piątek, 4 października 2013

Bo w Primorsku nie ma nudy

Tak jak w tytule.. w Primorsku nie można się nudzić. O ile w ostatnich postach pokazałam Wam propozycje porannych wędrówek, o tyle nie zaproponowałam nic na resztę dnia. 

Jak zwykle atrakcji plażowych jest troszkę - harce wodne, zgodne z ofertą całego bułgarskiego wybrzeża, o czym pisałam już dwukrotnie przy okazji Rawdy.
Choćby tutaj: http://myszawtrasie.blogspot.com/2011/08/ravda-i-o-niej-pravda.html i tutaj http://myszawtrasie.blogspot.com/2012/09/wakacje-nie-czas-teraz-na-felietony.html
Nie chcę więc po raz kolejny zamieszczać tych samych informacji. Jest tego wiele - choć w tym roku nikt z nas nie korzystał z tego typu uciech. Nawet aquapark nie wzbudził większych emocji. 
Oj, starzejemy się...

Aquapark w Primorsku


Aquaplanet - bo tak brzmi nazwa parku wodnego w Primorsku to wbrew nazwie wcale nie wodna planeta. Może dziwnie to zabrzmi, ale suchej nitki na nim nie pozostawię. To trzeci już odwiedzony przez nas bułgarski aquapark. I niestety najgorszy, co na prawdę przykro mi pisać. Nawet strona sama mówi za siebie - a właściwie brak strony... http://www.primorskosport.com

Nędzne fotografie sprzed kilku lat umieszczone też na oficjalnej stronie miasta http://www.primorsko-bg.com/?lang=en&v=forfun&view=1&id=1421
i brak informacji np. o cenach. Postaram się więc uzupełnić blog o te informacje:


  • Położenie: nieopodal dworca autobusowego w Primorsku przy ul. Fregata (między ulicami Ropotamo, a Treti mart). 
  • Godziny pracy: 10:00 - 19:00. 
  • Cena biletu uzależniona od wzrostu:
  • do 90 cm. wzrostu - free
  • 90 cm-130 cm. wzrostu - cały dzień 16 lewa, 14:00 - 19:00 - 11 lewa
  • pow. 130 cm. wzrostu - cały dzień 26 lewa, 14:00 - 19:00 - 16 lewa 
  • Zorganizowany bezpłatny dojazd
Aquapark składa się z części dla bardzo małych dzieci, 
 znajdującej się naprzeciwko niej części dla tych nieco starszych
kompleksu dużych zjeżdżalni
wirnika i pomarańczowej rampy
Zródło: www.primorsko-bg.com
pseudo-rwącej rzeki okalającej pokazany wyżej obiekt, 

części gastronomicznej, szatni i toalet.

To np. super prysznic dla dzieci
Same plusy, czego zatem chcieć więcej. Aquapark nie jest duży, ale już w ubiegłym roku (podczas pobytu w aquaparku w Słonecznym Brzegu) zauważyłam, że to wcale nie jest wadą. Wszyscy jesteśmy w zasięgu wzroku i nie chodzimy i nie szukamy się nawzajem. Ponieważ park ten jest mały, nie ma sensu przychodzić tutaj na cały dzień. Wystarczy pół dnia. Starsi panowie nie idą.... Mają inne plany. Dzieciaki chcą to my - Matki Polki - idziemy z dziatwą.
Meldujemy się więc w okolicach 14:00 i od razu przy kasie z moich ust pada pytanie: Czy nie ma problemu z kołami (bez których zjeżdżanie praktycznie jest niemożliwe). Już wcześniej ostrzegano mnie, że jest z tym kłopot. Jak ktoś dorwie to trzyma i nie puszcza. 
Pani w kasie zadziwiona pytaniem, o co mi chodzi mówi, że oczywiście problemu nie ma. Powiedziałam, że jeśli będzie inaczej zażądam zwrotu kasy. Co dzieje się dalej? Bez trudu znajdujemy wolne leżaki i idziemy zjeżdżać. Naturalnie nie mamy na czym!!! Wszyscy stojący w kolejce do zjeżdżalni mają własne. 
Ale powiedzcie, po "kiego grzyba" przy leżaku uroczej, zupełnie suchej amatorki kąpieli leżą trzy koła (w sumie przeznaczone dla pięciu osób). To idę i grzecznie proszę. Ona na to, że to jej. I tak mówi każdy. Wkurzona idę do obsługi: obsługa wzrusza ramionami, udając że nie zna angielskiego. W końcu trafiam na jakiegoś bossa. Szybciutko zakręcił się wkoło upatrzonych przeze mnie kółek i jakoś z trudem wyrwał z objęć "uroczej" plażowiczki. Nasze szczęście nie trwało zbyt długo - musieliśmy jeszcze ze trzy razy odprawić takie ceregiele, bo wystarczyło tylko na chwilę spuścić oko z takiego "własnego" koła i już zmieniało ono właściciela. Tak więc był to pierwszy aquapark (a zwiedziłam ich już siedem), w którym nawet na chwilę nie można się było rozstać z kółkiem. Najfajniejsze (i także najcięższe do noszenia) były te podwójne, których na cały aquapark naliczyłam nieco ponad 20 sztuk. Pojedynczych jest więcej.... pewnie ze 30 sztuk. Taka ilość to "kropla w morzu potrzeb", a właściwie - "w basenie potrzeb". Te "kółka" w Aqualand robią wszystko: chodzą do toalety, opalają się, jedzą lanczyk, a już w ostateczności pływają. W innych parkach wodnych jest przede wszystkim więcej tego typu akcesoriów, ale i więcej obsługi, która pilnuje, aby takie sytuacje nie miały miejsca. Ponieważ problem ten był już wcześniej nagłaśniany i jakieś interwencje w tym temacie już były - jedynie zawisła tutaj informacja:
której i tak nikt nie respektował ...
Ja wiedziałam jak postąpić i byłam skuteczna. Walczyłam jak lew- czy Mysza (co za różnica ;). Nie każdy jednak znajdzie tyle odwagi, by swoim dzieciom zapewnić coś, co im się tutaj po prostu należy.
To taka największa uwaga. Poza tym: woda ciepła, krótkie kolejki, jak wszędzie zakaz wnoszenia własnych napoi i żywności. 
"Podminowaną" atmosferę na szczęście poprawiła akcja "Happy hour" (od 14:00 do 16:00)

gdzie w cenie jednego drinka otrzymuje się dwa.
W wybranych godzinach dotyczy to także shake'ów (12:00 - 14:00)
oraz dań obiadowych.
Za to ostatnie duży plus, choć sami nie korzystaliśmy. Publikuję tutaj także inną ofertę gastronomiczną aquaparku:

Generalnie jak już wylałam swoje żale - nie było tak źle...Dzieci są coraz starsze i idą na coraz to wyższe zjeżdżalnie. 
A i pochwalić tutaj muszę i moje koleżanki, które wreszcie za namową swoich latorośli, znalazły na tyle odwagi, aby zjechać!!!
Dzieci bawiły się wyśmienicie...
 Młodsze wcale nie chciały skończyć...




W końcu jednak parę minut przed dziewiętnastą czas było zakończyć zabawę - bynajmniej na dziś.

Inne atrakcje dla dzieci małych i dużych...

Inne "atrakcje" tego  miasta, o których nie będę się tutaj specjalnie rozpisywać, to: 


  • stragany, 
  • wesołe miasteczko 
  • przejażdżki bryczką, 
  • punkty malowania kolorowym piaskiem, 
  • punkty fotograficzne - chwilowe wypożyczalnie stroi retro (?)
  • i oczywiście "dmuchańce". 

Dmuchanego placu zabaw nasze małe dzieci nie chciały nam odpuścić.


 








 Cena za korzystanie z całego dość rozbudowanego placu to 5 leva - za dziecko (niezależnie od czasu zabawy).
To tyle za dnia ....
Wieczornym atrakcjom poświęcić by można było pewnie niejeden post, bo dyskotek i klubów nocnych w Primorsku co niemiara. Ja jednak amatorem takich atrakcji nie jestem i przyznaję się bez bicia - nie byłam,  nie próbowałam. Jedna z dyskotek (o nazwie "Orgasm") za dnia prezentuje się tak:

No i jeszcze fotograficzny aneksik... o tym, gdzie byli w tym czasie nasi mężowie...


Pojechali nam Panowie do granicy bułgarsko-tureckiej, 
a zatrzymywali się po drodze nie raz...
nie zawsze z powodu krajobrazów. 

Czasem kozy wychodziły im na ulicę...










 

 
 









 


Bo tu kończy się ...
albo zaczyna... Bułgaria


2 komentarze:

  1. Bardzo dziękuję za opis Primorska, a zwłaszcza aquaparku. Po opisach historii z kołami zastanawiam się, czy nie kupić w Polsce awaryjnego i nie wziąć na miejsce. W tym roku po raz pierwszy jedziemy do Bułgarii, a opis Waszego pobytu nieco przybliżył mi atmosferę tego miasta.
    Pozdrawiam,
    Tatiana

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam .Byłlem dzis w tym pseudo parku i moja opinia jest negatywna.Co prawda nie ma juz problemow z kołami,nawet jak ktos ma przy lezaku to podchodzi ktos z obsługi i zabiera ..Moja corka zjechala z jednej zjezdzalni i rozciela noge,poszedlem z nia do punktu pierwszej pomocy i pocalowalem klamke.Po jakis 10 min drzwi sie otworzyly i wyszla jakas stara rura .Jej pierwsze pytanie łamaną angielszczyzna było z jakiego kraju jestem a nie co sie stalo.Poczulem od niej alkohol wiec powiedzialem ze dzwonie na policje.Po chwili zrobila sie awantura stara sie stracila i przyszedl jakis mlody pielegniarz ktoryopatrzyl core.Woda w basenie dla dzieci Lodowata!!!! Zjechalem z zona na tzw zjezdzalni deskorolkowej i uderzylem barkiem w barierke.Atrakcja typu lejek bardzo niebezpieczna muszisz szybko uciekac bo ktos moze spasc na twoja glowe.To tyle.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń