czwartek, 10 października 2019

Turda kopalnią słynie

Turda to niewielka miejscowość w Transylwanii, położona około 30 km w kierunku południowym od miasta Kluż-Napoka. 
 
Choć pierwsza wzmianka o Turdzie pojawiła się w 1176 roku, jednak początki historyczne miasta sięgają już czasów starożytnych. Miasto zostało założone przez Daków pod nazwą Patavissa lub Potaissa i zostało podbite przez Rzymian w latach 101-106, za panowania Trajana, wraz z częściami Dacji. To w Turdzie w 1366 roku król Ludwik Węgierski, chcąc oczyścić struktury państwowe z prawosławnej szlachty wydał dekret, na mocy którego ich majątki zostały skonfiskowane na rzecz kościoła rzymskokatolickiego. To także tutaj w 1944 roku została stoczona największa bitwa II Wojny Światowej w Siedmiogrodzie. To tyle historycznych faktów, o których można dowiedzieć się w Muzeum Historycznym miasta.
My odwiedzamy jedynie rynek miasta. Zbudowany na planie prostokąta jest dość spory, 
a deptak rozciąga się na jakiś kilometr w głąb miasta. 


Wśród zabytków gotycka katedra katolicka, przechodząca od kilku lat gruntowny remont.
Pomnik Avrama Iancu - rumuńskiego prawnika i działacza niepodległościowego
Dziś widoczne są hasła demokratyczne na rynku w Turdzie.
 
Główny powód naszego postoju w Turdzie to jednak nie samo miasto, ale znajdująca się w nim
Salina Turda 
czyli nieczynna kopalnia soli, która zyskała miano jednej z najciekawszych atrakcji turystycznych Rumunii. To właściwie nie tylko ekspozycja do zwiedzania, ale jedna wielka sala zabaw, w której przy okazji korzystania z atrakcji można zadbać o swoje drogi oddechowe.
Do wnętrza kopalni prowadzą dwie drogi - jedna od strony ulicy Strada Salinelor, nieopodal której mieszkamy - druga od strony centrum miasta. 

I choć korytarz liczy kilometr długości to, aby przejechać autem z jednego wejścia na drugie należy pokonać odległość ok. 4 kilometrów.
Salina Turda nie dość, że jest największą to i najstarszą kopalnią w Europie. Rumuński odpowiednik naszej Wieliczki starszy jest od podkrakowskiej Wieliczki o ponad tysiąc lat. Wydobywano tu sól już w czasach rzymskich, aż o 1932 roku. Podczas Drugiej Wojny Światowej kopalnia ponownie zostaje otwarta dla mieszkańców miasta jako schron przeciwlotniczy. W latach 1940-1992 wykorzystywana była jako pomieszczenie do przechowywania sera. Właśnie wtedy zainstalowano tutaj rury wodociągowe i kanalizacyjne.
Kilka praktycznych uwag:
Wszelkie aktualne informacje znajdziecie na oficjalnej stronie internetowej Salina Turda
Parking: Od strony ulicy Strada Salinelor funkcjonuje publiczny bezpłatny parking na kilkanaście samochodów. Będąc tu rano tuż przed otwarciem kopalni, zaoszczędzicie tych kilka lei. Parking od strony głównego wejścia to 5 lei za cały dzień.
Godziny pracy 9:00 do 19:00. Ostatnie wejście o godz. 18:00. Godziny pracy są zmienne, w zależności od sezonu,
Bilety wstępu do kopalni: dorośli - 40 lei; bilet ulgowy dla dzieci, studentów, emerytów - 20 lei (za okazaniem legitymacji).

Warto wziąć bluzę, bo temperatura wewnątrz kopalni liczy ok. 10 sto 
Zwiedzanie rozpoczynamy od Sali echa. Kopalnia Josefa, bo tak brzmi jej oficjalna nazwa jest stożkową komorą o głębokości 112 metrów i podstawie 67 metrów. Właśnie ze względu na swój kształt, ale też brak komunikacji z innymi głównymi punktami wydobywczymi kopalnia ma niebywałą akustykę, dlatego nazywana jest również „pokojem echa”.
Możemy tu zobaczyć XIX wieczne maszyny służące do wydobywania halitu. Konstrukcja była napędzana końmi, które nieraz spędzały w kopalni i po kilkanaście lat, bez wychodzenia na zewnątrz!!!
Znakomity stan zachowania wyrobisk i maszyn górniczych stosowanych do transportu soli, stały się atrakcją turystyczną z bogatą historią.
W części kopalni udostępnionej do zwiedzania poruszamy się po 3 poziomach: Terezia (najgłębszy, bo liczący 120 m głębokości), Anton (108 m) i Rudolf (najpłytszy, bo liczący 42 m). Do dyspozycji są schody oraz winda, do której kłębią się tłumy. My dzięki wejściu do Saliny Turdy niejako "pod prąd" mamy komfort krótkiego czekania w kolejkach. Alternatywą są strome schody, niekoniecznie dobry wybór dla spanikowanego Oskara.
 
Komora Terezia z jedenastego poziomu kopalni prezentuje się tak. To niezwykłe doświadczenie spacerować po drewnianych balkonach przytwierdzonych u szczytu komory kopalni.
Jest tutaj nie tylko sklep z pamiątkami, ale i wiele innych atrakcji, nietypowych, jak na kopalnię. 
To swego rodzaju podziemny park rozrywki.
To w niej urządzono swoisty park rozrywki, w tym tor bilardowy
i mini golf.
 
 Kacper nie przepuści okazji do dobrej zabawy. 
Jest też plac zabaw dla najmłodszych,

 stoły do ping-ponga, stoły do gier planszowych

i diabelski młyn, który rano nie cieszy się zainteresowaniem.
Cennik atrakcji wewnątrz Saliny Turdy
 
Teraz można wsiąść w łódkę i popływać po niewielkim zbiorniku wodnym, który znajduje się wewnątrz kopalni. 
Na środku słonego jeziora znajduje się wyspa. 
 Wszystko to jest znakomicie oświetlone i obudowane drewnianymi konstrukcjami,

 
które nadają temu miejscu nieco kosmiczny charakter.

Po drodze mijamy jeszcze kilka punktów, kaplicę i ekspozycje muzealne
a następnie zmierzamy do wyjścia - każdy innego: panowie po auta, a my z dzieciakami w stronę głównego wejścia.

Kiedy wychodzimy na powierzchnię ziemi - oprócz tego, że widzimy nowoczesną fasadę budynku,
to wokół rozciąga się teren zagospodarowany zielenią i ulicznymi straganami.

 
Spod kopalni Salina Turda odjeżdżamy o 11:30, bo przed nami górski fragment podróży do Bułgarii.
...Ale o tym to już w następnym wejściu.

poniedziałek, 23 września 2019

Do Bułgarii przez Rumunię - notatki z podróży

Tegoroczna trasa dojazdowa do Bułgarii zaplanowana została przez Rumunię. Już w 2011 roku, podczas pierwszej podróży do Bułgarii rumuńskie królestwo Karpat zdobyło nasze serca. Tym razem jednak zdecydowaliśmy trasę przez Rumunię potraktować jako element przygody, a nie tylko transfer do Bułgarii. Dlatego też w Rumunii rezerwujemy aż dwa noclegi i to w bliskiej od siebie odległości. Tyle tytułem wstępu - jeśli więc chcecie, tak jak my urozmaicić sobie Transylwanią wakacje  - zapraszam do powielania trasy. Post może będzie mało interesujący, acz praktyczny - mam sporo zapytań o dojazd do Bułgarii i wiem, że zaglądacie w tego typu rozkłady jazdy. Trasę dojazdu ułożyli mi forumowi koledzy Tosho i Makej. Dla mnie była to najbardziej przerażające, choć w dobie nawigacji i dostępności internetu nie ma się czym przejmować. Wystarczy w domu wyznaczyć sobie trasę za pomocą Google maps, spisać punkty pośrednie i podczas jazdy na wakacje wprowadzać w aplikację poszczególne około dwustukilometrowe odcinki. Oczywiście warto pobrać mapy off-line, jednak korzystanie z nich nie pokaże natężenia ruchu. Dlatego my jedziemy na Google maps przy włączonym roamingu i przesyle danych internetowych, a ponieważ jesteśmy na terenie Unii Europejskiej nie generuje to żadnych dodatkowych opłat. Jeszcze jedno ustawienie: Unikaj opłat, bowiem winiety wykupione mamy dopiero na Rumunię i Bułgarię Zakup słowackiej i węgierskiej winiety w naszym przypadku wydłużyłby nam i czas dojazdu i kilometraż. Poza tym trasa wyróżnia się brakiem tirów i co muszę przyznać znikomej ilości policji. Wprawdzie i tak trzeba pilnować się przepisów o ruchu drogowym, bo mandaty bywają bolesne.
Velky Kamenec i ruiny zamku w tle
900 km do Turdy, gdzie mamy zabukowany pierwszy nocleg, to i tak na pierwszy dzień wystarczająca ilość kilometrów. A więc wrzucam przebieg naszej trasy, wytłuszczając dodatkowo punkty pośrednie ustawione w Google maps:

Warszawa
Suchedniów
w Suchedniowie - tu zjeżdżamy z trasy krakowskiej na drogę 751 na Bodzentyn
Barwinek 
Vysny Komarnik
Niżny Komarnik
Svidnik - obwodnica
Stropkov
Vranov nad Toplou, 
Trebisov, 
Satorajlehelly
Pacin 
Kisvarda - obwodnica
Mateszalka
Csengersima
Petea 
Satu Mare
Zalau
Gilau
Turda
Uwaga: Tuż za Pacin ze względu na korki kasuję punkt Mateszalka. W ten sposób drogę pokonujemy mijając mniejsze miejscowości Vasarosnameny (przejeżdżamy tuż obok Atlantika Vízi-Vidámpark w Vasarosnameny) Tivadar, Fehergyarmat. 
Rozkład czasowy wyglądał następująco:
3:00 wyjazd spod Warszawy, 
3:45 odjazd ze stacji BP przy dworcu Warszawa Zachodnia, 
5:03 Suchedniów
8:40 odjazd ze stacji Orlen w Barwinku
Po drodze trzy postoje max 10 minut, jedziemy przepisowo bo co jakiś czas policja. Już ze cztery były przez godzinę jazdy. Pusta droga malownicza o rożnej nawierzchni raz krajowa raz podrzędna. Zero ruchu więc w terenie niezabudowanym można docisnąć 
11:19 Pacin Velky Kamenec. Piękny krajobraz ruin zamku, szkoda  że nie zajechaliśmy. Może zajrzymy w drodze powrotnej 
12:05 obwodnica Kisvardy. 
13:25 Csengercsima - granica HU/RO czekamy w kolejce 20 minut. Zmieniamy czas na rumuński, czyli odjeżdżamy o 14:45. Na granicy pokazujemy tylko dokumenty i dalej w drogę. Przejazd przez miasto nie jest uciążliwy. W końcu wyjeżdżamy trasą 49 na Satu Mare. 
Droga od Satu Mare już bardzo przyzwoitej jakości i raczej pusta. Największa zaletą naszego węgierskiego odcinka był nie tylko mały ruch, ale zupełny brak policji.
15:30-16:30 zatrzymujemy się na obiad 20 km za Satu Mare w restauracji Bastion. 

Najłatwiejszy wybór pizza dla syna (16 RON). Ja kaszkawal panierowany (16 Ron) i sałatka warzywna (5 RON), Radek spagetti bologneze (22 RON). Napoje 0,5 l woda 5 RON, ice tea 6 RON - możliwa zapłata kartą. Szybkie podanie dań, ale smak niestety pozostawia wiele do życzenia.

17:48 wyjazd z Zalau
Zaczynają się serpentyny na E81,
ale na szczęście na 60 km przed Turdą wjeżdżamy na Autostradę Transylwania A3, którą docieramy do Turdy. 
Widoczny na zdjęciu wąwóz Turda oznacza, że dojeżdżamy już na miejsce pierwszego noclegu.
Na miejscu zakwaterowania po zakupach w miejscowym sklepie meldujemy się o 19:30. Licznik dziś zrobionych kilometrów osiągnął liczbę 900 km, za co czeka nas nagroda ....
Jeszcze na zakończenie krótka recenzja miejsca noclegu. Zarezerwowany przez booking pensjonat Casa Rodica Turda mogę z powodzeniem polecić nie tylko na jeden tranzytowy nocleg, ale i na weekendowy pobyt.
 
Niepozorny dom z blaszanym krytym ogrodzeniem skrywa całkiem przyjemne podwórko i prawdopodobnie budynki gospodarskie przebudowane na pensjonat. Wszystko to w bardzo miłym obejściu pełnym zieleni i rodzinnej atmosfery.
 
Główny dom mieszkalny, który zamieszkują gospodarze oddzielony jest drewnianym płotem od części dla gości.
  
 Po prawej stronie znajduje się pawilon mieszkalny składający się z trzech, czy czterech pokoi, spośród których my zajmujemy dwa.
 
W naszym pokoju znajduje się łoże małżeńskie i łóżko pojedyncze, a w pokoju naszych znajomych zamiast pojedynczego łóżka postawiono łóżko polowe. Wszędzie czysta pachnąca pościel i ręczniki dla każdego gościa.

Do każdego pokoju przylega łazienka
wyposażona w kabinę prysznicową.
 
Niewątpilwie dużą zaletą jest dodatkowy budynek, w którym urządzona jest ogólnodostępna kuchnia, w pełni wyposazona w niezbędne garnki, naczynia, szklanki, ekspres do kawy, czajnik, mikrofalówkę, lodówkę.


Cały urok tej miejscówki to podwórko z altaną ogrodową. Wprawdzie my nie organizujemy kolacji grillowej, ale dobrze wiedzieć, że jest taka możliwość.

Do tego mini plac zabaw.
Cisza, spokój, brak jakichkolwiek uciążliwości ze strony gospodarzy, przyjemne towarzystwo Rumunów z Oradea, którzy przyjechali tu na kilka dni, lokalizacja w pobliżu kopalni Turda. Cena zakwaterowania to zaledwie 24 EUR za pokój 3 osobowy. Wszystko to sprawia, że mamy możliwość regeneracji po długiej podróży. Tak więc dla Casa Rodica Turda zdecydowanie należy się piątka z plusem. I jeśli kiedykolwiek zechcemy przyjechać w te strony napewno wybierzemy ten pensjonat ponownie. 
Bo Turda ma wiele do zaoferowania... 
ale o tym to już w następnym wejściu.

piątek, 13 września 2019

Ósmy cud świata, czyli Bułgaria 2019

Powiecie pewnie, ileż to można pisać o Bułgarii ?! 
Otóż tyle razy, ile tam jesteśmy myślę sobie - już nic nowego mnie tam nie spotka, a mimo wszystko tęsknie za powrotami.
Od dawna znane mi smaki, znane zwyczaje, życzliwość Bułgarów, ukochane ciepłe morze i dzika natura - nic dodać, nic ująć. 
Jednak tegoroczny wyjazd do Bułgarii miał mieć w sobie zupełnie coś nowego. 
Coś, co właśnie stanie się dla nas cudem...
coś co odróżni ten pobyt od wielu wcześniejszych. 
To była w końcu PODRÓŻ NA CZTERECH KOŁACH.
Zaczynamy więc wyliczankę:
Termin: 6-20 sierpnia 2019 r. obejmujący zmotoryzowaną część grupy i 8-18 sierpnia 2019 r. - dotyczący grupy atakującej z powietrza.
Grupa: tym razem to 15 osób, z których: O zgrozo!!!! Ja jestem najstarsza ! W zasadzie troszkę nam się grupa odmłodziła.

Printfriendly