Przycichło... przycichło, choć turystycznie tak martwo zupełnie nie jest.
Pozostało jeszcze dokończyć słowackie ferie w temacie kultury, a tu głowa czym innym zaprzątnięta.
Planujemy tegoroczne wakacje... a właściwie zapinamy na ostatni guzik. Zaliczki zapłacone... noclegi wyhaczone... a teraz to już tylko czekać do lata... Póki co czytam cudze blogi, opinie na forum i tworzę swój kolejny zeszyt... Tym razem o Bułgarii. Oj będzie gruby!!! Wszak znów wielu czytelników się dopomina.
Czekajcie cierpliwie na ostatniego słowackiego posta - a będzie o naszych wypełniaczach... po nartach.
Będzie kulturalnie i termalnie. Do zo :) :) :)
niedziela, 20 marca 2011
czwartek, 24 lutego 2011
Ciąg dalszy o nartach
... No właśnie tak piszę i piszę, i tylko flaszki, szklane pamiątki i inne, a przecież my na narty pojechaliśmy.
To teraz będzie o nartach. O wypożyczalniach sprzętu, trasach i ośrodkach narciarskich, cenach karnetów i szkółce narciarskiej.
Po pierwsze: Sprzęt
My na szczęście sprzęt mamy własny, ale zrozumiałe, że jeśli ktoś jedzie pierwszy, czy drugi raz na narty, nie musi od razu kupować całego wyposażenia. Szczególnie dla dzieci, które rosną jak na drożdżach... wiązałoby się to z wymianą sprzętu, co sezon. Ja swoje narty kupiłam po pierwszym wyjeździe - w marcu 2001 roku. Zakup sprzętu po sezonie to dobry pomysł. Radziu też wtedy dokonał zakupu swojej dechy i butów. Z roku na rok dochodziły kaski, gogle i inne akcesoria. Jednak jeśli chodzi o naszą córcię, to co roku wypożyczaliśmy jej narty. Dopiero na ten sezon (Ada ma 13 lat) warto było jej kupić własne narty (noga już jej tak nie rośnie, a i umięjętności na tyle opanowane, że nie przeszkadzają jej nawet zbyt długie narty). Tak, czy inaczej, pozostało wypożyczenie sprzętu dla Oskara. I tutaj wygląda to w ten sposób, że wypożyczenie kompletu dla dziecka: narty, buty i kask kosztuje 7 EUR, bez kasku 5 EUR (oczywiście w przypadku kiedy dziecko posiada własny kask!!!) Są to ceny z wypożyczalni MAXI SPORT w Zubercu (pod numerem 449)
Komplet dla dorosłych (narty, kijki, buty lub deska snowbordowa i buty) kosztuje 8 EURO. W przypadku wypożyczenia sprzętu na dłużej niż 5 dni są zniżki, już szósty i siódmy dzień kosztują 50% ceny.
Wypożyczalnia na stoku w Spalenej jest nieco droższa - 10 EUR.
Po drugie: Gdzie jeździć?
W okolicach Zuberca funkcjonują trzy ośrodki narciarskie: JANOVKA, MILOTIN i ROHACE
Dwa pierwsze łączy wspólny właściciel, a więc i wspólny karnet. Swego czasu można było nawet górą przejechać z jednego stoku na drugi. W tym roku z uwagi na ubogie warunki śniegowe można było jedynie wypiąć się z nart, założyć je na plecy ... i przez łąki przespacerować się na drugi stok.
Tutaj mapa tras na obydwu ośrodkach: http://www.snow-forecast.com/resorts/Zuberec-Milotin/pistemap
i kilka słów o przewyższeniach i wyciągach http://www.slovakia.travel/entitaview.aspx?l=5&idp=9657
Według mnie Milotin to fajne miejsce dla tych, którzy lubią długie zjazdy. Minusem jest orczyk, o długości 1280 metrów - trochę długi jak na orczyk, ale za to trasa zjazdowa wynagradza trudy związane z orczykiem. Niby oznaczona jest jako czerwona o średniej trudności, ale praktycznie na 7/8 długości są bardzo duże wypłaszczenia, trasa jest łagodna i bardzo szeroka, jedynie końcówka widoczna z wyciągu (początek trasy) to pseudo "ścianka", która niejednego straszy. Moja rodzina wybrała Zverovka - Spalena (Rohace) - jako ośrodek, w którym będzie przyjemniej. Dlaczego? Radek mówi, że ten orczyk szarpie... fakt, Ada mówi, że ta ścianka ... fakt, a Oskarowi to tak naprawdę rybka, gdzie będą go uczyć! (Nota bene Milotin to stok, na którym Adusia w 2004 roku nauczyła się jeździć). Na szczęście, że udało mi się raz przykleić do Sebowej rodzinki i z nimi chociaż troszkę pozjeźdżać na Milotinie :) W sumie stok ładnie naśnieżony - niestety okolica bez śniegu. Ten stok miał w tym roku jedne wielki PLUS - Wogóle nie było kolejki!!!
No właśnie, co z tymi kolejkami? Tak jak pisałam wcześniej - my jeździliśmy na Rohacach. To ośrodek oddalony jakieś 8 kilometrów od Zuberca, nigdy nie był tak bardzo oblegany jak w tym roku. Co prawda te kolejki do wyciągów w ogóle nie umywają się do kolejek po naszej stronie Tater... ale w tym roku były!!! Szczególnie koło południa. Może brak śniegu w okolicach Zakopanego przygnał tutaj taką ilość narciarzy.
Zverovka Spalena to fajne rodzinne miejsce do uprawiania sportów zimowych. Droga do niego prowadzi przez piękny zaśnieżony las. Tutaj naprawdę na brak śniegu nie można narzekać. Ogromny bezpłatny parking - duża różnorodność tras i wyciągów: dwa orczyki na dole, krzesełko na górę i jeszcze jeden orczyk na samym szczycie - dla każdego coś dobrego. No i sporym atutem tego miejsca jest bufet z dużą ilością wolnych miejsc i bardzo smacznymi daniami o przystępnych cenach.
Tutaj tradycyjnie mapka (źródło: www.slovakia.travel)
Tutaj także opis ośrodka
http://www.slovakia.travel/entitaview.aspx?l=5&idp=9659
oraz bieżące warunki śniegowe i kamerki.
http://www.holidayinfo.sk/pl-pl/winter/gallery/?id=46530
Ponieważ mój blog ma być swego rodzaju poradnikiem zawierającym nie tylko opisy, ale także ceny tutaj udokumentowany tegoroczny cennik obowiązujący na Rohacach:
Oprócz tego rodzaju karnetów są też karnety tzw. punktowe, które obowiązują do wykorzystania punktów. I tutaj w zależności od ilości punktów, karnety te kosztują:
10 EUR- 300 punktów, 20 EUR - 610 punktów, 30 EUR- 920 punktów, 50 EUR -1550 punktów i 100 EUR- 3200 punktów. Dziecięcy orczyk zabiera 15 punktów, średni dolny orczyk 22 punkty, górny 36 punktów i krzesełko na górę 72 punkty. Do karnetu chipowego płaci się zwrotną kaucję 3 EUR.
Myślę, że cennik każdemu pozwoli wybrać coś dla siebie - w zależności od umiejętności, ochoty i zasobności portfela.
Po trzecie: Kto nauczy?
Oczywiście Szkoła Eleny Matysovej. To tutaj Ada nauczyła się jeździć w 2004 roku, to też z nimi uczył się Radek, no i w końcu tutaj w ubiegłym roku uczyłam się zjeżdżać na desce i ja.
Tutaj stronka szkoły: http://www.em-ski.sk/

Największy sukces tej szkoły ( a właściwie instruktorki Soni) to wyuczenie naszego małego synka. Oskar próbował już w zeszłym roku, a i rok wcześniej - ale wówczas były tylko krótkie próby, jęki i zgrzytanie zębów. W tym roku dorósł wreszcie i całkiem chętnie zjeżdżał.
Miał chłopak motywację - obiecaliśmy mu gantletta (taka zabawka do kart bakugana). Marzył o nim już jakiś czas, więc stwierdziliśmy, że jeżeli nauczy się jeździć na nartach to dostanie chłopak nagrodę! Nieźle się ubawiłam, kiedy we wtorek zamawiałam mu lekcję u Pani Soni na następny dzień, mój syn z powagą w głosie zapytał : "Mamo, a ile jesce godzin do tego gantleta?" Tak to właśnie jest z tą motywacją u dzieci :)
Cena 45 minutowej lekcji nauki na nartach czy snowbordzie to 15 EUR, dwoje dzieci podczas jednej lekcji to koszt 24 EUR, chociaż już równoczesna nauka dwóch osób przez 2 godziny lekcyjne (półtorej godziny zegarowej) to kwota 40 EUR
Śmiesznie z tymi dziećmi. Kiedy Oski nie chciał już jeździć, a chciał odpocząć w barze mówił: "jestem głodny na kotleta".
Po czwarte: Kto nakarmi na stoku?
No właśnie: na kotleta. Koniecznie na kotleta - jak to z Oskarem. To chodzący głodomór! Koniecznie musiał codziennie zjeść kotleta (Bravcovy rezen) na stoku, gdyż w drodze powrotnej do pensjonatu zasypiał tak twardym snem, że przesypiał naszą obiadokolację w pokoju i budził się dopiero około 19.00.
W sumie my dorośli raczej nie dojadaliśmy na stoku - groziła nam przecież obfita obiadokolacja w Kamziku!
Tak jak pisałam wcześniej, na dole przy parkingu jest duża drewniana knajpka, z całkiem pokaźną ilością stolików, także na zewnątrz. Miło nam było ogrzać się w środku popijając ciepłą herbatkę (0,8 EUR) czy medovinę (2 EUR). Półlitrowe piwo na stoku 1,20 EUR, podczas gdy frytki 1,50 EUR a langose (czosnkowy placek smażony na głębokim tłuszczu) 1,40 EUR. Sam kotlet to 3 EUR, ale z frytkami i surówką to 5 EUR.
No dość tych cen! Na dzisiaj chyba starczy....
To teraz będzie o nartach. O wypożyczalniach sprzętu, trasach i ośrodkach narciarskich, cenach karnetów i szkółce narciarskiej.
Po pierwsze: Sprzęt
My na szczęście sprzęt mamy własny, ale zrozumiałe, że jeśli ktoś jedzie pierwszy, czy drugi raz na narty, nie musi od razu kupować całego wyposażenia. Szczególnie dla dzieci, które rosną jak na drożdżach... wiązałoby się to z wymianą sprzętu, co sezon. Ja swoje narty kupiłam po pierwszym wyjeździe - w marcu 2001 roku. Zakup sprzętu po sezonie to dobry pomysł. Radziu też wtedy dokonał zakupu swojej dechy i butów. Z roku na rok dochodziły kaski, gogle i inne akcesoria. Jednak jeśli chodzi o naszą córcię, to co roku wypożyczaliśmy jej narty. Dopiero na ten sezon (Ada ma 13 lat) warto było jej kupić własne narty (noga już jej tak nie rośnie, a i umięjętności na tyle opanowane, że nie przeszkadzają jej nawet zbyt długie narty). Tak, czy inaczej, pozostało wypożyczenie sprzętu dla Oskara. I tutaj wygląda to w ten sposób, że wypożyczenie kompletu dla dziecka: narty, buty i kask kosztuje 7 EUR, bez kasku 5 EUR (oczywiście w przypadku kiedy dziecko posiada własny kask!!!) Są to ceny z wypożyczalni MAXI SPORT w Zubercu (pod numerem 449)
Komplet dla dorosłych (narty, kijki, buty lub deska snowbordowa i buty) kosztuje 8 EURO. W przypadku wypożyczenia sprzętu na dłużej niż 5 dni są zniżki, już szósty i siódmy dzień kosztują 50% ceny.
Wypożyczalnia na stoku w Spalenej jest nieco droższa - 10 EUR.
Po drugie: Gdzie jeździć?
W okolicach Zuberca funkcjonują trzy ośrodki narciarskie: JANOVKA, MILOTIN i ROHACE
Dwa pierwsze łączy wspólny właściciel, a więc i wspólny karnet. Swego czasu można było nawet górą przejechać z jednego stoku na drugi. W tym roku z uwagi na ubogie warunki śniegowe można było jedynie wypiąć się z nart, założyć je na plecy ... i przez łąki przespacerować się na drugi stok.
Tutaj mapa tras na obydwu ośrodkach: http://www.snow-forecast.com/resorts/Zuberec-Milotin/pistemap
i kilka słów o przewyższeniach i wyciągach http://www.slovakia.travel/entitaview.aspx?l=5&idp=9657
Według mnie Milotin to fajne miejsce dla tych, którzy lubią długie zjazdy. Minusem jest orczyk, o długości 1280 metrów - trochę długi jak na orczyk, ale za to trasa zjazdowa wynagradza trudy związane z orczykiem. Niby oznaczona jest jako czerwona o średniej trudności, ale praktycznie na 7/8 długości są bardzo duże wypłaszczenia, trasa jest łagodna i bardzo szeroka, jedynie końcówka widoczna z wyciągu (początek trasy) to pseudo "ścianka", która niejednego straszy. Moja rodzina wybrała Zverovka - Spalena (Rohace) - jako ośrodek, w którym będzie przyjemniej. Dlaczego? Radek mówi, że ten orczyk szarpie... fakt, Ada mówi, że ta ścianka ... fakt, a Oskarowi to tak naprawdę rybka, gdzie będą go uczyć! (Nota bene Milotin to stok, na którym Adusia w 2004 roku nauczyła się jeździć). Na szczęście, że udało mi się raz przykleić do Sebowej rodzinki i z nimi chociaż troszkę pozjeźdżać na Milotinie :) W sumie stok ładnie naśnieżony - niestety okolica bez śniegu. Ten stok miał w tym roku jedne wielki PLUS - Wogóle nie było kolejki!!!
No właśnie, co z tymi kolejkami? Tak jak pisałam wcześniej - my jeździliśmy na Rohacach. To ośrodek oddalony jakieś 8 kilometrów od Zuberca, nigdy nie był tak bardzo oblegany jak w tym roku. Co prawda te kolejki do wyciągów w ogóle nie umywają się do kolejek po naszej stronie Tater... ale w tym roku były!!! Szczególnie koło południa. Może brak śniegu w okolicach Zakopanego przygnał tutaj taką ilość narciarzy.
Zverovka Spalena to fajne rodzinne miejsce do uprawiania sportów zimowych. Droga do niego prowadzi przez piękny zaśnieżony las. Tutaj naprawdę na brak śniegu nie można narzekać. Ogromny bezpłatny parking - duża różnorodność tras i wyciągów: dwa orczyki na dole, krzesełko na górę i jeszcze jeden orczyk na samym szczycie - dla każdego coś dobrego. No i sporym atutem tego miejsca jest bufet z dużą ilością wolnych miejsc i bardzo smacznymi daniami o przystępnych cenach.
Tutaj tradycyjnie mapka (źródło: www.slovakia.travel)
Tutaj także opis ośrodka
http://www.slovakia.travel/entitaview.aspx?l=5&idp=9659
oraz bieżące warunki śniegowe i kamerki.
http://www.holidayinfo.sk/pl-pl/winter/gallery/?id=46530
Ponieważ mój blog ma być swego rodzaju poradnikiem zawierającym nie tylko opisy, ale także ceny tutaj udokumentowany tegoroczny cennik obowiązujący na Rohacach:
Oprócz tego rodzaju karnetów są też karnety tzw. punktowe, które obowiązują do wykorzystania punktów. I tutaj w zależności od ilości punktów, karnety te kosztują:
10 EUR- 300 punktów, 20 EUR - 610 punktów, 30 EUR- 920 punktów, 50 EUR -1550 punktów i 100 EUR- 3200 punktów. Dziecięcy orczyk zabiera 15 punktów, średni dolny orczyk 22 punkty, górny 36 punktów i krzesełko na górę 72 punkty. Do karnetu chipowego płaci się zwrotną kaucję 3 EUR.
Myślę, że cennik każdemu pozwoli wybrać coś dla siebie - w zależności od umiejętności, ochoty i zasobności portfela.
Po trzecie: Kto nauczy?
Oczywiście Szkoła Eleny Matysovej. To tutaj Ada nauczyła się jeździć w 2004 roku, to też z nimi uczył się Radek, no i w końcu tutaj w ubiegłym roku uczyłam się zjeżdżać na desce i ja.
Tutaj stronka szkoły: http://www.em-ski.sk/
Największy sukces tej szkoły ( a właściwie instruktorki Soni) to wyuczenie naszego małego synka. Oskar próbował już w zeszłym roku, a i rok wcześniej - ale wówczas były tylko krótkie próby, jęki i zgrzytanie zębów. W tym roku dorósł wreszcie i całkiem chętnie zjeżdżał.
Miał chłopak motywację - obiecaliśmy mu gantletta (taka zabawka do kart bakugana). Marzył o nim już jakiś czas, więc stwierdziliśmy, że jeżeli nauczy się jeździć na nartach to dostanie chłopak nagrodę! Nieźle się ubawiłam, kiedy we wtorek zamawiałam mu lekcję u Pani Soni na następny dzień, mój syn z powagą w głosie zapytał : "Mamo, a ile jesce godzin do tego gantleta?" Tak to właśnie jest z tą motywacją u dzieci :)
Cena 45 minutowej lekcji nauki na nartach czy snowbordzie to 15 EUR, dwoje dzieci podczas jednej lekcji to koszt 24 EUR, chociaż już równoczesna nauka dwóch osób przez 2 godziny lekcyjne (półtorej godziny zegarowej) to kwota 40 EUR
![]() |
| Nasze małe sukcesy |
| I te całkiem wielkie... |
Śmiesznie z tymi dziećmi. Kiedy Oski nie chciał już jeździć, a chciał odpocząć w barze mówił: "jestem głodny na kotleta".
Po czwarte: Kto nakarmi na stoku?
No właśnie: na kotleta. Koniecznie na kotleta - jak to z Oskarem. To chodzący głodomór! Koniecznie musiał codziennie zjeść kotleta (Bravcovy rezen) na stoku, gdyż w drodze powrotnej do pensjonatu zasypiał tak twardym snem, że przesypiał naszą obiadokolację w pokoju i budził się dopiero około 19.00.
W sumie my dorośli raczej nie dojadaliśmy na stoku - groziła nam przecież obfita obiadokolacja w Kamziku!
Tak jak pisałam wcześniej, na dole przy parkingu jest duża drewniana knajpka, z całkiem pokaźną ilością stolików, także na zewnątrz. Miło nam było ogrzać się w środku popijając ciepłą herbatkę (0,8 EUR) czy medovinę (2 EUR). Półlitrowe piwo na stoku 1,20 EUR, podczas gdy frytki 1,50 EUR a langose (czosnkowy placek smażony na głębokim tłuszczu) 1,40 EUR. Sam kotlet to 3 EUR, ale z frytkami i surówką to 5 EUR.
No dość tych cen! Na dzisiaj chyba starczy....
środa, 23 lutego 2011
Słowacja - Habovka 2011
Zgodnie z październikowymi planami wyruszyliśmy na narty na Słowację.
Wyjazd w sobotę 12 lutego 2011 roku o godzinie 3:00 nad ranem. Zbiórka na stacji Lukoil – oczy na zapałki, coś tam z nieba pada, no i wieje „jak w kieleckim”. Cztery auta zapakowane na maxa po sam dach, a niektóre to i nawet powyżej dachu. Ruszamy 3:15. Prawie wszyscy, bo Tomki zdecydowali pospać godzinkę dłużej. I tak nas dogonią :)
Tak właśnie zaczyna się nasza przygoda. Trasa prowadzi na Kraków, gdyż roboty drogowe na trasie katowickiej wykluczają jazdę tą drogą. Przed nami ponad 400 kilometrów, ale i tak jedziemy spokojnie, bo przecież pogoda niewyraźna, a poza tym przecież nie zameldujemy się w pensjonacie o 8:00 rano.
Tak właśnie zaczyna się nasza przygoda. Trasa prowadzi na Kraków, gdyż roboty drogowe na trasie katowickiej wykluczają jazdę tą drogą. Przed nami ponad 400 kilometrów, ale i tak jedziemy spokojnie, bo przecież pogoda niewyraźna, a poza tym przecież nie zameldujemy się w pensjonacie o 8:00 rano.
A to wymiana wycieraczek na stacji, a to potrzeby fizjologiczne, a to dymek, a to tankowanie i tak bujamy się przez ten nasz kraj cały.
W końcu około 9:00 przekraczamy granicę w Chyżnem. Nie wykupujemy winiety, gdyż stąd do Habovki jest już bardzo bliziutko - tylko około 40 kilometrów. No i tradycyjnie zatrzymujemy się w Billi w Tvardosinie. Przecież trzeba kupić jakieś „szklane pamiątki”. W końcu cały tydzień integracji przed nami.
Oj będzie się działo!!! Tutaj przykładowe ceny z Billi:
- Nicolas vodka 0,7 l – 6,80 EUR,
- Becherovka Lemon 0,5 l – 7,09 EUR (PYYYCHA!),
- Piwo Złoty Bażant 0,55 EUR,
- Piwo Kozel – 0,65 EUR + 0,13 EUR kaucja
Takie to właśnie były pamiątki!!!
Kiedy już jesteśmy gotowi do odjazdu i ruszamy z parkingu, naprzeciw nas wjeżdża samochód na legionowskich numerach. A więc poczekamy!!!. Piszę, że tradycyjnie, bo w ubiegłym roku była identyczna sytuacja – pomimo, że wyjeżdżaliśmy z Polski o różnych porach, jechaliśmy różnymi trasami (Tomek katowicką, my z Robertem krakowską), to Tomek był pierwszy. Tym razem odwrotnie. No cóż, wszystkie drogi prowadzą do sklepu BILLA w Tvardosinie!!!.
Na miejsce naszego zakwaterowania – do Habovki koło Zuberca – docieramy w końcu około południa. Sama nie wiem, kiedy minęło tyle czasu od tej granicy - 40 kilometrów plus zakupy w 3 godziny. Masakra!! Cała podróż zajęła nam 9 godzin- chyba długo!!! Ale za to jak towarzysko. Łączyły nas fale CB radia, telefony komórkowe, no i te wspólne postoje.
Zakwaterowanie
No co tu wymyślać? Dawno już zadecydowaliśmy, że ponownie jedziemy do Pensjonatu Kamzik w Habovce. Sprawdzona miejscówka, więc po co kombinować i utrudniać sobie życie. Tutaj stronka pensjonatu:
Dość duży pensjonat – o pojemności 45 łóżek. Duże przestronne pokoje, niektóre wyposażone w aneks kuchenny. Wynajmujemy 5 pokoi. Wszystkie z łazienkami i telewizją, dwa pokoje dodatkowo z aneksami kuchennymi. Pozostałe dwa to prawie apartamenty. Każdy taki apartament (pokój nr 6 i 7) składa się z dwóch pokoi, małego przedpokoju i łazienki. W pierwszym pokoju duże łoże małżeńskie i przejście do kolejnego pokoju. W drugim pokoju dwa pojedyncze łóżka. Z tego pokoju wyjście na olbrzymi taras – łączący obydwa „apartamenty”. W porównaniu z pokojami w wielu naszych pensjonatach – super!!! Pokoje czyste, schludne, na wyposażeniu kuchni mała lodówka, naczynia, garnki, sztućce. Brakuje tylko małej kuchenki, czy czajników. Na dole pensjonatu duża tzw. „spolecenska miestnost” czyli po prostu świetlica z ogólnostępnym komputerem, stołem bilardowym, grami planszowymi i małą kawiarnią.
W kawiarni serwowane są pyszne lody.
![]() |
| Spolecenska miestnost w Penzionie Kamzik |
W kawiarni serwowane są pyszne lody.
Ceny w kawiarni:
- lody – 2 EUR.
- Sok 0,2 l – 0,5 EUR
- Cola 0,2 l – 0,5 EUR
- 1 h gry w bilarda – 3,00 EUR
Mam nadzieję, że nie pomyliłam tych cen.
Dalej za kawiarnią duża przestronna stołówka, w której wydawane są posiłki: śniadania i obiadokolacje. Na śniadanie zwykle coś na gorąco (jajecznica, zapiekanki, hotdogi, parówki, kiełbasa smażona), a dodatkowo świeże pieczywo, wędlina, ser, różne pasty z serka topionego, czy konfitury. Wszystko bardzo smaczne! Na obiadokolacje najpierw zupa (trudno nazwać te ich zupy – są na pewno bardzo smaczne, ale różnią się od naszych). Drugie danie to regionalne potrawy słowackie, często uzgadniane z nami. Wyprażany syr (gruby plaster żółtego sera smażony w panierce), Madziarski gulas (gulasz węgierski), czy inne specjały
Gospodarze starali się tak dobierać potrawy, aby i dzieci zjadały. Ach! Już teraz jestem głodna… chyba dziś na obiad będzie „wyprażany syr”.
W budynku pensjonatu znajduje się także ogrzewana narciarnia. Właściciele oprócz pensjonatu mają także „dreveną chatę” – drewniana góralska chata, jednak jej pojemność była dla nas zbyt mała.
![]() |
| Tutaj nasza 19 osobowa drużyna właśnie przed chatą. |
Teraz troszkę o cenach Penzionu Kamzik. Płaciliśmy za nocleg i wyżywienie od osoby dorosłej 17 EUR. Były też zniżki dla dzieci. Tak naprawdę za tygodniowy pobyt naszej 4 osobowej rodziny z potrójnym wyżywieniem (dla dzieci po pół porcji) zapłaciliśmy 357 EUR. Patrząc na ceny w okolicach Zakopanego, to 200 zł. za dobę za 4 osoby wydaje mi się niewiele. Myślę, że tyle kosztowałoby tylko samo zakwaterowanie tej naszej czwórki.
Z powodzeniem mogę wszystkim polecić zakwaterowanie u Państwa Vidiecan. Bardzo miła rodzina, która dba o to, aby każdy turysta był zadowolony i jeszcze do nich powrócił… Tak jak my – obiecaliśmy, to i wróciliśmy… A i polecać innym będziemy!!!
wtorek, 25 stycznia 2011
Monte Bondone 2009
Dziś postanowiłam opisać nasz wypad na narty do Włoch pod koniec stycznia 2009 roku.
To dopiero była przygoda!!! Wyjazd zorganizował i logistycznie opanował nasz kolega Marcin, który tak naprawdę poznał ten ośrodek narciarski w 2008 roku. Tak, tak ... czasem ktoś przejmuje stery :) :) :)
Marcinie, oczywiście gratuluję!!! Było świetnie!
Termin - naturalnie ferie, stąd tradycyjnie wyjazd za granicę , a nie w nasze polskie góry - gdzie większość czasu spędzilibyśmy pewnie w kolejkach do wyciągu.
Grupa - znowu na maxa: 14 osób zapakowanych w 2 Fordy Galaxy, w tym: nasza 4 osobowa rodzinka (Oskarek miał wtedy 2,5 roku), 4 osobowa rodzinka Marcina, a reszta to sami tatusiowie - Artur ze swoją dwójką, Kamil z córą i Jędrek.
Kierunek - Włochy, Trento, Vaneze, Hotel Augustus.
Zacznijmy od Hotelu:
Zamieszkaliśmy w Hotelu Augustus w Vaneze w pobliżu ośrodka narciarskiego Monte Bondone.
Tradycyjnie link do strony Hotelu.
http://www.augustushotel.net/en/index.php
Niestety strona jest najbogatsza w języku włoskim. Hotel mały, czysty - miła obsługa, niestety wtedy posługująca się jedynie językiem włoskim i .... na szczęście migowym.
Pokoje z łazienkami, małymi balkonami i łóżkami piętrowymi, a właściwie "pryczami". Może pierwsze wrażenie pokoi niezbyt zadawalające - ale z czasem, po zagospodarowaniu nie było tak źle. Łazienka w pokoju czysta, ręczniki zmieniane codziennie - drobne kosmetyki i suszarka na wyposażeniu. Właściwie w pokojach nie spędzaliśmy zbyt wiele czasu. Na pierwszym piętrze w hotelu znajduje się coś na wzór słowackiej "społecznej mjestnosti" a naszej świetlicy.
To dopiero była przygoda!!! Wyjazd zorganizował i logistycznie opanował nasz kolega Marcin, który tak naprawdę poznał ten ośrodek narciarski w 2008 roku. Tak, tak ... czasem ktoś przejmuje stery :) :) :)
Marcinie, oczywiście gratuluję!!! Było świetnie!
Termin - naturalnie ferie, stąd tradycyjnie wyjazd za granicę , a nie w nasze polskie góry - gdzie większość czasu spędzilibyśmy pewnie w kolejkach do wyciągu.
Grupa - znowu na maxa: 14 osób zapakowanych w 2 Fordy Galaxy, w tym: nasza 4 osobowa rodzinka (Oskarek miał wtedy 2,5 roku), 4 osobowa rodzinka Marcina, a reszta to sami tatusiowie - Artur ze swoją dwójką, Kamil z córą i Jędrek.
Kierunek - Włochy, Trento, Vaneze, Hotel Augustus.
Zacznijmy od Hotelu:
Zamieszkaliśmy w Hotelu Augustus w Vaneze w pobliżu ośrodka narciarskiego Monte Bondone.
Tradycyjnie link do strony Hotelu.
http://www.augustushotel.net/en/index.php
Niestety strona jest najbogatsza w języku włoskim. Hotel mały, czysty - miła obsługa, niestety wtedy posługująca się jedynie językiem włoskim i .... na szczęście migowym.
Pokoje z łazienkami, małymi balkonami i łóżkami piętrowymi, a właściwie "pryczami". Może pierwsze wrażenie pokoi niezbyt zadawalające - ale z czasem, po zagospodarowaniu nie było tak źle. Łazienka w pokoju czysta, ręczniki zmieniane codziennie - drobne kosmetyki i suszarka na wyposażeniu. Właściwie w pokojach nie spędzaliśmy zbyt wiele czasu. Na pierwszym piętrze w hotelu znajduje się coś na wzór słowackiej "społecznej mjestnosti" a naszej świetlicy.
poniedziałek, 17 stycznia 2011
Karta EKUZ – przezorny zawsze ubezpieczony
Może temat na bloga nietypowy, może za bardzo poradnikowy, może zawiera za mało relacji z podróży, ale cóż… Sądzę, że może być bardzo przydatny, a dla wielu podróżników może być ciekawostką, o jakiej nie słyszeli.
Tak naprawdę ten post postanowiłam napisać ku przestrodze, niestety nauczona przykrym doświadczeniem.
wtorek, 28 grudnia 2010
Wyczekane fotografie
No kochani!
Należy mi się Wielkie Lanie!!! Żeby zamilknąć na tak długo!!! W dodatku ktoś tutaj obiecał jakieś zdjęcia.
Zdjęcia dawno przesłane, a na blogu, jak pusto, tak pusto!!!
Już się zbieram i tłumaczę (a tłumaczą się winni!). Otóż moi znajomi oczywiście fotki przysłali, tylko ja zabiegana i ogarnięta jesienną zawieruchą zajęć, w dodatku z komputerem, który czas długi odmawiał posłuszeństwa - ZAWIODŁAM!!!
Zatem prezentację czas zacząć.
Całkiem mi się letnio zrobiło, choć w następnych moich postach mam nadzieję, że raczej zimowo i mega śnieżnie będzie. A więc do zobaczenia :)
Należy mi się Wielkie Lanie!!! Żeby zamilknąć na tak długo!!! W dodatku ktoś tutaj obiecał jakieś zdjęcia.
Zdjęcia dawno przesłane, a na blogu, jak pusto, tak pusto!!!
Już się zbieram i tłumaczę (a tłumaczą się winni!). Otóż moi znajomi oczywiście fotki przysłali, tylko ja zabiegana i ogarnięta jesienną zawieruchą zajęć, w dodatku z komputerem, który czas długi odmawiał posłuszeństwa - ZAWIODŁAM!!!
Zatem prezentację czas zacząć.
![]() |
| Po pierwsze Madzia ze swoimi dziećmi maluje na szkle |
![]() |
| Oto efekty tej ciężkiej pracy. |
![]() |
| Po wtóre Madzia z dziećmi robią kwiaty z bibuły. |
| Przyszła pora na występy Oli i Agatki, które wykonały piękne bibułowe bukiety. |
| Oto bukiet Oli i Agatki |
| A tutaj jeszcze jeden sposób na niepogodę w Bieszczadach |
Całkiem mi się letnio zrobiło, choć w następnych moich postach mam nadzieję, że raczej zimowo i mega śnieżnie będzie. A więc do zobaczenia :)
piątek, 12 listopada 2010
Zajęć kilka ... na letnie Biesów odwiedziny
Tak tak.. letnie, letnie. Taka sobie mała zmiana klimatu. Była zima, za oknem jesień, a ja tu winna jestem jeszcze trochę letnich sposobów na spędzanie czasu w Bieszczadach z dziećmi.
Wędrowanie, wędrowanie, po primo, secundio i tercio... dla dzieciarni to przy tym tercio to już NUUUDA!
Tak więc animację czas zacząć. Moje propozycje oczywiście wypróbowane na mojej rodzince, tej najbliższej i dalszej, przyjaciołach i znajomych.
Sposób na upał: Proponuję odwiedzić Ośrodek UNITRA w Polańczyku. Na szczęście znajdował się dość blisko naszej tegorocznej kwatery. Naprawdę nie wiedziałam, że jest takie super miejsce do taplania się. I to nie tylko dla maluchów. Przystań usytuowana jest na Jeziorze Solińskim - jadąc w kierunku Wetliny zjazd w Polańczyku w lewo z ulicy Bieszczadzkiej (prawie na wysokości kościoła). Plaża na trawiastym zboczu - tutaj dwa baseny (właściwie brodziki) dla dzieci. W sumie takie nic, bo jeden wyłożony ... uwaga... kostką brukową, a więc to może fontanna, a nie basen, przy czym fontanna przez ogół oblegana celem otalnej ochłody. Dookoła wodotryski, przy drugim basenie mini-zjeżdżalnia. Przy plaży kompleks gastronomiczny, ba, a nawet animatorzy, którzy w swojej ofercie mają np. barwienie farbkami wybranych przez dzieci figurek gipsowych. Brawo Brawo!!!

Kilka plastikowych domków, zjeżdżalni dla dzieci - mały placyk zabaw.
A dla tych starszych? Oczywiście oprócz gastronomi, automaty do gry (np. koszykówka - pochylnia z piłkami, którymi na czas należy celować do kosza - oczywiście z miejsca, no tak bez dwutaktu, ale fajowo, prawda Maciuś?)
Dla starszych świetne kąpielisko na jeziorze, prawie basen. Otóż pomiędzy pomostami znajduje się zatopiona w wodzie drewniana konstrukcja obniżająca dno Jeziora Solińskiego. Wstęp naprawdę symboliczne 2 czy 3 złote. Ale za to opieka ratowników, no i przede wszystkim bezpieczna głębokość.
Tradycyjnie zapraszam na stronkę
www.unitra.bieszczady.pl/przystan.html
Naprawdę polecam, choć spędziliśmy tam tylko jeden dzień. Byliśmy przecież po tygodniowym moczeniu "zadków" w Hajduszoboszlo. Ale warto spróbować, tymbardziej, że w ubiegłym roku nie wiedzieliśmy o istnieniu tej plaży - plaża w samym Polańczyku była zbyt zatłoczona, poza tym woda bardzo głęboka..
Zatem wybraliśmy kąpiel w Sanie - a tu brrrrrrrrrrrrr zimno, jak to w górskim potoku.
Sposób na słotę: W naszym wykonaniu to pewnie byłyby gry planszowe, choć tak naprawdę to nie mieliśmy takiej pogody ani razu w Biesach. Na szczęście!!!
Z doświadczeń mojej kumpeli Magdy: Kryta Pływalnia Delfin w Ustrzykach Dolnych;
http://www.delfin.ustrzyki-dolne.pl/ (bilet bez limitu czasu 12 zł.)
Z doświadczeń moich znajomych Dzików polecam zabawy z bibułką. Otóż Robert, Jola z 12 letnią Olą i 7 letnią Agatką na bieszczadzkich wakacjach zatrzymali się w pensjonacie Bazyl w Bóbrce. Tu jedną z propozycji właścicieli było układanie kwiatów z bibuły. Inne zajęcia to garncarstwo. Zapraszam do galerii tego Gospodarstwa Agroturystycznego.
http://www.bazyle.pl/
Mam obiecane kilka zdjęć bibułowych wytworów dziewczynek. Obiecuję niezwłocznie zamieścić.
Tym właśnie Biesy słyną, że każdy Pensjonat chce się czymś wyróżnić. Magda z rodziną nocowała z kolei w Domu Twórczym LEGRAŻ w Bóbrce. Tu też było bardzo ciekawie - dzieci przepięknie malowały na szkle. (Madziu poproszę o zdjęcia!!) http://legraz.prv.pl/
I tak można wymieniać bez liku... Ale może to zostawię na kolejne pisanie...
A tymczasem zapraszam do komentowania, surfowania i próbowania w realu :)
Wędrowanie, wędrowanie, po primo, secundio i tercio... dla dzieciarni to przy tym tercio to już NUUUDA!
Tak więc animację czas zacząć. Moje propozycje oczywiście wypróbowane na mojej rodzince, tej najbliższej i dalszej, przyjaciołach i znajomych.
Sposób na upał: Proponuję odwiedzić Ośrodek UNITRA w Polańczyku. Na szczęście znajdował się dość blisko naszej tegorocznej kwatery. Naprawdę nie wiedziałam, że jest takie super miejsce do taplania się. I to nie tylko dla maluchów. Przystań usytuowana jest na Jeziorze Solińskim - jadąc w kierunku Wetliny zjazd w Polańczyku w lewo z ulicy Bieszczadzkiej (prawie na wysokości kościoła). Plaża na trawiastym zboczu - tutaj dwa baseny (właściwie brodziki) dla dzieci. W sumie takie nic, bo jeden wyłożony ... uwaga... kostką brukową, a więc to może fontanna, a nie basen, przy czym fontanna przez ogół oblegana celem otalnej ochłody. Dookoła wodotryski, przy drugim basenie mini-zjeżdżalnia. Przy plaży kompleks gastronomiczny, ba, a nawet animatorzy, którzy w swojej ofercie mają np. barwienie farbkami wybranych przez dzieci figurek gipsowych. Brawo Brawo!!!

Kilka plastikowych domków, zjeżdżalni dla dzieci - mały placyk zabaw.
A dla tych starszych? Oczywiście oprócz gastronomi, automaty do gry (np. koszykówka - pochylnia z piłkami, którymi na czas należy celować do kosza - oczywiście z miejsca, no tak bez dwutaktu, ale fajowo, prawda Maciuś?)
Dla starszych świetne kąpielisko na jeziorze, prawie basen. Otóż pomiędzy pomostami znajduje się zatopiona w wodzie drewniana konstrukcja obniżająca dno Jeziora Solińskiego. Wstęp naprawdę symboliczne 2 czy 3 złote. Ale za to opieka ratowników, no i przede wszystkim bezpieczna głębokość.
Tradycyjnie zapraszam na stronkę
www.unitra.bieszczady.pl/przystan.html
Naprawdę polecam, choć spędziliśmy tam tylko jeden dzień. Byliśmy przecież po tygodniowym moczeniu "zadków" w Hajduszoboszlo. Ale warto spróbować, tymbardziej, że w ubiegłym roku nie wiedzieliśmy o istnieniu tej plaży - plaża w samym Polańczyku była zbyt zatłoczona, poza tym woda bardzo głęboka..
Zatem wybraliśmy kąpiel w Sanie - a tu brrrrrrrrrrrrr zimno, jak to w górskim potoku.
Sposób na słotę: W naszym wykonaniu to pewnie byłyby gry planszowe, choć tak naprawdę to nie mieliśmy takiej pogody ani razu w Biesach. Na szczęście!!!
Z doświadczeń mojej kumpeli Magdy: Kryta Pływalnia Delfin w Ustrzykach Dolnych;
http://www.delfin.ustrzyki-dolne.pl/ (bilet bez limitu czasu 12 zł.)
Z doświadczeń moich znajomych Dzików polecam zabawy z bibułką. Otóż Robert, Jola z 12 letnią Olą i 7 letnią Agatką na bieszczadzkich wakacjach zatrzymali się w pensjonacie Bazyl w Bóbrce. Tu jedną z propozycji właścicieli było układanie kwiatów z bibuły. Inne zajęcia to garncarstwo. Zapraszam do galerii tego Gospodarstwa Agroturystycznego.
http://www.bazyle.pl/
Mam obiecane kilka zdjęć bibułowych wytworów dziewczynek. Obiecuję niezwłocznie zamieścić.
Tym właśnie Biesy słyną, że każdy Pensjonat chce się czymś wyróżnić. Magda z rodziną nocowała z kolei w Domu Twórczym LEGRAŻ w Bóbrce. Tu też było bardzo ciekawie - dzieci przepięknie malowały na szkle. (Madziu poproszę o zdjęcia!!) http://legraz.prv.pl/
I tak można wymieniać bez liku... Ale może to zostawię na kolejne pisanie...
A tymczasem zapraszam do komentowania, surfowania i próbowania w realu :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)








