Gdzie jesteś, Mały Książę, gdzie?
Odszedłeś z mej książeczki kart.
Czy po pustyni błądzisz znów,Rozmawiasz z echem pośród skał?
Czy tam, gdzie świeci złoty wóz
Oglądasz Ziemię w swoich snach,
Gdzie pozostała z tamtych dniNiby wspomnienie bajka ta.
W maleńkiej róży kochał się
Książę na jednej z wielu gwiazd.
Nie widział przedtem innych róż,
Kiedy w daleki poszedł świat.
Na Ziemi zwątpił w miłość swą,
Tę najpiękniejszą z wszystkich snów,
Bo jak miał w jednej kochać się,
Gdy ujrzał park z tysiącem róż?
[Nie wierz swym oczom szepnął wiatr,
Jeśli kochasz, sercem patrz]
Zrozumiał wtedy Książę to,
Że tylko jedna w świecie jest,
Ta, którą kochał w wszystkie dni
I wrócił znów do róży swej.
Gdzie jesteś, Mały Książę, gdzie?
Odszedłeś z mej książeczki kart.
W świecie, gdzie nikt nie kocha róż
Na zawsze ktoś pozostał sam.
W świecie, gdzie nikt nie kocha róż
Na zawsze ktoś pozostał sam.
Niech słowa piosenki Kasi Sobczyk będą dla Was zachętą do lektury naszych wspomnień z niedzielnego popołudnia, a może nawet do powrotu do książki Mały Książę. Bo choć na sam jej tytuł od razu zaczynam nucić melodię, to tak naprawdę to właśnie cytaty z tej książki towarzyszą mi przez całe dorosłe życie.
Jak już zdążyliście nas poznać — długo w miejscu nie usiedzimy. Drugą część dnia postanowiliśmy spędzić w Porto Conte — malowniczej zatoce rozciągającej się między przylądkami Capo Caccia i Punta Giglio. Autobusem linii 9321 z przystanku przy skrzyżowaniu z La Pietraia w około 20 minut dojeżdżamy do Porto Conte. Przystanek nazywa się Maristella Hotel i oddalony jest od muzeum ok .1,5 km. (15:16 wyjazd z Alghero, 15:36 wysiadamy na przystanku Maristella Hotel Porto Conte; pieszo ok. 18 min, 15:54 jesteśmy w MASE; bilet w jedną stronę kosztował każdego z nas 1,30 EUR)
Wszystko szło zgodnie z planem - autobus przyjechał punktualnie, a krajobraz za oknem z każdym kilometrem stawał się coraz bardziej dziki. Nadmorskie widoki ustąpiły miejsca wzgórzom, lasom palmowym i pustym drogom wijącym się między kamiennymi murkami. Na miejscu czekało nas jednak pierwsze zaskoczenie. Przystanek Maristella Hotel okazał się… pustkowiem. Hotel co prawda istniał, ale był zamknięty, a jedynie jakaś ekipa remontowa przygotowywała obiekt do sezonu. Mój plan spokojnej kawy i oczekiwania na autobus powrotny szybko przestał mieć sens.

Tu Sardynia wyglądała dokładnie tak, jak powinna wyglądać wyspa marzycieli: suche wzgórza, dojrzewające cytryny,
letnie rezydencje zamknięte na cztery spusty i małe domy schowane między skałami,

a fale uderzające o skalisty brzeg i przestrzeń uspokajały bardziej niż najlepsza medytacja.

I w sumie, gdyby było choć trochę cieplej, możnaby w tych dzikich okolicznościach przyrody spędzić nieco więcej czasu. Jednak z minuty na minutę niebo zaciągało się chmurami i wiatr wiał z coraz to większą siłą. W końcu, po około półgodzinnym spacerze dotarliśmy na sam cypel, gdzie kończy się asfaltowa droga, a zaczyna coś znacznie ciekawszego.

MASE (Museo Antoine de Saint-Exupery) mieści się w dawnej wieży obronnej Torre Nuova z 1572 roku, stanowiącej część gigantycznego systemu 105 hiszpańskich wież obronnych Sardynii. Przez wieki pełniła różne funkcje - od fortu i punktu obserwacyjnego, przez stanowisko przeciwlotnicze w czasie II wojny światowej, aż po bar, salę taneczną i klub nocny, do którego zaglądali m.in. Elizabeth Taylor i Anthony Quinn. Dopiero później przekształcono ją w muzeum poświęcone Antoine de Saint-Exupery.
Dziś Torre Nuova jest jednym z centrów informacyjnych Morskiego Obszaru Chronionego Capo Caccia/Isola, stąd też zakup biletu uprawnia nas do wejścia na teren kilku różnych obiektów Ecomuseum.
A ponieważ „Dorośli są zakochani w cyfrach” troszkę faktów:
Antoine de Saint-Exupery mieszkał w zatoce Porto Conte w Alghero od maja do lipca 1944 roku. Przez ten czas zamieszkiwał willę położoną na lekko podwyższonej działce, vis a vis wieży Torre Nuova. Jako pilot latał dla alianckich sił powietrznych amerykańskich stacjonujących na lotnisku wojskowym w Fertilii, gdzie powierzono mu loty rozpoznawcze wzdłuż francuskiego wybrzeża w celu identyfikacji i fotografowania niemieckich placówek. To muzeum nie jest atrakcją przypadkową „po drodze”. Trzeba chcieć tam dotrzeć. I właśnie dzięki temu odwiedzający trafiają tam bardziej z potrzeby niż z turystycznego obowiązku. AMASE nie próbuje nawet konkurować z wielkimi europejskimi muzeami literatury. Zamiast ogromnych ekspozycji dostajemy coś bardziej intymnego - opowieść o człowieku, pilocie, marzycielu i pisarzu.
Ekspozycja skupia się nie tylko na samej książce, ale również na życiu Saint-Exupéry’ego: jego lotniczej pasji, podróżach i filozofii życia. Czuć tutaj fascynację wolnością, samotnością i patrzeniem Antoine’a de Saint-Exupery’ego na świat z innej perspektywy - dokładnie tak, jak w „Małym Księciu”. Pilot,
pisarz, marzyciel - człowiek, który całe życie patrzył w niebo, a jednocześnie
próbował zrozumieć ludzi. W muzeum można poczuć tę atmosferę: fotografie,
wspomnienia, lotnicze motywy i cytaty z „Małego Księcia”, które nagle brzmią
inaczej niż wtedy, gdy czytało się je w szkole. I tu człowiek zaczyna rozumieć, że książka Saint-Exupery’ego nigdy nie była wyłącznie opowieścią dla dzieci. To raczej bardzo spokojna i momentami smutna refleksja o dorastaniu, samotności i relacjach między ludźmi.
W gablotach można podziwiać pierwsze wydania wszystkich
książek autora, a także instalacje tematyczne, dzieła sztuki, przedmioty,
pamiątki i dokumenty z epoki. Najciekawsze są pierwsze wydania książek, dokumenty i pamiątki związane z jego lotami zwiadowczymi.
Autor spędził ostatnie, ważne miesiące swojego życia w Alghero i właśnie tu świętował swoje ostatnie urodziny. To właśnie tutaj, poeta-lotnik napisał większość powieści pt. "Mądrość Piasków", a także "List do Amerykanina". Podczas pobytu w Alghero, fotoreporter magazynu Life - John Phillips ukończył sesję zdjęciową de Saint-Exupéry'ego, która uwieczniła ostatnie dni pisarza i dziś zdjęcia te uzupełniają tablice informacyjne w muzeum. Antoine de Saint-Exupéry zginął na niebie nad Francją 31 lipca 1944 roku po starcie z lotniska Borgo w Bastii. Jedną z atrakcji jest możliwość wejścia na taras widokowy - dziś oczywiście zamknięty, z powodu silnego wiatru.
„Miłość nie polega na tym, aby wzajemnie sobie się przyglądać, lecz aby patrzeć razem w tym samym kierunku” - a my z Porto Conte spoglądamy w stronę przylądka Capo Caccia, który planujemy odwiedzić kolejnego dnia.

Metalowa instalacja przedstawiająca Małego Księcia, Lisa i Lotnika przed budynkiem przypomina nam, że
„Wszyscy dorośli byli kiedyś dziećmi, ale niewielu z nich o tym pamięta” .
„Dla całego świata możesz być nikim, dla kogoś możesz być całym światem”.
 |
Najbardziej zaskoczyło mnie to, że muzeum nie jest nastawione na masową turystykę. Nie ma tutaj efektu „instagramowej atrakcji”, sklepów pełnych plastikowych pamiątek ani tłoku. Owszem w kasie można kupić pamiątkową pocztówkę, czy magnes. Beatko, i właśnie taka pocztówka czeka na Ciebie. Muszę pochwalić się tu moją koleżanką Beatką, która kolekcjonuje wydania "Małego Księcia" w różnych językach, a ponieważ, tak jak my bardzo dużo podróżuje jej kolekcja jest naprawdę imponująca. A tak na marginesie, to "Mały Książę" jest najczęściej czytaną książką w historii literatury, za wyjątkiem Biblii i Koranu.

Muzeum i jego otoczenie to świetna przestrzeń do zatrzymania się na chwilę ... a już szczególnie, kiedy autobus powrotny (7321) jest za dwie godziny!!! (19:06 z Hotelu Maristella Porto Conte dojeżdża do Alghero o 19:50). Kilka minut analizowania rozkładu wystarczyło, aby zrozumieć, że wobec zamkniętego hotelu Maristella, czekanie oznaczałoby wiele godzin na opustoszałym przystanku - zero infrastruktury, sklepu czy restauracji. Moja decyzja mogła być tylko jedna: autostop. Kilka minut przy drodze, trochę śmiechu i klasyczne pytanie: "Czy ktokolwiek się w ogóle zatrzyma?". Na sardynii ludzie potrafią jednak pozytywnie zaskakiwać. Pierwszy samochód zatrzymał się szybciej niż się spodziewaliśmy. Potem drugi z innym celem podróży. I w końcu...trzeci. On nie mówił po angielsku, ona ledwo radziła sobie z angielskim – my kompletnie nie rozumieliśmy włoskiego, ale w takich sytuacjach język przestaje mieć większe znaczenie. Powrót autostopem okazał się najlepszą częścią całego dnia – znowu uwierzyliśmy w dobroć ludzi. Kierowca opowiadał coś o okolicy, gestykulował i co chwilę się śmiał. My odpowiadaliśmy jak najprostszym angielskim i uśmiechem. W Alghero znaleźliśmy się parę minut po 17:00. I tak… bo to była podróż za jeden uśmiech. To właśnie są momenty, których nie da się zaplanować. Nie luksusowe hotele i taksówki. Nie modne restauracje. Tylko przypadkowe spotkania i poczucie, że przez chwilę uczestniczy się w zwyczajnym życiu miejsca, do którego się przyjechało. Jeśli macie choć odrobinę cierpliwości, otwartości i dystansu do planowania co do minuty, możecie zobaczyć Sardynię, której większość turystów nigdy nie pozna. |
A czasem najlepszy plan, to po prostu jego brak.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz