wtorek, 4 sierpnia 2026

Port d'Alcudia komunikacyjnie

Miejscowość Port d'Alcudia jest bardzo dobrze skomunikowana nie tylko z pobliską Alcudią, ale także z lotniskiem i stolicą wyspy - Palma de Mallorca. Przystanek autobusowy usytuowany jest w odległości ok. 800 metrów od hotelu. Należy iść w kierunku plaży i na najbliższym skrzyżowaniu po przejściu przez jezdnię skręcić w prawo. Przystanek w kierunku Alcudii i Palmy nazywa się Ciutat Blanca 1 (Balneari 1) i znajduje się tutaj.

Moja rada jest taka: jeśli jesteście grupą i wspólnie wybieracie się w podróż autobusem - całą zwartą grupą ustawiacie się przy wejściu do autobusu. Wejście odbywa się zawsze przednimi drzwiami i u kierowcy odbija sie kartę płatniczą. Jedną kartą można zapłacić za grupę do 5 osób - wówczas przejazd każdej kolejnej osoby jest tańszy. Poza tym, zdarza się tak, że autobus mimo iż zatrzyma się na przystanku nie jest w stanie zabrać wszystkich pasażerów, stąd ważne żeby trzymać się razem. 

Podczas naszego pobytu skorzystaliśmy z komunikacji miejskiej trzykrotnie.

Po pierwsze: We wtorek o godz. 10:00 wybraliśmy się autobusem nr 324 do Alcudii. Przejazd trwa ok. 20 minut - świetnie sprawdza się śledzenie w Google Maps.

Wysiadamy bezpośrednio przy murach Starego Miasta (gdzie akurat w każdy wtorek odbywa się bazar). 
Zaraz po wejściu na Stare Miasto widoczny jest Kościół św. Jakuba (Esglesia de Sant Jaume), wybudowany w stylu neogotyckim w XIX wieku. 
Po uiszczeniu symbolicznej opłaty za wstęp (1 EUR) można nie tylko się schłodzić, ale także podziwiać surowe wnętrze światyni oraz zbiory muzeum sztuki sakralnej. 
Szczególnie warto wspiąć się po schodach na "chór", 
gdzie co prawda nie ma organów - bo one są nietypowo z boku kościoła, 
za to można popatrzyć na świątynię z góry.
Czeka nas jeszcze spacer po zrekonstruowanych średniowiecznych murach obronnych.
Wstęp na mury jest bezpłatny.
Wąskie, klimatyczne uliczki Alcudii.
Ratusz miejski z 1929 roku z charakterystyczną wieżą zegarową.
Na taką wycieczkę wystarczą zaledwie dwie godziny - zresztą upał nie pozwala na dłużej - a my do hotelu wracamy o godz. 12:30. Przy czterech osobach bilet autobusowy w dwie strony kosztował 4,25 EUR za osobę (karta jest tylko autoryzowana, a środki są księgowane nawet kilka dni później). 

Po drugie: W piątek - tym razem nieco wcześniej, bo ok. godz. 9:00 wybraliśmy się na najbardziej wysunięty na północ wyspy przylądek Cap de Formentor. Wiedziałam że: gdzie, jak gdzie - ale tutaj koniecznie musimy przyjechać raz jeszcze. Zeszłoroczną wizytę opisałam tutaj  sugerując nawet dojazd komunikacją. Jadąc z Port d' Alcudia należy wsiąść w dowolny autobus, jadący do Alcudii (322, 324, 327) i wysiąść przy murach Starego Miasta na przystanku Pollentia, z którego z kolei odjeżdża autobus nr 334 (Far de Formentor).

Cała trasa autobusu zajmuje około godziny,

ale jest bardzo widokowa.
Szosa wijąca się jak wstążka jest na tyle wąska, że na zakrętach trzeba się niemal zatrzymać, aby uniknąć kolizji z samochodem z przeciwka (w drodze powrotnej załapaliśmy się nawet na taką autobusową przycierkę). A dodatkowo trasę tą pokonują także rowerzyści.

Autobus dojeżdża do samej latarni i tu zawraca. Autobusy jeżdżą w parach mniej więcej co 40 minut. Pewnie chodzi o to, że gdyby jeden się popsuł - pasażerowie nie zostają na ulicy, co zagrażałoby niebezpieczeństwem. My dojeżdżamy do latarni na godz.11:00.

U podstawy latarni znajduje się kawiarnia.

Zamawiamy więc kawę i obserwujemy nadjeżdżający autobus. Prywatne auta mogą tu wjechać (i zjechać) tylko do godz. 10:00. Nawet do poprzednich przystanków: Mirador des Colomer czy Platja Formentor (gdzie znajdują się parkingi) ruch samochodowy jest limitowany.

Jeszcze tylko kilka pozowanych fotek 
i o godz.11:50 wsiadamy w powrotny autobus.
Tym razem wysiadamy po drodze - na przystanku Mirador de Colonel.
Znajdują się tu tarasy widokowe
z tktórych można ujrzeć lazurowe wody Morza Balearskiego.
I pomyśleć, że jeszcze kilkanaście minut wcześniej byliśmy tam daleko - niemal na końcu świata...


Podczas kiedy my spędzamy czas na robieniu kolejnych zdjęć z widokiem na morze Radek wyruszył na przeciwną stronę drogi - w kierunku widocznej na zdjęciu wieży.
Wieża Talaia de Alberxcuix wydaje się nieprawdopodobnie daleko,
choć drogowskaz pokazuje 2,3 km. 
Asfaltowa droga do wieży prowadzi zakosami. 
A takie widoki towrzyszą Radkowi podczas wspinaczki.

Do końca droga jest asfaltowa i dostępna dla samochodów.
Blisko, coraz bliżej...
I w końcu w całej okazałości
Ponieważ rozdzieliliśmy się zaraz po wyjściu z autobusu, długo nie musieliśmy czekać na powrót Radka.
Tym bardziej, że i tak wszyscy zajęci byliśmy fotografowaniem widoków,
a czas umilały nam kozy,
które czują się w tym miejscu nader swobodnie.
Finalnie na punkcie widokowym spędzamy około godziny i odjeżdżamy stąd autobusem ok. godz. 13:30. Znowu czeka nas ekspresowa przesiadka w Alcudii i w hotelu jesteśmy o godz. 14:40, także zdążyliśmy jeszcze na lunch. Koszt takiej wycieczki na jedną osobę wyniósł ok. 10 EUR.
Po trzecie: wybraliśmy sie oboje z Radkiem do stolicy wyspy Palma de Mallorca. Z tego samego przystanku co zawsze, czyli Ciutat Blanca1 jedziemy autobusem nr 302. Podróż w jedną stronę trwa ok. 1h 20 minut, a koszt dojazdu za osobę w dwie strony wynosi 19,00 EUR. Wysiadamy na dworcu autobusowym Estatio Intermodal. Szczegółowy spacer po mieście opisywałam już tutaj, a tym razem wybraliśmy się popołudniową porą podążając tym samym śladem.

Możliwości wycieczek autobusowych z Port d' Alcudia jest jeszcze kilka - polecam takie destynacje, jak Arta, Can Picafort i Port de Pollenca. Jak widzicie - my to raczej w miejscu nie usiedzimy, a lokalizacja hotelu tylko sprzyjała eksploracjom wyspy. Nie wszędzie jednak mogliśmy wybrać się całą grupą, bo Ada i Krystian rytm dnia musieli dostasować do małego Jurka. Nie obyło się jednak bez wypożyczenia auta, którym kolejny raz objechaliśmy wyspę - zaglądając w miejsca już nam znane, ale także odkrywając zupełnie nowe zakątki Majorki. Relację z tej wycieczki przedstawię Wam jednak w najbliższym poście. 
A teraz już lecę....

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

Majorka 2026

czyli powtórka z rozrywki...

Dokładnie tak powinnam była zatytułować post z tegorocznych wakacji. Na Majorce byliśmy już bowiem w 2025 roku, kiedy to leniwie spędzaliśmy czas w S'illot. Szczegółową relację z tamtego pobytu opublikowałam na blogu kilka miesięcy temu. W tym roku jednak, zauroczeni krajobrazami wyspy postanowiliśmy repetować wakacje na Majorce: tym razem jednak nie sami - a rodzinnie, i nie w okolicach S'illot - a w Port d'Alcudia - miasteczku na północy wyspy oddalonym ok. 4 km. od Alcudii. Miejscowość ta nieprzypadkowo znalazła się naszym celem, gdyż zwiedzając objazdowo wyspę w ubiegłym roku - Alcudia i jej okolice szczególnie przypadły nam do gustu. Tak więc - zaczynamy!

Grupa: Mysza i Radek, Ada i Krystian i ich synek (a nasz wnuczek Jurek), Oskar i Zuzia, Agnieszka i Darek

Termin: 21-28 czerwca 2026 r. (od niedzieli do niedzieli), przy czym Oskar i Zuzia 22-27 czerwca 2026 r. 

Loty: Warszawa-Palma de Mallorca-Warszawa (my WAW, Oskar i Zuzia WMI) 

2026-06-21 17:40:00 z Warszawa do Palma de Mallorca 2026-06-21 20:55:00, Enter Air ENT7141
2026-06-28 13:00:00 z Palma de Mallorca do Warszawa 2026-06-28 16:30:00, Enter Air ENT7904

Tym razem skorzystaliśmy z gotowej oferty turystycznej w opcji all inclusive. Nasza wycieczka została zakupiona w listopadzie 2025 r. w Biurze Podróży TUI, kiedy to niestety nasi studenci Oskar i Zuzia nie znali jeszcze terminów sesji - zatem oni niemal na ostatnią chwilę sięgnęli po ofertę EXIM TOURS.

Bagaż: zgodnie z ofertą TUI każda osoba dorosła w cenie miała prawo do 20 kg bagażu rejestrowanego i 5 kg bagażu podręcznego, co nie pokrywało się z ofertą EXIM TOURS, gdzie za bagaż rejestrowany należałoby słono dopłacić. Zatem Oskar i Zuzia lecą z plecakami, a ich rzeczy lądują w naszych walizkach. Bagaż dla Jurka (do 2 roku życia) to 5 kg o wymiarach: 55x40x20 cm + wózek, który mimo iż oddawany jest przy wejściu do samolotu, odbierany jest na lotnisku docelowym dopiero na taśmie wraz z walizkami.

Transfer mamy wszyscy w cenie.

Hotel: na chwilę rezerwacji Bellevue Club w Port d'Alcudia -obecnie hotel zmienił nazwę na 07 Be Club. To cenna informacja, która wiele wyjaśnia. Otóż kilka miesięcy temu hotel zmienił właściciela i wszedł w skład grupy 07 hotels. To sieć hoteli wypoczynkowych oferująca obiekty 3 i 4 gwiazdkowe w popularnych regionach turystycznych na terenie Hiszpanii. 07 Hotels to marka zarządzająca hotelami, należąca do spółki stanowiącej część hiszpańskiej grupy turystycznej Iberostar. Piszę o tym, bo zmiana struktury własnościowej miała olbrzymi wpływ na nasze wakacje. Kiedy rezerwowaliśmy nasze wakacje kierowaliśmy się przede wszystkim wielkością kompleksu i ceną, licząc na to że z upływem czasu nasza grupa się powiększy. W takim dużym obiekcie na pewno znajdzie się miejsce dla wszystkich chętnych. Cena była równie atrakcyjna. Kiedy jednak zaczęłam wgłębiać się w opinie... no cóż - nowe opinie były całkiem dobre, podczas kiedy starsze nie napawały optymizmem. Oliwy do ognia dolała jeszcze anglojęzyczna grupa na fb, gdzie na hotel "wylewały się pomyje". Na szczęście nasza córka Ada studziła moje obawy: "Mamo, Anglicy są wymagający, my przecież nie raz byliśmy w trzygwiazdkowym hotelu i nigdy nie narzekaliśmy". No i podjęłam rękawicę, uprzedzając wszystkich, że może być różnie: bo komary, bo niesmaczne jedzenie, bo kolejki do jedzenia itp itd. Na szczęście nikt w opiniach nie narzekał na czystość kompleksu. Zatem niejako uprzedzeni, wyposażeni w repelenty na komary, a nawet wtyczki przeciwko tym insektom do kontaktu - ruszamy na nasze wymarzone wakacje. A tu ...niespodzianka.

Bellevue Club to faktycznie miejsce,  do którego zdecydowanie warto zabrać mapę, kompas, a może nawet i prowiant na drogę do pokoju.... 

Oczywiście z pomocą przychodzi recepcja, gdzie już na wstępie otrzymujemy mapę 

i wszelkie instrukcje.

Recepcja to osobny budynek otwarty 24/7 - z poczekalnią i kilkustanowiskową obsługą. 

Niezależnie od pory odwiedzin - tam zawsze jest kolejka. I tu tip nr 1: w budynku SIRENA 1 znajduje się druga recepcja, gdzie także możecie dokonać formalności meldunkowych, jak również rozwiązać wszelkie problemy w trakcie pobytu w kompleksie. Mimo iż kompleks jest ogromny, już po dwóch dniach zaczynasz orientować się, co gdzie jest. Podczas naszego pobytu w Port d'Alcudia akurat odbywał się Mallorca Island Festival - co oznaczało, że część kompleksu była przeznaczona tylko dla uczestników festiwalu. To coroczna impreza muzyczna trwająca przez cały miesiąc czerwiec, na którą turami zjeżdżają się studenci z całej Hiszpanii. Pewnie stąd taka niska cena tych naszych wakacji ....

Kiedy wysiedliśmy z autokaru transferowego w środku nocy, byliśmy wręcz przerażeni grupami studentów wracających z imprezy. Szczerze - widzieliśmy ich tylko raz, a przez cały nasz pobyt nigdy nie stanowili oni żadnej uciążliwości. Zajmowali oni wydzieloną część kompleksu z osobnym basenem. W związku z tym my otrzymaliśmy dedykowany wstęp do restauracji Bonita, do której z kolei festiwalowa młodzież nie miała wstępu. Kompleks zawiera trzy, czy cztery restauracje - więc nawet gdybyśmy chcieli - do tych pozostałych moglibyśmy pójść (np. nie zważając na tłumy stołującej się tam młodzieży). Nie czuliśmy jednak takiej potrzeby, gdyż znajdująca się w budynku LEDA1 restauracja Bonita oferująca kuchnię międzynarodową w pełni zaspokajała nasze gusta smakowe, a serwowane tam potrawy zasługują na najwyższe noty. 

Podczas naszego pobytu był także wieczór tematyczny, gdzie na stołach królowała kuchnia meksykańska.

Dodatkowe zaplecze gastronomiczne stanowią foodtrucki zaparkowanie przy basenach MINERVA i LEDA, 

 

gdzie wydawane są przekąski w postaci burgerów, hot-dogów, nugetsów z frytkami. 

Zakwaterowanie otrzymaliśmy w sześciopiętrowym budynku MINERVA I. 

Widok z pokoi na 5 i 6 piętrze zapewniony był albo na jezioro, albo na basen. 

Za dnia wyglądało to dość imponująco, szczególnie że 

po kanałach często pływały grupy kajakarzy.

 

Pokoje, które każda z par zarezerwowała oznaczone były w ofercie jako Apartament (APX 4). Każdy z takich pokoi był klimatyzowany i składał się z pokoju dziennego z narożnikiem

i pojedynczym łóżkiem,

 oddzielonego od sypialni przesuwanymi drzwiami, 

 

łazienki z wanną,

świetnie wyposażonej kuchni 

i balkonu. 

   
Często w hotelach w Hiszpanii stosuje się takie rozwiązanie - a i w tym hotelu są goście, którzy kupują wakacje bez wyżywienia, czy np tylko w opcji HB i potrzebują skorzystać z kuchni. 

Bezpośrednio pod budynkiem mieliśmy do dyspozycji basen z brodzikiem i bar oraz wspomniany foodtruck.

I to w sumie na basenie - z uwagi na naszego małego szkraba - spędzaliśmy najwięcej czasu.

Oskar i Zuzia zatrzymali się w sąsiednim budynku MINERVA II, a ich pokój mimo iż określony w ofercie jako Studio, nie odbiegał wyglądem i rozmiarem od naszych. Wstęp do pokoi odbywał się za pomocą kodowanych kart (na każdy pokój otrzymujemy dwie karty). Tip nr 2: kart absolutnie nie wolno wkładać do etui telefonu. Wówczas karty bardzo łatwo się rozkodowują i trzeba ponownie zgłosić się na recepcję.

Hotel Bellevue Club w Port d'Alcudia to miejsce, w którym człowiek szybko orientuje się, że wakacyjne kroki liczy się raczej w kilometrach niż w krokach z aplikacji - a to akurat dla nas wielki plus. A ponieważ hotelową restaurację mieliśmy oddaloną o jakieś 200 metrów, więc spacer po takim posiłku wychodził nam tylko na zdrowie. A byli też tacy, którzy z własnej nieprzymuszonej woli, nie korzystali z windy, a jeszcze po schodach na piąte piętro wchodzili o własnych siłach. Dla tych bardziej leniwych po terenie jeździ hotelowy bus, który bezpłatnie wozi gości po kompleksie.
Basenów jest tyle, że można codziennie udawać, że nocuje się w innym hotelu - a dokładnie mamy tu 8 basenów zewnętrznych ze słodką wodą, wszystkie wyposażone w leżaki i parasole, a ich nazwy to nazwy budynków, pod którymi są usytuowane; nasz basen MINERVA, pobliski basen LEDA, SIRENA, NEPTUNO, APOLO, DIANA oraz basen FEDRA (ze zjeżdżalniami) i basen dla dzieci CERES. Akurat budynki FEDRA i basen tam położony były przeznaczone dla festiwalowych gości. Co ciekawe, wszystkie baseny czynne są w godz.10:00 - 18:00 i szczerze powiedziawszy akurat na naszym basenie MINERVA znalezienie wolnego leżaka nie stanowiło najmniejszego problemu. Sprzyja temu respektowanie przez obsługę zakazu zajmowania leżaków ręcznikami. Otóż, zanim basen był otwierany obsługa zbierała do worka leżakujące ręczniki, zatem na chwile otwarcia wszystkie leżaki są wolne. Oczywiście najpopularniejszy - ale też najgłośniejszy - basen, to ten na którym organizowane były wszelkiego rodzaju animacje, czyli basen LEDA.

A program animacyjny był bardzo bogaty. 

Nad animacjami w całym obiekcie czuwała ekipa KLAN Entertainment. Muszę powiedzieć, że jest to międzynarodowa firma animacyjna, jakich mało. 

Wszelkie atrakcje organizowane przez animatorów były na bardzo wysokim poziomie. Zarówno te basenowe np. 

"piana party", 

warsztaty przyrządzania sangrii, czy aqua kombat, jak i wieczorne przedstawienia. Zajęcia prowadzone były zawsze z rekwizytami, przy rytmach muzyki, zaś

animatorzy nie zważając na wysokie temperatury prezentowali się w strojach tematem dostosowanych do zajęć. 

Drugą część animacji stanowiły wieczorne przedstawienia odbywające się w SHOW GARDEN. Codziennie od godz. 20:00 odbywało się mini disco, potem krótki układ zumby, a następnie o 21:30 hotelowi goście mogli uczestniczyć w quizach odbywających się na zasadzie "kahoota", albo oglądać przedstawienia 

(np. musical "Grease" wystawiany przez animatorów), 

czy w końcu podziwiać cyrkowe sztuczki. Na zakończenie każdego dnia prezentował się inny DJ i do północy prowadził dyskotekę dla dorosłych. Co najważniejsze wszystko to odbywało się w bardzo kulturalnej formie - bez "nahalnego" namawiania gości do zabawy. A że ja akurat zwierzem scenicznym jestem, to mnie namawiać szczególnie nie było trzeba i choć Jurek jeszcze ledwo sobie radził na mini disco, 

to chociaż Zuzia podczas White Party dzielnie mi towarzyszyła. Animatorki w ledowych skrzydłach wprost porywały do tańca.

Strefa rozrywkowa i wesołe miasteczko znajdują się na uboczu budynków hotelowych, także żaden hałas nie dochodził do pokoi. 


Oczywiście w godzinach wieczornych to tylko tam serwowane są drinki. Tu tip nr 3: warto mieć plastikowy kubek (własny lub z baru przy basenie LEDA), bo napoje serwowane są w papierowych kubkach, które szybko namiękają. 


Okolica hotelu zachęca do spacerów, a plaża miejska Platja d'Alcudia

 
oddalona jest od hotelu ok. 900 metrów.


W ciągu dnia spędzamy czas na basenie, ale wieczorny spacer na plażę to czysta przyjemność. 

Dużym urozmaiceniem krajobrazu są pasma górskie Serra Tramuntana 

 i jezioro Es Llac Gran - zbiornik wodny, który wraz z siecią kanałów tworzy wspaniałą strefę spacerową. 

W zasięgu dosłownie kilkuminutowego spaceru od budynku Minerva I, położonego przy samym jeziorze znajduje się 

maleńka wyspa Gran Inland połączona z lądem wąską groblą

- niestety niedostępna dla turystów.

Ja z kolei pewnego popołudnia pokusiłam się o jogging dookoła jeziora, 

którego obwód wraz z licznymi mostkami i kładkami wynosi 4 km.

 Dookoła Es Llac Gran usytuowane są hotele i prywatne apartamenty. 

Bardzo przyjemną alternatywę dla leniwego wypoczynku stanowi także trekking na okoliczny punkt widokowy. 

Jest to jedno z najbardziej charakterystycznych wzniesień wyspy widoczne z naszego hotelu. Puig de Sant Marti ma dwa wierzchołki: jeden o wysokości 249 m npm. z wieżami telekomunikacyjnymi i drugi o wysokości 268 m npm. - niedostępny dla turystów. 

Wybraliśmy się tam oboje z Radkiem - ścieżka jest doskonale oznaczona - wystarczy tylko wyjść za granice naszego resortu. 

Tu zaczyna się gęsty sosnowy las, skąd kierujemy się w prawo, 

mijając po drodze stary grobowiec. 

a następnie przekraczając jezdnię - wchodzimy w szutrowo-asfaltową leśną drogę pod górę. 

W połowie drogi trafiamy na zamknięte schronisko 

i tablice informacyjne, 

na szlaku spotkać można także grupy konne i rowerzystów. 

W miarę wspinania się wysokie drzewa ustępują miejsca krzewom. To tzw. garrigue czyli typowe śródziemnomorskie krzaki, obejmujące m.in. mastyks, rozmaryn, tymianek, lawendę i inne aromatyczne rośliny, których intensywny zapach roztacza się podczas wędrówki. Wygodny i o dziwo! dobrze oznaczony szlak w jedną stronę liczy ok. 4 km - droga jest tylko częściowo zacieniona 

i prowadzi do wież telekomunikacyjnych, skąd roztacza się piękna panorama. 

Na samym szczycie urzędują zaś dzikie kozy boc balear. Radkowi tak spodobało się to wyzwanie, że zawędrował tam dwa dni pod rząd: jeden raz ze mną, a drugi raz z Darkiem, który nie mógł sobie podarować, że pierwszego dnia poszliśmy tam sami. 

Nie sądziliśmy, że komuś zechce się w 30 stopniowym upale pokonywać taką drogę pod górę. Koniecznie weźcie ze sobą wodę i nakrycie głowy. 

Widoki ze szczytu z całą pewnością rekompensują wysiłek.

Podsumowując niniejszą recenzję: Bellevue Club (a obecnie: 07 BE Club) w Port d'Alcudia to miejsce dla tych, którzy lubią, gdy na wakacjach coś się dzieje. Jeśli więc marzysz o kameralnym butikowym hoteliku – szukaj dalej. Jeśli natomiast chcesz odpocząć, dobrze się bawić, a przy okazji pokręcić się nieco po okolicy i wrócić z opalenizną oraz rekordem kroków, Bellevue Club zdecydowanie daje radę. 

Printfriendly