sobota, 6 lipca 2019

Dzień drugi - po Padole będzie Peczersk

Po postach organizacyjnych nadeszła pora na kolejną porcję dziennej trasy zwiedzania. Tym razem przedmiotem wycieczki będzie Peczersk. Wszak Kijów to ponad dwuipółmilionowe miasto, które do połowy XIX wieku składało się z trzech, prawie odrębnych części – Starego Miasta, Peczerska i Podołu. Przedstawiona na blogu trasa przez Peczersk została przeze mnie zmodyfikowana, tak aby w jak najbardziej racjonalny sposób zajrzeć w każdy zakątek tej części Kijowa.
Dzień proponuję zacząć od
Pomnika Założycieli Kijowa
Aby się tutaj dostać wsiadamy w czerwoną linię metra, którą dojedziemy do stacji Dnipro. To naziemna część metra i właśnie stąd czeka nas nieunikniony około 2 kilometrowy spacer wzdłuż rzeki Dniepr.
Podobno można dojechać też autobusem nr 115 do przystanku Vidpochynku Park (4 minuty jazdy). 
My jednak jakoś przystanku nie zlokalizowaliśmy, a taki spacer zajmuje nam raptem pół godziny. 
Na szczęście, mimo końca marca, pogoda nam sprzyja.
Nocą to raj dla miejscowych pseudoartystów, 
za dnia miejsce rodzinnych spotykań na łonie natury
 - na betonowych bulwarach Kijowianie urządzają sobie pikniki.
Dochodzimy tuż przed najdłuższy, bo liczący 1543 m długości, most w Kijowie - mostu Patona. Kilka metrów przed mostem znajduje się wizytówka miasta. Pomnik położony jest na nabrzeżu Dniepru i przedstawia trzech legendarnych założycieli Kijowa: braci - najstarszego Kija, Szczeka (Smoka) i Choriwa wraz z ich siostrą Łybedzią. 
Fotografujemy się na tle pomnika, niczym przy syrence turyści odwiedzający stolicę Polski. Wszak to prawdziwy symbol Kijowa. Musicie jednak wiedzieć, że nie jest to jedyny w Kijowie pomnik założycieli miasta. Drugi bowiem znajduje się na centralnym placu miasta - w południowej części Placu Niepodległości. Niewiele też brakowało, aby pomnik wybudowany z betonu pokrytego miedzią zupełnie się rozsypał. Na szczęście w 2010 roku pomnik wyremontowano i nadal cieszy oko turystów.
Z zainteresowaniem obserwujemy także inną rzeźbę znajdującą się nieopodal pomnika. To wykonane z miedzi drzewo, na którego gałęziach uwieszone są symboliczne wstążki. To zdaje się "drzewo życzeń", bo z tablicy umieszczonej w chodniku odczytuję:
"Pozdrowienia: na znak miłości, w dniu urodzin, na ślub i jubileusz, przyjaciołom i kolegom" 

Z tego miejsca kierujemy się w stronę głównej trasy (Nabereżne Szose), gdzie zaraz znajdziemy podziemne przejście dla pieszych. W ten sposób można przedostać się na drugą stronę ulicy. Cofając się w stronę stacji Dnipro ujrzycie schody prowadzące na górę, a z dala widać kolejną atrakcję turystyczną - kijowską Statuę Wolności czyli
Pomnik Matki Ojczyzny
Musimy się wspiąć po schodach w górę, pewnie dlatego pomnik widoczny jest niemal z każdej części miasta.
Pomnik przedstawia kobietę trzymająca w dłoniach miecz i tarczę. Ten dowód przyjaźni ofiarowany przez Związek Radziecki, stąd na tarczy godło dawnego ZSRR - sierp i młot. Monument wybudowany został w 1975 roku ze stali o wadze 560 ton, a sama tarcza waży 13 ton. Pomnik znajduje się na terenie Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej 1941-1945.
Dziś stanowi nie lada atrakcję turystyczną, bo wchodząc przez główne wejście Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej można dostać się do wnętrza "Motherland". I tak po uiszczeniu 70 UAH możemy wyjść na taras znajdujący się na wysokości 36,6 metra - u podstawy statuy albo też w wersji "extreme" na sam szczyt Matki Ojczyzny - na wysokości 91 metrów. Cena takiego biletu to 200 UAH (28 zł). My z racji zbyt dużego wiatru wybieramy opcję nr 3 czyli darmowe fotografie na tle Matki Ojczyzny.
Po odzyskaniu niepodległości pomnik stał się dla Ukraińców nie lada problemem, były nawet pomysły wyburzenia statuy - ostatecznie zdecydowano się jedynie na skrócenie miecza.
Wszystko po to, aby najwyższą budowlą górującą nad miastem były złote kopuły Ławry Peczerskiej, a nie znienawidzony monument.

No właśnie, bo spacerując po zewnętrznej ekspozycji muzeum, widzimy w dali oblane złotem kopuły Ławry Peczerskiej, w stronę której prowadzi nasza wycieczka.

Panowie wydają się być nader szczęśliwi fotografując się przy czołgach i innych maszynach pancernych.
Mijamy jeszcze po drodze Wielki Znicz, który stanął tuż obok Matki Ojczyzny w 1981 roku. Znicz zużywał około 400 metrów sześciennych gazu dziennie i dziś zapalany jest tylko przy okazji świąt państwowych.


To istna gratka dla fanów artylerii i maszyn bojowych,

bo do wielu pojazdów, po uiszczeniu drobnej opłaty można wejść do środka.
Tuż przy wejściu na tereny Muzeum dostrzec można fragmenty wałów Twierdzy Peczerskiej z VII wieku.
Ławra Peczerska

To absolutny numer 1 wśród atrakcji Peczerska i pewnie można by tu spędzić cały dzień, my jednak okrajamy program zwiedzania do dwóch-trzech godzin. A teren do zwiedzania jest naprawdę duży, bo na 27 ha powierzchni stoi ponad 80 budynków świeckich i sakralnych. Ławra dzieli się na Dolną - stanowiącą część modlitewną i Górną - będącą siedziba wielu muzeów i sal wystawowych. Zanim jednak wejdziemy na tereny Ławry
zaglądamy na chwilę do Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Zmartwychwstania Chrystusa - pomnika ofiar wojny afgańskiej 1979-1989. Parę metrów dalej znajduje się kasa Ławry Peczerskiej.
Kupujemy bilety wstępu na teren Ławry po 30 UAH za osobę.
Na teren Ławry Dolnej wchodzimy przez główną bramę. Mianem  "ławry" określa się większe męskie monastery o szczególnym znaczeniu w kościele prawosławnym oraz w kościele katolickim wschodnim. Ta - Ławra Kijowsko-Peczerska została wpisana na listę UNESCO w 1990 roku, a jej historia sięga XI wieku, kiedy to św. Antoni i św. Teodozjusz przybyli do Kijowa i zamieszkali w pieczarze jako pustelnicy. 
 Mapa zabudowań klasztornych
Do pierwszych mnichów dołączali kolejni, którzy drążyli dla siebie w ziemi cele oraz korytarze, a gdy było ich już kilkunastu wybrali przeora klasztoru. Ławra Dolna to przede wszystkim peczery bliskie i dalekie. 

Od razu kierujemy się w stronę Dalszych Pieczar. To szczególne miejsce pamięci zmarłych mnichów, których początkowo grzebano w ich podziemnych celach, a później we wnękach wydrążonych w ścianach korytarzy.  
Tak właśnie powstały pieczary. Szybko okazało się, że niektóre zwłoki nie ulegają rozkładowi, lecz mumifikacji. Był to rezultat sprzyjającego mikroklimatu, ale uznano to za „cuda”, które zaczęły przyciągać coraz liczniejsze rzesze pielgrzymów. Wśród pochowanych szczątków, znajduję m.in. księcia Konstantego Ostrogskiego, uczestnika bitwy pod Grunwaldem, mnicha Antoniego - założyciela klasztoru, a także kronikarza Nestora. Sami jesteśmy świadkami oddawania kultu zmarłym przez odwiedzających pieczary pielgrzymów, którzy na naszych oczach całują co się da i gdzie się da, niektórzy przecierając miejsca pocałunku chusteczką, inni zwyczajnie rękawem. Taka forma modlitwy. Miałam i ja tutaj swoją przygodę, bowiem mój strój zwrócił uwagę klasztornych służb porządkowych. Wydawało mi się, że długie dżinsy rurki i kurtka skórzana, zakrywają wszystkie moje wdzięki. Okazało się, że kurtka była za krótka, a spodnie zbyt opinały pośladki, więc należało natychmiast zakryć się długą spódnicą. Zostałam więc przez jednego z mnichów wyrwana z grupy i zmuszona do podążania za nim przez długie, wąskie, ciemne i niskie korytarze. Na szczęście przyświecał mi ogień cienkiej długiej świeczki, którą choćby z tego względu warto zakupić przed wejściem do pieczar. Tylko co jakiś czas uwieszone były lampiony ze świeczkami, gdyż pieczary zupełnie pozbawione są elektryczności. W taki oto sposób odłączyłam się od reszty ekipy i zwiedzałam pieczary sama, nie ma bowiem możliwości wyprzedzenia innych, czy pójścia w innym kierunku. No cóż, odnaleźliśmy się wspólnie przy wyjściu.

Po obejściu pieczar dalszych, na bliższe się już nie decydujemy, obchodzimy jeszcze teren dolnej Ławry i znajdujący się tam kościół.


Widok z Dolnej Ławry na Górną Ławrę.


Najbardziej charakterystyczna wieża górująca nad zielono-złotymi dachami budynków Górnej Ławry.
Na teren Górnej Ławry wchodzimy przez Główne Wrota, które niestety są w trakcie remontu. Cerkiew Nadbramna Św. Trójcy znajduje się właśnie nad bramą, a na jej zachodniej fasadzie umieszczone są podobizny świętych.
Budynek pochodzi z początku XII wieku, choć zdobienia na fasadzie wykonano na początku XVIII wieku.
Na dziedzińcu Ławry robimy pamiątkowe foto przy charakterystycznym pomniku jajka wykonanym z drobnych lustrzanych kawałków.
Spod bramy udajemy się prosto do Soboru Uspieńskiego - katedralnej świątyni Zaśnięcia Matki Bożej. To pierwsza kamienna budowla na terenie Ławry. Została ona ufundowana w 1073 roku, a jej budowa trwała w latach 1075-1078 przy udziale lokalnych i zagranicznych środków finansowych (prawdopodobnie greckich).
Freski i mozaiki pojawiły się w Soborze Uspieńskim nieco później - około 1089 roku, kiedy to odbyła się konsekracja świątyni.

Cerkiew w cerkwi


foto: Arek 
My na chwilę wchodzimy do cerkwi Trapeznej pod wezwaniem św. Antoniego i Teodozjusza, wybudowanej na planie prostokąta, pewnie dlatego że budynek pełnił funkcję jadalni. Pierwszy murowany refektarz pochodził z 1108 roku, jednak został on poważnie uszkodzony w 1230 roku. Fundusze na odbudowę obiektu znalazły się w 1684 r., a jego odbudowa trwała kolejne 10 lat, po czym budynek tym razem spłonął. W 1862 roku dobudowano jedno piętro mieszczące cele dla posłuszników, którzy pracowali przy przygotowywaniu i wydawaniu posiłków.  

Na terenie Górnej Ławry w budynkach sakralnych znajdziecie bibliotekę, sale wystawowe, wiele muzeów, m.in. Muzeum Książki i Drukarstwa Ukrainy- w XVII wiecznym budynku Drukarni, Muzeum Skarbów Historii Ukrainy - w Domu Kownira, czy założone przez artystę Mykola Sjadristija, Muzeum Mikrominiatur, w którym milimetrowe eksponaty widoczne są jedynie przez specjalny okular.
Ławra Górna zarządzana jest przez władze państwowe, podczas kiedy Ławra Dolna pozostaje w rękach władz kościelnych. Stąd dwa różne charaktery Ławry: duchowny i świecki.
Zanim wejdziemy na wieżę robię jeszcze fotkę z Kijowa z cyklu "Lion w świecie", która przez problemy z kartą pamięci zachowała się jedynie w formie zrzutu z ekranu.
Widok z Wielkiej Dzwonnicy - Great Lawra Bell Tower
Ten symbol Kijowa, widoczny z wielu części miasta został zbudowany pod koniec XVIII wieku.
Dzwonnica ma dwa tarasy widokowe: ten dolny jest mocniej wysunięty w stronę soboru, a więc ma się wrażenie, że jest się bliżej budynku, tymczasem ten górny oferuje znacznie lepsze widoki na okolice.
Z wieży na Ławrze roztacza się piękny widok na Dniepr, Ławrę Dolną, ale i Pomnik Matki Ojczyzny. Jeszcze na terenie Ławry skręcamy w lewo, w stronę bocznej bramy, którą wychodzimy na
 Cerkiew Spaską na Berestowie. W jej wnętrzu można zobaczyć grób założyciela Moskwy: Jerzego Dołgoruki. Niestety obiekt jest w trakcie remontu, także nawet to zdjęcie robimy przez dziurę w płocie.
Idziemy wzdłuż ulicy Ławrskiej do sąsiadującego Parku Vichnoj slavy - Parku Wiecznej Chwały, w którym znajduje się 
Pomnik Ofiar Wielkiego Głodu 
Ku czci ofiar klęski głodu w latach 1932–1933 została wystawiona statua w kształcie 
charakterystycznej świecy.
foto: Arek
 W połowie drogi do pomnika stoi brązowa rzeźba kilkuletniej, wygłodzonej dziewczynki.  
Decyzja Stalina o przymusowej kolektywizacji rolnictwa i narzucone przez władze ZSRR chłopom obowiązkowe, nieodpłatne kontyngenty dostaw produktów rolnych w wymiarze przekraczającym ich możliwości produkcyjne wywołały sprzeciw ludności wsi ukraińskich i doprowadziła do śmierci około 6–10 milionów ludzi. Józef Maria Bocheński we Wspomnieniach tak pisze o Kijowie:
"Ale główne wspomnienie z Kijowa dotyczy jadła i napoju. To było naprawdę miasto mlekiem i miodem płynące. Jakim mlekiem! W ciągu całego mojego długiego życia nie piłem nigdzie równie bogatego i smacznego mleka jak w Kijowie. Także chleb, biały pulchny, był niezwykły, doskonały – pozostał w mojej pamięci jako ideał tego, czym chleb być powinien. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że naprawiacze świata potrafią doprowadzić do śmierci głodowej miliony ludzi w tym spichlerzu Europy, jakim była Ukraina. Tak się niestety stało niebawem"
 Kilkunastometrowej wysokości biała, ażurowa wieża otoczona jest przylegającymi do niej czterema żelaznymi konstrukcjami w kształcie krzyży,
 z wylatującymi z nich złotymi ptakami.
Kamiennymi schodami znajdującymi się od strony głównego wejścia i od rzeki można zejść do podziemnej rotundy, gdzie wiszą cerkiewne dzwony, symbol wzywania na trwogę. W rotundzie przedstawiono ubogi dobytek ofiar: drewniane sochy i brony, kołowrotki, kosze wyplecione z wikliny lub łyka, sprzęty domowe, odzież. Na pulpitach leżą księgi – spisy ofiar w poszczególnych obwodach Ukrainy. Panuje półmrok, słychać muzykę żałobną. Centralny punkt rotundy przeznaczony jest do stawiania, jak w cerkwiach, zapalonych świec. 
Dosłownie sto metrów dalej znajdziecie
Pomnik Nieznanego Żołnierza
Staramy się iść jak najbliżej prawej strony 
właściwie schodząc w dół szosą prowadząca w prawą stronę, tak aby dostać się do
Askolova Mogiła

czyli miejsce pochówku księcia Askolda. Początki tego miejsca związane są z legendą o zabiciu książąt Askolda i Dira. W X wieku ruska księżniczka Olga zdecydowała o zbudowaniu tu drewnianej cerkwi św. Mikołaja. Bezpośrednio stąd idziemy na stację Arsenalna, o której wspomniałam w poprzednim poście, skąd dojeżdżamy czerwoną linią dwie stacje do stacji Teatralna łączącej się ze stacją
Złote Wrota
Pomnik przytulony został do drewnianej bramy - wrot, których strzeże postać założyciela miasta Kyja. My odwiedzaliśmy go kilkakrotnie o różnych porach dnia przy okazji eksplorowania miasta.
foto: Arek
To jedna z trzech średniowiecznych bram miasta. Wieszano na niej ikony, aby uchroniły miasto, a tuż nad bramą wznosiła się niewielka cerkiew św. Trójcy.
foto: Arek
O bramie mawia się że jest polska, bo to wg kronik w 1018 r. stanął Bolesław Chrobry ze swoją armią i domagał się wpuszczenia do miasta. Chrobry miał z całej siły uderzyć mieczem w bramę, który w ten sposób delikatnie się wyszczerbił. Tak narodziła się legenda o Szczerbcu – mieczu koronacyjnym władców Polski i jednym z najcenniejszych zabytków w naszym kraju, który obecnie znajduje się na Wawelu.
Proponuję przejść pod adres Yaroslavski Val 7. Tu znajduje się - wybudowana w XIX wieku wg projektu Polaka Władyslawa Horodeckiego Kienesa Karaimska. Po powstaniu Związku Radzieckiego władze nakazały zamknąć kienesę i w jej wnętrzach umieścić teatr lalkarski, następnie kino, a w końcu Dom Aktora.
W okolicy nr 11 warto odszukać kultowe kijowskie ławeczki, w kształcie okularów lub kredek.
Tuż obok stacji ZŁOTE WROTA znajdziecie także tzw.
Sirotkin House na samym rogu Volodymyrska i Saksanhanskovo wyróżnia się bordowo żółta fasada z napisem na szczycie Renaissance.

Dom słynie ze znajdującej się kiedyś w parterze kawiarni "Markiz", z powieści Michaiła Bułhakowa "Biała gwardia". Sirotkin house na początku swego istnienia był nie tylko najwyższym budynkiem mieszkalnym w Kijowie, liczącym ok. 40 metrów wysokości, ale także pierwszym domem z systemem ogrzewania parowego i to w dodatku z pierwszą w mieście windą. 
I to właśnie w tym miejscu proponuję zakończyć dzisiejsze zwiedzanie, a resztę Kijowa zostawić na kolejne dni.

czwartek, 2 maja 2019

Słów kilka o kijowskim metrze

Oczywiście podstawę komunikacji stanowi tanie i niezawodne metro, choć do dyspozycji mamy także autobusy, trolejbusy, tramwaje i kolej. Linii metra jest trzy: najstarsza czerwona, niebieska i zielona i choć zostało ono otwarte w 1960 roku ciągle siatka połączeń jest wydłużana. 
Stacje metra są o dziwo czyste i bogato zdobione, a mi najbardziej przypadły do gustu żyrandole na stacji Złote Wrota.
Większość stacji wyposażonych jest w ruchome schody, 
czynne w całości lub części - w zależności od nasilenia ruchu pasażerskiego.
 Stacja Złote Wrota.
Tuż przed wejściem do stacji Arsenalna zauważamy pomnik z armatą. W końcu jak arsenał, to arsenał...
To najsłynniejsza chluba kijowskiego metra, znana z tego, że jest najgłębiej na świecie położoną stacją metra
Znajduje się ona na głębokości 105 metrów,
a zjazd do niej odbywa się bardzo stromymi dwuetapowymi schodami.
Trasa ze stacji Arsenalna do kolejnej stacji - Dnipro, 
która jest już położona na powierzchni ziemi (a nawet nad ziemią) posiada największe nachylenie. 
Stacja Dnipro usytowana jest bowiem na początku Metro Mostu. Następna stacja metra - Hydropark położona jest już na wyspie.
Wejście do stacji Kontraktova Ploshcha
Jedyną uwagę, jaką mam to samo oznaczenie stacji metra. Czasem nieźle się trzeba nakręcić, aby trafić do metra. Wszędzie w Europie mnóstwo jest kierunkowskazów do metra, w Kijowie natomiast jedynym znakiem jest mało widoczna zielona litera M nad samym wejściem do konkretnej stacji. 
Przejście odbywa się klasycznie przez bramki, których otwarcie powoduje wrzucany żeton. 
Przechodzimy, kiedy zapali się zielona lampka.
No właśnie żeton, bo w komunikacji kijowskiej obowiązują żetony. Żeton kosztuje 8 UAH, czyli 1,16 zł, a ich zakup możliwy jest jedynie za gotówkę w kasie na każdej stacji. Uwaga - jednorazowo zazwyczaj można kupić jeden żeton. Jeśli jesteś sam, a poprosisz o więcej żetonów, kasjerka pyta ile osób i każe się pokazać w okienku. Za to w ramach jednego żetonu możemy przesiadać się nieograniczoną liczbę razy bez wychodzenia ze stacji metra (czyli możliwe są przesiadki między liniami). A same przesiadki umożliwia umieszczony centralnie trójkąt przesiadkowy. Schemat linii znajdziecie na oficjalnej stronie metraZe stacji Chreszczatyk przesiądziemy się na Majdan Niezależności, ze stacji Teatralna na Zołoti Wrota i ze stacji Lwa Tołstoho na Pałac Sportu. 
Na zakończenie polecam Wam doskonałą wyszukiwarkę połączeń pod adresem 

Jak ważna jest komunikacja, by spać spokojnie...

Strudzeni dzisiejszą trasą zwiedzania, marzymy już tylko o tym, aby zakwaterować się, zostawić manatki i czym prędzej coś zjeść. Warunkiem number one jest więc kwatera. Jak przeczytaliście w poprzednim poście nocleg w Kijowie zarezerwowałam już nie pierwszy raz przez portal airbnb. Zawsze wybór dokonany na tym portalu wydaje się wzorowy. Tym razem wynajmujemy piękny, nowoczesny apartament, doskonale skomunikowany z centrum miasta, którego właścicielem jest sieć CityApartments... No właśnie - sieć! Nie jeden człowiek, a firma... Opinie nienaganne, same pochwały, zdjęcia odzwierciedlają luksus z jakim przyjdzie nam się spotkać. A to wszystko w cenie 33 zł za osobę za dobę, a po odliczeniu środków z poleceń, które miałam zgromadzone na koncie, żywą gotówką płacę 24,40 zł. Warto więc zarejestrować się korzystając z mojego linka polecającego - macie wówczas aż 100 zł zniżki na pierwszą podróż, 38 zł zniżki na wybraną atrakcję (nowość !), a i ja dostaję na konto 50 zł za to, że rozszerzam grono szczęśliwych użytkowników airbnb.
No właśnie - szczęśliwych! Tym razem nasze szczęście zostało nieco przyćmione... Do rzeczy !!! 
Kiedy już doszliśmy do stacji metra Kontraktova Plosha wsiadamy w niebieską linię metra i jedziemy 3 stacje w kierunku Teremky do stacji Ploscha Lva Tolstoho, która przejściem podziemnym łączy się ze stacją Palats Sportu, gdzie przesiadamy się na zieloną linię i jedziemy dwie stacje w kierunku Syrets aż do stacji Lyukanivska. 
To wszystko w cenie jednorazowego przejazdu 
za 8 UAH (1,16 zł). 
Tuż przy stacji metra znajduje się centrum handlowe Kwadrat, 
w którym oprócz 24-godzinnego marketu spożywczo-przemysłowego i kilkunastu stoisk odzieżowych 
znajdziecie Puzatą Chatę. 
Dosłownie vis a vis centrum handlowego bez trudu odnajdujemy naszą kwaterę, a w zasadzie budynek, w którym ma się ona mieścić.
Lokalizację kwatery sprawdziłam na mapach google, po adresie który został mi podany w korespondencji - Kijów, ul. Dehtriarivska 9. Tylko jest jeden problem. Nie podano mi numeru mieszkania. Wiedziałam, że jest to blok wielorodzinny, ale spodziewałam się tutaj jakiegoś biura, recepcji z logo gospodarza. Przecież umówiliśmy się, dzwoniąc z lotniska, że będziemy po 14:00. Owszem była już 14:45, ale zupełnie nie wiemy dokąd iść. Jedyny kontakt z właścicielem odbywa się przez telefon, którego nie używamy. Po 15 minutach kręcenia się wokół budynku i usilnego rozglądania się za gospodarzem w końcu wpadłam na pomysł. W budynku jest stomatolog, sklep, apteka, notariusz, męski klub nocny i posterunek policji. Postanawiam zapytać w gabinecie stomatologicznym o ową firmę i mieszkanie na wynajem. Niestety nikt nic nie wie, za to mogę skorzystać z telefonu. Numer wybiera recepcjonistka z własnego telefonu (dziękuję!), a ja słyszę od gospodarza,  że jego pracownik będzie za pół godziny. Nadal nie znam numeru mieszkania, a on nie chce mi tego zdradzić. Czemu nie podano mi tego numeru, kodu wejścia, miejsca odbioru kluczy ??? Ktoś powinien tutaj na nas czekać, albo jak w wielu miastach Europy w prywatnej wiadomości powinnam otrzymać dokładne wskazówki, gdzie taki klucz leży - czasem punkt odbioru kluczy jest nawet pod zupełnie innym adresem.
Oczekiwanie to było najdłuższe pół godziny w moim życiu. Kwatera w świetnej cenie, oczywiście dawno opłacona kartą, a my będziemy nocować na chodniku ... Czas spędzamy na zakupach w sklepie spożywczym w tym budynku. Oczywiście robimy napitkowe zakupy. Panowie chcą nawet próbować, ale mi wcale nie jest do śmiechu. Po 40 minutach ekspedientka na naszą prośbę wykonuje kolejny telefon i tym razem sama próbuje się czegoś więcej dowiedzieć. Okazuje się, że jeszcze 15 minut i pracownik przyjedzie. Po ukraińsku tłumaczy gospodarzowi, że czekamy w sklepie. W końcu pojawia się nasze wybawienie....
Jestem przerażona. Młody chłopak, dość mocno wytatułowany ze złotym kajdanem na szyi nie wzbudza naszego zaufania. Jest mocno zdenerwowany i milczący. Odpysknął jedynie coś ekspedientce i kazał iść za sobą. Dochodzimy do klatki schodowej znajdującej się na tyłach sklepu spożywczego. Kiedy pracownik wyciąga pęk kluczy wydaję się być uszczęśliwiona. Nieprawdopodobne, ale żaden z kluczy do klatki schodowej, a właściwie pchełek do domofonu - NIE PASUJE....
Jest blok, jest potencjalne mieszkanie, jest pracownik.... a my dalej na ulicy. Tłumaczy nam i pokazuje, że klucze od samego mieszkania ma, dzwoni do menadżera - ten będzie za kolejne pół godziny, chyba że ktoś z mieszkańców klatki nam otworzy. 
Dzwonimy do notariusza, który teoretycznie ma tu lokal. Wejście do klatki oklejone jak na śmietniku. Cisza... głucha cisza. Przedstawiciel gospodarza tłumaczy się i zaczyna przepraszać, a my właściwie nie mamy innego wyjścia, jak mu uwierzyć i czekać. W końcu parę minut po 16:00 pojawia się jakiś sąsiad i wpuszcza nas razem z pracownikiem na klatkę. Klatka schodowa nie powala,
 ale na drugim piętrze - w końcu jest mieszkanie - lokal nr 10 z porządnymi metalowymi drzwiami. I to drzwiami, które udało się naszemu gospodarzowi bez trudu otworzyć. Pełnia szczęścia, bo po otwarciu drzwi - wszystko było już jak na obrazku. Niepotrzebny stres spowodowany był złą organizacją właściciela. Może w ukraińskich warunkach nie da się nigdzie ukryć klucza, ale przecież można udostępnić kod wejścia na klatkę, lub po prostu dogadać się z właścicielką sklepu, która za niewielką opłatą takie klucze mogłaby gościom wydawać, nie opuszczając nawet stanowiska pracy. Przypuszczam jednak, że tym razem wynajem mieszkania  to działalność "pod podłogą", o której lepiej, żeby nikt nie wiedział.
Naturalnie w środku znajdował się komplet kluczy pasujących i do lokalu i do klatki wejściowej, a po opuszczaniu kwatery już zupełnie bezstresowo wymeldowaliśmy się. Po prostu zamknęliśmy drzwi na klucz, a klucze wrzuciliśmy do skrzynki pocztowej umieszczonej obok drzwi. 
Mieszkanie składa się z pokoju dziennego, w którym jest stół, cztery krzesła oraz skórzana kanapa i TV. 
Z pokoju dziennego przechodzi się do małej kuchni, wyposażonej we wszystkie niezbędne sprzęty, włącznie ze zmywarką. No może przydałoby się tylko trochę więcej sztuk szklanek.
Łazienka razem z toaletą urządzone są także bardzo nowocześnie, czekają na nas czyste białe ręczniki,

kosmetyki, a nawet saszetki z pastą i szczoteczki do zębów. 
Widać to ostatnio standard. Choć tutaj dostajemy także kapcie z logo sieci.
Dodatkowo mieszkanie posiada dwie niezależne sypialnie wyposażone w bardzo wygodne łóżka 
i pojemne szafy. Ledowe oświetlenie i szklane matowe drzwi sprawiają, że mieszkanie jest bardzo nowoczesne.
Druga sypialnia zamiast szafy ma garderobę. Spokojnie można by tu zamieszkać na dłużej.
Gdyby było za zimno, w pokoju dziennym czeka grzejnik, a na wypadek upałów zamontowana jest klimatyzacja.
Mimo początkowych problemów - z apartamentu jesteśmy bardzo zadowoleni. Świetna lokalizacja, w pobliżu stacji metra i całodobowego sklepu i Puzatej Chaty to największe atuty tego mieszkania. 
A problemy z zameldowaniem... no cóż, to też i dla nas lekcja, że komunikacja z obiektem jest najważniejsza. Bo przecież, gdybyśmy od razu zakupili kartę telefoniczną miejscowego operatora, zapewne łatwiej byłoby się dogadać i bezkolizyjnie umówić na odbiór kluczy. 

Tylko wtedy ten post zawierałby zapewne tylko trzy czy cztery zdania i nie byłby tak ciekawy :)

Printfriendly