wtorek, 21 czerwca 2022

Piza w jeden dzień

Jak zwykle tytułuję ten post "Piza w jeden dzień", choć nasz pobyt w Pizie trwał cały weekend. Będzie to jednak propozycja spędzenia jednego dnia w Pizie. I choć w zamyśle nasza trasa planowana była na około 5 km, licznik na koniec dnia wskazał ponad 11 km przedreptanych ścieżek.

Dla wielu turystów Pisa to tylko Krzywa Wieża i Pole Cudów, natomiast ja zamierzam Wam udowodnić, że na nich nie kończy się lista pizańskich zabytków. Oczywiście Piazza di Miracoli to absolutne "must see" i to od niego zaczniemy, choćby ze względów praktycznych. 
A więc z kwatery wychodzimy tuż po śniadaniu i kawie o godzinie 10:45. W bezpośrednim sąsiedztwie placu, około 120 m. idąc w stronę mostu Ponte di Mezzo trafiamy na Piazza Giuseppe Garibaldi z ustawionym centralnie pomnikiem generała Giuseppe Garibaldi'ego. To dobry punkt orientacyjny i właśnie stąd wchodzimy w historyczną uliczkę Borgo Stretto otoczoną portykami.
Warto od razu rozejrzeć się na prawy górny portyk, gdzie ujrzymy drewnianą rzeźbę Maryi Madonna Dei Vetturini. To drewniane tabernakulum z Madonną i Dzieciątkiem pochodzące z lat 1360-1370 było swoistą ochroną dla dorożkarzy którzy tutaj czekali na swoich klientów. To co dziś widzimy jest jedynie kopią, a odrestaurowany oryginał znajduje się w muzeum San Mateo.

Po drodze - pod numerem 10 - nie sposób nie zauważyć kościoła Chiesa di San Michele in Borgo. Ten piękny, biały kościół katolicki pod wezwaniem Michała Archanioła został niemal wciśnięty pomiędzy sąsiednimi kamienicami. Godnym uwagi detalem fasady zewnętrznej jest tabernakulum z Madonną i Dzieciątkiem, aniołami i opactwem Francesco di Lupo. Kościół wybudowany został na miejscu antycznej świątyni poświęconej Marsowi około 1018 roku. Zewnętrzna fasada, ocalona przed bombardowaniem pochodzi z XIII-XIV wieku.

Warto zajrzeć do wnętrza, które ma układ z XI-XII wieku, ale zostało odbudowane po całkowitym zbombardowaniu w czasie II wojny światowej. Dominującym stylem architektonicznym jest styl romański-pisański z niewielkimi wpływami gotyckimi. 

Po prawej stronie Borgo Stretto kłania nam się wprost z pomnika urodzony w Pizie astronom Galileusz (Galileo Galilei). Dosłownie kilkadziesiąt metrów dalej z ulicy Borgo skręcamy w lewo w ulicę Via Ulisse Dini. Tym razem przechodząc obok pomnika słynnego matematyka z Pizy - Ulisse Dini i mijając pomarańczową fasadę kościoła zbudowanego dla Zakonu św. Stefana Santo Stefano dei Cavalieri, 

 wchodzimy wprost na renesansowy Piazza dei Cavalieri, czyli Plac Rycerzy.

Od razu rzucają się w oczy monumentalne schody do Pałacu della Carovana, który w przeszłości był szkołą Rycerzy Zakonu św. Stefana, zaś od 1846 r. znajduje się tu Scuola Normale Superiore di Pisa - jeden z miejskich uniwersytetów. Pałac został zbudowany w latach 1562-1564 pod kierunkiem Giorgio Vasariego.

Fasada budynku została wykonana metodą zwaną "sgraffito", czyli techniką polegająca na nakładaniu kolejnych, kolorowych warstw tynku lub kolorowych glin i zeskrobywaniu fragmentów warstw wierzchnich zanim zaschną i całkowicie się utwardzą. W sześciu wnękach w górnej części budynku zobaczymy figury przedstawiające wielkich władców Toskanii. Zostały one jednak dodane później, podobnie jak schody prowadzące do pałacu. Na samym środku, nad wejściem, umieszczono herb Medyceuszy.
Tuż przed nim mieści się pomnik księcia Cosimo I. 
Palazo dell'Orologio - czyli pałac zegarowy - powstał poprzez dołączenie do starej wieży zegarowej Torre della Muda sąsiednich budynków. 
Zaglądamy jeszcze do znajdującego się tutaj kościoła katolickiego Chiesa di San Sisto pochodzącego z XI wieku. Święty Sykstus był starożytnym patronem miasta, a jego święto obchodzono 6 sierpnia, aż do 1284 roku - roku, w którym Piza przegrała bitwę morską pod Melorią tracąc 12 tysięcy obywateli. 
Naszą uwagę przykuwa dość oryginalnie ubrany ołtarz. Jeszcze wiele tęczowych flag zobaczymy w Pizie... 
Stamtąd dzieli nas zaledwie 5 minutowy spacer od Placu Katedralnego Piazza del Duomo, zwanego także Piazza dei Miracoli (polem Cudów). 
Pewnie nazwa ta pochodzi od czterech znajdujących się tam cudów architektury średniowiecznej: Duomo (Katedra), Torre (Krzywa Wieża), Battistero (Baptysterium), Camposanto (Cmentarz). 
Poza tym na placu znajdziecie muzea: Museo delle Sinopie 
i Museo dell’Opera del Duomo. 
Pierwszą rzeczą, jaką musimy zrobić to dotrzeć do kasy znajdującej się po prawej stronie placu na tyłach Krzywej Wieży i pomnika Wilczycy kapitolińskiej. Oprócz zakupu biletów na atrakcje możecie pobrać tam darmowy bilet do Katedry. Taki bilet wstępu pobiera się na konkretną godzinę, warto więc od tego zacząć. 
Bilet na samą wieżę kosztuje 20 EUR i jest niezależny od reszty. Pozostałe atrakcje wszystkie razem kosztują 10 EUR, a łącznie z biletem na wieżę 27 EUR. Jeśli zaś chcecie wejść np. tylko do Baptyserium kosztuje to 7 EUR. Wszystkie informacje biletowe znajdziecie na stronie https://www.opapisa.it/en/tickets/prices/
Pobieramy darmowe wejściówki do Katedry na godzinę 13:30. Ponieważ mamy prawie dwie godziny czasu, wykorzystujemy go na sesję zdjęciową i obiad. W tym celu prosto z kasy (pobliską bramą), a następnie ulicą Via Cardinalle Pietro Maffi udaliśmy się do Largo Parlascio i
Łaźni Nerona (Bagni di Nerone). Te rzymskie łaźnie termalne z I wieku były bardzo dużym kompleksem, do którego ludność przychodziła prawie codziennie.
Łaźnie zasilał rzymski akwedukt Caldaccoli z I wieku naszej ery. Zaangażowanie Nerona w budowę łaźni nie mogło mieć miejsca, gdyż kompleks datowany jest na ostatnie dwadzieścia lat I wieku n.e., a więc prawie 20 lat po śmierci cesarza. Widoczne ruiny to prawdopodobnie pozostałości laconicum do kąpieli z gorącym powietrzem. Do dziś zachowały się także pozostałości murów gimnazjum, apodyterium (przebieralni) i tylko dwie ściany tiepidarium.
W pobliżu łaźni znajduje się brama Porta Lucca
Brama miejska i mury w Largo Parlascio zostały zbudowane w 1157 roku jako część czwartej partii średniowiecznych murów miejskich.
Przy samych Łaźniach Nerona znajduje się polecana przez internautów lunchownia o wdzięcznej nazwie "We love pasta".
Bar czynny jest tylko w porze lunchu: od 10:30 do 16:00 i prowadzony jest w formule samoobsługowej. 
Bar oferuje w bardzo przystępnych cenach i ekspresowym tempie
świeże makarony domowej roboty.
Każda taka pasta kosztuje 6 EUR i podawana jest na tekturowych tackach. Makarony smakowały naprawdę wyśmienicie.
Po obiadku pospiesznie wracamy na Piazza di Mirracoli, bo zbliża się godzina naszego wejścia do Katedry.
Po takim obiedzie to już mamy dość siły by przytrzymać wieżę - może się nie przewróci.
W rzeczywistości Krzywa wieża (Torre di Pisa) jest jeszcze bardziej krzywa, niż na zdjęciach. Jest ona 56 metrową dzwonnicą mieszczącej się obok katedry, a jej nachylenie wynosi 3,9° do osi pionowej. Wieżę zaczęto budować w 1173 roku, a zakończono w 1372 roku. Projektantem wieży był prawdopodobnie architekt Diotisalvi. 
Wybudowana na niestabilnym i wodnistym gruncie wieża z biegiem czasu, coraz mocniej się pochylała. Aby ratować wieżę w Pizie, zastosowano wiele wsporników, stalowych cięgien i przeciwwag o wadze prawie 900 ton. Łatwo zauważyć, że próbowano nawet zmieniać wysokość kolumn, by zniwelować nachylenie wieży.
Wieża ma 8 poziomów, a na jej górze znajduje się dzwonnica z siedmioma dzwonami, m.in. Assunta, San Ranieri, Pasquareccia oraz Dal Pozzo. 
Duomo Santa Maria Asunta - katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny wybudowana została w 1118 roku w stylu romańsko-pisańskim. Katedra ma 96 metrów długości oraz 72 metry szerokości i wybudowana jest na planie krzyża. Co ciekawe, katedrę umieszczono poza murami starego miasta, w przeciwieństwie do trendu umieszczania takich budynków w samym centrum miasta. Katedra czynna jest w godzinach 10:00-20:00, a wstęp tak jak pisałam wcześniej jest bezpłatny.
Fasadę katedry zdobi wielokolorowy marmur, wiele rzeźb i loggii.
Nad głównymi portykami znajdują się złocone mozaiki ze świętymi
i ogromnych rozmiarów mozaika w apsydzie przedstawiająca Jezusa Chrystusa Zbawiciela na tronie pomiędzy Maryją i Św. Janem Chrzcicielem.  
W lewej części transeptu znajduje się grobowiec cesarza Henryka VII zmarłego na malarię w 1313 roku.
Zwróćcie uwagę na schody znajdujące się tuż pod sufitem.
Szczególnie interesująca jest marmurowa ambona Giovanniego Pisana z ok. 1310 r. na której ukazane są sceny z życia Chrystusa od Zwiastowania do Ukrzyżowania.
Na uwagę zasługują drzwi Porta di San Ranieri. To jedyne z czterech par drzwi, które zachowały się do naszych czasów – zwrócone są w stronę środka Placu Katedralnego.  
Drzwi wykonane zostały z brązu ok. 1180 r. i przedstawiono na nich sceny z życia Jezusa i Maryi. 
Na przeciwko wejścia do katedry znajduje się Baptysterium, czyli miejsce w którym udzielano chrztu. Battistero di San Giovanni zaczęto budować w 1152 roku w stylu romańsko-gotyckim. Jest to największa chrzcielnica we Włoszech, bo cały obwód okrągłej budowli mierzy aż 107 m. Napajało to Pizańczyków dumą, iż ich budowla jest większa niż ta we Florencji. Na samym szczycie kopuły znajdziecie posąg Jana Chrzciciela, wcześniej zaś na jego miejscu w kopule była dziura wpuszczająca światło na chrzcielnicę. Gdybyście weszli do środka to niesamowitym doświadczeniem jest odbywający się tutaj występ jednego z pracowników, który odbywa się 2 razy w ciągu każdej godziny. Pracownik w pewnym momencie zamyka drzwi wejściowe do budynku, staje na środku i śpiewa prezentując przy tym genialną akustykę budynku.
Na placu katedralnym są jeszcze wspomniane budynki muzealne oraz Camposanto (Cmentarz) – to wyjątkowe miejsce: cmentarz połączone z muzeum i miejscem kultu. Nazwę możemy przetłumaczyć na Święte Pole. Założony został w 1277 roku i mieści wiele rzymskich sarkofagów, etruskich urn i innych okazów muzealnych. 
Po wyjściu z wnętrza katedry i ostatnich fotkach wędrujemy w kierunku widocznych już murów 
i Bramy Porta Nuova.
Tuż za murem odbywa się mały bazar. Uprzedzam, że pamiątki które tu znajdziecie nie są zbyt wysublimowane. Zdecydowanie trzeba uważać na kieszonkowców. Spod bramy nawigację ustawiamy na Torre Guelfa - 1,4 km spacer. 
Torre Guelfa - wieża położona na Lungarno Simonelli w pobliżu mostu Cytadela i Arsenałów Medyceuszy. Wieża została zniszczona bombardowaniami w 1944 roku, a następnie odbudowana według oryginalnej architektury z XV wieku. W przeszłości była to główna strażnica broniąca miasta. Dziś z twierdzy została wieża, fragment murów oraz część budynku przy wieży. Wejście na szczyt wieży możliwe jest od marca do października, od piątku do niedzieli, w godzinach 15:00-19:00. W pozostałe miesiące wieża powinna być otwarta w sobotę i niedzielę od 14:00 do 17:00. Niestety my nie mamy szczęścia i jedynie możemy obejść jej teren dookoła.
W pobliżu widoczne są arkady Arsenali della Republika pełniące obecnie funkcję hal wystawowych. Przechodzimy przez most Cytadeli i idziemy 400 metrów prosto aż do interesującego muralu 
"Cavalieri & Saraceni"
Dosłowne tłumaczenie tytułu to "Rycerze i Saraceni". Autorem muralu jest ukraiński artysta AEC Interesni Kazki. Jego dzieło nawiązuje bezpośrednio do historii miasta i mitu Kinzica - bohaterki, która dzięki swej inteligencji uratowała Pizę przed najazdem Saracenów. Nie jest to najbardziej znany mural w Pizie, bo jeszcze jeden pokażę Wam w kolejnym poście. 
Wracamy znowu na nadbrzeże ale tym razem nie przechodzimy na drugą stronę rzeki. Dochodzimy aż do małego charakterystycznego kościółka znajdującego się na nabrzeżu rzeki Arno.
Chiesa di Santa Maria della Spina to mały, gotycki kościółek, wykonany z białego marmuru, który powstał w 1230 roku. Pierwotnie znajdował się w całkiem innym miejscu niż obecnie i nazywał się również inaczej. Jego dawna nazwa brzmiała Santa Maria di Pontenovo i pochodziła od mostu, który dawniej łączył via Sant’Antonio z via Santa Maria, a który zawalił się w XV w. Z racji tego, że kościół Santa Maria della Spina znajdował się na niestabilnym terenie, który zaczął się obniżać, a budynkowi groziło zalanie, zdecydowano się na przeniesienie go w inne miejsce. W latach 1871-1875 przeniesiono kościół na miejsce, w którym znajduje się obecnie. 
Dzisiejsza nazwa Santa Maria della Spina pochodzi od niezwykłego reliktu, który od XIV do XIX wieku przechowywany był w tym kościele. Mowa o cierniu z korony cierniowej Chrystusa (po włosku “spina” znaczy “cierń”), który dzisiaj znajduje się w kościele św. Klary (Chiesa di Santa Chiara).
Znajdującym się nieopodal mostem Ponte Solferino przechodzimy na naszą stronę rzeki i idziemy w stronę naszej kwatery, bo nie ukrywam wszyscy mamy już dosyć - upał wyjątkowo doskwiera. 
Mniej więcej naprzeciwko Palazo Blu (niebieski XIV wieczny budynek muzeum sztuki) znajdującego się po drugiej stronie rzeki wstępujemy na prawdziwe włoskie lody. 
Ta niepozorna Gelateria De Coltelli (Lungarno Antonio Pacinotti, 23) usytuowana jest pod czerwonymi markizami. Lody serwowane tutaj produkowane są metodą rzemieślniczą z naturalnych składników - prawdziwych jaj, mleka i owoców. I choć mała porcja to 2,5 EUR warto skosztować tego smaku. A po lodach.... no cóż - na kwaterkę mamy stąd zaledwie 250 metrów, a więc pora na sjestę.  

czwartek, 2 czerwca 2022

Citybreak w Toskanii

Jako kierunek naszego pierwszego popandemicznego citybreak'u wybraliśmy Włochy. Taki około weekendowy wypad pozwala oderwać się od codzienności. Zatem tym razem będzie: szybko, krótko, pachnąco i na pewno krzywo.... bo lecimy do Pizy. 

Tym razem jedzie z nami nasz nastoletni syn Oskar. 
Bilety kupuję jak zwykle bezpośrednio na stronie Ryanair, korzystając z aplikacji mobilnej. Lot w obie strony dla trzech osób - zakupiony niespełna sześć tygodni wcześniej - w najtańszej taryfie VALUE, bez dokonywania wyboru miejsca i tylko z jednym bezpłatnym bagażem (o wymiarach 40x25x20 cm) kosztuje nas 795,00 zł. Kilka dni później rezerwuję kwaterę, parking, zamawiam mapę i zaczynam pisać plan podróży. Przez pandemię odzwyczaiłam się od tych moich lotniczych samoróbek - przez ostatnie dwa lata wakacje spędzaliśmy tylko z pomocą biura podróży, unikając w ten sposób strat związanych z odwoływaniem lotów, noclegów z powodu lockdownu, kwarantanny, etc. 

No to czas start....

Termin: czwartek 19 maja 2022 r - niedziela 22 maja 2022 r

Lot: Warszawa Modlin-Pisa-Warszawa Modlin

Lot zaplanowany jest na późne godziny wieczorne, więc jeszcze w czwartek normalnie idziemy do pracy i szkoły. Z domu wychodzimy tuż przed 19:00, kierując się na zarezerwowany wcześniej internetowo parking Avanti (Modlin ul. gen. Ignacego Ledóchowskiego 153). Pierwsza wyjazdowa przygoda przydarzyła się jeszcze przed rozpoczęciem podróży. Niskokosztowy turysta odprawia się dopiero na 24 godziny przed - zatem odprawa została otwarta w środę o 21:35. Zajęta pakowaniem, niespecjalnie spieszyłam się do komputera. Po 23:00 wreszcie postanowiłam dokonać odprawy on -line, a tu ZONK! Otóż okazało się, że za nic nie mogę odprawić syna. Wpisuję datę urodzenia Oskara, a tu błąd. Data urodzenia świeci się na czerwono i nie ma możliwości ukończenia odprawy. W końcu dopatrzyłam się, że rezerwując bilety wpisałam 3 osoby dorosłe, podczas kiedy syn szesnaste urodziny będzie miał dopiero w czerwcu (cena biletu dla nastolatka jest taka sama jak dla dorosłego). Zasugerowałam się informacją w aplikacji zakupowej Ryanair, która moim zdaniem może być myląca.

Oto co miałam do wyboru - sami widzicie, że młodzież jest do 15 lat. Kiedy zorientowałam się na czym polegał mój błąd właściwie nie mogłam zrobić już nic. Wpisanie innego roku urodzenia, też nie było możliwe, bo po wpisaniu numerów dowodu osobistego nie zgadzały się cyfry kontrolne. Miałam więc nie lada problem. Zbliża się 23:00 i wszystkie infolinie pozamykane. Zmiana typu pasażera i jego danych możliwa jest jedynie w ciągu 48 godzin po dokonaniu rezerwacji. Dokupienie nowego pojedynczego biletu dla 15 latka nie wchodziło w grę - linie Ryanair nie pozwalają na samodzielną podróż dziecka poniżej 16 roku życia i nie ma technicznej możliwości dokonania takiej rezerwacji. Jedyne co mogłam o tej porze to nawiązać połączenie z całodobową pomocą ChatBot Ryanair, który w porach nocnych obsługiwany jest przez automat. Właściwie każda moja wiadomość kończyła się przysyłaniem przez ChatBota informacji, że muszę połączyć się z biurem obsługi klienta. Przy okazji wrzucę Wam nr telefonu i godziny pracy:
INFOLINIA GŁOSOWA RYANAIR 
+48 221522000 +48 221522001
Pon.- pt. 09:00–19:00 CET
Sob.-niedz. 10:00–18:00 CET

Chyba nie muszę Wam mówić, że całą noc nie spałam i dumałam, jak tu rozwiązać ten problem. Na szczęście znalazłam jeszcze jedną metodę kontaktu. Otóż okazało się, że od 7:00 rano chat obsługiwany jest już przez pracowników, a nie automat, więc wczesnym rankiem było już po kłopocie. Nie trzeba było nic dopłacać, nic rezerwować, łączyć rezerwacji. Po prostu konsultantka przekazała lotnisku w Modlinie informacje o zmianie typu pasażera i zaprosiła nas na darmową odprawę syna bezpośrednio na lotnisku.
O całym tym zamieszaniu Oskar dowiedział się dopiero w drodze na lotnisko - nie chciałam Go denerwować. I tak nie wybaczyłabym sobie, gdyby z tak błahego powodu musiał pozostać w domu - nie było takiej opcji. Tym bardziej, że ta wyprawa była właśnie na Jego życzenie. Tak oto, odrobiłam kolejną lekcję z "TANIEGO LATANIA".
Na lotnisku w kasie biletowej Ryanair otrzymujemy kartę pokładową dla Oskara. Sprawne przejście przez kontrolę bezpieczeństwa, jakieś zakupy w strefie bezcłowej i nawet się nie obejrzeliśmy kiedy rozpoczął się boarding. 
Rozkład lotu był następujący: lot FR9946 do Pisa - wylot 21:35, przylot 23:45.
Lecimy samolotem w barwach MALTA AIR. 
Naturalnie mimo losowo przydzielonych miejsc udaje nam się usiąść razem. Traf chciał, że dwa miejsca koło Radka były zupełnie wolne. Na lotnisku Pisa San Giusto lądujemy zgodnie z planem o 23:45. Zanim opuścimy samolot i lotnisko będzie już po północy. Niestety tylko do godziny 0:00 kursuje kolejka transferowa PISAMOVER. Stacja na lotnisku znajduje się bardzo blisko terminala odprawy (około 40 metrów) i bardzo łatwo ją znaleźć, podążając za zielonymi strzałkami. Bilety w cenie 5 EUR można kupić w automacie. Na trasie do dworca kolejowego Piza Centrale jest tylko jeden przystanek Stazione San Giusto/Aurelia, a przejazd całą trasą trwa zaledwie 5 minut. Wychodzi na to, że dojście pieszo z lotniska do hotelu na Piazza Cairoli to odległość 2,3 km, a jeśli skorzystalibyśmy z kolejki to zaoszczędzamy jedynie 1 km spaceru. Na szczęście nie było się nad czym zastanawiać, bo kolejka Pisamover już nie jeździła. Można było oczywiście zamówić taksówkę, ale to już zupełnie nie w naszym stylu.
Spacer do hotelu zajmuje nam niespełna pół godziny - noc jest ciepła, a dookoła pachnie jaśminem. Nie wiem jak to się dzieje i co Pizańczycy robią, ale cała Piza pachnie nieziemsko - nawet ulice, skwery, place, dziedzińce, zupełnie pozbawione zieleni intensywnie pachną. Dość charakterystyczny to zapach, raczej kwiatowy, a nie korzenny. Trasa piesza z lotniska jest prosta i wielu turystów właśnie taką wybiera - nawiguje nas aplikacja Mapy od Google.
Droga prowadzi najpierw przez parking i wiadukt pod trasą szybkiego ruchu, a następnie ulicami Via dell'Aeroporto, Via Cavalcavia S. Giusto 
do wiaduktu nad torami nieopodal dworca kolejowego.
Stąd dzieli nas już tylko kilometr, wystarczy zejść po schodach 
i iść prosto w stronę rzeki Arno. Najbliższym mostem Ponte della Fortezza przechodzimy na drugą stronę rzeki.
Tym razem nocleg rezerwowałam na znanym portalu na literkę B. B&B - Residenza d'epoca Piazza Cairoli (Piazza Cairoli 12, Piza) wyróżnia się niesamowitą lokalizacją. Mam tutaj na myśli nie tylko odległość z Placu Cairoli do lotniska, czy dworca kolejowego - ale przede wszystkim do głównych pizańskich atrakcji. 
Koszt trzech noclegów ze śniadaniami 1.353,14 zł. Nie było problemu z późną godziną zameldowania (ok.1:00), kiedy doszliśmy do hostelu wykonałam telefon do gospodarza, który już na nas czekał w obiekcie. Po opiniach wiedzieliśmy, że czeka nas wspinaczka na trzecie piętro - szybko otrzymaliśmy klucze do pokoju i wszystkie niezbędne instrukcje. Dodam, że dla nas była to późna pora, podczas kiedy Włosi każdej nocy bawili się w najlepsze i długie godziny nocne spędzali na pogawędkach w restauracjach usytuowanych na pobliskim Placu Cairoli. Właściwie ciszej było tam o godzinie 16:00 niż o 2:00 w nocy. W końcu temu służy włoska siesta, która polega na tym, że codziennie w godzinach 13:00-17:00 trzeba odpocząć i zebrać siły na nocne życie.
Pokój jest bardzo przestronny, a ściany celowo odsłaniają uroki średniowiecznych murów kamienicy. Muszę przyznać, że jest to bardzo ciekawie zaaranżowane i zdecydowanie lepiej wygląda na żywo niż na fotografiach.  
W pokoju jest pojemna szafa, mini lodówka, a latem można skorzystać z przenośnego klimatyzatora. W całym hostelu sprawnie działa sieć wifi. 
Na ścianie zamocowany jest telewizor z dostępem do platformy Netflix. Przy łóżku znajdują się nocne szafki. Dodatkowo pokój wyposażony jest jeszcze w rozkładane pojedyncze łóżko (syn stwierdził, że bardzo wygodne) i biurko. Do pokoju dodatkowo codziennie dostarczana jest 1,5 litrowa butelka niegazowanej wody.
 Prywatna łazienka znajduje się poza pokojem. Jest zamykana na klucz i jest tylko do naszej dyspozycji - kabina prysznicowa, umywalka z lustrem, a nawet bidet.
W łazience dostępna jest suszarka do włosów i tradycyjne kosmetyki.
Na każdego gościa przypada komplet trzech śnieżnobiałych pachnących ręczników. Właśnie... pachnących... zapach, który unosi się w hotelu jest nieziemski. Gospodarz dba o wszelkiego rodzaju pachnidła i w hostelu jest na prawdę bardzo czysto i pachnąco, zresztą jak w całym mieście.
W cenie noclegu zawarte jest śniadanie na słodko, bo takie śniadanie jedzą Włosi. Kiedy pierwszy raz byliśmy we Włoszech, mój mąż nawet nie wstawał na śniadanie, twierdząc, że nie ma po co. Nie ma jajecznicy, bekonu, kiełbasek.... to i po co wstawać.
Śniadanie serwowane jest we wspólnej jadalni, także z telewizorem.
W jadalni do dyspozycji gości jest ekspres do kawy, czajnik i lodówka, choć mini lodówki są także w pokojach. 
Woda, kawa w kapsułkach, herbata, soki, mleko, jogurty, serki topione, masło, dżemy, nutella, suchary, rogaliki, ciasteczka - wszystko pakowane. 
Taki asortyment śniadaniowy dostępny jest dla gości przez cały dzień i taka formuła jak najbardziej mi odpowiada.
Widok z okna jadalni na znajdującą się na tyłach placu Cairoli wieżę kościoła San Pietro in Vincoli pochodzącego z 1118 roku (pierwsze wzmianki nawet z 763 roku).
Poza jadalnią do wspólnego użytku jest także kuchnia  z podstawowym wyposażeniem. 
Hostel jest mały - w jednej części klatki schodowej ma dwa pokoje: trzyosobowy i dwuosobowy - każdy z prywatną łazienką na zewnątrz pokoju i po drugiej stronie klatki schodowej trzeci - także dwuosobowy.
I co okno, to lepszy widok. W dali leniwie wije się rzeka Arno, a tuż pod stopami cały plac w knajpkach, który za dnia wygląda tak:
Piazza Cairoli powstał w połowie XVI wieku, a prace nad jego budową prowadził Giovan Battista Cervelliera, już zaangażowany w prace nad katedrą w Pizie. Niegdyś plac Cairoli był miejscem sprzedaży owoców, warzyw, wina, ryb, przypraw i serów. Druga funkcja, jaką przyjął plac, zwany także Piazza della Berlina związana była ze znajdującym się tutaj publicznym pręgierzem do karania drobnych przestępstw. 
Na środku placu znajduje się kolumna z posągiem Obfitości autorstwa Pierino da Vinci. Stare średniowieczne magazyny zamienione zostały na prywatne mieszkania i sklepy. Jedno z pięter takiego magazynu zajmuje właśnie B&B - Residenza d'epoca Piazza Cairoli. Stąd właśnie nazwa hostelu, której dosłowne tłumaczenie brzmi "Historyczna rezydencja Piaza Cairoli" - hostelu, który mogę polecić z czystym sumieniem. 
I taką właśnie historyczną wzmianką zakończę pierwszą część naszej opowieści z Pizy, zachęcając Was do lektury kolejnych relacji.

niedziela, 27 lutego 2022

Wycieczka w góry - jaskinia Dim

Ach co to było za popołudnie - jak zwykle pełne przygód i niespodziewanych zdarzeń w górach Taurus w niewielkiej odległości od Alanyi.
Wystarczyło tylko wyjechać z miasta dosłownie kilkanaście kilometrów. Ale może zacznę od początku...

środa, 2 lutego 2022

Pammukale i Jezioro Salda z Metin Tour

Nie znajdziecie chyba żadnego folderu turystycznego promującego Turcję, który choćby słowem nie wspomniał o Pamukkale. Bawełniany Zamek – bo tak nazywa się to miejsce – jest dziełem wód gorącego źródła tryskającego z góry Cal, znajdującej się w południowo-zachodniej części Turcji niedaleko Denizli. I to właśnie tam wybraliśmy się na jednodniową wycieczkę z Polskim Lokalnym Biurem Podróży Metin Tour. Właściciela biura - Metina poznaliśmy wiele lat temu podczas targów turystycznych w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Spotykaliśmy się rokrocznie na tym święcie podróżników i niejednokrotnie z przyjemnością słuchaliśmy rad Metina, dotyczących tureckiej destynacji. Obiecaliśmy, że jeśli będziemy spędzać wakacje w Turcji, na pewno skorzystamy z oferty Jego biura. Jak obiecaliśmy, tak zrobiliśmy - i to był strzał w dziesiątkę.

niedziela, 30 stycznia 2022

Alanya w jeden dzień

Pewnego pięknego wakacyjnego popołudnia wybraliśmy się na zwiedzanie wzgórza zamkowego w Alanii. Postanowiliśmy tę wycieczkę zrobić samodzielnie, bez przewodnika, bez biura - tak po naszemu. Z hotelu Club Big Blue to bardzo łatwa do wykonania wycieczka - jednak droga do samego wzgórza zamkowego to około 5 km. Warto więc skorzystać z taxi lub komunikacji miejskiej. Ja często korzystam z aplikacji Moovit, w tym przypadku również sprawdziłam, korzystając z hotelowego wifi trasę do zamku Alanya Kalesi. Wychodzimy z hotelu o godz. 14:30 i kierujemy się w stronę plaży  - czyli ulicy Ahmed Tohus Blv, przy której znajduje się przystanek autobusowy (tutaj). Pojedziemy autobusem nr 1, który kursuje dość często - nie potrzeba żadnego rozkładu jazdy. Bilet kosztuje jedynie 3,65 tureckich lira (TRY) czyli ok.1,10 - płatność zwykłą zbliżeniową kartą płatniczą. A propos waluty: na tureckim wybrzeżu przydają się zarówno EURO, jak i dolary - szczególnie warto mieć drobne, bo czasem ceny są przeliczane 1 EUR=1 USD. Wymiany walut możecie dokonać w centrum miasta  w kantorze FY Doviz

sobota, 22 stycznia 2022

Tureckie all inclusive

Wakacje all inclusive w Turcji. Wielkie mi tam mecyje! I to w dodatku w jednej z najpopularniejszych destynacji - Alanii. Trafiła nam się oferta w dobrej cenie, to i wzięliśmy - ot co! Nie zawsze nasze wakacje muszą być skrojone z najwyższą starannością i samodzielnie skonfigurowane. Od robienia takich wakacji my też mamy prawo odpocząć, wpisując się w gotowca. To tyle tytułem wstępu i uwierzcie na słowo - nawet na takich wakacjach z biura można sobie nieźle poszaleć.

Printfriendly