Jak już wiecie, wylądowaliśmyna Sardynii w Niedzielę Palmową. Kiedy tylko zameldowaliśmy się w hotelu, czym prędzej ruszyliśmy w stronę historycznego centrum Alghero. Godzina 11:30, a wydaje się, że miasto dopiero budzi się do życia. Już od pierwszych kroków widać, że Alghero jeszcze nie tętni pełnią sezonu, który tutaj rusza z dniem 1 kwietnia, a więc dosłownie za kilka dni.
Piękna promenada biegnąca wzdłuż ulicy Lungomare Barcelona
i przytulona do niej plaża Spiaggia del Lido di Alghero - zalegają tutaj niezliczone ilości wyrzuconych przez morze alg i traw morskich. Widać, że rozpoczęto już prace porządkowe - gdzieniegdzie stoją nawet koparki oczyszczające plażę.
Może nie takich widoków oczekiwaliśmy, ale na szczęście ta pusta aleja palmowa pozwala wybaczyć Alghero pierwszy grzech.
Sardynia jest doskonałym miejscem dla rowerzystów i choć nie ma tu zbyt wielu ścieżek rowerowych, malownicze trasy, zróżnicowany teren - od gór po wybrzeże oraz łagodny klimat, szczególnie wiosną i jesienią sprawiają, że wyspa jest prawdziwym rajem zarówno dla kolarzy szosowych, jak i miłośników MTB czy trekkingu.
Także dzielnica portowa nie wykazuje jeszcze żadnego ruchu turystycznego, punkty sprzedaży rejsów i wycieczek są jeszcze zamknięte,
a sam port wypełniają zacumowane jachty i kutry rybackie.
Z daleka widzimy już mury starego miasta. Alghero nazywane jest „małą Barceloną” ze względu na swoje katalońskie korzenie. Właśnie miejskie fortyfikacje, które powstały już w XIII wieku, są jedną z najważniejszych pamiątek po panowaniu Katalończyków i Aragończyków. Do dziś w mieście słychać wpływy katalońskie - częśćby w formie języka, jakim posługuje się większość mieszkańców Alghero - to dialekt kataloński tzw. "alguerès".
Także tutejsze tradycje i rytuały są syntezą wpływów włoskich i katalońskich, co widać choćby w obrzędach Wielkiego Tygodnia, które rozpoczynają się tutaj już od piątku poprzedzającego Niedzielę Palmową.
Obrzędy "Setmana Santa", czyli Wielkiego Tygodnia w Alghero sięgają końca XVI wieku, a sercem każdej uroczystości jest figura Chrystusa Miłosiernego dźwigającego krzyż.
Nad porządkiem uroczystości wielkanocnych czuwa bractwo Misericordia. Podczas procesji i misteriów dostrzec można liczne ubrane w białe długie szatu postacie, których twarze zakrywają wysokie szpiczaste kaptury, z wyciętymi otworami na oczy. Na przestrzeni wieków święto to zyskało silne znaczenie wśród ludności i stało się jednocześnie popularną atrakcją turystyczną - już na lotnisku pełno było plakatów i ulotek z kalendarium obchodów. Niestety nie zdążyliśmy na poświęcenie palm, które miało miejsce w kościele San Francesco o godz.10:00. Jednak podczas spaceru, napotkaliśmy rodziny wracające z nabożeństwa. Palmy, które dzierżyli w dłoniach nijak nie przypominały polskich palm wielkanocnych.
Te z Alghero mają bardzo śródziemnomorski charakter i najczęściej są to misternie plecione liście palmowe: białe lub jasnozielone. Wcześniej chroni się je przed słońcem, aby zachowały jasny kolor, a jedna z takich palm zagościła przy naszym rodzinnym wielkanocnym stole.
Pełno jest miejsc, gdzie kobiety wyplatają palmy, tworząc z palmowych liści dekoracyjne formy: warkocze, spirale, krzyże, rozety, czy przypominające koronki ornamenty. Często dołącza się do nich także gałązki oliwne, które na Sardynii są równie ważnym symbolem pokoju i błogosławieństwa. Miejscowi dodają ponadto do palm gałązki roślin z własnych ogrodów.
Drugą rzeczą, jaką dostrzegamy na ulicach Alghero są charkterystyczne latarnie miejskie. Okazuje się, że podczas Wielkiego Tygodnia latarnie uliczne w Centro Storico przykrywane są czerwonymi draperiami tzw. „drappi rossi”, na znak uroczystego rozpoczęcia Wielkiego Tygodnia. Podobnie - czerwone lampiony i świece niesione podczas procesji noszą nazwę „farols”.Jedna z takich procesji Sos Misterios - „Procesja Tajemnic” odbyła się w wieczór poprzedzający nasz powrót do Polski - w Wielki Wtorek.
Z kolei w Niedzielę Wielkanocną wyjątkową tradycją jest spotkanie Zmartwychwstałego Chrystusa z Matką Boską. Symboliczne spotkanie figur odbywa się na placu przy udziale tłumów wiernych i stanowi radosne zakończenie okresu żałoby i refleksji. To tyle tytułem wielkanocnych zwyczajów. Resztę postu stanowić będzie krótka relacja fotograficzna ze spaceru wokół murów obronnych.
Torre di Porta Terra- wieża starego wejścia do miasta z tablicą
upamiętniającą poległych w II wojnie
światowej. Wieżę zbudowano w XIV
wieku, jako część murów obronnych miasta
Alghero i jest to jedyna pozostałość murów miejskich od strony lądu, które
zostały całkowicie zburzone po 1867 roku. We wnętrzu znajduje się stoisko z literaturą.
Torre di San Giovanni - Wieża San Giovanni, zbudowana z piaskowca w XVI wieku, jest znanym przykładem stylu katalońsko-aragońskiego. Wieża obronna znana również jako „Torre di Mezzo”, była jedną z najważniejszych fortyfikacji Alghero. Podczas II wojny światowej często służyła jako schron przeciwbombowy. Dziś służy jako miejsce wystaw i gier wirtualnych.
Można ją obejść dookoła, a idąc dalej wzdłuż Largo San Francesco trafiamy na miejscowe targi rękodzieła.
Kiedy zaglądamy w jedno z podwórek ukazuje nam się wizytówka Alghero - kopuła kościoła św. Michała Archanioła.
Chiesa di San Michele jest jednym z głównych miejsc kultu patrona Alghero, a jego słynna kolorowa ośmiokątna kopuła z latarnią jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli miasta. Początki budynku sięgają XIV wieku, ale jego obecny wygląd pochodzi z 1661 roku. W pobliżu znajduje się także Museo Archeologico della Citta di Alghero, powszechnie nazywane MUSA. W zbiorach muzeum znajdują się znaleziska świadczące o istnieniu pierwszych osad ludzkich na tym terenie, od neolitu aż do średniowiecza.
My idziemy jednak w stronę kolejnej wieży.
Torre dell'Espero Rejal - Wieża Sperone wzięła swoją nazwę od znajdującego się w pobliżu skalnego ostrogu, który był częścią sieci miejskich fortyfikacji. Położenie tej wieży i jej solidna konstrukcja - mury mają 6 metrów szerokości - podkreślają jej strategiczne znaczenie. Wieża nosi imię rewolucjonisty Vincenzo Sulisa, urodzonego w Cagliari, który spędził w niej dwadzieścia dwa lata swojego życia.
Dla nas, coś co ją wyróżnia na tle poprzednich, to fakt, że po schodach można zejść na skały nad morzem, co naturalnie robimy.
Wrażenie niesamowite, bo łatwo być zalanym przez fale.
Przepięknie, choć efekt psuje traktowanie tego miejsca jako publiczny szalet. No i czar prysł!
Po schodach wracamy na górę, bo i tak brzegiem morze nie da się przejść "suchą stopą".
Warto do każdej z tych wież wejść do środka, o ile są otwarte, a wstęp jest zazwyczaj bezpłatny. We wnętrzu wieży Sperone mogliśmy zobaczyć wystawę wystawę przedstawiającą historię transportu autobusowego w Alghero.
Przez stulecia Alghero było jednym z najlepiej ufortyfikowanych miast Sardynii, a idąc wzdłuż murów możemy natknąć się na prezentowane tam armaty i katapulty.
I kolejna wieża Torre di San Giacomo - wieża św. Jakuba z niepowtarzalnym ośmiokątnym kształtem. Ta jednak jest zamknięta - szkoda też, że nie można było wejść na szczyt którejkolwiek z wież.
W tym miejscu warto odpocząć, niestety pobliskie knajpki mają akurat sjestę.
Wędrujemy nadal wzdłuż murów, a architektura zmienia się na bardziej kolorową.
Catapulta delle Muralla de'll Hospital
Jeszcze tylko kilka machin oblężniczych,
A w oddali widać malowniczy przylądek Capo Caccia, na który mamy zamiar wybrać się następnego poranka.
Torre della Polveriera - jeszcze nie ostatnia wieża...
Jest też zejście do morza i droga prowadząca na falochron.
Mamy już troszkę dość patrzenia na fortyfikacje i wtedy postanawiamy zajrzeć w jedną z bocznych uliczek.
Chyba było warto...
bo oto starożytna ściana Piazza della Juharia. Plac ten od 1350 roku (za panowania Aragońskiego) był siedzibą dzielnicy żydowskiej, aż do 1492 roku (kiedy Izabela Kastylijska wydała dekret o ich wypędzeniu).
Jak mogłam zapomnieć: kiedy wychodzimy ponownie na mury w samym narożniku trafiamy na jeszcze jedną, co prawda małą, ale nie wymienioną przeze mnie wcześniej wieżę Torre de la Llanterna
I w końcu w oddali widzimy wieżę na którą da się wdrapać - w dodatku z jakąś statuą na szczycie.
To wieża Torre di Sant'Elmo - Wieża Świętego Elma, a to jego pomnik.
Szkoda, że postać odwrócona jest tyłem, a to dlatego, że św. Elmo zwraca się w stronę morza aby chronić miasto przed najazdami wrogów, a zwłaszcza piratów.
W końcu około godziny 13:00 robimy sobie zasłużoną przerwę na obiad.
Trafiamy do Regina Margherita (Vicolo Buragna 4), gdzie w dość krótkim czasie otrzymujemy zamówienie.
Smaczna, prosta kuchnia włoska, w dodatku w przystępnych cenach, jak na serce Centro Strorico.
Siadamy na zewnętrznym ogródku i w blasku słońca pochłaniamy: Radek - Gnocchi Sorrento (10 EUR),
a ja Spaghetti Aglio e Olio e Pepperoncino (7 EUR).
Obydwa dania bardzo smaczne i świetnie doprawione, a ich ceny zmieniają się nie tylko w zależności od sezonu, ale także od pory dnia. Co ciekawe, kiedy kolejnego wieczoru wróciliśmy tu na kolację i usiedliśmy wewnątrz lokalu, ceny dań były już o ok. 1-2 EUR wyższe.
Ponadto Il copperto czyli obsługa serwisowa to koszt 2,5 EUR za osobę. Napoje Ichnusa Radler 0% 4,00 EUR i Ichnusa Non filtrata 4,50 EUR. Pizze w cenie ok. 10 EUR. Miejsce to otrzymuje od nas najwyższe noty: bardzo smacznie, miło i w ekspresowym tempie.
Po przerwie na posiłek spacerujemy jeszcze po wąskich uliczkach sardyńskiej Barcelonetty
- bo tak także jest nazywana starówka w Alghero.
Na koniec zaglądamy jeszcze do wnętrza Katedry Santa Maria -
Cattedrale di Santa Maria Immacolata.
I najważniejsze na koniec: Alghero to stolica Riwiery Koralowej, słynąca z wydobycia czerwonego korala. Koral nie jest minerałem wydobywanym z ziemi, lecz obumarłym szkieletem wapiennym morskich organizmów - polipów koralowych. Niestety nadmierna eksploatacja tego surowca zmusiła władze miasta do wprowadzenia ograniczeń w jego wydobyciu: koral można wydobywać jedynie od maja do października i to na głębokości nie mniejszej niż 80 metrów, zaś roczna liczba pozwoleń nie może przekraczać 25. Nie tylko Muzeum Korala (w Willi Constantino przy via XX Settembre 8), ale także wiele witryn sklepów prezentuje kunsztowną sztukę zdobniczą z wykorzystaniem tego klejnotu, także sztukę użytkową.
A o ceny takich wyrobów, lepiej nie pytajcie...
Troszkę nam zajęło to zwiedzanie miasta i sama nie wiem, co było ciekawsze - eksploracja kolejnych, jakże podobnych do siebie wież obronnych, sklepiki z pamiątkami "made in China", czy widok wzburzonego morza. W dodatku turkusowa woda i niewielkie łodzie kołyszące się w porcie dawały uczucie niesamowitego spokoju i wręcz zapraszały na sjestę w hotelowym pokoju. I chyba właśnie za to podziwialiśmy Alghero - za ten nieśpieszny rytm, w którym nawet zwykły spacer po murach starego miasta zamienia się w małe wakacyjne celebrowanie chwili.
Na kolejną włoską wyspę - Sardynię wybraliśmy się na początku sezonu, tj. w okresie 29 marca -1 kwietnia 2026 roku. Pobyt zaplanowany od Niedzieli Palmowej do środy, tak aby już w domu - od czwartku rozpocząć tradycyjne przygotowania do Świąt Wielkanocnych. Naszym celem było Alghero i jego okolice. Jak zwykle na wstępie nasz rozkład jazdy i post czysto organizacyjny:
Niedziela 29 marca 2026 r.
4:10 wyjście z domu 4:35 PARKING SMART Modlin ul. Gen. Thomme 10 Nowy Dwór Mazowiecki tel. 579 966 066 (90,00 zł płatne gotówką na miejscu) 07:05 wylot z WMI MODLIN Nr lotu FR9835 09:50 lądowanie AHO Alghero (Aeroporto di Alghero-Fertilia) Czas lotu 2h 45 min; 1 bagaż podręczny wym. 40x30x20 cm
Lot odbywa się o czasie, niemal wszystkie miejsca są zajęte. Wszak to jeden z pierwszych lotów Ryanaira na tej trasie, a i cena biletu (240,00 zł za osobę) była raczej atrakcyjna. W Alghero lądujemy o godzinie 9:35.
Komunikacja miejska Tuż po wylądowaniu udajemy się do wyjścia z terminala, kierując się w prawą stronę. Na zewnątrz - przy frontowej ścianie terminala umieszczono automat do biletów, w którym po wyborze trasy można zakupić bilety (płatność gotówką lub tradycyjną kartą - niestety nie zadziałała mi płatność zbliżeniowa). Bilet dla jednej osoby kosztuje 1,30 EUR. Niestety biletów lotniskowych nie można kupić u kierowcy, a inną opcją jest skorzystanie z aplikacji DropTicket. Rzeczywiście w kolejnych dniach korzystałam z tej aplikacji, bo kierowcy niechętnie sprzedają bilety. A tak, mając podpiętą kartę Revolut zakup przebiega bardzo sprawnie. W dodatku tak zakupione bilety i tak są tańsze niż u kierowcy. Warto jednak pamiętać, że przy trasach międzymiastowych - a tylko z takich korzystaliśmy - w aplikacji należy wybrać opcję "EXTRAURBANO", trasę, a następnie suwakiem ilość biletów. Sprawdzoną opcją są bilety dzienne (Biglietto giornaliero), jednak obowiązują one tylko na konkretną trasę (Tratta). Wówczas w ciągu 24 godzin można kilkukrotnie przerywać podróż, ale tylko na tej zakupionej trasie. W mojej relacji zawsze będę pisać, jakiego biletu użyliśmy i w jakiej był cenie.
Na lotniskowym przystanku, czeka już grupa pasażerów z Katowic, którzy nie zmieścili sie do poprzedniego autobusu. Zalecam więc cierpliwie czekać w kolejce, bo liczba miejsc w autobusie jest ograniczona. Kto się nie zmieści - czeka na kolejny kurs - za godzinę.
Podczas naszego pobytu, autobusy ALFA (ALGHERO - via Catalogna) odjeżdżały o godz. 10:00, 11:00, 12:00 itd. Sama jazda zajmuje 17 minut, a wysiadamy na przystanku VIA DON MINZONI 100 (w trakcie jazdy autobusem śledzę trasę na google maps, bo przystanek jest "na żądanie"). Mimo to przystanek łatwo jest zidentyfikować, bo Via don Minzoni to jedna z głównych ulic Alghero i autobus pokonuje ją przez kilka minut, mijając kolejne numery adresowe - kiedy zbliża się do nr budynku 100 trzeba nacisnąć guzik wewnątrz autobusu. To było prawdziwe wyzwanie przedostać się w tym zatłoczonym autobusie do wyjścia.... ale "wszystko ma swoje plusy", o czym dowiecie się na końcu dzisiejszego posta. Nocleg w Alghero
zarezerwowaliśmy z pomocą najbardziej znanego portalu noclegowego.
B&B La Bouganville mieści się w centrum Alghero na Via Castelsardo 13. Taka lokalizacja 120 metrów od przystanku autobusowego i ok. 1,5 km od Centro Storico (Starego miasta) zasługuje na pochwałę.
Poza tym w bliskim sąsiedztwie kwatery znajdują się dwa markety: Coop i CONAD oraz restauracja Ichnos Food&Pizza.
Ta najbliższa restauracja znajduje się przy samym przystanku autobusowym i ma dość dobre opinie, jednak my wybraliśmy akurat porę siesty i lokal był zamknięty. Idąc od autobusu, chcieliśmy się tylko zorientować, gdzie znajduje się miejsce naszego noclegu, by ewentualnie zostawić tam bagaże. Jak się okazało, nasz gospodarz Gianni akurat czekał przed wejściem i od razu zaprosił do środka. Mimo iż zameldowanie miało być od godzinie 13:00, klucze od pokoju dostaliśmy już o 10:30, co przy krótkim pobycie ma naprawdę niesamowicie duże znaczenie.
Kilka praktycznych informacji na temat noclegu:
Wymeldowanie do 10:00; śniadanie 8:00-10:00;
Płatność tylko gotówką; nasz pobyt kosztował 201,00 EUR (w tym 12,00 EUR podatek miejski).
W cenę noclegu wliczone jest śniadanie serwowane na tarasie.
Śniadanie w typowo włoskim stylu: kawa i słodkie bułeczki. Do tego ciasteczka, sucharki, dżem i nutella w jednorazowym opakowaniu. Do picia woda, sok i kawa, a herbata - na życzenie. Ponadto wystawiono półmisek z owocami i jogurty.
Po kilku chwilach gospodarz przynosi do każdego stolika talerz z wędliną i serem oraz ciepłym ciastem lub croissantami.
W tej tarasowej jadalni znajduje się lodówka i mikrofalówka do wspólnego użytku, jest też parasol plażowy. Ani w pokojach, ani w jadalni nie ma czajnika bezprzewodowego. Szkoda też, że nie ma talerzy, szklanek czy sztućców. Oczywiście, kiedy poprosiliśmy o szklanki gospodarz dostarczył je bez żadnego problemu. I tak "stołowaliśmy się" na mieście. Dodatkowym atutem kwatery jest ogólnodostępny parking na ulicy przed domem.
Wszystkie pokoje są klimatyzowane, wyposażone w telewizor i obejmują łazienkę z prysznicem oraz suszarką do włosów.
Środa 1 kwietnia 2026 r. to dzień powrotu do Polski.
Wymeldowanie z hotelu: godz.10:00
Autobusem LINEA ALFA- ALGHERO via Catalogna jedziemy do AEROPORTO FERTILIA
Nie wierzcie wpisom, że bilety komunikacji miejskiej można kupić w kioskach Tobacco.... kilka prób zakończyło się fiaskiem. Bilety powrotne (w cenie 1,30 EUR za osobę) można kupić w aplikacji DropTicket, w kasie biletowej niedaleko ratusza miejskiego przy ulicy via Catalogna, albo też w automacie biletowym znajdującym się tuż obok kiosku, przy ostatnim przystanku autobusowym na via Catalogna. W dniu wyjazdu nie chcieliśmy wsiadać w autobus lotniskowy na przystanku pod naszą kwaterą, obawiając się, że autobus przyjedzie zatłoczony. Postanowiliśmy więc dojść właśnie do początku trasy - właśnie na via Catalogna.
10:45 jesteśmy na lotnisku Alghero
12:45 wylot z Alghero Nr lotu FR9834
15:30 przylot do WMI Warszawa (Modlin)
Czas lotu 2h 45 min.
W Modlinie lądujemy o czasie, a ponieważ mamy tylko bagaże podręczne, niezwłocznie wzywamy bus parkingowy i dosłownie kwadrans później dojeżdżamy na parking, gdzie przesiadamy się we własne auto. I tak oto przeprowadziłam Was przez całą logistykę wyjazdu...a na zachętę kilka pierwszych fotografii.
Tradycyjnie już – wpis ten jest tylko małą ściągawką, która pomoże Wam zaplanować własny "city break" w Alghero. To właśnie tutaj znajdziecie najważniejsze informacje i praktyczne wskazówki, które mogą przydać się przed wyjazdem. Dopiero w kolejnych wpisach opowiem szerzej o tym, czym Sardynia nas zachwyciła, czym zirytowała, czym potrafiła zaskoczyć oraz jak wyglądał każdy dzień naszego pobytu. Będą spacery po klimatycznych uliczkach, wielkanocne tradycje, nadmorskie widoki, lokalne smaki i miejsca, do których najchętniej wracalibyśmy codziennie. Wszak intensywne trzy dni to coś, co "Mysza w trasie" lubi najbardziej.