czwartek, 1 października 2026

Camino po raz pierwszy, czyli jak do tego doszło nie wiem

W sierpniu tego roku wybraliśmy się na nasze pierwsze Camino. Tak naprawdę, to był pomysł Radka. Jakież było moje zdziwienie, kiedy mój mąż zaproponował mi Camino Ingless. 

Pierwszy raz o caminowych drogach usłyszałam od Ani i Jacka, podczas naszej wędrówki w Pieninach w czerwcu 2024 roku. Łykałam opowieści moich kompanów, które Radek wówczas skwitował tylko stwierdzeniem: "Chcesz to idź - weź sobie jakąś koleżankę i idźcie" No i nie poszłam.... A ponieważ zbliżała się nasza 30-ta rocznica ślubu, postanowiłam na tą okazję znaleźć jakąś ciekawą destynację. Propozycje z mojej strony były różne - jednak nie spotykały się z aprobatą mojego męża. Okazało się, że pomysł Radka przebił wszystko.
Camino Ingles - Droga Angielska wyróżnia się przede wszystkim tym, że jest jedną z najkrótszych, ale ta zaczynająca się z Ferrol jest już taką, która pozwala zdobyć compostelkę. Ale o co w tym wszystkim chodzi: jakie Camino? Jaką compostelkę? Zacznę zatem od alfabetu - słownika pojęć związanych z Camino. 

Camino de Santiago (Droga św. Jakuba) to sieć pielgrzymkowych szlaków prowadzących do grobu św. Jakuba Apostoła w Santiago de Compostela w północno-zachodniej Hiszpanii. Może być to tylko wędrówka, ale także doświadczenie duchowe, kulturowe i osobiste. Wielu z Was od razu nasuwa się skojarzenie z pielgrzymką na Jasną Górę. Otóż ja byłam dwa razy i żadna z moich pielgrzymek absolutnie nie przypomina caminowej drogi. Przede wszystkim idziecie kiedy chcecie, z kim chcecie (a może zupełnie sami) i tak długo jak sobie życzycie. Jedni biją rekordy prędkości, inni kontemplują drogę. Są tacy, którzy dziennie przemierzają ponad 30 km, ale też tacy, którzy pokonują odcinki 10-ciokilometrowe. Do wyboru - do koloru. Tu nikt nie popędza, nie ocenia - ta droga ma się dziać według Twojego pomysłu. Jedyne co ją wyznacza to oznakowana trasa, prowadząca przez wioski i miasteczka - w przypadku Camino Ingles - hiszpańskiej krainy geograficznej zwanej Galicją. Mimo iż po drodze mijamy kościoły - są one, o dziwo zamknięte. Nikt podczas drogi nie organizuje nam mszy świętej - jeśli sobie tego życzysz w miejscowości noclegowej zdarza się że jest msza o godz. 19:00 lub 20:00 - niestety w języku hiszpańskim. Oczywiście, jest inaczej jeśli wybierzecie się na Camino w zorganizowanej grupie pielgrzymkowej np. z biura My Pielgrzymi

Miliarios (hiszp. Mojon) - charakterystyczne kamienne słupki kilometrażowe na Camino de Santiago. 
Pokazują, ile kilometrów pozostało do Santiago de Compostela. W górnej części mają też symbol muszli św. Jakuba.

Flecha amarilla - żółta strzałka wskazująca kierunek szlaku.

Symbol muszli pojawia się także na płytkach chodnikowych

i ogrodzeniach domów. No i taka właśnie pamiątkowa płytka znalazła się na naszym domowym kominku.
Vieira (po galicyjsku) lub concha de Santiago (po hiszpańsku) to muszla św. Jakuba. Muszla przegrzebki oznaczona czerwonym krzyżem jest uniwersalnym symbolem Camino de Santiago – tradycyjnie oznacza pielgrzyma podążającego do grobu św. Jakuba w Santiago de Compostela. Każdy pielgrzym zawiesza sobie taką muszlę na plecaku. Krzyż umieszczony na muszli św. Jakuba (przegrzebku) symbolizuje pielgrzymkę, wiarę i drogę do Santiago de Compostela. Promieniste linie na muszli, które zbiegają się w jednym punkcie, symbolizują różne szlaki, którymi pielgrzymi z całego świata zmierzają do jednego wspólnego celu – grobu św. Jakuba. Dawniej muszla służyła wędrowcom jako naturalne, podręczne naczynie do picia wody ze strumieni lub nabierania jedzenia.
Credencial del Peregrino - paszport pielgrzyma, w którym zbiera się pieczątki ze szlaku. Taki paszport zakupicie w punkcie startowym - w naszym przypadku w Ferrol (cena waha się od 2 do 5 EUR). My takie paszporty zamówiliśmy przez internet za cenę 13,90 zł (Sklep Pielgrzyma), a na starcie w Ferrol zdobyliśmy jedynie pierwszą pieczątkę.

Sello - pieczątka potwierdzająca przejście kolejnego etapu.
Donativo - punkty, znajdujące się na trasie zorganizowane przez mieszkańców oferujących różnego rodzaju pamiątki lub przekąski czy napoje dla pielgrzymów, w zamian za symboliczną opłatę.
Produkty nie mają ceny, a takie stoiska nie są przez nikogo obsługiwane. 
Codziennie uzupełniany jest zapas produktów i opróżniana skarbonka, 
bowiem zawsze obok przytwierdzona jest kasetka na dobrowolną ofiarę. 
W takim oto domku znajdującym się pośrodku lasu można było akurat zakupić owoce, ciasteczka i schłodzone napoje, a także przybić kolejną pieczątkę.

Compostela – certyfikat ukończenia pielgrzymki, otrzymywany w Santiago de Compostela w Domu Pielgrzyma (Oficina del Peregrino) przy Rua Carretas 33. Aby uzyskać tzw. "compostelkę" trzeba pokonać pieszo odległość minimum 100 km, rowerem dystans ten wynosi 200 km. Ten oficjalny personalizowany dokument w języku łacińskim otrzymujemy nieodpłatnie po okazaniu paszportu pielgrzyma - nie pokazuje on jednak ilości przebytych kilometrów.
Drugi certyfikat z faktyczną datą, miejscem startu i datą zakończenia camino oraz trasą i ilością przebytych kilometrów wydawany jest już odpłatnie - w cenie 3 EUR. Oficjalna odległość na Camino Ingles to 113 km, choć na aplikacji Garmin Conect wyszło nam 124,83 km. 
Albergue – schronisko dla pielgrzymów. Mogą być to albergi miejskie, prywatne lub najtańsze przykościelne. Jednak noclegi w schroniskach prowadzonych przy kościołach nie podlegają rezerwacji. Nocleg zazwyczaj kosztuje tam 10 EUR od osoby, a o tym, czy dostaniecie łóżko w takiej alberdze decyduje kolejność przyjścia. Stąd też wielu pielgrzymów kierując się zasadą "kto pierwszy ten lepszy" bardzo rano wychodzi na szlak św. Jakuba, tak aby zawsze mieć miejsce w tych najtańszych albergach. Zanim taka alberga zostanie otwarta ok. godz.13:00-14:00 pielgrzymi tworzą przed wejściem kolejkę z plecaków. My jednak, chcąc uniknąć niespodzianek z brakiem miejsca na nocleg, zdecydowaliśmy się na wcześniejszą rezerwację. Podczas tej 6 dniowej wędrówki spędziliśmy jedną noc w hostelu (Casa de la abuela), jedną w gospodarstwie agroturystycznym (Casa de Ardemil) i trzy noce w prywatnych albergach (w Pontedeume, w Betanzos i w Siqueiro) właśnie w takich salach wieloosobowych. Wszystkie albergi były bardzo czyste i komfortowo wyposażone. W Santiago de Compostela nocowaliśmy już w hotelu.

Buen Camino! - tradycyjne pozdrowienie oznaczające „Dobrej Drogi!” to takie nasze "cześć" na górskich szlakach.

Ultreia! – pozdrowienie pielgrzymów, oznaczające mniej więcej „Naprzód!”. O nim jednak dowiedzieliśmy sie dopiero w Santiago de Compostela, gdzie ujrzeliśmy ten napis na witrynach sklepowych.

Etapa – etap, czyli odcinek trasy pokonywany w ciągu jednego dnia. Etapy naszej wędrówki przedstawię Wam w kolejnych postach. 

Kilometro 0 – symboliczny punkt początku/końca szlaku w Santiago de Compostela. 
Na środku Placu Obradoiro przed samą fasadą katedry znajduje się płyta z muszlą, choć tradycyjnie za właściwy punkt zerowy, do którego mierzono odległości na kamiennych słupkach, 
uznaje się wnętrze katedry, a dokładniej okolice grobu św. Jakuba.
Finisterre/Fisterra – miejscowość i przylądek nad Oceanem Atlantyckim, do którego zmierza wielu pielgrzymów po dotarciu do Santiago. To tutaj znajduje się kamień z napisem Km 0,000. kojarzony z fizycznym „końcem świata” (łacińskie Finis terrae - koniec ziemi). Zresztą kolejny kilometr zerowy znajduje się w Muxia. W obydwa te miejsca wybraliśmy się ostatniego dnia naszego pobytu w Santiago de Compostela, o czym szerzej opowiem w kolejnych postach. Znane jest także tzw. "odwrotne Camino", które w jednym z wariantów prowadzi z Fisterry przez Muxię do Santiago de Compostella, liczący ok. 105 km. 

Planowanie trasy
tu z pomocą w pierwszej kolejności przyszła mi aplikacja Buen Camino, choć muszę przyznać, że najwięcej korzystałam jednak, zarówno podczas planowania, jak i samej trasy ze strony mapy.cz
Oczywiście, jak zawsze niezawodne są grupy na facebook, gdzie uzyskacie wiele porad i to właśnie tam szukałam i ja odpowiedzi na wiele pytań.

Pakowanie
Ponieważ wszystko co zabierzemy ze sobą będziemy nosić na plecach, więc podczas pakowania trzeba się mocno ograniczyć. Nie ma więc tematu stylizacji i przebierania się dwa razy dziennie, bo okazuje się, że i tak najczęściej wybieram moją ulubioną, najwygodniejszą koszulkę, czy spodenki. Choć na Camino funkcjonują firmy transportowe zajmujące sie przewożeniem bagaży na poszczególnych etapach, z jednej albergi do kolejnej - my decydujemy się na tradycyjną wędrówkę z plecakiem. Coraz więcej osób na Camino zabiera walizkę (sic!), a pokonuje trasę pieszą wyłącznie z lekkim plecaczkiem na plecach. Zresztą są i tacy, którzy z noclegu na start etapu docierają taksówką.
Mój plecak ostatecznie waży 7 kg, Radka 9. Wiemy że waga nie może przekroczyć 10 procent naszej masy ciała. Zatem nie jest tak źle, choć z mojego plecaka, co rusz coś jeszcze wyjmowałam. W albergach zawsze znajduje się pomieszczenie pralni, gdzie można skorzystać zarówno z pralki, jak i suszarki (zazwyczaj cena prania to 4 EUR i suszenia kolejne 4 EUR). Także w miastach kończących etap są płatne pralnie dla pielgrzymów. Bardzo często pielgrzymi organizują sobie wspólne pranie i powszechny stał się widok kilku osób siedzących nad koszem wysuszonej bielizny i wybierających swoje elementy garderoby. Dlatego warto wziąć woreczek do prania bielizny. Zawsze można zrobić ręczne pranie - przydadzą się listki do prania (Action lub Lidl), a zamiast klamerek polecam agrafki. Zajmują mało miejsca, a można ich użyć także do suszenia bielizny choćby na własnym plecaku. 
Jak to zwykle u mnie - nie zabraknie informacji praktycznych i dość konkretnych, które umieszczam tutaj, gdyż na internetowych forach poświęconych Camino mnóstwo jest zapytań tego rodzaju. Moje wybory - sprawdziły się. 
Na lot ubrana jestem w krótkie spodenki i koszulkę, a na nogach mam buty Hoka Speedgoat 7 (dwa rozmiary większe niż zwykle), w których zamierzam wędrować. W pasie przepięta nerka, na plecach plecak Rab Aeon 27 (z pokrowcem przeciwdeszczowym i przypiętym karabińczykiem). W plecaku lekka butelka na wodę.
Tym razem nie zabieramy kijków trekingowych - na Camino Ingles nie były potrzebne.

Moja lista rzeczy spakowanych w plecaku na Camino:
  • sandały Crocs Serena
  • liner (prześcieradło na suwak) zamiast śpiwora
  • w nerce: telefon, wachlarz, dowód osobisty, karta płatnicza, 100 EUR, torebka zakupowa składana (bardzo przydatna)
  • paszport Camino w etui
  • ładowarka na dwa wejścia kablowe+kabel c-c i kabel do ładowania zegarka, powerbank+kabel
  • apteczka: folia NRC, plastry compeed, aspirin, heviran, loperamid, sól fizjologiczna, igła, krem na obtarcia, woskowe zatyczki do uszu, Voltaren/PERSKINDOL lub maść końska rozgrzewająca
  • Maść SECOND SKIN lub wazelina - absolutne odkrycie. Codziennie rano pod skarpety smarowałam stopy tą maścią (widziałam że inni pielgrzymi używali wazeliny), dopiero na to skarpety i buty - zero otarć, odcisków i pęcherzy.
  • Maska do stóp (w formie skarpet - zasłużone spa dla stóp na zakończenie camino).
  • SPF w kremie
  • Kosmetyczka zawierająca miniaturki kosmetyków: płyn do mycia, szampon, odżywka, krem do twarzy, płyn micelarny, waciki, gumki, spinki do włosów
  • Czapka z daszkiem (daszek)
  • Cienka bluza
  • 2 sukienki - jedna sportowa, druga nieco elegancka.
  • 2 koszulki merino
  • spódnico-spodenki
  • spodnie długie z odpinaną nogawką
  • dodatkowy jeden komplet bielizny
  • 3 pary skarpet (rewelacyjna seria Running Raid chroniące przed odciskami i jedne cienkie merino, choć uważam że są za mało wytrzymałe)
  • Kostium kąpielowy i czepek (po drodze było kilka miejskich basenów, z których warto skorzystać)
  • Jednorazowy płaszcz przeciwdeszczowy - ja miałam taki spakowany w plastikową kulkę
  • Kurtka przeciwdeszczowa cienka
  • Ręcznik z mikrofibry
  • Woreczki - strunowe i zwykłe jednorazowe z uszami
  • Mała torebka na telefon, świetnie sprawdziła się w mieście 
  • Worek na buty, w którym przechowywałam sandały, który przydał się potem na basen. 

Ponieważ o Camino powstało już multum relacji, opisów i mniej lub bardziej szczegółowych poradników, w kolejnych wpisach przedstawię przede wszystkim harmonogram naszych lotów oraz skrótową relację z całej tej przygody. I choć są tacy, jak choćby Łukasz Supergan, którzy do Santiago dotarli pieszo bezpośrednio z Polski, my nie mieliśmy aż tyle czasu (ani wystarczająco dużo samozaparcia), dlatego z Polski do Hiszpanii wybraliśmy się samolotem.

Bo przecież Camino zaczyna się niekoniecznie tam, gdzie stawiamy pierwszy krok. Czasem zaczyna się już na lotnisku, z plecakiem, lekkim niedowierzaniem i pytaniem: czy aby na pewno spakowaliśmy wszystko, co potrzebne?

A potem już tylko droga, żółte strzałki, muszle, bąble na stopach i coraz bardziej filozoficzne pytanie: po co to wszystko?

Ale o tym - i o całej reszcie - w kolejnych odcinkach.

Buen Camino!

piątek, 4 września 2026

Wycieczka objazdowa po Majorce 2026

W poście tym pragnę przedstawić Wam propozycję kolejnej wycieczki objazdowej po Majorce. Większość punktów pokrywa się z naszą ubiegłoroczną relacją, natomiast tym razem zamiast do Fornalutx i Petry, skierowaliśmy się Drogą Węża do zatoki Sa Colobra, a następnie odwiedziliśmy Sanktuarium w Lluc.

Spod znajdującej się nieopodal hotelowej recepcji wypożyczalni Vanrell w Port d'Alcudia (Av. Pere Mas i Reus 30, Alcúdia - rezerwacja auta na miejscu dzień wcześniej) startujemy o godz. 8:30. Jest to o tyle ważne, że im wcześniej dotrzemy do pierwszej miejscowości, tym większe szanse na w miarę puste uliczki. Od razu rozdzieliliśmy się na dwa auta - wszak młodzież ma nieco inne potrzeby poznawcze, a w dodatku w drugim aucie rządzi najmłodszy pasażer i to do rytmu dnia Jurka trzeba było dostosować plan wycieczki. Z przydatnych informacji dodam jeszcze, że cena paliwa PB95 wynosi 1,589 EUR/litr i jest taka sama jak w ubiegłym roku, podczas kiedy w Polsce ceny paliwa szaleją! 

Przystanek pierwszy: Valldemossa

Do miasteczka Fryderyka Chopina i George Sand docieramy ok. godz. 9:30 i spędzamy tutaj półtorej godziny. I tu zaprezentuję Wam jedynie poglądowo kilka naszych tegorocznych zdjęć, bo wszelkie informacje na blogu były tutaj.

Widoki z tarasu widokowego przy Klasztorze Kartuzów są obłędne.

I wcale nie trzeba płacić za wstęp do klasztoru, aby móc porozkoszować się okolicą.


A bilety wstępu do wnętrza klasztoru są dość drogie.

Podczas kiedy nasi współtowarzysze podróży zwiedzają celę Chopina my spędzamy czas na takim uroczym dziedzińcu.

A następnie wszyscy razem wchodzimy do bezpłatnych ogrodów klasztornych.


Przystanek drugi: Deia
Nawigację ustawiamy na Soller, ale po drodze mijamy słynną wioskę Deia. Jej tarasowa zabudowa, a także kamienna zatoka Cala Deia stały się plenerem dla produkcji filmowych, ale także miejscem gdzie z chęcią osiedlali się aryści, pisarze i malarze.

Faktycznie zatrzymujemy się tylko na poboczu, by utrwalić na fotografii krajobraz Deia.

a cytryny rosły dosłownie na wyciągnięcie ręki. 

Przystanek trzeci: Soller

Nie podarowalibyśmy sobie chyba, gdybyśmy nie pokazali tego miasta naszym współpodróżnikom. Zawsze mówię, że Soller w połączeniu z Port d' Soller to absolutne "must see". Dlatego też docieramy tutaj tuż przed godziną 12:00. Na głównej drodze wjazdowej do miasta znajduje się kilka parkingów, a dojście stąd do centrum zajmuje ok. 15 minut.

Centrum Soller to przepiękny reporezentujący wiele stylów architektonicznych Kościół Sant Bartomeo. Świątynia ma korzenie sięgające XIII wieku, jej obecne wnętrze jest głównie barokowe, natomiast słynna fasada pochodzi z początku XX wieku i została zaprojektowana przez Joana Rubio - ucznia Antoniego Gaudiego.

Budowla jest niemal wklejona w centrum Placu Konstytucji i tak naprawdę dopiero z lotu ptaka można podziwiać w pełni jej urok. Polecam Wam krótki film i stronę promującą miasto i jego atrakcje.
 Z całą pewnością największą atrakcją Soller, której nie możecie pominąć jest przejażdżka zabytkowym tramwajem do Port de Soller.
Stacja znajduje się po prawej stronie kościoła - stojąc przodem do wejścia. Kiedy podjeżdża tramwaj należy miec przygotowaną gotówkę (10 EUR za osobę), gdyż bilety kupuje sie u konduktora.
Przejazd do Port de Soller trwa ok. pół godziny.

Zatem Zuzia, Oskar, Agnieszka i Darek wsiadają w tramwaj. Soller od wieków słynie z rozległych gajów cytrusowych, które podziwiać można podczas jazdy zabytkowym pociągiem. 

Przystanek czwarty: Port de Soller

Reszta drużyny przejeżdża samochodami do miasteczka portowego Port de Soller, by stamtąd zabrać wycieczkowiczów w dalszą część trasy. 

I tu ponownie nasze drogi z młodzieżowym teamem rozchodzą się. 

Młodzież zauroczona nadmorskim klimatem miasteczka, zostaje tutaj na obiad, a my razem z Agnieszką i Darkiem ok. godz. 13:10 wyruszamy w stronę Sa Colobra.

Tymczasem jedziemy dalej i za ok. pół godziny od wyjazdu z Port de Soller na horyzoncie pojawia się najwyższy szczyt wyspy - Puig Major - o wys. 1445 m npm. Na wierzchołku znajduje się baza wojskowa i radar (będący pod kuratelą USA), wobec czego szczyt nie jest dostępny dla turystów.

Przystanek piąty: Gorg Blau

Górska trasa przebiega wzdłuż sztucznych zbiorników wodnych o uroczej turkusowej barwie. Pierwszy z nich to Cubera, kolejny to Gorg Blau. Warto zatrzymać się na jednym z punktów widokowych.

 Zbiorniki powstały w latach 70-tych XX wieku w celu zaopatrzenia w wodę regionów południowych wyspy. Wówczas istniejące tutaj od VII w. p.n.e. trzy sanktuaria i osada znalazły się pod wodą. 
Widoczna na zdjęciu, samotna kolumna zapewne pamięta te czasy.

To świetne miejsce na krótki postój, choćby w celu pamiątkowej fotografii.

Droga Węża

Ta słynna górska trasa MA-2141 rozpoczyna swój bieg przy skrzyżowaniu z drogą MA-10, tuż obok historycznego akweduktu w pobliżu miejscowości Escorca. Już same gigantyczne akwedukty robią na nas wrażenie.
Podobno kształt trasy zrodził się w głowie inżyniera Antonio Parietti projektującego drogę, gdy ten poprawiał swój krawat przy biurku.

Trasa powstała  w latach 30-tych XX wieku bez użycia materiałów wybuchowych – inżynier w pełni dopasował ją do naturalnego ukształtowania stromych skał.


Trasa powstała w celu udostępnienia malowniczej zatoki Sa Colobra i znajdującego się u jej ujścia - wąwozu Torrent de Pareis.
Droga Węża liczy około 13 km i 20 ostrych zakrętów, z których najsłynniejszy to węzeł krawata (Nus de Corbata): pętla 360 stopni, gdzie droga przebiega pod własnym wiaduktem. 
Właśnie w okolicy wiaduktu znajduje się punkt widokowy z małym sklepikiem, gdzie można zatrzymać się, aby z góry podziwiać tą trasę.
Przystanek szósty: Zatoka Sa Colobra
Do końca trasy docieramy ok. godz. 14:30. Aż strach pomyśleć, że trasę tą pokonują także autokary. W ofercie wielu biur podróży są wycieczki, które łączą przejazd tą malowniczą trasą autokarem oraz rejs statkiem do zatoki Sa Colobra z Port de Soller. 
Mapa atrakcji turystycznych okolicy
Wzdłuż zatoki wybudowano betonowe tarasy i metalowe schody,
z których można dostać sie bezpośrednio na małą kamienistą plażę.
Woda w zatoce Sa Colobra jest krystalicznie czysta.

No nie mogłam się powstrzymać...
Znajduje się tutaj kilka barów, gdzie można odpocząć, upajając się nie tylko malowniczym widokiem na zatokę, 
ale także pysznym sokiem wyciskanym ze świeżych pomarańczy z Soller. 
Kolejnym naszym celem jest 
Przystanek siódmy: Sanktuarium Lluc,
do którego dojeżdżamy o godz. 16:50. O tej porze jest tu zupełnie pusto. Na miejscu znajduje się duży parking w cenie 8 EUR.
Miejsce to jest absolutnie wyjątkowo położone - w samym sercu gór Tramuntana. Takie położenie sprawia, że Lluc może stanowić doskonałą bazę wypadową dla górołazów, szczególnie, że sanktuarium oferuje miejsca noclegowe. I nawet możliwy jest tutaj dojazd komunikacją publiczną.
Pokoje oferowane są w głównym budynku Sanktuarium Lluc,
choć także w krużgankach dostrzegliśmy pokoje mieszkalne - być może zajmowane przez pracowników obiektu.
Centralne miejsce stanowi Bazylika, do której dojdziecie przechodząc na dziedziniec przez główny budynek Sanktuarium.
To miejsce kultu Czarnej Madonny jest celem wielu pielgrzymek.
 Zachęcam Was do przeczytania krótkiego przewodnika po tym miejscu https://kieruneknadzis.blogspot.com/2024/08/sanktuarium-w-lluc-majorka.html
Ogród botaniczny na terenie sanktuarium niestety był w dniu naszej wizyty zamknięty.
W Lluc spędzamy około godziny, skąd wyruszamy już w drogę powrotną. Po drodze postanowiliśmy jeszcze tylko na chwilę zajechać do
Przystanek ósmy: Port de Pollenca
którą to miejscowość szczegółowo opisywałam już tutaj 
W Port de Pollenca spędzamy około 40 minut. To czas, który zdecydowanie wystarczył Darkowi na pokonanie 365 schodów prowadzących na wzgórze El Calvari. Zdecydowanie mamy już wszyscy dość zwiedzania i marzymy tylko o powrocie do hotelu.
Wycieczkę kończymy o godz. 19:30, a hotelowa kolacja po takiej trasie smakuje nam wyśmienicie - chyba jeszcze bardziej niż zwykle. 
Na zakończenie kilka informacji praktycznych: 
  • Pokonana przez nas trasa liczyła ok. 180 kilometrów.
  • Samochód spalił około 14 litrów paliwa (1,589 EUR/litr), co dało łączny koszt około 22,50 EUR.
  • Wypożyczenie auta dla naszej czwórki kosztowało 50 EUR.
  • Do tego doszły opłaty za parkingi: w Soller – 2 EUR, przy zatoce Sa Calobra – 4,95 EUR oraz w Lluc – 8 EUR.
A wspomnienia…? Te były warte każdej ceny.

Na Majorkę pewnie nie wrócimy zbyt szybko - dwa lata z rzędu spędzone w tej samej destynacji mogłyby sprawić, że zabrakłoby nam trochę podróżniczej ciekawości. 😊 
Niemniej jednak serdecznie Was zachęcamy, abyście podążając śladem „Myszy w trasie”, a także korzystając z naszych wskazówek, sami odkrywali uroki tej niezwykle malowniczej wyspy. Bo Majorka to nie tylko piękne plaże i turkusowe morze. To także kręte górskie drogi, malownicze miasteczka, spektakularne widoki i miejsca zupełnie nieoczywiste.

Printfriendly