niedziela, 24 maja 2026

Śladami Małego Księcia prosto do Porto Conte


Gdzie jesteś, Mały Książę, gdzie?
Odszedłeś z mej książeczki kart.
Czy po pustyni błądzisz znów,
Rozmawiasz z echem pośród skał?

Czy tam, gdzie świeci złoty wóz
Oglądasz Ziemię w swoich snach,
Gdzie pozostała z tamtych dni
Niby wspomnienie bajka ta.

W maleńkiej róży kochał się
Książę na jednej z wielu gwiazd.
Nie widział przedtem innych róż,
Kiedy w daleki poszedł świat.

Na Ziemi zwątpił w miłość swą,
Tę najpiękniejszą z wszystkich snów,
Bo jak miał w jednej kochać się,
Gdy ujrzał park z tysiącem róż?

[Nie wierz swym oczom szepnął wiatr,
Jeśli kochasz, sercem patrz]

Zrozumiał wtedy Książę to,
Że tylko jedna w świecie jest,
Ta, którą kochał w wszystkie dni
I wrócił znów do róży swej.

Gdzie jesteś, Mały Książę, gdzie?
Odszedłeś z mej książeczki kart.
W świecie, gdzie nikt nie kocha róż
Na zawsze ktoś pozostał sam.
W świecie, gdzie nikt nie kocha róż
Na zawsze ktoś pozostał sam.

Niech słowa piosenki Kasi Sobczyk będą dla Was zachętą do lektury naszych wspomnień z niedzielnego popołudnia, a może nawet do powrotu do książki Mały Książę. Bo choć na sam jej tytuł od razu zaczynam nucić melodię, to tak naprawdę to właśnie cytaty z tej książki towarzyszą mi przez całe dorosłe życie. 

Jak już zdążyliście nas poznać — długo w miejscu nie usiedzimy. Drugą część dnia postanowiliśmy spędzić w Porto Conte — malowniczej zatoce rozciągającej się między przylądkami Capo Caccia i Punta Giglio. Autobusem linii 9321 z przystanku przy skrzyżowaniu z La Pietraia w około 20 minut dojeżdżamy do Porto Conte. Przystanek nazywa się Maristella Hotel i oddalony jest od muzeum ok .1,5 km. (15:16 wyjazd z Alghero, 15:36 wysiadamy na przystanku Maristella Hotel Porto Conte; pieszo ok. 18 min, 15:54 jesteśmy w MASE; bilet w jedną stronę kosztował każdego z nas 1,30 EUR)

Wszystko szło zgodnie z planem - autobus przyjechał punktualnie, a krajobraz za oknem z każdym kilometrem stawał się coraz bardziej dziki. Nadmorskie widoki ustąpiły miejsca wzgórzom, lasom palmowym i pustym drogom wijącym się między kamiennymi murkami. Na miejscu czekało nas jednak pierwsze zaskoczenie. Przystanek Maristella Hotel okazał się… pustkowiem. Hotel co prawda istniał, ale był zamknięty, a jedynie jakaś ekipa remontowa przygotowywała obiekt do sezonu. Mój plan spokojnej kawy i oczekiwania na autobus powrotny szybko przestał mieć sens.

Tu Sardynia wyglądała dokładnie tak, jak powinna wyglądać wyspa marzycieli: suche wzgórza, dojrzewające cytryny, 

letnie rezydencje zamknięte na cztery spusty i małe domy schowane między skałami, 

a fale uderzające o skalisty brzeg i przestrzeń uspokajały bardziej niż najlepsza medytacja.

I w sumie, gdyby było choć trochę cieplej, możnaby w tych dzikich okolicznościach przyrody spędzić nieco więcej czasu. Jednak z minuty na minutę niebo zaciągało się chmurami i wiatr wiał z coraz to większą siłą. W końcu, po około półgodzinnym spacerze dotarliśmy na sam cypel, gdzie kończy się asfaltowa droga, a zaczyna coś znacznie ciekawszego.

MASE (Museo Antoine de Saint-Exupery) mieści się w dawnej wieży obronnej Torre Nuova z 1572 roku, stanowiącej część gigantycznego systemu 105 hiszpańskich wież obronnych Sardynii. Przez wieki pełniła różne funkcje - od fortu i punktu obserwacyjnego, przez stanowisko przeciwlotnicze w czasie II wojny światowej, aż po bar, salę taneczną i klub nocny, do którego zaglądali m.in. Elizabeth Taylor i Anthony Quinn. Dopiero później przekształcono ją w muzeum poświęcone Antoine de Saint-Exupery.

Dziś Torre Nuova jest jednym z centrów informacyjnych Morskiego Obszaru Chronionego Capo Caccia/Isola, stąd też zakup biletu uprawnia nas do wejścia na teren kilku różnych obiektów Ecomuseum. 

A ponieważ „Dorośli są zakochani w cyfrach” troszkę faktów:
Antoine de Saint-Exupery mieszkał w zatoce Porto Conte w Alghero od maja do lipca 1944 roku. Przez ten czas zamieszkiwał willę położoną na lekko podwyższonej działce, vis a vis wieży Torre Nuova. Jako pilot latał dla alianckich sił powietrznych amerykańskich stacjonujących na lotnisku wojskowym w Fertilii, gdzie powierzono mu loty rozpoznawcze wzdłuż francuskiego wybrzeża w celu identyfikacji i fotografowania niemieckich placówek. To muzeum nie jest atrakcją przypadkową „po drodze”. Trzeba chcieć tam dotrzeć. I właśnie dzięki temu odwiedzający trafiają tam bardziej z potrzeby niż z turystycznego obowiązku. A
MASE nie próbuje nawet konkurować z wielkimi europejskimi muzeami literatury. Zamiast ogromnych ekspozycji dostajemy coś bardziej intymnego - opowieść o człowieku, pilocie, marzycielu i pisarzu.
Ekspozycja skupia się nie tylko na samej książce, ale również na życiu Saint-Exupéry’ego: jego lotniczej pasji, podróżach i filozofii życia. Czuć tutaj fascynację wolnością, samotnością i patrzeniem Antoine’a de Saint-Exupery’ego na świat z innej perspektywy - dokładnie tak, jak w „Małym Księciu”. Pilot, pisarz, marzyciel - człowiek, który całe życie patrzył w niebo, a jednocześnie próbował zrozumieć ludzi. 
W muzeum można poczuć tę atmosferę: fotografie, wspomnienia, lotnicze motywy i cytaty z „Małego Księcia”, które nagle brzmią inaczej niż wtedy, gdy czytało się je w szkole. I tu człowiek zaczyna rozumieć, że książka Saint-Exupery’ego nigdy nie była wyłącznie opowieścią dla dzieci. To raczej bardzo spokojna i momentami smutna refleksja o dorastaniu, samotności i relacjach między ludźmi.
W gablotach można podziwiać pierwsze wydania wszystkich książek autora, a także instalacje tematyczne, dzieła sztuki, przedmioty, pamiątki i dokumenty z epoki. Najciekawsze są pierwsze wydania książek, dokumenty i pamiątki związane z jego lotami zwiadowczymi.
Autor  spędził ostatnie, ważne miesiące swojego życia w Alghero i właśnie tu świętował swoje ostatnie urodziny. To właśnie tutaj, poeta-lotnik napisał większość powieści pt. "Mądrość Piasków", a także "List do Amerykanina". Podczas pobytu w Alghero, fotoreporter magazynu Life - John Phillips ukończył sesję zdjęciową de Saint-Exupéry'ego, która uwieczniła ostatnie dni pisarza i dziś zdjęcia te uzupełniają tablice informacyjne w muzeum. Antoine de Saint-Exupéry zginął na niebie nad Francją 31 lipca 1944 roku po starcie z lotniska Borgo w Bastii.
 Jedną z atrakcji jest możliwość wejścia na taras widokowy - dziś oczywiście zamknięty, z powodu silnego wiatru. 
Miłość nie polega na tym, aby wzajemnie sobie się przyglądać, lecz aby patrzeć razem w tym samym kierunku” - a my z Porto Conte spoglądamy w stronę przylądka Capo Caccia, który planujemy odwiedzić kolejnego dnia.

Metalowa instalacja przedstawiająca Małego Księcia, Lisa i Lotnika przed budynkiem przypomina nam, że 

Wszyscy dorośli byli kiedyś dziećmi, ale niewielu z nich o tym pamięta” .



Dla całego świata możesz być nikim, dla kogoś możesz być całym światem”.
Najbardziej zaskoczyło mnie to, że muzeum nie jest nastawione na masową turystykę. Nie ma tutaj efektu „instagramowej atrakcji”, sklepów pełnych plastikowych pamiątek ani tłoku. Owszem w kasie można kupić pamiątkową pocztówkę, czy magnes. Beatko, i właśnie taka pocztówka czeka na Ciebie. Muszę pochwalić się tu moją koleżanką Beatką, która kolekcjonuje wydania "Małego Księcia" w różnych językach, a ponieważ, tak jak my bardzo dużo podróżuje jej kolekcja jest naprawdę imponująca. A tak na marginesie, to "Mały Książę" jest najczęściej czytaną książką w historii literatury, za wyjątkiem Biblii i Koranu.


Muzeum i jego otoczenie to świetna przestrzeń do zatrzymania się na chwilę ... a już szczególnie, kiedy autobus powrotny (7321) jest za dwie godziny!!! (19:06 z Hotelu Maristella Porto Conte dojeżdża do Alghero o 19:50).
Kilka minut analizowania rozkładu wystarczyło, aby zrozumieć, że wobec zamkniętego hotelu Maristella, czekanie oznaczałoby wiele godzin na opustoszałym przystanku - zero infrastruktury, sklepu czy restauracji. Moja decyzja mogła być tylko jedna: autostop. Kilka minut przy drodze, trochę śmiechu i klasyczne pytanie: "Czy ktokolwiek się w ogóle zatrzyma?". Na sardynii ludzie potrafią jednak pozytywnie zaskakiwać. Pierwszy samochód zatrzymał się szybciej niż się spodziewaliśmy. Potem drugi z innym celem podróży. I w końcu...trzeci. On nie mówił po angielsku, ona ledwo radziła sobie z angielskim – my kompletnie nie rozumieliśmy włoskiego, ale w takich sytuacjach język przestaje mieć większe znaczenie. Powrót autostopem okazał się najlepszą częścią całego dnia – znowu uwierzyliśmy w dobroć ludzi. Kierowca opowiadał coś o okolicy, gestykulował i co chwilę się śmiał. My odpowiadaliśmy jak najprostszym angielskim i uśmiechem. W Alghero znaleźliśmy się parę minut po 17:00. I tak… bo to była podróż za jeden uśmiech. To właśnie są momenty, których nie da się zaplanować.
Nie luksusowe hotele i taksówki.
Nie modne restauracje.
Tylko przypadkowe spotkania i poczucie, że przez chwilę uczestniczy się w zwyczajnym życiu miejsca, do którego się przyjechało.
Jeśli macie choć odrobinę cierpliwości, otwartości i dystansu do planowania co do minuty, możecie zobaczyć Sardynię, której większość turystów nigdy nie pozna.
A czasem najlepszy plan, to po prostu jego brak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Printfriendly