niedziela, 11 października 2026

Camino Ingles - początek

Z poprzedniego postu dowiedzieliście się nieco podstawowych informacji o Camino. Teraz pora na konkrety, czyli relację z naszej podróży. A jak wiadomo, teoria teorią, ale dopiero praktyka pokazuje, na co człowiek się pisze.
Po pierwsze: Jak dostaliśmy się do Ferrol
4 sierpnia 2026 roku - wtorek
Nasze Camino zaczynamy na lotnisku w podwarszawskim Modlinie.
Stąd Ryanairem, który teoretycznie ma wystartować o godz. 17:05, lecimy do Madrytu. Boarding odbywa się zgodnie z planem, ale na start samolotu czekamy ponad 40 minut. To pierwsza niezbyt dobra wiadomość. Druga? Siedzimy przy wyjściu ewakuacyjnym. Z jednej strony mamy mnóstwo miejsca na nogi, z drugiej – wszystko, co zabieramy na pokład, musi na czas startu i lądowania wylądować w schowku nad głową. Nawet saszetki biodrowe! Wygoda wygodą, ale bezpieczeństwo ma swoje wymagania.
Słówko o lotach i bagażu. Wszystkie rezerwacje robiłam bezpośrednio na stronach przewoźników: Ryanair, Air Europa i Iberia. Lecimy wyłącznie z bagażem podręcznym, a w Ryanairze dodatkowo wykupujemy pierwszeństwo wejścia na pokład, żeby zabrać nieco większe plecaki.
Mimo sporego opóźnienia startu na lotnisku w Madrycie lądujemy zaledwie 10 minut po planowanym czasie, czyli o 21:00. Całkiem nieźle! Warto pamiętać, że lotnisko w Madrycie jest ogromne - ma 5 terminali, pomiędzy którymi kursuje bezpłatny autobus i to właśnie z tego transferu skorzystaliśmy po wylądowaniu na Terminalu 5. Jutro bladym świtem czekał nas kolejny lot krajowy - tym razem z Terminala 3. Na nocleg wybieramy hotel Ibis Aeroporto Barajas, oddalony od lotniska o około 2 km - do którego docieramy pieszo. 
W zasadzie możnaby sobie odpuścić hotel i spędzić noc na lotnisku, ale wiedząc, że już kolejnego dnia ruszamy na pierwszy etap Camino, 
stawiamy na wygodne łóżko. 
Rozsądek, wygoda i resztki instynktu samozachowawczego biorą górę nad oszczędnościami. Planując podróż, sprawdzałam na Rome2Rio różne możliwości dotarcia z Madrytu do Ferrol, także pociągiem. Ostatecznie najkorzystniej pod względem czasu i ceny wypada lot do A Coruna, a następnie przejazd autobusem do Ferrol. Za lot krajowy dla dwóch osób płacimy zaledwie 38 EUR. No, przynajmniej na tym etapie podróży wszystko wygląda obiecująco!

Po drugie: pobudka o nieludzkiej porze i kierunek Galicja
5 sierpnia 2026 r. - środa
Nasz poranny harmonogram wygląda następująco:
3:45 pobudka
4:20 wyjście z hotelu
Lot Air Europa nr lotu UX7233 MADRYT -A CORUNA
6:40 Madrit Barajas Terminal 3
7:30 lądowanie A Coruna

Całe szczęście, że jest jeszcze bardzo wcześnie, a ruch na ulicach niewielki. Do lotniska idziemy bowiem wzdłuż szosy, przy której w większości brakuje chodnika. Romantyczny spacer przed wschodem słońca? Powiedzmy, że widywaliśmy przyjemniejsze.
Terminal 3 znajduje się najbliżej naszego hotelu, ale wejście do niego prowadzi przez Terminal 2. Wczesnym rankiem dostajemy e-mail z propozycją bezpłatnego nadania bagażu. Dziękujemy, ale nie skorzystamy. Zależy nam, żeby po wylądowaniu w A Coruna jak najszybciej opuścić lotnisko.
Kontrola bezpieczeństwa na Terminalu 3 rusza dopiero o 5:00. Po przejściu kontroli mamy jeszcze chwilę na śniadanie. Kawa, świeży sok pomarańczowy i croissant kosztują 9,75 EUR. Alternatywny zestaw: panini, cola i małe chipsy – już 12,95 EUR. Jak widać, na lotnisku można zjeść śniadanie, ale portfel również musi być przygotowany na podróż.
O 5:55 otwiera się gate, a o 6:20 siedzimy już na pokładzie Airbusa A320. Przynajmniej tutaj wszystko idzie sprawnie.
W A Coruna lądujemy nieco później, około 7:45. 
Po wyjściu z terminala bez problemu dostrzegamy przystanek autobusowy. 
Wsiadamy w autobus A4 jadący do centrum. Odjazd o 8:15, bilet kupujemy u kierowcy w cenie 1,60 EUR od osoby (płatność gotówką lub kartą). Ponieważ mamy jeszcze trochę czasu, postanawiamy pozwiedzać A Corunę. I tutaj pojawia się pierwszy błąd w naszej strategii. Mieliśmy zwiedzać, a zaczęliśmy zwiedzać… przystanki autobusowe.
Autobus A4 zatrzymywał się, co prawda w pobliżu dworca autobusowego, ale my postanawiamy dojechać do ostatniego przystanku – Hospital Abente y Lago. 
Przystanek znajduje się vis a vis portu.
W efekcie fotografujemy się na tle Castello de Santo Anton.
Idąc w stronę centrum mijamy romański kościół Iglesia de Santiago
- jeden z niewielu kościołów, w którym można zobaczyć figurę Matki Boskiej w ciąży.
W końcu docieramy na główny plac miasta - plac Maria Pita, gdzie możemy podziwiać okazały budynek ratusza, 
akurat trwają przygotowania do fiesty na jej cześć.
Bezpośrednio obok ratusza odnajdujemy jeszcze jeden kościół - Iglesia de San Jorge.
Zdecydowanie więcej czasu niż na zwiedzanie, poświęcamy na ustalenie, skąd odjeżdża autobus na dworzec. 
W końcu trafiamy na właściwy przystanek i autobus nr 1A, 
przez okna autobusu podziwiamy charakterystyczne dla tego "Kryształowego Miasta" szklane balkony i po 20 minutach jazdy docieramy na dworzec, 
gdzie niemal w ostatniej chwili wsiadamy do Monbusa jadącego do Ferrol. Uff!
Zaczynam podejrzewać, że pierwszą umiejętnością, jaką rozwinie w nas Camino, nie będzie pokora ani duchowość, ale sprawne wyszukiwanie przystanków w obcym mieście.

Po trzecie: Autobusem do celu
Przejazd do Ferrol zajmuje nam około godziny i 40 minut (10:00-11:40, choć kolejny autobus odjeżdżający o 10:30 jedzie krótszą drogą i podróż trwa tylko 45 min). Bilety dla dwojga kosztują 9,50 EUR, płacimy kartą u kierowcy. Podróż niemal pustym autobusem pozwala nam nieco odpocząć. Przez okna obserwujemy pierwsze oznaczenia szlaku Camino i miasteczka, które za kilka dni staną się miejscami naszych noclegów.


Po czwarte: Wreszcie Ferrol!
Kierujemy się do Biura Pielgrzyma przy Paseo de la Marina 6. 
Godziny pracy biura

Oficjalna odległość do Santiago de Compostela
Około 12:15 zdobywamy pierwsze pieczątki, 
otrzymujemy symboliczne opaski na rękę i 
robimy kilka zdjęć na nabrzeżu. 
Dokładnie tutaj zaczyna się nasze „all inclusive”. Tyle że zamiast opaski uprawniającej do drinków przy basenie mamy opaskę pielgrzyma, a zamiast leżaka – perspektywę wielu kilometrów na własnych nogach.
O 12:30 właśnie tą bramą rozpoczynamy wreszcie Camino Ingles!

Czym właściwie jest Camino Ingles?
Camino Ingles, czyli Droga Angielska, to szlak, którym od średniowiecza do Santiago de Compostela docierali pielgrzymi przybywający drogą morską, przede wszystkim z Anglii, Szkocji i Irlandii, a także z innych części północnej Europy. Przypływali oni do galicyjskich portów w Ferrol lub A Coruna, a następnie kontynuowali podróż pieszo, kierując się do grobu św. Jakuba.
Camino Ingles oferuje dwie trasy:
  • z A Coruna – krótszą, liczącą około 73 km;
  • z Ferrol – dłuższą, oficjalnie około 113,239 km, spełniającą wymóg minimalnego dystansu potrzebnego do otrzymania Compostelki.
Obie trasy łączą się w okolicach Brumy - ok. 40 km. przed Santiago de Compostela. Brzmi pięknie, prawda? Historia, przyroda, średniowieczne szlaki, duchowa przygoda, a może trekkingowe wyzwanie. 

Po piąte: No to ruszamy!

Etap 1: Ferrol – Naron
Dystans: 13,6 km
Start: 12:30
Meta: około 15:50–16:00
Czas marszu: około 3 godz. 20 min
Przerwa na posiłek: Cervecería O Mariscador, A Gandara (Narón), około 9 kilometra
Nocleg: hostel Casa della Abuela w Naron

Droga z Ferrol prowadzi początkowo przez miasto,
następnie przez tereny przemysłowe i wzdłuż nabrzeża. 
Woda w większości znajduje się akurat na odpływie. 
Jest nawet pierwszy kościół (zamknięty) - to skąd my niby te pieczątki mamy zdobywać, skoro musimy mieć minimum 2 dziennie.
Widok jest dość osobliwy – zamiast błękitnej zatoki mamy odsłonięte połacie dna oceanu (często zaśmiecone) i krajobraz, który zdecydowanie nie trafia na pocztówkę z napisem „Pozdrowienia z Galicji”. Z czasem robi się przyjemniej. Pojawiają się zielone tereny parkowe, a w Naron szlak prowadzi między zabudowaniami. 
 
Wreszcie trafiamy do baru i  
po raz pierwszy próbujemy tradycyjnego galicyjskiego dania – tortilli, czyli hiszpańskiego omletu z jajek, ziemniaków i cebuli.
Tu zdobywamy pieczątkę i po kilkunastu minutach ruszamy w dalszą drogę. 
Zaczyna się ciekawiej, znowu zamknięty kościół,
charakterystyczny przykościelny cmentarz,
 tunele, mosty, pojedyncze domostwa
 
a z czasem robi się nawet całkiem sielsko. Kiedy w końcu wchodzimy do lasu, wokół pachnie eukaliptusami. 
Co rusz pojawiają się też efektowne murale.
To już zdecydowanie przyjemniejsza odsłona Camino.
Co ciekawe, przez większą część dnia wędrujemy praktycznie sami. Żadnych tłumów, żadnych pielgrzymich kolumn, żadnego wyprzedzania się na szlaku. Być może to efekt naszej późnej pory startu. A może Camino postanowiło dać nam chwilę na przemyślenie, czy aby na pewno wiemy, na co się porwaliśmy.
 
Do hostelu docieramy około godziny 16:00.  Casa della Abuella  – czyli w tłumaczeniu „Dom Babci” zarezerwowałam przez serwis Booking. Już sama nazwa noclegu zapowiada przytulną atmosferę. Po całym dniu wędrówki człowiek marzy przecież o tym, żeby ktoś go nakarmił, otulił kocykiem i powiedział: „No, dziecko, odpocznij sobie”. Rzeczywistość, jak się okazuje, ma jednak własny scenariusz. Prysznic, odpoczynek i wreszcie pora na najważniejszy punkt programu po całym dniu marszu: porządny posiłek! I tu zaczyna się kolejny rozdział naszej przygody.
Otóż, okazuje się, że wszystkie okoliczne restauracje są zamknięte. Otworzą się dopiero o 19:00. No dobrze, przecież jesteśmy w Hiszpanii – trzeba dostosować się do lokalnych zwyczajów i sjesty.
Ratujemy się zakupami w pobliskim Auchan i wracamy do hotelu. Jest jeszcze nadzieja na posiłek w hotelowej restauracji.
O 19:00 lokal otwiera drzwi. Pytamy o jedzenie. I wtedy dowiadujemy się, że napić się owszem, możemy, ale z jedzeniem będzie problem. Kucharz pracował bowiem tylko do 12:30 - czyli mniej więcej wtedy, kiedy my dopiero rozpoczynaliśmy naszą pielgrzymkę. I tak oto nasza pierwsza kolacja na Camino przeszła do historii jako wielki triumf bagietki z chorizo. Powiem Wam jedno: nigdy wcześniej zwykła bagietka nie smakowała nam tak dobrze. Była chrupiąca, konkretna, dostępna i – co najważniejsze – nie wymagała negocjacji z godzinami pracy kucharza.

No dobrze, ale jakie są nasze pierwsze wrażenia?
Czy nam się podoba?
No… jeszcze się zastanawiamy. Krajobrazy na pierwszym etapie nie powaliły nas na kolana. Tereny przemysłowe, puste zatoki oceanu i spacer wzdłuż szosy nie do końca pokrywają się z obrazkami, które człowiek ogląda przed wyjazdem.
Czy tego się spodziewaliśmy? Niekoniecznie. 
Wyobrażaliśmy sobie bardziej turystyczne miasteczka, klimatyczne uliczki, urokliwe knajpki i trochę więcej tego pocztówkowego Camino.
Ale czy to źle? 
Może właśnie o to chodzi, żeby nie wszystko było jak z folderu. Żeby zobaczyć nie tylko piękne widoki, lecz także zwyczajne życie, lokalne zwyczaje i to, że w Hiszpanii o 19:00 można otworzyć restaurację, ale niekoniecznie podać w niej jedzenie.
Czego nauczył nas pierwszy dzień?
Że na Camino trzeba mieć wygodne buty, trochę cierpliwości i własny plan B na kolację. A przede wszystkim - że nie warto zbyt wcześnie oceniać całej drogi po pierwszych kilometrach.


Na razie bilans wygląda następująco: 
  • kilkanaście kilometrów w nogach, 
  • dwie pieczątki w paszporcie pielgrzyma, 
  • jedna nieplanowana lekcja komunikacji miejskiej, 
  • krajobrazy w wersji oszczędnościowej
  • i chorizo, które uratowało nam wieczór. 
Czyli wszystko wskazuje na to, że nasze Camino właśnie zaczęło nas wychowywać.
Dzień pierwszy za nami. Santiago de Compostella wciąż daleko, a my już wiemy, że w tej podróży nie zawsze będziemy chodzić głodni wiedzy… czasem po prostu głodni. 
Ale spokojnie, Camino! Dajemy Ci jeszcze szansę. 
W końcu dopiero się poznajemy. 
A po pierwszej randce też nie zawsze wiadomo, czy będzie z tego wielka miłość, czy tylko dobra anegdota na lata.

Buen Camino!

czwartek, 1 października 2026

Camino po raz pierwszy, czyli jak do tego doszło nie wiem

W sierpniu tego roku wybraliśmy się na nasze pierwsze Camino. Tak naprawdę, to był pomysł Radka. Jakież było moje zdziwienie, kiedy mój mąż zaproponował mi Camino Ingless. 

Pierwszy raz o caminowych drogach usłyszałam od Ani i Jacka, podczas naszej wędrówki w Pieninach w czerwcu 2024 roku. Łykałam opowieści moich kompanów, które Radek wówczas skwitował tylko stwierdzeniem: "Chcesz to idź - weź sobie jakąś koleżankę i idźcie" No i nie poszłam.... A ponieważ zbliżała się nasza 30-ta rocznica ślubu, postanowiłam na tą okazję znaleźć jakąś ciekawą destynację. Propozycje z mojej strony były różne - jednak nie spotykały się z aprobatą mojego męża. Okazało się, że pomysł Radka przebił wszystko.
Camino Ingles - Droga Angielska wyróżnia się przede wszystkim tym, że jest jedną z najkrótszych, ale ta zaczynająca się z Ferrol jest już taką, która pozwala zdobyć compostelkę. Ale o co w tym wszystkim chodzi: jakie Camino? Jaką compostelkę? Zacznę zatem od alfabetu - słownika pojęć związanych z Camino. 

Camino de Santiago (Droga św. Jakuba) to sieć pielgrzymkowych szlaków prowadzących do grobu św. Jakuba Apostoła w Santiago de Compostela w północno-zachodniej Hiszpanii. Może być to tylko wędrówka, ale także doświadczenie duchowe, kulturowe i osobiste. Wielu z Was od razu nasuwa się skojarzenie z pielgrzymką na Jasną Górę. Otóż ja byłam dwa razy i żadna z moich pielgrzymek absolutnie nie przypomina caminowej drogi. Przede wszystkim idziecie kiedy chcecie, z kim chcecie (a może zupełnie sami) i tak długo jak sobie życzycie. Jedni biją rekordy prędkości, inni kontemplują drogę. Są tacy, którzy dziennie przemierzają ponad 30 km, ale też tacy, którzy pokonują odcinki 10-ciokilometrowe. Do wyboru - do koloru. Tu nikt nie popędza, nie ocenia - ta droga ma się dziać według Twojego pomysłu. Jedyne co ją wyznacza to oznakowana trasa, prowadząca przez wioski i miasteczka - w przypadku Camino Ingles - hiszpańskiej krainy geograficznej zwanej Galicją. Mimo iż po drodze mijamy kościoły - są one, o dziwo zamknięte. Nikt podczas drogi nie organizuje nam mszy świętej - jeśli sobie tego życzysz w miejscowości noclegowej zdarza się że jest msza o godz. 19:00 lub 20:00 - niestety w języku hiszpańskim. Oczywiście, jest inaczej jeśli wybierzecie się na Camino w zorganizowanej grupie pielgrzymkowej np. z biura My Pielgrzymi

Miliarios (hiszp. Mojon) - charakterystyczne kamienne słupki kilometrażowe na Camino de Santiago. 
Pokazują, ile kilometrów pozostało do Santiago de Compostela. W górnej części mają też symbol muszli św. Jakuba.

Flecha amarilla - żółta strzałka wskazująca kierunek szlaku.

Symbol muszli pojawia się także na płytkach chodnikowych

i ogrodzeniach domów. No i taka właśnie pamiątkowa płytka znalazła się na naszym domowym kominku.
Vieira (po galicyjsku) lub concha de Santiago (po hiszpańsku) to muszla św. Jakuba. Muszla przegrzebki oznaczona czerwonym krzyżem jest uniwersalnym symbolem Camino de Santiago – tradycyjnie oznacza pielgrzyma podążającego do grobu św. Jakuba w Santiago de Compostela. Każdy pielgrzym zawiesza sobie taką muszlę na plecaku. Krzyż umieszczony na muszli św. Jakuba (przegrzebku) symbolizuje pielgrzymkę, wiarę i drogę do Santiago de Compostela. Promieniste linie na muszli, które zbiegają się w jednym punkcie, symbolizują różne szlaki, którymi pielgrzymi z całego świata zmierzają do jednego wspólnego celu – grobu św. Jakuba. Dawniej muszla służyła wędrowcom jako naturalne, podręczne naczynie do picia wody ze strumieni lub nabierania jedzenia.
Credencial del Peregrino - paszport pielgrzyma, w którym zbiera się pieczątki ze szlaku. Taki paszport zakupicie w punkcie startowym - w naszym przypadku w Ferrol (cena waha się od 2 do 5 EUR). My takie paszporty zamówiliśmy przez internet za cenę 13,90 zł (Sklep Pielgrzyma), a na starcie w Ferrol zdobyliśmy jedynie pierwszą pieczątkę.

Sello - pieczątka potwierdzająca przejście kolejnego etapu.
Donativo - punkty, znajdujące się na trasie zorganizowane przez mieszkańców oferujących różnego rodzaju pamiątki lub przekąski czy napoje dla pielgrzymów, w zamian za symboliczną opłatę.
Produkty nie mają ceny, a takie stoiska nie są przez nikogo obsługiwane. 
Codziennie uzupełniany jest zapas produktów i opróżniana skarbonka, 
bowiem zawsze obok przytwierdzona jest kasetka na dobrowolną ofiarę. 
W takim oto domku znajdującym się pośrodku lasu można było akurat zakupić owoce, ciasteczka i schłodzone napoje, a także przybić kolejną pieczątkę.

Compostela – certyfikat ukończenia pielgrzymki, otrzymywany w Santiago de Compostela w Domu Pielgrzyma (Oficina del Peregrino) przy Rua Carretas 33. Aby uzyskać tzw. "compostelkę" trzeba pokonać pieszo odległość minimum 100 km, rowerem dystans ten wynosi 200 km. Ten oficjalny personalizowany dokument w języku łacińskim otrzymujemy nieodpłatnie po okazaniu paszportu pielgrzyma - nie pokazuje on jednak ilości przebytych kilometrów.
Drugi certyfikat z faktyczną datą, miejscem startu i datą zakończenia camino oraz trasą i ilością przebytych kilometrów wydawany jest już odpłatnie - w cenie 3 EUR. Oficjalna odległość na Camino Ingles to 113 km, choć na aplikacji Garmin Conect wyszło nam 124,83 km. 
Albergue – schronisko dla pielgrzymów. Mogą być to albergi miejskie, prywatne lub najtańsze przykościelne. Jednak noclegi w schroniskach prowadzonych przy kościołach nie podlegają rezerwacji. Nocleg zazwyczaj kosztuje tam 10 EUR od osoby, a o tym, czy dostaniecie łóżko w takiej alberdze decyduje kolejność przyjścia. Stąd też wielu pielgrzymów kierując się zasadą "kto pierwszy ten lepszy" bardzo rano wychodzi na szlak św. Jakuba, tak aby zawsze mieć miejsce w tych najtańszych albergach. Zanim taka alberga zostanie otwarta ok. godz.13:00-14:00 pielgrzymi tworzą przed wejściem kolejkę z plecaków. My jednak, chcąc uniknąć niespodzianek z brakiem miejsca na nocleg, zdecydowaliśmy się na wcześniejszą rezerwację. Podczas tej 6 dniowej wędrówki spędziliśmy jedną noc w hostelu (Casa de la abuela), jedną w gospodarstwie agroturystycznym (Casa de Ardemil) i trzy noce w prywatnych albergach (w Pontedeume, w Betanzos i w Siqueiro) właśnie w takich salach wieloosobowych. Wszystkie albergi były bardzo czyste i komfortowo wyposażone. W Santiago de Compostela nocowaliśmy już w hotelu.

Buen Camino! - tradycyjne pozdrowienie oznaczające „Dobrej Drogi!” to takie nasze "cześć" na górskich szlakach.

Ultreia! – pozdrowienie pielgrzymów, oznaczające mniej więcej „Naprzód!”. O nim jednak dowiedzieliśmy sie dopiero w Santiago de Compostela, gdzie ujrzeliśmy ten napis na witrynach sklepowych.

Etapa – etap, czyli odcinek trasy pokonywany w ciągu jednego dnia. Etapy naszej wędrówki przedstawię Wam w kolejnych postach. 

Kilometro 0 – symboliczny punkt początku/końca szlaku w Santiago de Compostela. 
Na środku Placu Obradoiro przed samą fasadą katedry znajduje się płyta z muszlą, choć tradycyjnie za właściwy punkt zerowy, do którego mierzono odległości na kamiennych słupkach, 
uznaje się wnętrze katedry, a dokładniej okolice grobu św. Jakuba.
Finisterre/Fisterra – miejscowość i przylądek nad Oceanem Atlantyckim, do którego zmierza wielu pielgrzymów po dotarciu do Santiago. To tutaj znajduje się kamień z napisem Km 0,000. kojarzony z fizycznym „końcem świata” (łacińskie Finis terrae - koniec ziemi). Zresztą kolejny kilometr zerowy znajduje się w Muxia. W obydwa te miejsca wybraliśmy się ostatniego dnia naszego pobytu w Santiago de Compostela, o czym szerzej opowiem w kolejnych postach. Znane jest także tzw. "odwrotne Camino", które w jednym z wariantów prowadzi z Fisterry przez Muxię do Santiago de Compostella, liczący ok. 105 km. 

Planowanie trasy
tu z pomocą w pierwszej kolejności przyszła mi aplikacja Buen Camino, choć muszę przyznać, że najwięcej korzystałam jednak, zarówno podczas planowania, jak i samej trasy ze strony mapy.cz
Oczywiście, jak zawsze niezawodne są grupy na facebook, gdzie uzyskacie wiele porad i to właśnie tam szukałam i ja odpowiedzi na wiele pytań.

Pakowanie
Ponieważ wszystko co zabierzemy ze sobą będziemy nosić na plecach, więc podczas pakowania trzeba się mocno ograniczyć. Nie ma więc tematu stylizacji i przebierania się dwa razy dziennie, bo okazuje się, że i tak najczęściej wybieram moją ulubioną, najwygodniejszą koszulkę, czy spodenki. Choć na Camino funkcjonują firmy transportowe zajmujące sie przewożeniem bagaży na poszczególnych etapach, z jednej albergi do kolejnej - my decydujemy się na tradycyjną wędrówkę z plecakiem. Coraz więcej osób na Camino zabiera walizkę (sic!), a pokonuje trasę pieszą wyłącznie z lekkim plecaczkiem na plecach. Zresztą są i tacy, którzy z noclegu na start etapu docierają taksówką.
Mój plecak ostatecznie waży 7 kg, Radka 9. Wiemy że waga nie może przekroczyć 10 procent naszej masy ciała. Zatem nie jest tak źle, choć z mojego plecaka, co rusz coś jeszcze wyjmowałam. W albergach zawsze znajduje się pomieszczenie pralni, gdzie można skorzystać zarówno z pralki, jak i suszarki (zazwyczaj cena prania to 4 EUR i suszenia kolejne 4 EUR). Także w miastach kończących etap są płatne pralnie dla pielgrzymów. Bardzo często pielgrzymi organizują sobie wspólne pranie i powszechny stał się widok kilku osób siedzących nad koszem wysuszonej bielizny i wybierających swoje elementy garderoby. Dlatego warto wziąć woreczek do prania bielizny. Zawsze można zrobić ręczne pranie - przydadzą się listki do prania (Action lub Lidl), a zamiast klamerek polecam agrafki. Zajmują mało miejsca, a można ich użyć także do suszenia bielizny choćby na własnym plecaku. 
Jak to zwykle u mnie - nie zabraknie informacji praktycznych i dość konkretnych, które umieszczam tutaj, gdyż na internetowych forach poświęconych Camino mnóstwo jest zapytań tego rodzaju. Moje wybory - sprawdziły się. 
Na lot ubrana jestem w krótkie spodenki i koszulkę, a na nogach mam buty Hoka Speedgoat 7 (dwa rozmiary większe niż zwykle), w których zamierzam wędrować. W pasie przepięta nerka, na plecach plecak Rab Aeon 27 (z pokrowcem przeciwdeszczowym i przypiętym karabińczykiem). W plecaku lekka butelka na wodę.
Tym razem nie zabieramy kijków trekingowych - na Camino Ingles nie były potrzebne.

Moja lista rzeczy spakowanych w plecaku na Camino:
  • sandały Crocs Serena
  • liner (prześcieradło na suwak) zamiast śpiwora
  • w nerce: telefon, wachlarz, dowód osobisty, karta płatnicza, 100 EUR, torebka zakupowa składana (bardzo przydatna)
  • paszport Camino w etui
  • ładowarka na dwa wejścia kablowe+kabel c-c i kabel do ładowania zegarka, powerbank+kabel
  • apteczka: folia NRC, plastry compeed, aspirin, heviran, loperamid, sól fizjologiczna, igła, krem na obtarcia, woskowe zatyczki do uszu, Voltaren/PERSKINDOL lub maść końska rozgrzewająca
  • Maść SECOND SKIN lub wazelina - absolutne odkrycie. Codziennie rano pod skarpety smarowałam stopy tą maścią (widziałam że inni pielgrzymi używali wazeliny), dopiero na to skarpety i buty - zero otarć, odcisków i pęcherzy.
  • Maska do stóp (w formie skarpet - zasłużone spa dla stóp na zakończenie camino).
  • SPF w kremie
  • Kosmetyczka zawierająca miniaturki kosmetyków: płyn do mycia, szampon, odżywka, krem do twarzy, płyn micelarny, waciki, gumki, spinki do włosów
  • Czapka z daszkiem (daszek)
  • Cienka bluza
  • 2 sukienki - jedna sportowa, druga nieco elegancka.
  • 2 koszulki merino
  • spódnico-spodenki
  • spodnie długie z odpinaną nogawką
  • dodatkowy jeden komplet bielizny
  • 3 pary skarpet (rewelacyjna seria Running Raid chroniące przed odciskami i jedne cienkie merino, choć uważam że są za mało wytrzymałe)
  • Kostium kąpielowy i czepek (po drodze było kilka miejskich basenów, z których warto skorzystać)
  • Jednorazowy płaszcz przeciwdeszczowy - ja miałam taki spakowany w plastikową kulkę
  • Kurtka przeciwdeszczowa cienka
  • Ręcznik z mikrofibry
  • Woreczki - strunowe i zwykłe jednorazowe z uszami
  • Mała torebka na telefon, świetnie sprawdziła się w mieście 
  • Worek na buty, w którym przechowywałam sandały, który przydał się potem na basen. 

Ponieważ o Camino powstało już multum relacji, opisów i mniej lub bardziej szczegółowych poradników, w kolejnych wpisach przedstawię przede wszystkim harmonogram naszych lotów oraz skrótową relację z całej tej przygody. I choć są tacy, jak choćby Łukasz Supergan, którzy do Santiago dotarli pieszo bezpośrednio z Polski, my nie mieliśmy aż tyle czasu (ani wystarczająco dużo samozaparcia), dlatego z Polski do Hiszpanii wybraliśmy się samolotem.

Bo przecież Camino zaczyna się niekoniecznie tam, gdzie stawiamy pierwszy krok. Czasem zaczyna się już na lotnisku, z plecakiem, lekkim niedowierzaniem i pytaniem: czy aby na pewno spakowaliśmy wszystko, co potrzebne?

A potem już tylko droga, żółte strzałki, muszle, bąble na stopach i coraz bardziej filozoficzne pytanie: po co to wszystko?

Ale o tym - i o całej reszcie - w kolejnych odcinkach.

Buen Camino!

Printfriendly