piątek, 11 listopada 2016

Plaże w Białej

Palące słońce, ciepłe morze i gorący piasek. Wymieniłam właśnie podstawowe atrybuty Bułgarii....choć znalazłoby się pewnie jeszcze wiele innych. Każdy w Bułgarii znajduje to swoje "coś" i albo będzie to miłość od pierwszego wejrzenia pielęgnowana rok w rok....albo skucha i nigdy więcej do Bułgarii nie wróci.

niedziela, 23 października 2016

Byala - orientacja w mieście

Byala, to po polsku Biała. To miejscowość, która na wybrzeżu Morza Czarnego odznacza się niezwykłym klimatem. Małe miasteczko we wschodniej Bułgarii, w prowincji Warna - oddalone ok. 50 km od Warny i 70 km. od Burgas, zamieszkiwane podobno przez 2500 mieszkańców (dane z grudnia 2009 roku - 2171 mieszkańców). I właśnie na trasie Warna-Burgas zaprasza nas swoim herbem, aby skręcić i to właśnie tutaj spędzić wakacje. Czy aby na pewno?

środa, 12 października 2016

O hotelu w Białej

Tegoroczne miejsce zakwaterowania zaproponowane zostało przez jednego z moich kolegów jako perełka wyszukana na popularnej stronie booking.com. Wybraliśmy wydawać się mogło rodzinny hotel Walmar zlokalizowany w Białej przy ulicy Zdravko Bombov numer trzynaście. Naprawdę rezerwując tutaj nocleg nie przyszło nam do głowy, że będzie to pechowa trzynastka. Ponieważ hotel miał też swoja ofertę na stronie pochivka.bg oraz własną witrynę internetową - rezerwacji dokonaliśmy bezpośrednio u właściciela. Rzeczywiście od stycznia tego roku kontakt z właścicielem był znakomity - odpisywał nam gotowymi formułami (kopiuj-wklej), życząc przy okazji Szczęśliwego Nowego Roku. Wiadomości wymieniane na facebooku, jak również skype nie pozostawiały złudzeń: To tutaj w tym roku zanocujemy!!!
Co prawda aktualnych zdjęć pokoi nie było zbyt wiele, a te co były nie zachwycały, ale w końcu liczy się też otoczenie hotelu, no i atrakcyjna cena. Czarujący ogród, całkiem sporych rozmiarów basen, no i przede wszystkim życzliwość właściciela - transfer z lotniska i wszystkie zapytania kwitowane odpowiedzią "Nyama problema".
W dodatku uwierzyliśmy opiniom z serwisu booking.com - Znakomity 9.1 .....!!! A więc będzie znakomicie, to znaczy...
Dla tych z Was, co nie wiedzą, co znaczy "Znakomity" polecam lekturę tychże opinii:
http://www.booking.com/hotel/bg/walmar.pl.html
Takie opinie w internecie i do tego cena...26 EUR za dobę za pokój 3 osobowy (w tym 3 EUR dziennie - dopłata za klimatyzację). Za pobyt 11 dniowy cena dla rodziny trzyosobowej to 286 EUR, co przy kursie 4,30 zł daje sumę 1.229,80 zł. Aha i jeszcze rewelacyjna cena transferu 5 EUR/osoba. Tak więc, po takim wstępie startujemy....
11 sierpnia parę minut przed 10:00 zasiedliśmy szczęśliwie do Transportera i Skodzianki na lotnisku. No wcale, ale to wcale nie jechaliśmy na śledzia, bo miejsca w autach było akurat. Bułgar okazał się niezwykle przepisowym Niemcem, a więc: ile miejsc w samochodzie - tylu pasażerów. Droga z lotniska przebiegała sprawnie - Warna trochę "zapyziała", choć widać lekki postęp. Przejeżdżamy przez most, który przywołuje u nas negatywne wspomnienia z 2011 roku, kiedy to z trudem uwolniliśmy się z rąk bułgarskiej policji. 
Miłyj razgawor z Walentinem prowadzi nas po 50 minutach jazdy prosto do Białej. 
Żółte pola kwitnących słoneczników ciągną się aż po horyzont, choć w dali nieśmiało pojawia się morze. Po lewej mijamy cudną dziką plażę Karadere - do której Was jeszcze zaproszę. Walentin obiecuje nam, że jutro nas tam zawiezie, a pojutrze to już da nam samochód i będziemy sobie go mogli tankować i sami jeździć w ten uroczy zakątek Białej. To miłe! Znajomy forumowicz pisał o takiej atrakcji, zalecając nawet zakup polskiej wódki dla właściciela, tak na dobry początek - ot taki souvenir z Polski. Jak kazali, tak też zrobiliśmy.
Kiedy wjeżdżamy do Białej od strony Warny - jesteśmy na początku miejscowości. Nie zdążyliśmy więc zobaczyć ani centrum, ani sklepów, kiedy to Walentin podwozi nas bezpośrednio pod swój hotel. Poznaję ze zdjęć - tak to tutaj.
Hotel obrośnięty jest wzdłuż i wszerz bogatą roślinnością, 

dookoła jest bardzo, ale to bardzo zielono. 


środa, 28 września 2016

Pora na Bułgarię 2016

Wreszcie nadszedł czas upragnionych wakacji. Pewnie nie będzie to dla Was zaskoczeniem, że tegoroczne wakacje spędzimy w Bułgarii. Ale uwaga – tym razem zmiana miejscowości, bowiem wypoczywać będziemy w Białej. Ponieważ Biała (Byala) to niewielka miejscowość położona w połowie drogi między Warną a Burgas, stąd w grę wchodził zakup biletów lotniczych do obu portów. Przez Białą przejeżdżaliśmy już w 2010 roku, kiedy to odbywaliśmy swoją pierwszą i jedyną samochodową podróż do Bułgarii. Była to właściwie pierwsza miejscowość na wybrzeżu Morza Czarnego, która wywołała w nas wielkie łał!!!
Jadąc drogą z Warny rozciągał się widok na Białą, a w dali widać było morze.
I dziś tam wracamy....tym razem samolotem.

Samolotem do Bułgarii

Lot z Okęcia we wczesnych godzinach rannych wymusza dojazd na lotnisko samochodem. Mamy na lotnisko jakieś 35 km, ale o tej porze pociągi już nie kursują, albo jeszcze nie kursują. Na szczęście każda rodzinka zorganizowała sobie kierowcę i o 3:55 spotykamy się w pełnym składzie na lotnisku.  Nasz poranno-nocny dojazd na lotnisko wcale nie był taki tani... Kosztował nas parę litrów benzyny, ale i 100 zł mandatu plus 4 pkt za przekroczenie prędkości.
Grupa 11 osób (cztery rodziny) leci z Warszawy do Warny 11 sierpnia 2016 r., drugi turnus – 7 osób (dwie rodziny) doleci do nas z Poznania do Burgas 15 sierpnia 2016 r. No i znowu wyjdzie gromadka....
 Wszędzie da się z Myszą w trasie...

piątek, 22 lipca 2016

Ostatni dzień, ostatnie godziny w Paryżu

No i nadszedł wtorek - dzień naszego wyjazdu z Paryża. Wszystko co dobre kiedyś się kończy, ale spróbujemy jeszcze cokolwiek zobaczyć, by w pełni wykorzystać czas w Paryżu. Oczywiście plany muszą zostać zmodyfikowane z racji zainteresowań numizmatycznych Pana Męża. To co nie udało się wczoraj, dziś stało się obowiązkowym punktem dnia. Zatem wychodzimy z domu parę minut po 9:00. Dzielnica, w której Radek znajdzie swój upragniony banknot (najchętniej taki sztywny dopiero co wycofany z obiegu) to okolice Placu de la Bourse - a dokładnie rue Vivienne znajdującej się kilka przecznic od naszej kwatery (stacja metra Bourse).
Stacja metra Bourse wzięła swoją nazwę od Giełdy, która ma tutaj swoją siedzibę.

czwartek, 2 czerwca 2016

Paryskie poniedziałkowe popołudnie

Poniedziałkowe popołudnie postanowiliśmy spędzić w paryskiej dzielnicy Montrmartre, do której dojechaliśmy ze stacji metra Starssbourg-St Dennis fioletową linią nr 4 w kierunku Porte de Clignacourt do stacji Chateau Rouge (wysiadamy na piątej stacji).  Ze stacji metra skierowaliśmy się w lewo rue Polet, Clignacourt i rue Muller. Montrmartre to dzielnica artystów, która włączona została do Paryża w XIX wieku. Znana szczególnie z Placu Pigalle, Moulin Rouge, ale także z Sacre Coure.

Sacre Coure

Bazylika Sacre Coeur jest najwyżej położonym punktem Paryża, a na wzgórze Montrmartre, na którym znajduje się Bazylika można wjechać kolejką (Funiculaire), na którą obowiązuje taki sam bilet, co do metra.

lub wejść po schodach. 

Wzgórze Montrmartre znajduje się na wysokości 130 m npm, a białe kopuły Bazyliki widoczne są niemal z każdego punktu miasta.
Im jesteśmy wyżej, tym bardziej naszym oczom ukazuje się majestatyczna budowla. 
Architektura Bazyliki może kojarzyć się z wenecką bazyliką Św. Marka.
Skoro wspięliśmy się na szczyt mamy szansę ujrzeć panoramę jaka rozciąga się z tego miejsca. 
Na schodach prowadzących do Bazyliki wygrzewają się tłumy młodych ludzi, nie wiadomo czy strudzonych wspinaczką, czy też to sposób młodych Paryżan na spędzanie wolnego czasu.
Wstęp do Bazyliki jest bezpłatny i możliwy w godzinach 7:00 - 23:00.

Niemniej jednak już za wejście na wieżę bazyliki trzeba zapłacić 6 EUR.
Na tym zdjęciu dobrze widać schody i szczyt wieży kościoła.

Biała dama w całej okazałości, a właściwie
Dwie damy...
Sacre Cour bywa nazywana też "Białą Bazyliką", a to z racji materiału z jakiego jest zbudowana - wapiennego kamienia, który pod wpływem powietrza i deszczu wydziela bielący mury kalcyt.
Z okolic Bazyliki udajemy się w kierunku Placu du Terte. To miejsce pracy wielu artystów, którzy co chwila zagajają przechodniów z prośbą o pozowanie do portretów. Dziękuję - ja już taki jeden posiadam - rodem z Włoch :) Wbrew pozorom to idealne miejsce na zakup pamiątek. A ja tym razem postawiłam na iście paryską pamiątkę...
Zakupiłam sobie kapelusz - dość już mam tych swoich zdjęć  w czapce :)

Jeszcze kilka fotografii murali
witryn sklepowych
Po drodze mijamy Małe muzeum czekolady - raczej w formie sklepu, zatem ogólnodostępne i bezpłatne

 Czekoladowa Katedra Notre Dame
- największa konkurentka Sacre Coure.
A tak autorzy bloga zwiedzamyparyz.pl piszą o Montrmartre i powstaniu Sacre-Coure:
To tutaj na przełomie XIX i XX wieku, czyli dokładnie, kiedy budowano bazylikę, mieszkała cała bohema artystyczna z malarzami na egzystencjalistami na czele. Podczas kiedy artyści popijali absynt i tworzyli impresjonistyczne obrazy, na wzgórzu rzemieślnicy w pocie czoła tworzyli bazylikę. Budowę tego monumentalnego kościoła zainicjowało dwóch przemysłowców, którzy w podzięce za ocalenie Paryża w wojnie francusko-pruskiej, poprzysięgli zbudować tu świątynię. Budowa trwała przeszło 40 lat. Wzgórze, w którym od wieków wydobywano wapień i gips, musiano wzmocnić specjalnymi filarami. Konsekracji dokonano dopiero w 1919. Koszty budowli ponieśli wierni. To w  niej znajduje się największy dzwon Paryża i jednocześnie jeden z najcięższych dzwonów na świecie- Savoyarde (Saubadyjczyk). Waży on aż 18,5 tony! Podobno gdy dzwoni, słychać go po drugiej stronie miasta. Od 125 lat przez 24 godziny na dobę z Bazylice odbywa się Adoracja Najświętszego Sakramentu.

Dzielnica Montrmartre słynie jednak nie tylko z powodu swojej świętości, ale wręcz przeciwnie - to dzielnica w której znajduje się

Plac Pigalle 

Warto przejść z Place Pigalle do stacji metra Blanche – cały czas prosto blv. de Rochechourt i w lewo przez Plac Pigalle i blv. de Clichy, aby poczuć atmosferę tego miejsca, szczególnie po zachodzie słońca.
Pigalle to zwyczajowa nazwa dzielnicy w Paryżu wokół placu Pigalle, na granicy pomiędzy dzielnicami 9 i 18. Patronem placu jest osiemnastowieczny rzeźbiarz francuski, Jean-Baptiste Pigalle. Jednak współczesny plac ze sztuką ma niewiele wspólnego. To dzielnica czerwonych latarni - jedna z najsłynniejszych na świecie, tuż obok tej amsterdamskiej i hamburskiej. 

Na oko zupełnie zwyczajnie...dopóki nie przyjrzeć się bliżej witrynom sklepowym.
To tutaj istnieją liczne domy publiczne, a hotele wynajmują swe pokoje na godziny. Od nazwy tego placu i dzielnicy ukształtowało się w Polsce określenie "pigalak" oznaczające dzielnicę o podobnym, co Pigalle charakterze - np. tak nazywane są okolice hotelu Marriott w Warszawie. Dziś mnóstwo tu lokali ze streaptizem, sex-shopów i peep-show. Najsłynniejszy z nich to teatr

Moulin Rouge

Czerwony Młyn od ponad wieku zachwyca publiczność spektaklami tanecznymi o zabarwieniu erotycznym.
Plac Pigalle na trwałe zapadł w polszczyźnie i w polskiej kulturze masowej dzięki hasłu:  "W Paryżu najlepsze kasztany są na placu Pigalle", którym posługiwali się francuscy antyfaszyści w bardzo popularnym polskim serialu filmowym "Stawka większa niż życie"; odzewem było: "Zuzanna lubi je tylko jesienią" a kontrodzewem: "Przesyła Ci świeżą partię" /wikipedia/
Słynny paryski przysmak serwowany w niezwykle elegancki sposób - kasztany na Placu Pigalle prosto z wózka na zakupy.
 
Ten tradycyjny kabaret otwarty został dnia 5 października 1889 przez Josepha Ollera, właściciela znanej paryskiej sali koncertowej Olympia. Moulin Rouge powstał w tym samym roku co Wieża Eiffla. Kabaret od czasu powstania prezentuje przedstawienia taneczne, w których na scenie występują tancerze i tancerki prezentujące się topless, ozdobione biżuterią lub barwnymi piórami. Na przestrzeni lat Moulin Rouge stało się słynne z wykonywanego tu kankana. Widowisko wykonuje 60 tancerek i 20 tancerzy, którzy rekrutowani są wg surowych kryteriów: wzrost 1.75-1.79, średnia wieku to 23 lata, konieczna jest dobra aparycja. Tancerze pochodzą z różnych stron świata - 14 narodowości, jednak większość z nich to Australijki. Bilety na spektakl w Moulin Rouge to nie lada gratka: sam spektakl o godz. 21:00 kosztuje 102 EUR, zaś o 23:00 – 92 EUR. Jest też do wyboru pakiet luxusowy kiedy przedstawieniu towarzyszy kolacja z szampanem - wówczas to wydatek rzędu 190-230 EUR w zależności od menu. Oczywiście wszystkie ceny podane są za jedną osobę. Dla zainteresowanych rezerwacją strona:
Ponieważ nie dla nas takie ceny zdecydowaliśmy się zjeść kolację w skromniejszym wydaniu. Spod Moulin Rouge ruszamy rue Fontaine i rue Notre Dame de Lorette do La Fayette  i dalej w dół rue Vauborg i rue Montrmartre, które zamienia się w blv Poisoniere. Tu trafiamy na jakiś sklep z numizmatami. Oj cieknie ślinka Radziowi - niestety okazuje się że to prywatna kolekcja wystawiona na światło dzienne niczym wystawa sklepowa. Od miłego właściciela dowiadujemy się, gdzie kupić banknotową pamiątkę dla Radka. Już wiem, że jutro mnie to nie ominie...
Następnie idziemy blv de Bonne Novvelle do blv St Dennis....i tak oto zmęczeni, źli bo głodni dotarliśmy w okolice kwaterki. Wprawdzie po drodze mijaliśmy Pizzę Hut, ale okazało się że trzeba będzie długo czekać na zamówienie. Zapadła więc decyzja: w pobliżu rue St Dennis kupujemy gorącego kurczaka z rożna, w Carrefour świeżutką francuską bagietkę i piwko. Taka oto ta nasza francuska uroczysta kolacja w naszym czerwonym pokoiku. 
Było bardzo smacznie ....tylko niestety nie było piór, kankana i nikt nie zatańczył na rurze.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Paryż dzień trzeci

Kolejny dzień w Paryżu zapowiada się pogodnie - oby dziś wiatr ucichł. Z pokoju wychodzimy tuż po śniadaniu - kilka minut po 9:00. Dzisiejszy dzień postanowiliśmy podzielić na dwa etapy. Pierwszy to prawa strona Sekwany, czyli Paryż królewski - spacer od Arc de Triomphe do Luwru. Postanowiliśmy zatem skorzystać z komunikacji. Idziemy więc do pobliskiej Bramy Dionizego, obok której mamy stację Reaumur-Sebastopol. Linią nr 4 jedziemy do stacji Chatelet, gdzie przesiadamy się w linię nr 1. Sterowana automatycznie linia w kilka minut zawozi nas do stacji pod nazwą Charles de Gaulle Etoile.

Łuk Tryumfalny

Plac Charlesa de Gaulla to oficjalna nazwa placu de l' Etoile - czyli Placu Gwiazdy. Nazwa bierze się od 12 ułożonych gwiaździście alei, które zbiegają się właśnie na placu, którego centralne miejsce zajmuje Łuk Tryumfalny. Po wyjściu z metra - z obrzeża pl. de l'Etolile na plac wewnętrzny można dojść tylko przejściem podziemnym. Wstęp na plac jest oczywiście bezpłatny, jednak za wejście na znajdującą się na wysokości 50 metrów platformę widokową należy uiścić słoną kwotę 12 EUR. 
Budowę Arc the Triomphe zainicjował Napoleon lubiący przybierać pozę cezara i używającego symboliki starożytnego Rzymu dla uświetnienia własnej osoby. Mimo iż budowę rozpoczęto w szczycie potęgi Napoleona w 1806 roku, władcy nigdy nie udało się zobaczyć go w pełnej krasie, gdyż prace były wielokrotnie przerywane, a łuk został ukończony i ozdobiony symbolami militarnymi 30 lat później. Kiedy Napoleon ustępował Arc de Triomphe miał zaledwie kilka metrów wysokości. W 1810 roku na istniejące fundamenty nałożono atrapę łuku, by mogła pod nim przejechać córka cesarza Austrii Maria Luiza udająca się do Luwru na uroczystość zaślubin z Napoleonem. W 1840 roku pod Łukiem Triumfalnym przeszedł kondukt żałobny z prochami Napoleona. 
Najbardziej znaną rzeźbą fasadową jest usytuowana po prawej stronie (patrząc od av. Champs-Elyses) "Marsylianka" - czyli "Wymarsz Ochotników w 1792 r." - nawiązująca do obrazu Eugene Delacroix "Wolność wiodąca lud na barykady".
Podczas zwiedzania  łuku warto na tablicy upamiętniającej miejsca bitew i generałów napoleońskich, wyszukać polskie miasta (Pułtusk, Ostrołęka, Heilsberg - Lidzbark Warmiński i Danzig - Gdańsk) oraz nazwiska, w jakże innej pisowni niż oryginalna (Poniatowski, Dąbrowski, Zajączek, Kniaziewicz, Chłopicki - Klopisky, Sułkowski i Łazowski)
11 listopada 1920 roku umieszczono tu Grób Nieznanego Żołnierza - prochy jednego z uczestników bitwy pod Verdun. Od 1923 roku w miejscu tym płonie wieczny ogień. 
Jeśli zaś spojrzeć na drugą stronę Łuku w dali widoczny jest kwadratowy łuk Defense.
Dzielnicę La Defense zostawiamy sobie na jutrzejszy deser, a sami udajemy się do wschodniego krańca tej stołecznej osi. Ta oś ciągnąca się od Luwru aż po Arc de la Defense liczy długości ponad ośmiu kilometrów.

Avenue Champs Ellyses 

To słynne Pola Elizejskie, o których nie raz słyszeliście w piosence. Aleja założona została w XVII wieku i łączy ogrody Tuileries ze wzniesieniem, na którym dziś usytuowany jest Łuk Triumfalny. To najważniejsza ulica tej francuskiej metropolii, choć to przy równoległej do niej rue Rue de Fabourg-Saint-Honore znajduje się Palais de l'Elysees – Pałac Elizejski – siedziba prezydenta Francji. Jednak Champs Ellyses to wizytówka Paryża, a żaden turysta nie wyobraża sobie pominąć jej w planie wycieczki. To miejsce to siedziba luksusowych butików, gdzie króluje srebro
ale i złoto ...
siedziby banków, tu znajdują się wielkie kina i butiki sławnych projektantów, które po wizycie w Mediolanie nie robią na mnie szczególnego wrażenia
a wreszcie dwa imponujących rozmiarów obiekty kulturalne 

Grand Palais i Petit Palais. 

Obiekty te wybudowane zostały wraz z Wieżą Eiffla, mostem Aleksandra III na wystawę światową Expo w 1900 roku. 
Grand Palais - Duży Pałac to przeszklona hala wystawowa, której zewnętrzna część została zbudowana w stylu secesyjnym, uzupełnionym klasycznymi fasadami. 
W 1993 ze względu na szeroko rozwinięte prace restauracyjne Grand Palais został zamknięty na następne 12 lat. Ponowne otwarcie budynku odbyło się oficjalnie 24 września 2005. Dziś jest to siedziba Galeries nationales du Grand Palais, w którym organizowane są prestiżowe wystawy czasowe. W zachodniej części Pałacu utworzono muzeum techniki, a w kopule znajduje się planetarium. Mało kto wie, że Grand Palais posiada własny, dość duży posterunek policji, który ma na celu odpowiednią ochronę eksponatów wystawianych podczas wystaw.
Aktualny program wystawowy oraz informacje biletowe znajdziecie na oficjalnej stronie Grand Palais 
Zapewne piękniej pałac prezentuje się z góry, a także od strony Mostu Aleksandra III, przez który dostaniemy się  do Placu Inwalidów.
My jednak zostajemy po tej stronie Sekwany, gdzie vis a vis Grand Palais znajduje się Pettit Palais
Pettit Palais, czyli Mały Pałac to zgodnie z wikipedią: "Budynek pod względem konstrukcyjnym przypomina położony niedaleko Grand Palais posiadając ogrody na tyłach budynku oraz liczne kolumny na fasadzie. Dach budynku stanowi duża kopuła która kształtem przypomina kopułę znajdującą się na kościele Les Invalides." Obecnie Mały Pałac to muzeum podzielone na sekcje od okresu średniowiecza, renesansu, przez XVIII wiek. Znajdziemy tu także dzieła francuskich takich francuskich artystów jak: Jean Ingres, wspomniany Eugène Delacroix oraz Gustav Courbet.
Kontynuując spacer wracamy na Champs Elysses, gdzie w oddali widać imponującą karuzelę Placu de la Concorde.

Plac de la Concorde

Place de la Concorde - czyli Plac Zgody przyjął nazwę zgoła ironiczną, biorąc pod uwagę to co działo się tutaj podczas rewolucji. Centralne miejsce zajmowała tu gilotyna i tu miały miejsce najbardziej widowiskowe egzekucje - swego czasu spadło na Place de la Revolution (jak go wówczas nazywano) blisko 1300 głów, w tym królowej Marii Antoniny, siostry króla Elżbiety, Dantona, Lavoisiera, Robespierra. W 1795 roku przywrócono nazwę Place de la Concorde, postawiono na nim Konie z Marly – słynną barokową rzeźbę Guilaume'a Coustou (dziś są to kopie). Ozdobą placu de la Concorde jest obelisk Ramzesa II ze świątyni Amona w Luksorze datowany na XIII w. p.n.e - podarunek namiestnika Egiptu.
 
 
Obecny kształt placu to zasługa Jacoba Ignaza Hittorfa, który w 1846 roku na postawił obie wielkie fontanny oraz ozdobne kandelabry. 
Dziś plac przyjął nieco współczesne oblicze, będąc doskonałą  perspektywą do zdjęć i miejscem skąd roztacza się panorama miasta.


Roue de Paris

Od listopada 2015 roku do września 2016 roku można skorzystać z diabelskiego młyna - najbardziej znanego przenośnego koła Roue de Paris, które pierwotnie zainstalowane zostało na placu z okazji obchodów 2000 roku, a następnie opuściło Francję w 2002 r. i rozpoczęło wycieczkę po świecie: w latach 2003-2004 było w Birmingham i Manchesterze, w 2005 roku - w Geleen, następnie w Amsterdamie, potem w Gateshead, w 2006 roku w Bangkoku, w 2008 roku w Antwerpii, w 2013 roku w Rimini we Włoszech. Dziś obiekt ponownie jest w Paryżu, a atrakcja ta kosztuje 12 EUR.
Stąd skręciliśmy w elegancką rue Royal która kończy się placem Sainte Marie Maddaleine.

Kościół Marii Magdaleny

Patrząc na majestatyczną budowlę kościoła, aż trudno uwierzyć, że w średniowieczu znajdował się tu w cieniu murów miejskich maleńki kościółek. W 1763 roku Ludwik XV położył kamień węgielny pod budowę obecnego kościoła, budowanego na wzór Panteonu. Wykonanie zadania przeciągnęło się na 80 lat, by ostatecznie poświęcić kościół w dopiero w 1842 roku. 
Wstęp do kościoła jest bezpłatny i możliwy w godzinach 9:30-19:00.
Wnętrze robi wrażenie pustego i nieprzychylnego. Długa hala posiada trzy kopulaste sklepienia, w apsydzie znajduje się fresk przedstawiający Chrystusa i św. Magdalenę z wieloma postaciami historycznymi, aż po Napoleona. W jednej z naw bocznych mieliśmy okazję zobaczyć współczesną instalację paryskiej performerki - przedstawiającą odzianą w prześcieradła i folię aluminiową postać Maryi. Niespotykane to u nas wykorzystanie miejsca świętego, nieprawdaż?
W pobliżu kościoła można skręcić w rue Duphot, którą dojdziemy pod adres 263bis Rue Sant Honore znajduje się inny kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, w którym odbywają się msze w języku polskim (o godzinach: 8:00, 9:30, 11:00, 14:00 dla dzieci, 16:00, 19:30)
Z placu Marii Magdaleny idziemy blv de la Maddaleine, blv des Capucines, a następnie skręcamy w lewo w rue Scribe. Tu pod numerem 9 czeka mnie prawdziwa niespodzianka, tak przynajmniej mi się wydawało

Muzeum Perfum FRAGONARD

Postanawiam wstąpić tu choć na chwilę. Kiedy wchodzę do wnętrza recepcjonistka zadaje mi pytanie po francusku - ja odpowiadam "Moment", a po chwili słyszę kiedy swojemu współpracownikowi tłumaczy, że jestem z Polski. Okazuje się, że Pani jest Polką i od razu poznała swoją rodaczkę. 
Ciekawa mapa składników perfum - z Polski pochodzą 
esencja z brzozy i czarnej porzeczki, 
z Bułgarii oczywiście ekstrakt różany
Niestety nie ma ulotek, ani audioprzewodnika w języku polskim, choć podobno po dokonaniu wcześniejszej rezerwacji możliwe jest zwiedzanie w towarzystwie przewodnika mówiącego w naszym ojczystym języku. Dziś znalazłam dość profesjonalną ocenę muzeum, z którą w zupełności się zgadzam. 
podziemiu oczywiście znajduje się sklep firmowy, w którym można dokonać zakupu pachnących pamiątek już od 3 EUR. 
Po wyjściu ze Świata Perfum stoimy oko w oko z budynkiem opery, skręcamy w prawo w Avenue de la Opera.

Opera


Opera, zaprojektowana w stylu eklektycznym przez Charles’a Garniera. Troszkę liczb, świadczących o ty, że to kolejny gigant francuskiej metropolii. Gmach opery zajmuje 11.000 metrów kwadratowych, na widowni zmieści się 2.200 osób, a na scenie 450 artystów. Główny żyrandol waży sześć ton.
Idziemy teraz Avenue de l'Opera, która zaprowadzi nas do Royal Paris i Luwru. Idąc ta ulicą w pewnym momencie po prawej stronie w dali widzimy Plac Vendome z charakterystyczną 44 metrową kolumną Napoleona. Kolumna wzniesiona została z armat zdobytych na Austriakach i Rosjanach w bitwie pod Austerlitz w 1805 roku.
Powoli dochodzimy do ciekawej stacji metra - a to znak, że dochodzimy do okolic Luwru.
Po wyjściu za rogiem po lewej stronie znajduje się Palace Royal. To Pałac Królewski wzniesiony w latach 1624-1645 jako prywatna rezydencja kardynała Richelieu, który na łożu śmierci przepisał go testamentem Ludwikowi XIII. Obecnie mieści się tu Rada Państwa. Charakterystyczna fasada pochodzi z 1775, choć w czasie powstania komunardów w 1871 roku pałac spłonął, lecz w latach 1872-1876 został wiernie odbudowany. 

Luwr

Mówi się, że w czasach Merowingów w miejscu tym znajdowało się prawdopodobnie ogrodzenie dla wilków i stąd zapewne pochodzi nazwa muzeum (wilk-lupara).
To najstarsze i zapewne najbogatsze i największe muzeum świata. W ciągu stuleci Luwr był twierdzą, więzieniem, pałacem królów francuskich, siedzibą administracji, Akademii Francuskiej, atelier i galerią sztuki. Powierzchnie wystawowe zajmują tu około 6 hektarów. Na zwiedzanie muzeum trzeba poświęcić minimum 2-3 godziny, choć niejeden twierdzi, że cały dzień. Przechodząc bramą pomiędzy Royal Palaise widoczna jest sala wystawowa, gdzie przez szybę udało mi się uwiecznić kilka eksponatów.

Wstęp do Luwru dla obywateli naszego kraju do 26 roku życia jest za darmo, inni zapłacą 12 EUR. Pamiętajcie także o pierwszych niedzielach każdego miesiąca - tego dnia wszystkie muzea są udostępnione nieodpłatnie zwiedzającym. Oficjalna strona muzeum http://www.louvre.fr/en
Główne wejście stanowi ciągle ostro krytykowana i dyskutowana szklana piramida. Właściwie trzy piramidy - jedna duża i dwie mniejsze. Ich twórcą jest architekt amerykański Ieoh Ming Pei. Jest ona nowym punktem rozpoczęcia osi królewskiej rozciągającej się właśnie od Luwru, przez pl de la Concorde  aż do Grand Arche w La Defense.
Na Cour Napoleon wznosi się ta największa - 19 metrowa piramida zbudowana w 1988 roku, która kryje główne wejście do Luwru - taka konstrukcja zapewnia światło dzienne w holu. 
Przechodzimy jeszcze na Place de Carrousel, który zdobi
Arch de Triomphe du Corrousel - mały Łuk triumfalny, którego budowa, tak jak jego większego brata (Arch de Triomphe na Placu Gwiazdy) rozpoczęła się w 1806 roku.
Łuk ten zwieńczony jest rydwanem konnym, - pierwotnie były to słynne rumaki Lizyppa zrabowane w 1797 roku z weneckiej bazyliki Św. Marka. Obecny zaprzęg czwórki koni wykonany przez Bosio został postawiony tam w 1828 r. Carrousel stanowi wejście do ogrodów Tuileries, łączących Luwr z Placem Concorde. Oznacza to, że w skróconej wersji zwiedzania można pominąć Sainte Maddaleine, Fragonard i Operę. Przechodząc jeszcze raz przez dziedziniec Luwru zwraca naszą uwagę miedziany odcisk w chodniku. To

Arago

czyli południk paryski. To dowód na to, że Francuzi do dziś nie mogą pogodzić się z przejęciem roli południka zerowego przez linię z Greenwich. Południk paryski przebiega przez Obserwatorium w południowej części stolicy i wytyczony został w latach 1718-1740 przez trzy pokolenia francuskich astronomów rodu Cassini: Jeana (ojca), Jacquesa (syna) i Cesara-Francois (wnuka). Jednak to nie nazwisko Cassini widnieje na medalionach. To ARAGO - napis pochodzący od nazwiska dyrektora Obserwatorium z połowy XIX wieku Francois Arago. 
W płytkach chodnikowych Paryża, na linii południka, holenderski artysta Jan Dibetts umieścił 135 medalionów z brązu wyznaczających jego linię. Każdy medalion ma 12 cm szerokości, a zdobi go właśnie napis ARAGO oraz litery N i S na oznaczenie północy i południa. 
Przeciwległym do łuku Cour Carree - portalem wschodnim wychodzimy z terenu Luwru.
Po wyjściu z kompleksu pałacowego widzimy właśnie instalowaną lustrzaną ścianę z białymi wnękami kanałowymi. Wrażenie odbijającego się w lustrach pałacu niesamowite.
Teraz idziemy cały czas prosto rue Rivoli - skręcamy dopiero w rue St. Denis w lewo. Tuż po wejściu w ulicę St. Denis po lewej stronie w rue des Innocents mijamy Fontannę Niewiniątek.

Fontanna Niewiniątek

Nazwa nawiaązuje do znajdującego się na tym miejscu od XII do XVIII wieku Cimentiere des Innocents - największego wówczas cmentarza Paryża. Nekropolię otaczał wysoki mur, w którym znajdowało się kolumbarium - miejsce, gdzie chowano kości osób wydobywanych ze zbiorowych anonimowych mogił. Ponoć Paryżanie w czasach oblężenia miasta przez Henryka z Nawarry w 1590 roku z kości ludzkich produkowali dodatki do mąki, z której wypiekano chleb. 
 
Na rue St Dennis serwuje sobie jeszcze naleśnika z cukrem i cynamonem za 1,50 EUR. Dziś obiad będzie raczej kolacją. Mimo iż na kwaterę docieramy około godziny 14:00 to mamy w planach jeszcze dalsze zwiedzanie Paryża. Tylko troszkę musimy odpocząć....

Printfriendly