Strony

wtorek, 25 grudnia 2012

Londyn - dzień drugi ...i ostatni

No to mamy kolejny dzień czwartek - 8 listopada 2012 roku. Nasz drugi i ostatni dzień pobytu w Londynie. Krótki wypad, ale jakże bogaty w treści… trochę zwiedzania, trochę i zakupów. Wszak takich wyjazdów można zorganizować do Londynu więcej – choćby tematycznie – jeden po muzeach, jeden po parkach, czy w końcu wyjazd zakupowy. Ja chciałam zrobić takie „trzy w jednym” i to w niespełna dwa dni. Na dziś zostawiłyśmy sobie głównie shopping. Nasze travelki obowiązują od godziny 9:30 – nie ma więc powodów do rannego wstawania. Wstajemy około 8:00. Za oknem słonko. Temperatura około 14 stopni. Szybkie śniadanko, kawa z naszymi gospodarzami i tu podpowiedź: travelki off-peak obowiązują powyżej 9:30, ale w metrze. Autobusem można spróbować pojechać wcześniej – wszystko zależy do kierowcy. A dodam, że nawet zakup jednorazowych biletów, które chciałabym wykorzystać przed 9:30 na metro to koszt 4,30£ + 2,10£ = razem 6,40 £ (około 32 zł). 
Widok na ulicę na której znajduje się dom gościnny Family House

niedziela, 16 grudnia 2012

Pierwsze koty za płoty... Londyn wita

Jest 7 listopada 2012 roku – środa. Nie dziwi mnie już nawet deszcz stukający o parapet. W końcu mamy jesień, a kierunek Londyn też mówi sam za siebie. Planowany wylot do Londynu (Stansted) mamy o 10:25. Na lotnisku w Modlinie musimy być o 8:25. Bez trudu docieramy tam samochodem. Port lotniczy Modlin oczywiście w deszczu, a i wiatr daje nam się nieźle we znaki. Pogoda ma tutaj spore znaczenie z uwagi na fakt, że wejście do samolotu odbywa się nie rękawem, ani też nie autokarem, ale spacerkiem po płycie lotniska. Jak tanie loty, to po „taniości”. Lot przebiega bez żadnych uwag, personel pokładowy zwija się oferując co chwila napoje, kanapki, słodycze, a to zdrapki, a to kalendarze, bony Ryanaira, w końcu bilety na kolejkę transferową Stansted Express. Ceny jak na pokład przystało - zawrotne. Kawa czy herbata około 12 zł.
Lądujemy w Stansted o godz. 12:50 czasu polskiego (choć planowane lądowanie o 11:55 czasu brytyjskiego). Dźwięki fanfary dobiegające z głośników aby uczcić fakt, że linia Ryanair jest najbardziej punktualną linią w Europie. Znowu wylądowali przed czasem! (…albo tak ułożony jest rozkład lotów). Zegarki cofamy o godzinę. Kilka minut po 12:00 jesteśmy w kolejce do odprawy paszportowej – szybkie przekroczenie bramek i kierujemy się zgodnie z plakatami ku firmie Terravison, którą obok National Express z powodzeniem mogę polecić na przejazd. Po wyjściu z terminala nietrudno znaleźć przystanki autobusowe – ten na którym roi się od oczekujących pasażerów to przystanek autobusów Terravision jadących do Victorii, my zaś wybieramy stanowisko autobusowe nr 12 (kier. Stratford Bus&Rail Stadion). Tuż przed autobusem stoi sprzedawca biletów. Zakup biletu powrotnego to koszt 11£. My kupujemy bilety w jedną stronę, tak aby mieć możliwość wyboru innej firmy w drodze powrotnej (oszczędność zaledwie 1£, a będziemy miały możliwość powrotu z National Express). Bilet w jedną stronę kosztuje nas 6£. Na Victorię ze stanowiska numer 14 bilet kosztuje 8£. Zresztą wszelkich szczegółów szukajcie na stronie



Wsiadamy w autobus który rusza o 12:35 ze Stansted. Trasa wiedzie autostradą, czy drogą szybkiego ruchu i jedziemy na tyle szybko, że w Stratford jesteśmy już o 13:10. Dojazd do Stratford (dzielnica olimpijska w trakcie Igrzysk Olimpijskich 2012) to dobra alternatywa do dojazdu na Victorię. Nie trzeba było czekać w kolejce, a stąd w krótkim czasie przemieścimy się już metrem. Po wyjściu z autobusu Terravision przed nami rozległe centrum handlowe Stratford z charakterystycznymi dekoracjami w kształcie liści.

poniedziałek, 26 listopada 2012

Tanie latanie... czy tylko naciąganie???

Pytanie w tytule zaintrygowało pewnie niejednego z Was.
Nie ukrywam, że także i mnie.
Czy możliwe jest latanie za grosze???
Ilekroć robiłam jakiekolwiek symulacje, z początkowej ceny robił się tysiąc złotych. A w sieci jak grzyby po deszczu pojawiają się blogi mające w tytułach właśnie "tanie loty" . A kiedy przyjdzie, co do czego to na lot wydać trzeba co najmniej "kilka stówek". A miało być za złotówkę???!!!
Postanowiłam więc wzbogacić swoje globtroterskie doświadczenia, biorąc pod uwagę, że za stara jestem na tanie podróże autostopem i idąc za radą jednego ze wspomnianych blogów...

piątek, 16 listopada 2012

No to ... Sofia w jeden dzień

Rety, rety.. znowu jeden dzień. To chyba już moja specjalizacja, co stolica to pigułka... Może to dlatego, że tak przy okazji, będąc tutaj grzechem byłoby "kiblować" gdzieś na lotnisku, czy dworcu w oczekiwaniu na samolot, czy pociąg... Przecież miasto Cię wzywa, podejmijmy więc to wyzwanie , choćby po to aby mieć własne zdanie w sprawie "Sofia czy Syfia"??? Zapraszam. Jak zwykle na wstępie wiadomości encyklopedyczne: Sofia to bułgarska stolica, leży w Kotlinie Sofijskiej, w zachodniej części kraju, zaledwie 55 km od granicy z Serbią. To najwyżej położona europejska stolica. Jest otoczona górami: od północy szczytami Starej Płaniny, od południowego-wschodu - Górami Łozeńskimi, od południa pasmo Witosza, zaś od południowego-zachodu - góry Lulin. Jest to właściwie geograficzny środek całego Półwyspu Bałkańskiego (podróże.gazeta.pl ) „Zawsze rośnie, lecz nigdy się nie starzeje” słusznie mawiają o Sofii otoczonej zielonymi parkami. Miasto to zostało założone przez Rzymian i określane wtedy jako Serdika. W okolicach Sofii znaleziono wiele osad z epoki neolitu, a i w samym centrum stolicy znaleziono osadę wybudowaną 3000 lat p.n.e., a więc ponad 5.000 lat temu. Stolica Bułgarii wzięła swą nazwę od córki rzymskiego władcy Zofii - muzy reprezentującej mądrość. Samo słowo „Sofia” oznacza „wiedzę”. Mieszka tam około 1,1 mln osób. Na zwiedzanie Sofii mamy nawet nie jeden dzień, a zaledwie kilka godzin. Dlatego też trzeba było wcześniej przygotować trasę (Na szczęście miałam pomocnika - Dzięki Sikorniku). Na dworcu kolejowym w Sofii jesteśmy około 6:00. Przed nami pseudo "poranna toaleta" (niestety w Syfii), pozostawienie bagaży w przechowalni bagaży (na dworcu kolejowym 2 lewa za sztukę, na dworcu autobusowym 3 lewa). Okienko przechowalni znajduje się przy wejściu na dworzec znajdującym sie do strony sklepu BILLA. A więc ruszamy.
 
Moi współpielgrzymi niezwykle już doświadczeni, zarówno Ci najmłodsi, jak i starsi dzielnie poddają się mojej trasie. Na szczęście punkty obowiązkowe nie są daleko od siebie ulokowane, a więc na pewno damy radę. (Znowu pewnie usłyszę, że "Mysza nas nieźle przegoniła"). Spod dworca kolejowego bądź autobusowego do centrum idziemy piechotą, co trwało około 10 min. Przechodzimy na lewą stronę ulicy bulwar Maria Luiza, idziemy wzdłuż torów tramwajowych.

czwartek, 1 listopada 2012

O tym, że nie było wcale proste wsiąść do pociągu...

No i przyszła pora na zakończenie bułgarskich wakacji. Powrotny samolot z Sofii mieliśmy we wtorek 24 lipca o godzinie 14:40. Trzeba więc było podjąć decyzję, czy w Rawdzie zostajemy do wczesnych godzin rannych wtorku, czy wyjeżdżamy na noc z poniedziałku na wtorek. Jako odkrywcy miejsc wszelakich, chcąc poskromić swoją ciekawość miasta Sofia, postanowiliśmy opuścić Rawdę w poniedziałek. Powrót z wybrzeża Morza Czarnego zaplanowaliśmy tym razem koleją. I muszę przyznać, że był to strzał w dziesiątkę.

poniedziałek, 22 października 2012

Istambuł w jeden dzień

Wreszcie...wyczekany, długo zapowiadany i aż wstyd mi, że dopiero teraz opublikowany post. Zapowiadam swój kolejny hicior, bo jak pokazują statystyki tego bloga, największą popularnością i oglądalnością cieszy się na moim blogu post "Budapeszt w jeden dzień". Tym razem będzie to "Istambuł w jeden dzień". No to zaczynamy z wszelkimi szczegółami.
Trzy...
Dwa...
Jeden...
START..
Wyjazd do Istambułu odbyliśmy z biurem podróży "bulgarianexcursions" – S. Apostolov pisze w języku polskim (email: info@bulgarianexcursions.com) na następujących warunkach: (konieczność rezerwacji z tygodniowym wyprzedzeniem): Wyjazd we czwartek 19 lipca, a właściwie w nocy z środy na czwartek o godzinie 2;15 z przystanku autobusowego z centrum Ravdy. Mogliśmy jechać także w sobotę. Na tydzień przed wyjazdem, jeszcze z Polski, warto było przypomnieć się e-malem celem potwierdzenia rezerwacji. Szczegółowa lista z danymi (w tym z datami ważności paszportów) przesłana, już w Rawdzie na dzień przed wyjazdem korespondencja sms-owa ze strony organizatora ze szczegółami wyjazdu. Naprawdę pełen szacun za "internetowe" załatwienie sprawy. Płatność dopiero w autokarze w dniu wyjazdu. Cena?... No właśnie - cena?! Niezwykle atrakcyjna, ponieważ z biura bierzemy tylko dojazd, ubezpieczenie, a zwiedzanie we własnym zakresie.
Cena zgodnie ze stroną internetową: za dorosłego 35 EUR x 3 osoby + 17,50 eur za dzieci do 12 lat. Do tego 4 x wiza po 15 eur. Co daje 60 EUR. Razem z wizami koszt na naszą rodzinę 182,50 EUR (przy kursie 1 EUR = 4,30 zł. daje 784 zł. Na szczęście udaje mi się jeszcze wynegocjować dodatkową zniżkę za grupę 11 osobową (w przypadku naszej rodziny 33x3+16,50+60=175,50 EUR). Zostało "parę jurków" na kawkę.
Podróż przebiega bardzo sprawnie, granice i odprawa także. Turcja wita nas


napisem na granicy

sobota, 22 września 2012

Wakacje .. nie czas teraz na felietony

... a już tym bardziej na ich pisanie. Hola, hola! Przyjechaliście tutaj wypoczywać, cieszyć się urlopem, a nie urządzać dywagacje na temat: dobrze, czy źle, czy ciasno - "ili niet".
Jasne, że dobrze. Ustaliliśmy już że wręcz fenomenalnie!!! Dojechaliśmy szczęśliwie, zakwaterowaliśmy się także zgodnie z planami.. Teraz przyszedł czas na zabawę i integrację. Wszak przed nami spotkanie z kolegami forumowiczami. Sądząc po zapowiedziach ... powinno być nas wielu. I jak to w życiu ... powinno, to nie znaczy było. Łatwiej jest zaistnieć w sieci,  ot tak bezosobowo - trudniej ujawnić się w życiu realnym. A szkoda! Bo było bardzo miło - skrzyknięte na forum "bulgaricus" niezobowiązujące spotkanie. Finalnie spotkaliśmy się w Rawdzie w Czuczurze 17 lipca o godzinie 16;00 - ...  Z rudym102 ts poznaliśmy się w Rawdzie dosłownie dzień wcześniej i bardzo byliśmy ciekawi, czy spotkanie w Czuczurze dojdzie do skutku i w jakim składzie. Obietnic było kilka.
W końcu byliśmy we trójkę: ja, rudy102ts i Daro13 (pozdrawiam chłopaki!!!)
Na szczęście liczy się jakość, a nie ilość :) i gdyby nie to, że byliśmy z rodzinami i znajomymi, to pewnie upilibyśmy się z żalu... Wzajemna wymiana doświadczeń z podróży, naprawdę miłe spotkanie, które zaowocowało potem niezłymi harcami w wodzie oraz jeszcze jednym miłym wieczornym spotkaniem "degustacyjnym". Naturalnie degustowaliśmy... mh... no trunki - nie da się ukryć.



sobota, 18 sierpnia 2012

Rawda... moja Rawda

Właśnie moja.. czy aby na pewno?
Widok na port rybacki od strony plaży południowej
Jaka jest ta moja Rawda? Czy taka jaką pamiętam sprzed roku?
Jak się zmienia? Jakie ma problemy? Bolączki? Jak się tu żyje ludziom?

Wstajemy rankiem - choć oczywiście nie bladym świtem, aby na nowo spotkać się z Rawdą.
Być może uda mi się odkryć nowe miejsca, nowych ludzi, poznać ich małe lub duże historie…

środa, 15 sierpnia 2012

Jedziemy do Rawdy

Jedziemy do Bułgarii. Znowu? Wreszcie... To dziś!!! To dziś!!! To dziś!!!
Drużyna gotowa do odjazdu. 

Walizki spakowane, bagaże podręczne gotowe... babcia na posterunku - czeka na telefon. Umówieni jesteśmy o 7:30 - mama przyjeżdża, zabiera nas w autko i zawozi na samolot, ale wcale nie na lotnisko, ale na pociąg. Razem z nami jedzie na lotnisko. Dokładnie SKM ką - nowa linia S3S lub S3C. Planowany odjazd pociągu 8:12. Planowany wylot samolotu z Warszawy do Sofii o 11:00. 
Tutaj link do rozkładów SKM (które zmieniają się raz w miesiącu)
http://www.skm.warszawa.pl/pl/menu_bok/rozklad_jazdy/aktualny_rozklad_jazdy.html

piątek, 10 sierpnia 2012

Przygody czas !!!


Właśnie. Jak fajnie czuć przygodę!!! .
Przygoda jednak niejedno ma imię. Każda nasza podróż jest wielką przygodą. Myślę, że głównie dlatego, że wyjazdy, tak jak widzicie organizujemy sobie sami. Krok po kroku: dojazd, zakwaterowanie, ubezpieczenie. Bez pośredników, bez dodatkowych kosztów. Zaplanowane - choć także z dużą dozą szaleństwa.
Niby wszystko zapięte na ostatni guzik… a tutaj nie ma jak zapiąć!

Tegoroczne wakacje dla wielu z Was były także niespodziewaną przygodą. W dobie kryzysu na rynku usług turystycznych, kiedy na początku sezonu upadłość ogłaszają jedno biuro podróży za drugim, upadają wreszcie linie lotnicze, klienci biur podróży coraz szerzej otwierają oczy na tę PRZYGODĘ.
Na Przygodę przez duże „P”, na taką jaką my przeżywamy wielokrotnie, kilka razy do roku. Albo z obawy przed potencjalną utratą wakacji zaczynają organizować je sami, albo jadą na tzw. „gotowca” i czują przygodę, kiedy nagle eksmitowani z hoteli na walizkach oczekują na powrót do kraju,
Wybór należy do Was – z biurem, czy bez ?
My po raz kolejny wybieramy BEZ. ..Choć tak naprawdę, moi współtowarzysze podróży, wcale nie czują się pozostawieni sami sobie. W sumie to tylko ja jadę BEZ – oni mają przecież swoja „Myszę w trasie”. Może zatem czas pomyśleć o stworzeniu czegoś na większą skalę…
W trakcie tegorocznego urlopu nie raz padły słowa: Pani Kierownik, a gdzie teraz?? Mam już nawet swojego Asystenta (ha ha ha!!) Staję się nawet powoli rozpoznawalna, choć na tym szczególnie mi nie zależy (pozdrowienia dla Pani, która rozpoznała mnie w Rawdzie). Ludzie pytają też... kto wam to zorganizował... Takie to próżne, że o tym wspominam, ale nawet nie wiecie jakie to miłe - gdzieś w świecie usłyszeć słowa uznania. Serdecznie za nie dziękuję i cieszę się, że moja praca daje korzyści nie tylko mnie i moim znajomym, ale także zupełnie nieznanym mi osobom.

To co - może założyć biuro podróży? A może  agencje turystyczną? Przecież już powoli wysyłam znajomych moimi ścieżkami… Chyba jednak nie - to nie dla mnie!!!
Oczywiście fajnie mieć pracę, która daje pasję, ale przy moim zaangażowaniu w podróże bliskich… chyba poszłabym z torbami. Za każdym razem, kiedy wysyłam kogoś ze znajomych swoimi śladami, śledzę ich każdy krok, czekam na gorące informacje, dzwonię, smsuje, pisze e-maile, prowadzę ich „za rączkę”. A to właścicielowi biura podróży, agentowi, rezydentowi, czy wreszcie pilotowi, po prostu się nie opłaca. Oni robią to na zimno , zgodnie z procedurami, bez emocji i rutynowo… i gdzieś ta pasja umiera… A ważne pozostają tylko pieniądze...
Takim mocno sarkastycznym wstępem uroczyście rozpoczynam zapiski z tegorocznego bułgarskiego urlopu.


poniedziałek, 25 czerwca 2012

Niezłe paczko-Skrzynki

Paczki... Skrzynki... Pudełka...Ale o co kaman?

Niezła paczka to nasza ferajna - buźki znane, już nieraz Wam pokazane, ostatnie zimowe ferie zaliczyli... i znów się razem bawili.. Ale mi się zrymowało :) Dużym skrótem: Małe Suche Dzikie Tomki  

Skrzynki.... to właściwie Goreń Duży, wieś nad jeziorem Skrzyneckim. To tam zawsze chętnie zapraszają nas Mali. To tutaj nieopodal granicy województwa mazowieckiego i kujawsko-pomorskiego chwytamy słońca promienie i wygrzewamy się, grając, pływając, aż wreszcie jęcząc z radości ... że ciągle nas tam chcą.
Otóż tej wiosny udało nam się już dwukrotnie zaliczyć wyjazd na Skrzynki, czy tak jak żartobliwie mawiają nasi znajomi - pudełka. Jak go zwał, tak zwał - zabawa przednia. Wspaniałe rodzinne weekendy, które dają nam zawsze duży oddech od codziennej tyrki. A i nasze mały skarby wprost uwielbiają tam spędzać czas.

Jak podaje Wikipedia "Goreń Duży – wieś w Polsce położona w województwie kujawsko-pomorskim, w powiecie włocławskim, w gminie BaruchowoW latach 1975-1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa włocławskiego."

Odległość od Warszawy około 150 km. sprawia, że w krótkim czasie, obierając kierunek na Płock, po niespełna 2 godzinach jazdy jesteśmy na Skrzynkach. I to wszystko na  temat. Można skończyć na tym, bo właściwie wieś jak każda inna w Polsce. 
Otacza ją jednak cudowny nizinny krajobraz, hektary sosnowych lasów, jeziora,
 dookoła cisza, 




spokój. Właśnie Jezioro Skrzyneckie - tutaj mapa terenu, którą umieszczam za autorem strony
http://www.wios.bydgoszcz.pl/webmapa/wody/skrzyneckie.html


Pewnie właśnie bliskość jeziora spowodowała niegdyś duży rozwój turystyki w tym regionie.
I tak właśnie tutaj się bawimy:
gramy w piłkę...
idziemy na automaty... 
w końcu także pływamy na rowerach wodnych





Tutaj istnieją dwie wypożyczalnie sprzętu - jak widać na zdjęciu wyżej. W jednej z wypożyczalni nawet dość spore rowerki wodne ze zjeżdżalniami. Sprzęt nowy, czysty, zadbany. Ceny jakie oferuje np. wypożyczalnia sprzętu MIFLEX-RELAX (Ośrodek Wypoczynkowy w Skrzynkach  tel 0-54 284 59 54 )
rower 2 osobowy za godz.15,00 zł.
rower 4 osobowy za godz.18,00 zł.
kajak za godz.6 zł.
nie wydają się być wygórowane.

Na Skrzynkach można robić dosłownie wszystko - nasi gospodarze latem mają tam basen, teraz już trampolinę, piaskownicę dla dzieci, zjeżdżalnię... istny raj. Nawet Zimą "Warszafka" chętnie spędza tutaj ferie - wtedy woda zamienia się w lód, a jezioro z grubą pokrywą lodową tworzy niezłe lodowisko. 
Podczas ostatniego naszego pobytu na Skrzynkach (choć adres to Goreń Duży) udało nam się stworzyć tutaj nawet niezłą strefę kibica Euro 2012


Mam kilka wypróbowanych i tych jeszcze nieprzetestowanych sposobów  na nudę.
Jeden z nich to działające przy szkole w Goreniu Dużym mini zoo z bardzo ładnie zagospodarowanym terenem na piknik, czy ognisko

Tutaj organizowane są także "zielone szkoły". http://www.baruchowo.pl/Zielona-Szkola.aspx

Kilka znajdujących się dookoła jeziora ośrodków wczasowych, obecnie raczej w prywatnych rękach, ogródki działkowe i całkiem bogata infrastruktura sprawiają, że na Skrzynkach przestało być cicho. Pobliski Włocławek przyjeżdża się tutaj nie tylko prażyć na słońcu, opalać .., ale także niestety bawić. W sezonie letnim tłumy młodzieży, pełne pola namiotowe, bary  tętniące życiem, muza na full, automaty do gier, wieczorem disco-błysko. Dla każdego coś "miłego"..
Stwarza to niestety zagrożenie dla mieszkańców, działkowiczów, którzy rzeczywiście kilkanaście lat temu właśnie tutaj znaleźli swoją oazę spokoju, swoje miejsce na odpoczynek od zgiełku wielkich miast. Mam nadzieję, że nigdy to miejsce nie zatraci swojego tak specyficznego klimatu.
To tutaj przyjeżdżałam jeszcze w ciąży, tutaj przyjeżdżałam z małą Adusią, tutaj też bywałam z malutkim Oskarkiem. Może kiedyś nasze dzieci tak będą wspominać wyjazdy na Skrzynki. Tak w końcu pisze się historia. 

I za tę historię, za te wszystkie zaproszenia (z nadzieją na kolejne) pozostaje mi Renatko w ten prosty sposób PIĘKNIE PODZIĘKOWAĆ....I do zobaczenia na Skrzynkach

piątek, 4 maja 2012

Bułgarskie transfery

Tak... właśnie tak... znowu bułgarskie. Kierunek Rawda once againChoć to dopiero za 60 parę dni, to praca wre już od lutego.
Internet niemal się gotuje
...tradycyjne wyklejanie zeszytu
...googlowanie
... mapy 3D,
....artykuły,
....prasówka, jedno wielkie szaleństwo.
Ale, ale !!! - Im dalej w las tym ciemniej..... choć widać już światełko w tunelu.
No właśnie w tunelu. Na razie zakończyłam planowanie podróży, a przede mną jeszcze trasa zwiedzania Sofii w jeden dzień (właściwie w pół dnia).
Tym razem lecimy do Sofii, a więc przyszło mi dopiąć na tzw. ostatni guzik- transfer z Sofii do Rawdy. Oto efekt mojej pracy...
podzielony na kilka tematów. Startujemy:

LOTNISKO SOFIA – TERMINAL

Adres: Sofia Airport, 1 Christopher Columbus Boulevard, BG-1540 Sofia
http://www.sofia-airport.bg/
tel. Полетна информация (02) 937 2211/12/13

Docieramy do Sofii o 12:50 na Terminal 2

sobota, 14 kwietnia 2012

Nie tylko blogiem życie płynie

Tak, tak... zaglądacie na bloga - a tu nic ... kompletnie nic nowego. A nie tylko blogiem życie płynie.
Tak jak już wcześniej pisałam, moje życie wypełnione jest ciągłym podróżowaniem - albo w świecie realnym, albo w tym wirtualnym.

W moich podróżach realnych, aby wszystko się udało wymaga to wielu setek godzin spędzonych na:
  • googlowaniu,
  • czytaniu,
  • analizowaniu,
  • liczeniu,
  • radzeniu się innych,
  • radzeniu innym,
  • wreszcie kupowaniu...
  • i w końcu jechaniu!
Strasznie śmiesznie to wyszło - ale taka jest prawda! Moi bliscy czasem pytają mnie, czy mnie to nie nuży i nie męczy - że przecież jak już jadę w dane miejsce - to już wszystko wiem i nic nie ma do odkrycia. (bo np. zamawiając daną kwaterę, ja już znalazłam filmy z ich wnętrzem)
Otóż nie!!! Stanowczo zaprzeczam - na miejscu jedynie sprawdzam zgodność wyczytanych w necie informacji i tworzę w ten sposób nowe spojrzenie i własne opinie.
Aha! I to napewno nie jest tak - że wszystko od początku do końca jest zaplanowane, pod linijkę i z tzw. "kantem". Co to to nie!!! Przygoda jest i musi trwać wiecznie!
Dlatego nieraz śmieję się, że do Bułgarii jadę dopiero latem - a przecież ja w niej cały czas jestem.
A to za sprawą internetu i jego dobrodziejstw, takich jak blogi, zdjęcia, filmy, czy wreszcie fora internetowe, które nie tylko odwiedzam, ale jestem ich użytkownikiem.
Takie fora internetowe to doskonały sposób na wymianę informacji, zasięgnięcie porad, a wreszcie uniknięcie kłopotów. I tutaj, w zależności od tego - gdzie się wybieramy fora bywają różne.
Pierwsze miejsce w moim rankingu zajmuje forum na stronie "Bulgaricus", (edit: 11.05.2015 niestety zamknięte). Już wkrótce zaproszę Was na łamy nowego forum bulgaricus.pl. Do wakacji jeszcze zdążymy....

środa, 7 marca 2012

Zimowe eksploracje Seraka



Dzień 7 -  sobota 28 stycznia 2012 roku
Tak, tak.. to juz siódmy dzień mojego wspominania czeskich ferii.
Jutro już czas powrotu...Dość już zjeżdżania.
Niektórzy odpuszczają z powodu zakwasów, inni z lenistwa, inni zaś postanowili połączyć przyjemne z pożytecznym i .... dziś postawili na eksploracje górskie.
Plan jest następujący: Zdobyć Serak - 1351 m n.p.m
Kto może wjeźdża wyciągiem na samą górę z nartami, czy dechą. Kto nie chce nart, wjeżdża wyciągiem, po to, aby po krótkim spacerze do schroniska znajdującego się na samym szczycie zjechać z powrotem krzesełkiem.
Naprawdę doskonały pomysł na wycieczkę.
Do dziś żałuję, że musiałam zostać na dole szlifując szusowanie juniora... Właściwie zbędny tutaj dłuższy opis. Zdjęcia powiedzą Wam więcej - niż sztuczne wydłużanie opisów.

Bowling w Ostrużnej

Dzień 5 - 26 stycznia 2012 r - czwartek

... No właśnie - narty, ale też coś innego. Jedna deska, dwie deski, snowtubing, klozaki, miski i inne dupoślizgi już były... a więc to inne, to raczej już po nartach. Właściwie wieczorkiem. Tego dnia wybraliśmy się na wspólne kręgle. Bowling w Ostrużnej mieści się w hotelu  Skiland w "centrum" Ostrużnej.

Tutaj link
http://www.skiland.cz/

Uczulam tutaj na wcześniejszą rezerwację torów - w sezonie często trudno wieczorem znaleźć wolny tor, a rezerwacja dwóch torów prawie graniczyła z cudem.
My zarezerwowaliśmy dwa tory: jeden dla dorosłych, drugi dla dzieci.


środa, 15 lutego 2012

Długie zimowe wieczory

Dzień 4 - 25 stycznia 2012 roku
A kiedy już naprawdę wszystkim było zimno ....
czas było wrócić do naszego pensjonatu ....
i odpocząć, po to aby wieczorkiem zasiąść do naszego ulubionego sportu…
A nie będzie to tym razem podnoszenie ciężarów :) No to jak nie podnoszenie ciężarów - czytaj "kieliszków" - to czego?
W tym poście zamierzam zaprezentować Wam nasz sprawdzony sposób na wieczór. Sport uprawiany przez nas w Pensionie pod Serakem UWAGA!!!! to..

..wcale nie popularna gra w WARIATA - kiedy to wszyscy ...


....nawet dzieci


wtorek, 14 lutego 2012

Ramzowa dla każdego

Dzień 3 – 24 stycznia 2012 – wtorek
Ramzowa - Tak, tak dla każdego! Łatwo mówić, trudniej zrobić. Jak tu stać tyle czasu w warunkach zimowych, na mrozie… Ha, ha, ha!!! Na Ramzowej nie trzeba stać bezczynnie i marznąć.
Ośrodek wyróżnia się różnorodnością zajęć nie tylko dla narciarzy.

Otóż na tyłach wyciągu SKI ARENA R3, po jego prawej stronie znajduje się SNOWTUBING. To dolna stacja wyciągu oznaczona napisem HORSKE MINIKARY.

poniedziałek, 13 lutego 2012

Narty w Ramzowej

Dzień 2 - 23 stycznia 2012 roku
Poniedziałek wita nas oczywiście śniegiem, którego napadało w masakrycznych ilościach. Tutaj to naprawdę cieszy - dzieci wreszcie mają prawdziwe białe ferie.

Choć nie tylko dzieci cieszy taka ilość śniegu.

niedziela, 12 lutego 2012

Ramzowa 2012

No to startuję.... Co prawda z ferii wróciliśmy dwa tygodnie temu, ale moja glob-głowa zajęta byla planowaniem wakacji.

Dzień pierwszy – 22 stycznia 2012 roku - Niedziela

Uff! Wreszcie upragnione wyczekane ferie. W końcu spakowani, ubezpieczeni, po zaliczkach, rezerwacjach i innych takich…
Wszystko zgodnie z planem – grupa dopisała tym razem podwójnie.
Tradycyjnie:
  • ktoś miał jechać nie jedzie,
  • ktoś inny jedzie zamiast tego co nie pojedzie
  • – a na koniec tamten co miał nie jechać i tak pojedzie….


Myślę sobie że to już epidemia – wirus podróżowania, może inaczej zwany bakcylem… Poczuli, oj wszyscy poczuli i najzwyczajniej w świecie - przykro zostać w domu.


Dlatego tym razem bagatela 34 ludki.


Prawie wszyscy - brakuje dwóch rodzin (jeszcze 8 główek)

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Przygotowań czas!

Tak, tak... Nadeszła ta długo wyczekiwana chwila wyjazdu na ferie zimowe.
Tak, tak... długo, długo bo pierwsze e-maile z poszukiwaniami kwatery pojawiły się z datą
23 sierpnia ubiegłego roku
Tak, tak...latem planujemy ferie zimowe...a w trakcie ferii zimowych planujemy już wyjazdy letnie. I w tym właśnie tkwi tajemnica rozrastającej się w zastraszającym tempie "naszej" podróżniczej grupy. Tegoroczny wyjazd to nie pięć rodzin, ale już osiem - w sumie 34 osoby. Aż się boję, czy wszystko wypali :)
Tegoroczne ferie, a właściwie ich drugi tydzień planujemy spędzić w Czechach.