Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O mnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O mnie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 czerwca 2014

Porada da radę, Mysza w trasie da radę, to i Ty dasz radę...

Uwierz w siebie!!!! Z nami dasz radę!!! 
Dasz radę przemierzyć pół Europy. I to za dużo mniejsze pieniądze, niż się tego spodziewasz. 
Od czterech lat pomagam Ci w tym ja, a od dziś pomoże Ci też ktoś inny...


czwartek, 24 stycznia 2013

Głosowanie czas zacząć!!!

Z przyjemnością informuję wszystkich, którzy tu trafili (bo jak są to znaczy, że weszli w końcu na mojego bloga) MYSZA W TRASIE bierze udział w Konkursie BLOG ROKU 2012 w kategorii LIFESTYLE

niedziela, 13 stycznia 2013

Dlaczego nie?

Tytuł tego posta brzmi niczym tytuł jednej z polskich komedii romantycznych. Tak, tak mamy taki gatunek filmowy i chyba całkiem jesteśmy w tym dobrzy. Może także tak szczęśliwa przyszłość czeka gatunek literacki, jakim jest blog. No cóż blog, chyba jako forma wyrażania opinii, sposób komunikacji doskonale wpisuje się w dzisiejsze realia jakże wirtualnego świata, w którym prawie wszystko (może na szczęście prawie) da się zrobić "przez internet". 

piątek, 10 sierpnia 2012

Przygody czas !!!


Właśnie. Jak fajnie czuć przygodę!!! .
Przygoda jednak niejedno ma imię. Każda nasza podróż jest wielką przygodą. Myślę, że głównie dlatego, że wyjazdy, tak jak widzicie organizujemy sobie sami. Krok po kroku: dojazd, zakwaterowanie, ubezpieczenie. Bez pośredników, bez dodatkowych kosztów. Zaplanowane - choć także z dużą dozą szaleństwa.
Niby wszystko zapięte na ostatni guzik… a tutaj nie ma jak zapiąć!

Tegoroczne wakacje dla wielu z Was były także niespodziewaną przygodą. W dobie kryzysu na rynku usług turystycznych, kiedy na początku sezonu upadłość ogłaszają jedno biuro podróży za drugim, upadają wreszcie linie lotnicze, klienci biur podróży coraz szerzej otwierają oczy na tę PRZYGODĘ.
Na Przygodę przez duże „P”, na taką jaką my przeżywamy wielokrotnie, kilka razy do roku. Albo z obawy przed potencjalną utratą wakacji zaczynają organizować je sami, albo jadą na tzw. „gotowca” i czują przygodę, kiedy nagle eksmitowani z hoteli na walizkach oczekują na powrót do kraju,
Wybór należy do Was – z biurem, czy bez ?
My po raz kolejny wybieramy BEZ. ..Choć tak naprawdę, moi współtowarzysze podróży, wcale nie czują się pozostawieni sami sobie. W sumie to tylko ja jadę BEZ – oni mają przecież swoja „Myszę w trasie”. Może zatem czas pomyśleć o stworzeniu czegoś na większą skalę…
W trakcie tegorocznego urlopu nie raz padły słowa: Pani Kierownik, a gdzie teraz?? Mam już nawet swojego Asystenta (ha ha ha!!) Staję się nawet powoli rozpoznawalna, choć na tym szczególnie mi nie zależy (pozdrowienia dla Pani, która rozpoznała mnie w Rawdzie). Ludzie pytają też... kto wam to zorganizował... Takie to próżne, że o tym wspominam, ale nawet nie wiecie jakie to miłe - gdzieś w świecie usłyszeć słowa uznania. Serdecznie za nie dziękuję i cieszę się, że moja praca daje korzyści nie tylko mnie i moim znajomym, ale także zupełnie nieznanym mi osobom.

To co - może założyć biuro podróży? A może  agencje turystyczną? Przecież już powoli wysyłam znajomych moimi ścieżkami… Chyba jednak nie - to nie dla mnie!!!
Oczywiście fajnie mieć pracę, która daje pasję, ale przy moim zaangażowaniu w podróże bliskich… chyba poszłabym z torbami. Za każdym razem, kiedy wysyłam kogoś ze znajomych swoimi śladami, śledzę ich każdy krok, czekam na gorące informacje, dzwonię, smsuje, pisze e-maile, prowadzę ich „za rączkę”. A to właścicielowi biura podróży, agentowi, rezydentowi, czy wreszcie pilotowi, po prostu się nie opłaca. Oni robią to na zimno , zgodnie z procedurami, bez emocji i rutynowo… i gdzieś ta pasja umiera… A ważne pozostają tylko pieniądze...
Takim mocno sarkastycznym wstępem uroczyście rozpoczynam zapiski z tegorocznego bułgarskiego urlopu.


sobota, 14 kwietnia 2012

Nie tylko blogiem życie płynie

Tak, tak... zaglądacie na bloga - a tu nic ... kompletnie nic nowego. A nie tylko blogiem życie płynie.
Tak jak już wcześniej pisałam, moje życie wypełnione jest ciągłym podróżowaniem - albo w świecie realnym, albo w tym wirtualnym.

W moich podróżach realnych, aby wszystko się udało wymaga to wielu setek godzin spędzonych na:
  • googlowaniu,
  • czytaniu,
  • analizowaniu,
  • liczeniu,
  • radzeniu się innych,
  • radzeniu innym,
  • wreszcie kupowaniu...
  • i w końcu jechaniu!
Strasznie śmiesznie to wyszło - ale taka jest prawda! Moi bliscy czasem pytają mnie, czy mnie to nie nuży i nie męczy - że przecież jak już jadę w dane miejsce - to już wszystko wiem i nic nie ma do odkrycia. (bo np. zamawiając daną kwaterę, ja już znalazłam filmy z ich wnętrzem)
Otóż nie!!! Stanowczo zaprzeczam - na miejscu jedynie sprawdzam zgodność wyczytanych w necie informacji i tworzę w ten sposób nowe spojrzenie i własne opinie.
Aha! I to napewno nie jest tak - że wszystko od początku do końca jest zaplanowane, pod linijkę i z tzw. "kantem". Co to to nie!!! Przygoda jest i musi trwać wiecznie!
Dlatego nieraz śmieję się, że do Bułgarii jadę dopiero latem - a przecież ja w niej cały czas jestem.
A to za sprawą internetu i jego dobrodziejstw, takich jak blogi, zdjęcia, filmy, czy wreszcie fora internetowe, które nie tylko odwiedzam, ale jestem ich użytkownikiem.
Takie fora internetowe to doskonały sposób na wymianę informacji, zasięgnięcie porad, a wreszcie uniknięcie kłopotów. I tutaj, w zależności od tego - gdzie się wybieramy fora bywają różne.
Pierwsze miejsce w moim rankingu zajmuje forum na stronie "Bulgaricus", (edit: 11.05.2015 niestety zamknięte). Już wkrótce zaproszę Was na łamy nowego forum bulgaricus.pl. Do wakacji jeszcze zdążymy....

niedziela, 20 marca 2011

A gdzie nowe posty?...

Przycichło... przycichło, choć turystycznie tak martwo zupełnie nie jest.
Pozostało jeszcze dokończyć słowackie ferie w temacie kultury, a tu głowa czym innym zaprzątnięta.
Planujemy tegoroczne wakacje... a właściwie zapinamy na ostatni guzik. Zaliczki zapłacone... noclegi wyhaczone... a teraz to już tylko czekać do lata... Póki co czytam cudze blogi, opinie na forum i tworzę swój kolejny zeszyt... Tym razem o Bułgarii. Oj będzie gruby!!! Wszak znów wielu czytelników się dopomina.
Czekajcie cierpliwie na ostatniego słowackiego posta - a będzie o naszych wypełniaczach... po nartach.
Będzie kulturalnie i termalnie. Do zo :) :) :)

wtorek, 24 sierpnia 2010

Na początek

Hejka!
Dlaczego Mysza? Tak mówią na mnie conajmniej od 15 lat. Trochę kolorowa, trochę postrzelona, zdecydowanie niepowtarzalna (hi!) Taka sobie Mysza, 37 lat, mąż Radek, dwoje dzieci - Ada 12 lat, Oskar 4 lata, zamieszkali w okolicach Warszawy.  

Dlaczego podróże?  Bo podróżami jestem zakręcona od dziecka. Właściwie rodzinnie zakręcona. Każdy z nas znajdzie w tych podróżach coś dla siebie, czasem rower, czasem jakiś szczyt, czasem zwiedzanie, w końcu zabawa dla dzieci.
Mysza zakręcona, oj strasznie zakręcona... tymi podróżami wirtualnymi i rzeczywistymi. Każdy nasz urlop wiąże się z godzinami spędzonymi wśród map, stron internetowych, gazet ...Ubóstwiam to!!! Targi turystyczne, stosy map, przewodników, właściwie cała szafa zawalona kartonami oznaczonymi nazwami państw i regionów Polski - o nie, nie kochani... niestety w dużej mierze miejsc, w których jeszcze nie byliśmy.
Od pewnego czasu na każdy swój urlop przygotowuję zeszyt stanowiący mały przewodnik. Moi znajomi wiedzą, co znaczy zeszyt Myszy!
Ostatnio krążą z rąk do rąk, z czego, nie powiem, jestem dumna!
Dlatego tym razem powiedziałam KONIEC!!!! Trzeba się ujawnić, wyjść z ukrycia - pomóc innym w ich podróżowaniu.... Właśnie dlatego ten blog.
No może na początek starczy....

Printfriendly