Strony

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Kajakiem po Skrwie

Podczas weekendowych pobytów na naszych ukochanych Kujawach niejednokrotnie wspomnieniami wracaliśmy do spływów kajakowych po Krutyni. Zapragnęliśmy wprowadzić nasze młodsze dzieci w arkana turystyki kajakowej. Tak powstał pomysł zorganizowania spływu kajakowego w okolicach Płocka. Z pomocą przyszły nam internety. I tak oto znaleźliśmy cel naszej krótkiej wycieczki.
Termin spływu: sobota 23.06.2018 pierwszy dzień wakacji i istny armagedon turystów, jak rzekł organizator.  Wyszło więc na to, że nie ma szans na spływ dłuższą trasą, a pozostaje nam jedynie krótka 1,5 godzinna trasa. Organizatorów spływów jest kilku w tym terenie m.in. https://osadamlynarza.pl/splywy_kajakowe
Wstępnie zarezerwowaliśmy 10 kajaków dwuosobowych, ale w ostatniej chwili ze składu wypadła nam czterosoobowa rodzina. No cóż pogoda nie była obiecująca. A my mimo to, zdecydowaliśmy się podjąć wyzwanie. 
No i mieliśmy szczęście, bo to były jedyne 3 godziny w ciągu dnia, podczas których nie padał deszcz. Trasa spływu prowadzi przez rzekę Skrwę - prawy dopływ Wisły, na terenie Brudzeńskiego Parku Krajobrazowego.
Rzeczywiście kierowcy jadą do Cierszewa, wysadzając pozostałych pasażerów o godzinie 16:00 w niepozornym miejscu wskazanym przez organizatora, tuż przed mostem w Radotkach. Polna droga wprowadza nas w las, by wreszcie dosiąść kajaków i z nurtem rzeki pokonać 5 kilometrowy odcinek prowadzący do ośrodka w Cierszewie. Po kilkunastu minutach oczekiwania nasi kierowcy razem z kajakami dojeżdżają do miejsca startu. Wsiadamy w 8 kajaków, a grupa liczy 15 osób.
Cena wynajmu razem z transportem wynosi 30 zł za kajak. 
Sprawnie logujemy się w kajakach.
Ciocia Dobra Rada podpowiada: 

  • wymagany strój sportowy i obuwie gumowe - minimum klapki, choć znacznie lepsze są crocsy mocno trzymające się nogi.
  • Warto wziąć etui wodoszczelne na telefon, 
  • kremy z filtrem,
  • czapki na głowę, 
  • ręczniki i kąpielówki, gdybyśmy mieli się skąpać...
Wszyscy dostają kapoki i wiosła. Jest przy tym sporo śmiechu i zabawy, wszak większość drużyny pierwszy raz próbuje sił w kajakarstwie.
Radek ma nowego kompana - Oskar szybko pojął zasady wiosłowania.
Wszyscy mają  niezły ubaw, szczególnie za sprawą wyjatkowej pary.
 Mysza i Renata pokonują rzekę wszerz, śmiejąc się przy tym do rozpuku.
Mieliśmy nawet do pokonania mini wodospad i nawet nam się to bez trudu udało. A już miałyśmy robić przenoskę. Po niespełna półtorej godziny - choć w moim przypadku to były pewnie ze dwie - docieramy do mety. 
Jeszcze tylko rodzinne zdjęcie...
i nieudolne próby zrobienia zdjęcia grupowego.
To tu - w Cierszewie czekają nasze auta. Spływ to było świetne zespołowe doświadczenie i taki przedsmak prawdziwego spływu. Z przyjemnością spróbujemy swoich sił na dłuższej trasie.