładnie przy ulicy Eminonu (Hasircilar Caddessi). Kiedyś handlowano tutaj jedynie przyprawami i artykułami spożywczymi. Teraz są już także ubrania i liczne pamiątki. Tyle wyczytałam, po kilku jednak minutach pobytu na bazarze mieliśmy serdecznie dość tłumu, upału i strasznego hałasu. Niełatwo było opuścić budynek bazaru, a tak naprawdę nawet po jego opuszczeniu cały czas mieliśmy wrażanie, że ciągle jesteśmy na bazarze. Wspinając się w górę mijaliśmy kolejne ulice - tekstylne, przyprawowe, 
no i militarne...
Mam nadzieję, że to się zaraz skończy, bo łatwo tutaj zwariować!!!
Na pewno hałaśliwa atmosfera pokazuje nam inna kulturę, ale uwierzcie naprawdę nie sprzyja zakupom. Rzeczywiście żałowałam później, że nie zatrzymałam się żeby kupić choćby jakiegoś pamiątkowego "Oka Proroka" ·(turecki talizman odwracający złe moce). Kiedy udało nam się wreszcie wyjść z tego tłumu naprawdę wszyscy odetchnęliśmy z ulgą!!! Nikt nie zmusiłby nas do pójścia teraz na Kapali Carsisi - czyli Wielki bazar. 
Mieliśmy nawet prawie godzinę do planowanej zbiórki.
Szybkie zapakowanie do autokaru i odjazd około 18:30. Wracamy do domu - całą drogę opowiadamy wrażenia - w końcu stanowimy w autokarze nie lada atrakcję - grupę śmiałków, która odłączyła się od wycieczki i odważyła się obejrzeć miasto na własną rękę, co naprawdę nie było wcale takie trudne. Polecam każdemu, kto choć trochę zna się na mapie, a po wydrukowaniu tej relacji stanie się, mam nadzieję - dziecinnie proste:)
Do Rawdy dotarliśmy około 1;00 w nocy. Pozostaje mi tutaj podziękować moim kochanym  wycieczkowiczom za uwagę i "podporządkowanie", choć w przypadku tych najmłodszych (ze wskazaniem na Oskara) wiele nas to kosztowało (i nie mam tutaj na myśli kosztów zakupu bączka, który od razu poprawił mu humor :))
Niech mina Oskara będzie dowodem na to, że wcale nie było tak łatwo!!!
Ostatnia doba upłynęła nam naprawdę dość intensywnie, wszyscy zasłużyli więc na odpoczynek - pora spać!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz