środa, 3 lipca 2013

Gorce na weekend

Z okolic Warszawy wyruszamy wczesnym czwartkowym rankiem. Jak zawsze chęć wyjazdu nawet w nocy... i mój straszny ból głowy. Pobudka o 4:00 - zero kanapek, nie jestem nawet spakowana.
I do tego ten okropny ból głowy. Pierwszy raz takie uczucie - niechęć do wyruszania w jakąkolwiek podróż. Rzadkie to u mnie objawy i trzeba będzie zaleczyć to choróbsko. Dzieciaki nastawione na wyjazd, Radziu spakowany, kwatera zaliczkowana, no to i ruszamy.  Zatem włączamy terapię "extreme".
Termin: 30.05.2013-02.06.2013
Cel: Gorce
Miejscowość: Ochotnica Górna
Właśnie - Ochotnica Górna. Taki malutki punkt na mapie. Normalna wioska, gdzie agroturystyczne walory nabierają szczególnego znaczenia. Dojazd trasą krakowską zajmuje nam niewiele ponad 5 godzin. Zadziwiające, jak pusto na trasie na początek długiego weekendu. Pewnie potencjalni turyści wystraszyli się prognoz pogody, albo wyruszyli w środku nocy...

Rabka Zdrój

Po drodze zatrzymaliśmy się w Rabce Zdrój. Za wcześnie byłoby meldować się na kwaterze. Rabka wita nas całkiem znośną pogodą. Przez chmury przeciera się słońce.
Spacer ulicami miasteczka połączony z procesją Bożego Ciała. Ma to swój klimat. Powoli zaczynamy się resetować. Już nie trzeba się nigdzie spieszyć. Lądujemy w końcu na "podobiadku" w Restauracji Zdrojowej. 
Super smaczne lody z etykietą "PRODUKCJA WŁASNA" i jeszcze tylko spotkanie z ...Mikołajem, choć  dzieciom niezwykle trudno było zgadnąć, kogo przedstawia pomnik.

Przełęcz Knurowska

Droga do Ochotnicy Górnej prowadzi przez Przełęcz Knurowską . Z trasy 969, tuż za Harklową, a przed Dębnem skręcamy w lewo. Kiedy zadzwoniłam do naszej gospodyni, żeby zapytać, czy dobrze jedziemy, czy droga jest na pewno asfaltowa i przejezdna. Powiedziała nam : "Tak, dobra ta droga, trochę ino kręta" .
Uwierzcie mi na słowo, chwilami dech zapierał w piersiach i to nie z powodu widoków, bo nie było widać nic. Nadciągały czarne chmury i po kilku kilometrach nieźle już lało. Drogą nieziemsko kręci, a w dodatku jest bardzo wąska. Widoczność zza zakrętów żadna. I ta perspektywa jazdy codziennie tą drogą.......
Wystarczy obejrzeć od 4 minuty przez kilka minut...Hard Core!!
Wreszcie zajechaliśmy na miejsce - od głównej drogi dojazd też w górę około 3 kilometrów. Dojazd od głównej drogi ilustruje znaleziony na You Tube film  
Przed nami były już tylko hale z pasącymi się owieczkami. Sielsko, anielsko i mokro jak nie wiem co. Zamieszkaliśmy dosłownie w chmurach i to całkiem, całkiem czarnych. Zwieszone miny i włączamy restart.
W końcu to krótki wypad, który nam i naszym dzieciom na pewno się przyda. Dzieci do dziś wspominają z rozrzewnieniem wyjazd sylwestrowy do Łeby, kiedy to większość pobytu z powodu śnieżnej i mroźnej zimy "przegraliśmy" w gry planszowe. A teraz też wzięliśmy, a jakże.
Nasze hity, to już tradycyjne Kalambury, które w tym roku ubarwił "Tarzan" - a właściwie Aga rzucająca się do wspinaczki na łóżko piętrowe, co bliskie było samookaleczeniu pokazującej. 
Na szczęście następny ranek przywitał nas słońcem. Radziu bladym świtem wyruszył w góry - a rzeczywiście kwatera znajdowała się nieopodal szlaku prowadzącego na Turbacz. 

My zaś grzecznie zjedliśmy śniadanie, wypiliśmy kawkę, lekkie surfowanie po necie... i ruszamy.

Zamek w Czorsztynie

Za cel obraliśmy Czorsztyn. Samochody pozostawiamy na parkingu nieodpłatnie z powodu zakupu biletów wstępu na zamek ( bilet normalny 5,00 zł. + bilet ulgowy 2,50 zł.)  Przyzwoite rozwiązanie. 
Tutaj strona zamku w Czorsztynie
Krótki spacer...



Są miejsca, w które lubię wracać. To jedno z nich. Właśnie tutaj byliśmy 8 lat temu z Adą, która miała wtedy tyle lat, co Oskar dzisiaj. Tak samo wtedy jęczała, jak dzisiaj Oskar. 

Stamtąd ruszamy tzw. "drogą flisacką" do Niedzicy, do zamku, który z Czorsztyna prezentował się tak:

Zamek w Niedzicy

Samochody parkujemy na Polanie Sosny na parkingu spod którego pozostaje nam wspinaczka po schodach na Zaporę. 
Cudowne widoki, krajobrazy zapory i zamku zwanego Dunajecz. 

Witają się oba zamki, i ten czorsztyński, i niedzicki, jakby tańczyć razem chciały... tańczyć na lodzie, bo dzieli ich jezioro, a właściwie Zalew Czorsztyński. 

Spędzamy tutaj całkiem sporą część dnia. Nasi znajomi pokusili się nawet o zwiedzanie zamku. Tutaj wszelkie informacje - strona zamku, godziny pracy i ceny.
http://www.zamekwniedzicy.pl/page5.php
Ja już kiedyś byłam, a dzieci nie chciały. Czyżby przestraszyły się duchów???
Ostatnie foty...
i przyszło wracać na kwaterę. Ponieważ jesteśmy tuż przy granicy, więc zaliczamy jeszcze zakupy w słowackiej  mieścince Lysa nad Dunajcom. Mała wioska, a w niej dwa sklepy, a pod nimi autokary turystów, którzy przyjechali skosztować smaku słowackiego piwa. Tak oto Zlaty Bażant zamieszkał i w naszych autkach. Przed nami jeszcze powrotna droga do Ochotnicy. Jedziemy malowniczą drogą prowadzącą wzdłuż Jeziora Czorsztyńskiego, właśnie do Dębna i Knurowa. Dziś będzie mi nieco inaczej pokonać tę trasę. Po pierwsze - to ja jestem kierowcą,a po drugie - z moim lękiem wysokości. A dziś to dopiero widać okolicę. Tatry prawie na wyciągnięcie ręki. Już wiem dlaczego ta droga jest taka piękna. Szczęśliwie dotarliśmy do domku, gdzie czekał na nas strudzony wędrówką Radek, który do pełni szczęścia potrzebował już tylko Zlatego Bażanta.... 

5 komentarzy:

  1. Świetną wycieczkę mieliście - dawno temu byłam w tamtych stronach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jeden z takich powrotów w ulubione miejsca. Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. To takie powroty Michalino. Odkrywanie na nowo miejsc, w których już kiedyś byliśmy będąc w Tatrach. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna wycieczka. My z mężem wybieramy się w tamte strony pod koniec lipca. Mam nadzieję, że pogoda również nam dopisze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajna nazwa domeny, przykuwa uwagę :)

    OdpowiedzUsuń

Printfriendly