Strony

niedziela, 29 października 2023

Moni Arkadiou - klasztor który musisz zobaczyć

Absolutne "must see" Krety to klasztor Arkadi. Od wioski Margarites dzieli go raptem 15 km i 26 minut drogi, warto więc zajechać w te strony. Szczególnie, że obiekt w sezonie czerwiec-sierpień czynny jest codziennie w godzinach 9:00-20:00. Na miejscu znajduje się duży darmowy parking, a wstęp do środka kosztuje 4 EUR/os (darmowy dla dzieci do 14 lat). Wszelkie aktualne informacje dostępne są na stronie  Moni Arkadi.
Kiedy podjeżdżamy pod klasztor parking jest zupełnie pusty. Mamy więc idealne warunki do wsłuchania się w jego tragiczną historię
Otóż, w 1866 roku, na początku rewolucji kreteńskiej uciekając przez okupacją osmańską schroniło się tu 964 bojowników i mieszkańców pobliskich wiosek, w tym setki kobiet i dzieci. Oblężenie klasztoru trwało dwa dni. W końcu, dnia 9 listopada 1866 roku, nie chcąc skapitulować przed Turkami, przeor klasztoru nakazał podpalić prochownię (pozbawione dachu pomieszczenie w północno-zachodnim narożniku). W eksplozji zginęli zarówno obrońcy, jak i 1500 tureckich żołnierzy - a to dramatyczne wydarzenie zwróciło uwagę Europy na los Kreteńczyków. Tragedia Arkadii nazywana jest bardzo często "Holocaustem". 
Klaoustra - Zachodnia Brama która została odbudowana w 1870 roku w miejscu starej bramy datowanej na 1693 rok.  
Podobno, kiedy eksplodowała prochownia w klasztorze Arkadi podmuch wyrzucił na drzewo jedno z niemowląt, które dzięki temu ocalało. Kiedy dziewczynka dorosła, została zakonnicą. 
Drzewo cyprysowe pozostałe na dziedzińcu klasztoru to niemy świadek męczeńskiej śmierci tak wielu ludzi. 
W korze drzewa nadal widoczna jest kula z powstania z 1866 roku.  
Po prawej stronie od wejścia znajduje się muzeum i galeria sztuki.
Na terenie znajduje się także sklep z pamiątkami i wystawa ikon.
Można zajrzeć do jednej z klasztornych kaplic. 
W celach wystawione są przedmioty codziennego użytku,
ale także maszyny które służyły np. do tłoczenia produkowanej tutaj oliwy.
Część zabudowań stanowi prywatną przestrzeń mnichów, niedostępną dla zwiedzających. 
Kościół centralny, tzw. Katholikon -  pod wezwaniem "Chrystusa Zbawiciela, Św. Konstantyna i Św. Heleny" stanął w 1587 roku w miejscu mniejszego kościoła z XIII wieku.
Kościół ma dwie nawy i choć we wnętrzu widać znaki czasu,  
to malowane na desce ikony zachwycają do dziś.
Klasztor obchodzi swoje święto 21 maja, 6 sierpnia i 8 listopada. 
Budynki znajdujące się po prawej stronie od wejścia to miejsce, które podczas oblężenia służyło jako ambulatorium dla rannych.
Przez swoje tragiczne losy klasztor Moni Arkadi stał się dla Kreteńczyków symbolem męczeństwa w walce o niepodległość Grecji i najświętszym miejscem na Krecie. Jest nie tylko kościołem prawosławnym i w pełni funkcjonującym klasztorem, ale także celem wielu pielgrzymek. Choćby dlatego warto minutą ciszy w klasztornych zaułkach uczcić bohaterstwo poległych tu Kreteńczyków.

piątek, 20 października 2023

Margarites - wioska garncarzy

Niespełna 25 km od Retimno położona jest urokliwa wioska Margarites, którą postanowiliśmy odwiedzić niedzielnego popołudnia. Bezpłatnie parkujemy samochód, tuż przy wjeździe do wioski. Rozstawione niemal na środku ulicy stoliki jednej z lokalnych tawern świadczą o tym, że jesteśmy w centrum. Do Margarites docieramy w dniu naszego trekkingu na Psiloritis - w niedzielę około godziny 15:00 i pierwsze co daje nam się zauważyć to niesamowity spokój. Nasi znajomi byli tu około południa - wówczas odbywało się nabożeństwo z okazji Święta Przemienienia Pańskiego, ustanowionego przez papieża Kaliksta III w podziękowaniu za zwycięstwo oręża chrześcijańskiego nad Turkami pod Belgradem 6 sierpnia 1456 roku. Podczas obchodów w pobliskim monastyrze było tłumnie, ale kolorowo - dookoła sypano płatkami kwiatów. Teraz jest cisza i spokój.... w monastyrze też. Ale zaczynamy od sklepików. Na szczęście pora sjesty przez lokalnych mieszkańców nie jest tutaj przestrzegana - wszystkie lokale są otwarte, a my możemy cieszyć się pustymi uliczkami i chłonąć Margarites, tak jak lubimy - z dala od zgiełku i blichtru znanych kreteńskich kurortów.   

Bogate złoża gliny znajdujące się w tym regionie sprawiły, że Margarites od tysięcy lat słynie z produkcji wyrobów garncarskich i ceramicznych. Daje się to zauważyć już od pierwszych chwil spędzonych w wiosce. 

Przy głównej ulicy ciągnącej się przez wieś w małych kramach, niczym w warsztatach rzemieślniczych zakłady garncarskie prezentują swoje tradycyjne kreteńskie wyroby. 

I wcale nie dziwi mnie fakt, kiedy w jednym z nich widzę młodego chłopaka lepiącego z gliny ozdobne przyprawniki. Rzemieślnicy z wioski Margarites posługują się lokalną, czarną gliną, która po wypaleniu zmienia kolor na czerwony. Często w takich warsztatach organizowane są nawet krótkie pokazy sztuki garncarskiej. 

Minojskie pitosy to starożytne ozdobne beczki gliniane - duże garnce, które przepięknie zdobią krużganki wielu greckich ogrodów. 

Dominują tu przede wszystkim różnego rodzaju garnki, kubki, filiżanki, talerze czy dzbanki, ale także domowe ozdoby (np. wazony, świeczniki czy latarenki).

Nawet jeśli nie jesteście zainteresowani takim rękodziełem z całą pewnością warto tu wstąpić. 

Błękitne okiennice, kamienne elewacje, ale też stare, bielone domy - Margerites zachowało swój oryginalny grecki klimat.
Wśród punktów z wyrobami z gliny dostrzegam ukryty mały bizantyjski kościół św. Jana Chrzciciela, w którym zachowały się oryginalne freski pochodzące z 1383 roku.
Schodzimy z części handlowej miasta, gdyż chcemy wstąpić jeszcze do monastyru. Dostrzegamy unikatowe drzewo wyrastające z muru zabudowań klasztornych. 
Wspinamy się ok. 100 metrów na wzgórze klasztorne, na którym znajduje się także mały cmentarz.
Klasztor Sotiros Christos i Agios Gideon położony jest w najwyższym punkcie wioski Margarites. 
Kiedy wchodzę do środka widzę chleb przygotowany dla wiernych
i skromny ikonostas.
Teren klasztoru wprost zachęca do odpoczynku - ogród pełen jest kwitnących roślin, a w cieniu drzew
udaje nam się nawet dostrzec spacerujące dumnie pawie. 

Zajrzyjcie do Margarites koniecznie, choćby po to by kupić oryginalną ceramikę, wspierając w ten sposób małe, lokalne biznesy, przekazywane często z pokolenia na pokolenie. 
"A wtopić się w atmosferę tej małej kreteńskiej wioski bezcenne!!!" - powiedziała Mysza spoglądając na umieszczone na domowym kominku gliniane akcenty przywiezione z kreteńskiego Margarites. 

piątek, 13 października 2023

Najwyższy szczyt Krety Psiloritis

Dziś zapraszam Was na najwyższy szczyt Krety - Psiloritis.
Właściwie nazw góry jest całkiem sporo: Psiloritis to także Mount Ida, Idha, Ídhi, Idi i Ita, a w końcu Timios Stavros, czyli Święty Krzyż. Góra osiąga wysokość 2.456 m. n.p.m. Wartość imponująca - wszak to zaledwie kilkadziesiąt metrów niżej niż Rysy. I to chyba to jedyne podobieństwo. Krajobraz zupełnie inny, droga długa, kamienista, nieeksponowana ścieżka - nie ma się czego obawiać. Czy aby na pewno?
Na Psiloritis wyruszamy z Agia Pelagia o godzinie 6:00 rano. Dojazd autem do Mygero Refuge, skąd rozpoczniemy trekking zajmuje nam 1,5 godziny. To odległość ok. 56 km - jednak od wioski Livadia w znacznej części trasa prowadzi krętymi górskimi drogami. 
W końcu 7:30 jesteśmy na miejscu - na wysokości 1.570 m n.p.m.. Mygero Refuge to nieczynne od dawna schronisko - trzy budynki, robiące wrażenie pustostanu. Nie ma tu toalety, ani bieżącej wody. Miejsce to może służyć za schronienie w przypadku złej pogody - z całą pewnością nie jest sprzątane od wielu miesięcy. 
Przy budynkach schroniska znajduje się duży bezpłatny parking, na którym zostawiamy auto. 
Teren płaskowyżu Lakkos Mygerou, skąd rozpoczynamy wędrówkę wygląda jak gigantyczne pastwisko, po którym przechadzają się stada owiec i kóz. 
O godzinie 7:40 wchodzimy na szlak.  
Schronisko powoli zostaje za naszymi plecami. Temperatura powietrza jest dość przyjemna - jeszcze nie czuć upału. Po wczorajszej wędrówce wąwozem Samaria ograniczyłam się jedynie do wzięcia koszuli. I to był błąd. Największy jaki popełniłam tego dnia.
Po 15 minutach trekkingu napotykamy biały pamiątkowy kamień.
Pokonywanie kolejnych metrów nie wskazuje na żadne utrudnienia.
Niestety góra jest niewidoczna - szczyt zasłaniają chmury.


Choć góra wygląda łagodnie, najgorsze co mnie spotyka to wiatr. Po drodze mijamy wracających turystów, którzy mówią, że koniecznie trzeba się ubrać. Ten cień i widoczna przełęcz to miejsce, w którym dużo się zadziało. W miejscu tym zerwał się tak silny i porwisty wiatr, że z trudem udawało mi się utrzymać czapkę na głowie. Zdjąć jej nie chciałam, bo było mi strasznie zimno - w uszach aż świstało. W dodatku miałam na sobie tylko koszulę, a siła wiatru sprawiała, że z trudem utrzymywałam równowagę. Poczułam przeraźliwe zimno. Decyduję się na odwrót. Na koniec jeszcze pomagam Radkowi wcisnąć rękawy kurtki przeciwwiatrowej - swoją beznadziejnie zostawiłam w hotelu. Po godzinie trekkingu rozstajemy się - ja wracam na dół, a Radek decyduje się iść wyżej.  Dałam ciała, jak nic!!! Wykorzystuję moment, że nadchodzą z góry dwaj mężczyźni z młodym chłopakiem. 
Pomyślałam, że będę czuła się bezpieczniej, schodząc z nimi. Szybko jednak okazało się, że to pasterze, którzy rozbiegli się po zboczu goniąc kozy, a towarzyszenie im wiązało się z zupełnym zejściem ze ścieżki.     
Kiedy schodzę na dół niebo jest już bezchmurne, a ja nie mogę sobie darować tego, że tak słabo się ubrałam. 
A dziś pozostało mi jedynie opublikowanie zdjęć Radka, który wygrał walkę z wiatrem.
Najwyższy szczyt Krety - Psiloritis 2.456 m npm. 
Gratulacje :)
Cały trekking Radka - 10,5 km. zajął równe cztery godziny, mój niestety tylko dwie. Nie jestem jednak jedyna, która tego dnia zawróciła. Kiedy na parkingu czekam na męża, spotykam kilku turystów - wszyscy uskarżali się na uporczywy wiatr. Niektórych mijałam schodząc z góry - oni także zawrócili. Ktoś nawet powiedział, że wiatr na przełęczy wiał z siłą 70 km/h. To wręcz nieprawdopodobne. No cóż - kiedyś tu jeszcze wrócę - i może będę miała więcej szczęścia... bo rozumu na pewno :) 
Na pocieszenie wrzucę Wam jeszcze fragment tekstu Grzegorza Krupińskiego zamieszczonego na łamach magazynu NPM (08.2019 "Zeus Kamloteus").
"Na wysokości 2250 metrów n.p.m. osiągam przełamanie płaskiego grzbietu, gdzie od wschodu do­chodzi szlak z Nidy. W tym miejscu należy się skierować ostro w prawo, na zachód. Ścieżka pnie się stokami góry Agathias. Idajski grzbiet jarzy się czer­wonawym kolorem. Na kolejnej kulminacji widzę kostkowały kształt. Czyżby to była już kapliczka na szczycie Psiloritisa? Naładowany energią osiągam grzbiet między Agathias i Psiloritisem. Widok zapiera dech w piersiach - panorama rozciąga się od Mo­rza Kreteńskiego do Morza Libijskiego. Ta ostatnia nazwa i zawiewający od południa ciepły wiatr przypominają, że od Afryki dzieli mnie tylko 300 kilometrów. Ostatnie łagodne podejście i już melduję się przy kapliczce, zbudo­wanej z luźnych kamieni. Wszem i wobec oznajmiam swoją obecność na szczycie, bijąc w dzwon przy kaplicy. Na zespawanej z metalu konstrukcji widnieje napis Timios Stavros - Święty Krzyż. To wezwanie kaplicy, a zarazem alternatywna na­zwa góry. Co roku, 14 września, jest ona celem masowej pielgrzym­ki, a wierni spędzają noc na szczycie, pod gołym niebem.  Klaustrofobiczne wnętrze budyneczku wypełniają ikony i skrom­ne wota. Zostawiam drobne na ofiarę i zapalam świecę. Obserwo­wany bacznie przez brodatych świętych wpisuję się do książki wejść i zaglądam do następnego pomieszczenia z zaimprowizowanym po­słaniem. Nadaje się na awaryjny nocleg dla dwóch, trzech osób. Z żalem opuszczam gościnny wierzchołek i rozpoczynam powrót tą samą drogą."

Ach! Jak szkoda, że to nie moje wspomnienia. Niech mój post będzie lekcją dla innych. Owszem, ja też przeczytałam miliony porad i przecież nie pierwszy raz byłam w górach, tym razem jednak zupełnie straciłam czujność. Sugerowałam się np. ubiegłorocznym zdobywaniem najwyższego szczytu Rodos - Attavyros, gdzie żar lał się z nieba. A przecież 1.215 to nie to samo co 2.456 m npm... 

Góry uczą pokory...