Strony

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Dojazd do Bułgarii

Już wiecie kochani: JAK SIĘ ZACZĘŁO, i DLACZEGO, i GDZIE????!!!
Teraz przyszło odpowiedzieć na pytanie: JAK i KTÓRĘDY i ZA ILE i JAK DŁUGO!!!!
No to na skróty: samochodami, przez Słowację, Węgry i Rumunię - za ILE? - to za chwilę.
A DŁUUUUUUUUUUUUUUUUGO jak nie wiem, co.
To tyle tytułem wstępu.
Oczywiście jeśli chodzi o czas trwania podróży to proszę wziąć pod uwagę glównie liczebność grupy, a co za tym idzie  mnogość aut, które nas wiozły... choć niekoniecznie chciały nas wieźć (ale o tym za chwilkę)
Dla porządku wszystkie samochody miały być przygotowane do wyjazdu, zatankowane na full, "nagazowane", wycieraczki, płyny wszystko dopięte na ostatni guzik. W termosach kawa/herbata, napoje zimne, energetyzujące w zapasie i kanapki, w portfelu: kasa i karta (da się płacić za paliwo i winiety kartą). Umówiliśmy się o 21.00 15 lipca w piątek na stacji benzynowej na Modlińskiej, krótka wymiana zdań, lekkie dostrojenie CB (niezwykle przydatna rzecz szczególnie w grupie) i ruszamy...
Planowana i rzeczywiście w ten sposób przebyta trasa samochodowa do Bułgarii przebiega następująco:
Warszawa
Tarczyn
Grójec
Radom E77/S7
Skaryszew
Iłża E371/9
Ostrowiec Świętokrzyski
Rzeszów
Domaradz
Dukla
Barwinek - granica PL/SK
Svidnik  - bezpłatna obwodnica Śvidnika
Giraltovce
Presov
Kosice
Sena
Tornyosnemeti M30 - granica SK/HU
Miskolc M35
Hajduboszormeny
Debrecen
Hajduszoboszlo - w sumie na liczniku mamy 750 km Tak jak planowaliśmy do Hajduszoboszlo dotarliśmy rankiem około godziny 8:00. Tutaj też zaczepiamy się na cały weekend. Meldujemy się w znanej nam już kwaterce u Miklosa.

Radziu przed domem NIXY

Zajęliśmy wszystkie 3 domy, które oferuje Miklosz na swojej stronce. Sama zresztą nie wiem, jak się pomieściliśmy, wystarczy spojrzeć na podwórko, które przez chwilę wyglądało tak:

Photo by Miklos Varga
Już pisałam w ubiegłorocznych postach, że świetnie, że polecam, że miło, że czysto, że super, że...zresztą zobaczcie sami:
http://www.friweb.hu/nixy-apartman/
Nie napisałam jeszcze jednego, że właściciele są niezwykle mili i gościnni. W sobotę wieczorem przygotowali nam węgierską ucztę, pyszny bograc gulas, z lekka przez nas zakrapiany palinką (to taki ichni koniaczek :))
i zakąszany typową węgierską papryczką - aż język stawał dęba!!!

Tutaj właśnie nasz gospodarz Miklosz Varga z żoną.
To naprawdę był świetny pomysł na nocleg i regenaerację sił przed dalszą podróżą. Czas wolny spędzamy na terenie HUNGAROSPA - kompleks basenów z wodami termalnymi. (Patrz: posty z sierpnia 2010 roku)
W niedzielę zjadamy obiadek na Lovas i wyruszamy w dalszą trasę. Przed nami znacznie gorszy odcinek - Rumunia i jeszcze kolejne 1050 kilometrów.
Tutaj niestety już nie da się nic zaplanować - przez Rumunię jedziemy i jedziemy... Droga kręta, góry, ciągle policja, a o tym to ja jeszcze napiszę, bo panowie naprawdę zasłużyli sobie na osobny post!!!
Drogę zaplanowałam zgodnie z radami forumowiczów z bulgaricus.com - Polecam
Bors - granica HU/RO
Oradea
Alba Julia
Turda
omijamy w ten sposób Cluj Napoca
Sibiu
Pitesti
Centuri Bucaresti
Giurgiu- Ruse
Ruse - granica RO/BG - dotąd 705 km (podobno z Cluj Napoca do Ruse 8 godzin - u nas to było chyba z 10 )
Razgrad
Shumen
Devnya
Varna
Nesebar
Ravda -pokonujemy 1050 km
Planowaliśmy dotrzeć do Ravdy po ok.14 godzinach+ 1 godzina zmiana czasu w Rumunii - tak więc na miejsce dotrzeć mieliśmy około 7.00-8.00 rano. To tak planowaliśmy, a życie... życie pisze nieco inne scenariusze. Zresztą musi być o czym pisać. Inaczej byłoby nudno.
No cóż na miejsce docieramy około godziny 12.00 w południe - niezwykle zmordowani, ale szczęśliwi, że to się w ogóle udało!!!
Otóż na górskim odcinku, za Oradeą między Izvoru a Cluj Napoca, nasza ukochana Grand Chrystyna (czytaj Chrysler Grand Voyager) odmówił sternikowi posłuszeństwa ... i dostał drobnej czkawki. Jadąc z górki nagle brakowało jej dostępu paliwa i gasła. No cóż .. z górki to jeszcze, jeszcze ... gorzej, że kilka kilometrów dalej zdarzyło się to pod górkę. Dobrze, że kolega Robert też ma dużego Chryslera i jakoś brat z bratem radę dali. Nie będę Was zanudzać, ale prawda taka, że w Cluj Napoca - oczywiście jadąc do Bułgarii - byłam już święcie przekonana, że czas zadzwonić do Asisstance i że tutaj kończy się nasza podróż. Myślę sobie: trudno! - wszystko załatwiłam, zaplanowałam, moi druzja pojadą, a my jedna nocka w hotelu w Cluj Napoca, coś naprawią i wracamy do Hajduszoboszlo i tam sobie na nich poczekamy. A i Miklosz się ucieszy! Będą wracać to opowiedzą jak było.
Jednak szybki telefon do mechanika w Polsce rozwiązał problem. Mówi: pociągną, na trójce - jak odpali to jedziecie dalej. Tak też było. Szczęśliwie dotarliśmy do celu. I pewnie myślicie, że to koniec. Otóż nie - trasa daleka, a z samochodem, to jak na loterii. Kiedy Grand Chrystyna była już grzeczna, choć Radek musiał jej przy tankowaniu paliwa dawać witaminki :) i trzymać na wysokich obrotach - okazało się że nagle jeszcze jeden samochód odstawił szopkę na autostradzie w Bułgarii. Nagle stracił moc, a że to automat - to nawet nie było mowy o holowaniu. Znowu stracone 2 czy 3 godziny. I żeby nie desperacja koleżanki, chyba byśmy jeszcze czekali i czekali na pomoc. Okazało się że w tej wersji samochodu 10ciokrotne odpalanie samochodu kasuje błąd i tak się złożyło, że udało się go odpalić. Myślę, że nawet samochody miały już po prostu dość... A przecież jeszcze droga powrotna..., ale to za 10 dni. I już naprawdę, nawet siłą, nikt nas stąd nie wyciągnie. Miał być jeszcze z Rawdy Istambuł autokarem - ale o co to, to nie!!! Droga naprawdę tak dała nam w kość, że teraz mieliśmy ochotę juz tylko się wygrzewać na słonku i porządnie WYPOCZĄĆ!!
Dla porządku jeszcze kilka słów o winietach:
SŁOWACJA - 1 miesięczna winieta za 14EUR (zakup na granicy) lub 71,50 zł. (PZMot) - Zrezygnowaliśmy z jej zakupu i jazdy autostradami i ekspresówkami. Okazało się, że za te 14 EUR mieliśmy przejechac tylko odcinek 37 km Presov-Kosice. Daje się to ominąć zwykłą drogą krajową Nr 68 biegnącą równolegle do D1 - która początkowo prowadzi jak na autostradę - są jednak znaki skreślonej winiety A i obwodnica Świdnika tez jest bezpłatna..
WĘGRY - 2 winietki 4 dniowe - 2 x 1650 HUF = około 45 zł. zakup na granicy lub w PZMot za 81 zł. - My kupujemy na stacji benzynowej ok 12 km za granicą - można płacić kartą - wyszło 25,45 zł i 24,54 zł.
RUMUNIA - przejazd przez most na Dunaju Giurgiu-Ruse 6 EUR powrót Ruse-Giurgiu 2 EUR
winieta 1 miesięczna 7 EUR
Przed wjazdem na most w Ruse (w drodze powrotnej)
BUŁGARIA - 2 winiety tygodniowe - 2 x 5 EUR = 10 EUR. Także zakup na stacjki i to odrazu zakupiliśmy 2 winiety - w sumie z konta zdjęto 42,16 zł.
Razem na winiety wydaliśmy 148,42 zł.
Ogólnie trasa rzeczywiście bardzo męcząca - specjalnie dla naszych dzieci jechaliśmy nocą, choć kierowcy naprawdę mieli już dość.


W drodze powrotnej Rumunia zrobiona za dnia - rzeka Olt i uroki gór , bo w końcu przecinamy Karpaty, ale za to niezłe korki. Nigdy nie da się mieć wszystkiego.

Są też tacy, którzy jeżdzą przez Serbię, ale podobno dalej około 500 kilometrów, a krócej tylko około godzinę. Tylko napewno tam trzeba mieć Zieloną Kartę.
Są też tacy, którzy lecą samolotem... Tylko napewno trzeba na to wydać więcej kasy...
Koszt dojazdu i winiet samochodem to około 1200-1300 złotych, a to przy 4 osobach samolotem chyba raczej nierealne!!!

1 komentarz: