czwartek, 28 września 2023

Wąwoz Samaria indywidualnie

A mówili nam, że wąwóz Samaria jest z górki, podczas kiedy u nas okazał się raczej "mocno pod górkę". Oczywiście mam na myśli całą logistykę wyjazdu. Ale do rzeczy: najpierw zaplanowany na czwartek rano wyjazd musiał zostać odwołany z powodu braku zarezerwowanego wcześniej busa. Przy okazji przestrzegam Was, jeśli chodzi o wynajem krótkoterminowy 2-3 dni busa, bo może okazać się, że ktoś wynajął na cały tydzień i zwyczajnie Twoja dokonana w maju rezerwacja zostaje anulowana. W moim przypadku nawet nie zostaliśmy o tym poinformowani. Bus miał zostać podstawiony w środę o godz. 22:00, tak aby następnego dnia o godz. 6:30 wyruszyć w trasę do Omalos. Zaproponowaliśmy nawet wspólną wycieczkę Paulinie i Arturowi – mieliśmy mieć przecież wolne miejsca w busie, więc zawsze razem będzie raźniej. Po czym po kilkunastu minutach oczekiwania na podstawienie busa i moim telefonie, okazało się, że: Nie, busa nie będzie. Rozmawiający ze mną właściciel wypożyczalni, której usług absolutnie nie polecam stwierdził, że nie potwierdził mi tej rezerwacji, bo system rezerwacji mu nie działa i w ogóle był zdziwiony, że my na jakiegokolwiek busa czekamy. Płatność miała być dokonana na miejscu i nie było żadnej preautoryzacji kartą. Oczywiście zaproponowano nam w zamian dwa auta osobowe, ale dopiero na następny dzień na godzinę 12:00, czym zupełnie nie byliśmy zainteresowani. Zaznaczam, że potwierdzenie rezerwacji, które miałam na e-mailu było identycznej treści jak z innej miejscowej wypożyczalni, w której zarezerwowałam na inny dzień auto osobowe. Dlatego na wszelki wypadek radzę, mimo rezerwacji w systemie: pisać e-maile, by sobie taką rezerwację potwierdzić niejako „ręcznie”. Na szczęście udało nam się wybrnąć z sytuacji kryzysowej, nieco zmienić plany i na sobotę mieliśmy już wypożyczone dwa auta osobowe (w tym jedno z wypożyczalni o nazwie bardzo zbieżnej Cars Spot Rent a Car - którą to wypożyczalnię mogę Wam polecić z czystym sercem: auto podstawione na czas pod sam hotel, bez kaucji, z dobrym ubezpieczeniem, płatność na miejscu, bez konieczności umycia auta). Kolejne schody na Samarię pojawiały się wraz z chęcią wypożyczenia drugiego auta - tak abyśmy mogli na tę Samarię pojechać dwoma osobówkami. Zarówno prowadzący różne wypożyczalnie aut, jak i obsługa recepcji hotelu niejako przestrzegali nas, że Samarii absolutnie nie da się zrobić indywidualnie: że to za daleko, za długo, nijak nie wrócimy na parking po auto i koniecznie trzeba do wąwozu Samaria wybrać się z biurem podróży. Po takich słowach, u moich kompanów pojawiło się zwątpienie, z czego bardzo sprytnie wybrnął Tomek:
„Jak Mysza mówi, że się da – to znaczy że się da!” 
5 sierpnia 2023 roku parę minut po godz. 7:00 wyruszamy spod hotelu w Agia Pelagia. Udało nam się jeszcze załapać na "suche śniadanie" - musli, mleko, kawa, herbata, hotelowe lunch-boxy w dłoń (na każdą osobę przypadała jedna kanapka, dwie śliwki i pół litrowa woda) i dalej w drogę. Nawigacja nastawiona na Xyloskalo Parking Samaria Gorge pokazała nam 2,5 godziny drogi i odległość 158 km. 
Droga przebiega dość sprawnie - aż do Chanii jedziemy główną nadmorską trasą i dopiero ostatnie 39 km z Chanii pokonujemy górską trasą. Zatrzymujemy się tylko raz - w Lakkoi, na krótką przerwę toaletową. 
Jeszcze senne miasteczko znajduje się u podnóża pasma górskiego Leffka Ori.
  Droga wije się między górami płaskowyżu Omalos, a my co rusz odganiamy stada kóz, które uniemożliwiają nam przejazd.
Szacun dla tych panów, bo droga prowadzi mocno pod górę. Na parking w Xyloskalo dojeżdżamy parę minut po godz. 10:00. Kwota 5 EUR zapewnia nam parkowanie auta na cały dzień,
 a zachęceni reklamą przy wejściu wchodzimy do znajdującego się przy parkingu budynku, 
który okazuje się być kawiarnią One Stop Shop. Niestety oferta z reklamy nie jest dostępna, a zakupu biletów transferowych będziemy mogli dokonać w Agia Roumeli. Jeszcze słówko na temat przygotowania ekwipunku na tą całodzienną wycieczkę. Obowiązkowo należy mieć ze sobą: wodę (wystarczy mała butelka, gdyż dość często są poidełka z wodą zdatną do picia), wygodne buty sportowe z twardą podeszwą, nakrycie głowy (choć trasa często jest zacieniona), suchy prowiant (kanapki, owoce świeże lub suszone, chałwa, czekotubka), no i zdecydowanie aparat fotograficzny. Warto pamiętać, że w wąwozie spędzicie około 6 godzin, a po drodze nie ma żadnego bufetu, czy schroniska. 
Spakowani żwawo zmierzamy w stronę wejścia do wąwozu. O godzinie 10:15 w kasie przy wejściu kupujemy bilety. Mamy do wyboru bilety indywidualne w cenie 5 EUR/osoba, albo też bilet rodzinny po 3 EUR/osoba. Zatem nasze rodzinne wejście dla 3 osób (2 osoby dorosłe i syn 17 lat) to łączny koszt 9 EUR. Bilet należy mieć przy sobie przez całą wędrówkę, w razie kontroli, ale także na wyjściu z wąwozu jeden jego odcinek jest odrywany. W ten sposób turyści są liczeni, tak aby nikt nie pozostał w wąwozie na noc. Wszelkich oficjalnych informacji - w tym także na temat godzin otwarcia wąwozu szukajcie na oficjalnej stronie Samaria Gorge 

Trasa do wąwozu rozpoczyna się na wysokości 1.235m n.p.m. a przewyższenie wynosi 1.100 m. Poziom trudności w skali do 5 oceniono na 3.
Nazwa miejscowości Xyloskalo w języku greckim oznacza drewniane schody, jednak to po czym idziemy od początku trekkingu to raczej kamienno-żwirowe stopnie oddzielone drewnianymi kłodami.  
Z całą pewnością będzie tu wiele zdjęć do zrobienia, choć zdaniem moich towarzyszy dopiero druga część wędrówki dostarcza niespotykanych gdzie indziej widoków.
Krótki, kilkunastometrowy odcinek, na początku trasy zabezpieczono metalową siatką, która ma chronić turystów przed spadającymi kamieniami. 
Kijki przydadzą się raczej w przypadku problemów z kolanami, bo początkowo zejście jest bardzo ostre. Radek po styczniowej operacji kolana używa lekkich karbonowych kijków Black Diamond składanych na trzy części, które z powodzeniem zmieszczą się nawet w bagażu podręcznym.   
   Pierwszy przystanek na trasie już po 15 minutach to stanowisko z opisem występującej tutaj endemicznej sosny kalabryjskiej o długich igłach.
W dali widoczne są zbocza Gór Białych. 
Najwyższy szczyt Gór Białych to Pachnes - drugi co do wysokości szczyt na Krecie.
Na dwa tygodnie przed naszym przylotem na Kretę Grecja zmagała się z falą pożarów. Tu zostały one szybko ugaszone, ale stan najwyższego zagrożenia pożarowego utrzymywał się jeszcze rzez kolejne tygodnie. Na szczęście Samaria była otwarta, a na trasie oprócz wody dostępnej tutaj "od zawsze" pojawiły się specjalne plecaki do gaszenia pożarów traw i lasów.    
Trasa w znacznej większości przebiega w cieniu - i pomimo że jest z górki, trzeba bardzo uważać aby się nie poślizgnąć na żwirowym podłożu.

Po drodze - w wielu miejscach umieszczono znaki informujące o poszczególnych etapach i czasie przejścia.
W końcu droga wyprowadza nas do łożyska górskiego potoku, który o tej porze roku jest raczej wyschnięty.  
Z czasem przechodzi się po coraz to większych kamieniach - wśród skalnych rumowisk.
Bardzo popularne jest tutaj ustawianie domków z kamieni - to chyba "na szczęście".
Gdzieniegdzie pojawia się woda z górskiego potoku, a może już płynącej tutaj rzeki Tarras.
Postój Agios Nikolaos - mniej więcej po dwóch godzinach drogi to miejsce na toaletę, odpoczynek, ale też kolejne miejsce poboru wody. 
Trafiamy tutaj na mały kamienny kościółek pod wezwaniem św. Mikołaja. Niepozorna piaskowo-żółta elewacja wygląda niczym ulepiona z gliny. To strażnica św. Mikołaja.
Idziemy suchym korytem rzeki.
W dali widoczne jest już szerokie wypłaszczenie terenu.
Jest godzina 13:10 - jesteśmy mniej więcej w połowie trekkingu - po niemal 3 godzinach pokonaliśmy 7,5 km. od wejścia do wąwozu.
Do wioski prowadzi kamienny most przerzucony nad głębokim dnem wyschniętej rzeki.
Wioska Samaria to dziś miejsce stacjonowania straży parkowej i punkt medyczny.
Wioska została opuszczona przez mieszkańców w 1962 roku, kiedy utworzono tu rezerwat przyrody.

Przyjemnie jest odpocząć w cieniu drzew i uzupełnić zapasy wody, ale przerwa nie może być zbyt długa. Aby spokojnie dotrzeć na prom w Agia Roumeli wioskę najbezpieczniej opuścić około godz. 14:00.
Dalej droga zdecydowanie się wypłaszcza, ale to złudne, że pokonacie ją w krótkim czasie.
Dookoła robi się tak pięknie, że co chwila chcecie zatrzymywać się na zdjęcia.


Idziemy wąwozem pomiędzy wysokimi pionowymi ścianami skalnymi. 





Wzdłuż drogi pojawiają się kwitnące o tej porze oleandry.
Rzeka Tarras, im bliżej Morza Libijskiego staje się bardziej wartka.
A my mamy coraz bliżej do kulminacyjnego punktu wąwozu.
Jest godzina 15:30 kiedy stoimy przed tzw. Żelaznymi Wrotami (Sideresportes),

 
gdzie pionowe ściany skalne o wysokości ok. 100 metrów zbliżają się do siebie na odległość jedynie 3 metrów.
Oznacza to, że jesteśmy coraz bliżej wyjścia z wąwozu i zakończenia tej części wędrówki.
Gps-y nam wariują i trudno jednoznacznie potwierdzić długość wąwozu 
- mój zegarek przy budce kontroli biletów wskazał 16,800 km, choć oficjalne plakaty mówią o długości 13,300 km.
Przechodzimy jedyną prowadzącą wśród małych tawern i sklepików z pamiątkami drogę.
 Mamy godzinę 15:50 - nie decydujemy się więc na dalszy 2 kilometrowy spacer asfaltową drogą, ale zamierzamy zabrać się w kursującego na tej trasie busa. Za 2 EUR od osoby w Agia Roumeli jesteśmy dosłownie za 10 minut. 
Pierwsze kroki po wyjściu z busa kierujemy w stronę kasy sprzedaży biletów na prom Anendyk. W tym samym okienku nabywamy od razu bilety na prom do SOUGIA i bilety na autobus K-TEL, który zawiezie nas z SOUGIA do parkingu u wejścia do wąwozu w Xyloskalo. Wszystkie formalności załatwiamy w jednym okienku, a  jedynie płatność odbywa się w dwóch krokach: osobno za prom i osobno za autobus. To bardzo dobre logistyczne rozwiązanie powrotu na parking w Omalos (Xyloskala).
Ponieważ jesteśmy tutaj akurat w sobotę nasz prom odpływa o godzinie 17:30 (środa-piątek jest też prom o 17:00). Jeszcze w przybrzeżnej tawernie zdążyliśmy napić się zimnego piwa (4 EUR) i przegryźć gyros pita (3,50 EUR).
Nasz prom już czekał - ale warto upewnić się, czy wsiadacie na pokład odpowiedniego promu. 
O godz. 17:30 żegnamy się z małą portową  miejscowością Agia Roumeli.
Rejs do Sougia trwa raptem 45 minut.
Tylko ja i Tomek jesteśmy żądni podziwiania górskiego nabrzeża Morza Libijskiego,
podczas kiedy reszta ekipy łapie zasłużoną drzemkę.
Kiedy dobijamy do brzegu o godzinie 18:15 na pobliskim parkingu widzimy sznur zaparkowanych autokarów. Z promu wylewa się niezliczona ilość pasażerów. W Sougia czekają na turystów zwykłe autobusy kursowe KTEL, które jadą bezpośrednio do Chanii ale też i na parking Omalos-Xyloskalo. Rozkład autobusowy dostosowany jest do rozkładu promów i w przypadku opóźnienia się promu, nie trzeba się martwić - autokary i tak poczekają. Nieco spanikowani - po wczorajszych przestrogach w wypożyczalni aut, że będziemy mieli problem z powrotem, że trzeba będzie taxi zamawiać, itd... - jak najszybciej chcemy wsiąść do naszego autobusu. Na szczęście bilety mamy już w garści, więc raczej autobus bez nas nie odjedzie. Widzę, że i tak mało kto wsiada tu we własne auto, czy taxi. Zasiadamy w pierwszy podstawiony autobus, który jak się okazuje odjeżdża z parkingu w Sougia ostatni - o godz. 18:48. Autobus jedzie górskimi krętymi drogami i podróż do parkingu u wejścia do wąwozu zajmuje nam godzinę. W końcu o 19:50 dojeżdżamy do Xyloskalo, by o 20:00 wyruszyć w powrotną podróż do hotelu w Agia Pelagia. Przed nami 2,5 godziny drogi, a co za tym idzie - zdążymy jeszcze na drinka w hotelowym barze - w końcu wszyscy zasłużyliśmy dziś na nagrodę. 
Podsumowując przedstawiam wykaz kosztów wycieczki w przeliczeniu na osobę (poza kosztami wypożyczenia auta i paliwem oraz posiłkami):
  • Parking 1,25 EUR
  • Wstęp do parku 3,00 EUR
  • Bus do Agia Roumeli 2,00 EUR
  • Prom do Sougia 15,00 EUR
  • Autobus K-TEL do Xyloskalo 4,80 EUR
RAZEM: 26,05 EUR.

Zaznaczam, że gdybyśmy przyjechali do Wąwozu Samaria ze zorganizowaną wycieczką, poza opłatą dla touroperatora ok. 50-55 EUR za osobę, to i tak za wstęp do parku, busa i prom musielibyśmy dodatkowo zapłacić. Różnica jest taka, że zorganizowane grupy płyną promem do Chora Sfakion (rejs trwa godzinę) i tam czekają na grupę autobusy operatorów turystycznych, które rozwożą uczestników do ich hoteli. I tak wycieczka taka trwa od bardzo wczesnych godzin porannych do godzin późnowieczornych. 
Tak więc, jeśli jest Was więcej niż dwoje z całą pewnością ekonomiczniej będzie pojechać tam wypożyczonym autem. 
Mysza mówiła, że się da... no i się dało! 

wtorek, 19 września 2023

Heraklion w jeden dzień

Przede mną opowieść typu: chcesz mieć większe zasięgi w social- mediach, napisz post pt. "... /miasto/ w jeden dzień". To najchętniej otwierane treści na moim blogu - tzw. gotowe trasy i tipy, a szczerze mówiąc sama przywykłam do tego typu planów zwiedzania. Tym razem Heraklion - na popołudniowy wypad zaledwie na kilka godzin, do zrealizowania komunikacją miejską.

Autobusem z Agia Pelagia (przystanek vis a vis stacji benzynowej powyżej hotelu Chrissy's Paradise) jedziemy do samego końca trasy - wysiadamy na dworcu autobusowym w Heraklionie. 

Autobus według rozkładu (w całym miasteczku taka sama godzina odjazdu miał być o godz. 14:45 - przyjechał 15:09. Podróż trwała do 15:55, a cena biletu w jedną stronę wynosiła 3,50 EUR/osoba - niestety brak biletów ulgowych dla młodzieży. Zaraz po wyjściu z autobusu sprawdzamy połączenie powrotne.

ROZKŁAD 2023:  
Agia Pelagia-Heraklion: 9:15, 11:00, 14:45, 18:00, 20:00
Heraklion-Agia Pelagia: 8:45, 10:30, 14:15, 17:30, 19:30, 22:00

Heraklion - lub inaczej Iraklion, weneckie Candia, greckie Kastro - to piąte co do wielkości miasto Krety, pełniące obecnie funkcję stolicy wyspy. Miasto zwane było także miastem Herkulesa - a nazwa pochodziła od przeliterowania imienia starożytnego mieszkańca Grecji Idaeana Heraklesa, który zasłynął tradycją dekorowania olimpijskich zwycięzców wieńcami z gałązek oliwnych) nie zawsze był stolica wyspy - do 1971 roku funkcję tą pełniła Chania. Większość atrakcji miasta pochodzi z czasów weneckich, czyli z czasów największej świetności Krety. Już jadąc autobusem powinniśmy zwrócić uwagę na pozostałości weneckich zabudowań. Przykładem są dawne mury miasta, monumentalnie okalające jego centrum. Mimo iż budowano je od około IX wieku naszej ery, dopiero pod panowaniem Wenecjan (od XIII wieku) dokonano ich modyfikacji i przebudowy.
Na wstępie kierujemy się w prawo ulicą Effesou i potem Leof. Nearchou wzdłuż zatoki portowej.

Po lewej stronie drogi ciągną się mury miasta i dalej dawne hale szkutnicze.

W zasadzie idziemy wzdłuż ulicy, aż do weneckich Arsenali.
Venetian Dockyards Heraklion – Arsenały Weneckie 
Doki znajdują się obecnie w przebudowie - to miejsce pamięta czasy, gdy Wenecjanie sprawowali kontrolę nad Kretą. Wysokie budowle wykonane z kamieni używane były jako magazyny towarów wchodzących i wychodzących ze starego portu i było miejscem pracy dla tysięcy mieszkańców. Statki mogły tu przetrwać zimę. Budowa stoczni w Heraklionie była ogromnym projektem, który odbywał się w czterech etapach i trwał od XV do XVII wieku. W sumie zbudowano 19 stoczni, zgrupowanych w trzy kompleksy. Połączono je ze sobą poprzez łukowate otwory zamykane drzwiami. 

Poza tym ciekawostka dla miłośnikom awiacji - port i jego okolica to dobre miejsce na obserwację samolotów startujących z lotniska w Heraklionie. 

Z daleka widoczna jest już twierdza Koules (gr. Koules, ang. Rocca e Mare Fortress, wł. Castello a Mare) w porcie, udostępniona dla zwiedzających od środy do poniedziałku w godz. 8:00-20:00. Bilet 4 EUR, ulgowy 2 EUR, przy czym obywatele UE do 25 roku życia po okazaniu dowodu osobistego wchodzą bez opłaty. Wszelkie aktualne informacje dostępne są na stronie Twierdzy Koules

Szykowna forteca broniła niegdyś wejścia do portu. Fortyfikacja ta pochodzi z pierwszej połowy XVI wieku. Ekipa nie wykazuje zainteresowania wejściem do środka, dlatego też skręcamy 

w ulicę 25 Sierpnia (25is Avgoustou), która prowadzi do centrum Heraklionu. To najbardziej rozpoznawalny deptak pełen sklepów z pamiątkami i restauracji. Nazwa ulicy odnosi się do trudnych relacji panujących pomiędzy Grecją a Turcją i upamiętnia datę 25 sierpnia 1898 roku, kiedy miała miejsca krwawa rzeź ludności chrześcijańskiej. Polecam sklepiki z pamiątkami znajdujące się już na początku ulicy - do nabycia np. bardzo tanie magnesy - nawet za 0,50 EUR.  

My dochodzimy do znajdującego się po lewej stronie Placu Agiou Titou. Budynek za moimi plecami to świątynia Agios Titos – dawny XIX-wieczny meczet, a obecnie cerkiew Greckiego Kościoła Prawosławnego pod wezwaniem Świętego Tytusa.

Wstęp jest darmowy i warto zajrzeć do tej bardzo urokliwej świątynia, z licznymi zabytkowymi ikonami oraz rzeźbami. 

Wystrój wnętrza jest skromny, acz dostojny - a ikonostas zasługuje choć na chwilę uwagi. Ciekawostką są wyeksponowane w pomieszczeniu usytuowanym po lewej stronie od ołtarza - relikwie św. Tytusa. 

W Agios Titos spoczywa czaszka św. Tytusa, pierwszego biskupa Krety, który na polecenie św. Pawła (którego działania chrześcijańskie znamy już z Malty) krzewił tu chrześcijaństwo. Do 1966 roku czaszka znajdowała się w weneckiej Bazylice Św. Marka. 

Zresztą w kaplicy tej umieszczono także obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus a pod nim wota  wdzięczności za uzdrowienie.  

Kontynuujemy spacer główną ulicą i tym razem - po prawej stronie mijamy park Theotokópoulos – nazwany tak na cześć słynnego malarza o pseudonimie El Greco, który się stąd wywodził, a którego popiersie ustawiono w parku. Można tutaj chwilę odpocząć w cieniu dzrzew, albo też skorzystać z oferty okolicznych restauracji. 

Vis a vis parku, po lewej stronie głównej ulicy jeden z najbardziej znanych zabytków Heraklionu - Venetian Loggia. Ta kolejna pamiątka po czasach weneckich, dziś pełni funkcję miejskiego ratusza. My trafiliśmy akurat na odbywające się tu prace remontowe, które zepsuły cały urok budynku. Budynek wybudowany w latach 1626 - 1628 na polecenie weneckiego doży Francesco Morosiniego. Obecny ratusz miejski w tamtych czasach pełnił rolę klubu szlacheckiego - był miejscem ich aktywności politycznej i oraz klubem dżentelmenów. W 1987 roku Loggia Wenecka otrzymała nagrodę przyznawaną przez międzynarodową fundację EUROPA NOSTRA, jako najlepiej odrestaurowany zabytek.

Tuż u boku ratusza znajdziecie kolejny ciekawy budynek - Basilica San Marco  (Agios Marcos)

Kiedy ja weszłam do środka moja ekipa tylko wzruszyła ramionami - ot co! kolejny kościół do zwiedzania. Nie powiem, wchodząc tutaj wiedziałam, że ten XIII-wieczny wenecki kościół, przekształcony później w meczet, dziś pełni funkcję Miejskiej Galerii. A obcować ze sztuką rzecz niezwykle istotna - zważywszy na fakt, że pomieszczenie jest klimatyzowane i aż mi się przyjemnie w ten upalny dzień zrobiło, kiedy weszłam do środka.

  

Galeria sztuki prezentuje dzieła lokalnych artystów skupiających się na urokach, zabytkach i naturalnych atutach Krety - tak czytałam w przewodnikach. W sierpniu 2023 roku wystawa przedstawiała rzeczywiście naturalne uroki Kreteńczyków, a zaprezentowany przeze mnie wyżej obraz nie był tym najbardziej "rozbieranym". Wstęp wolny - warto więc zajrzeć, choćby po odrobinę chłodu i kultury :) Galeria czynna jest w godzinach 9.00-14.00 i 17.00-19:00. 

Atrakcja, której absolutnie w Heraklionie nie można opuścić to Morosini Fountain. Nieopodal parku i loggii znajduje się piękna fontanna. Ozdobiony czterema głowami lwów wodotrysk pochodzi z 1629 roku. Mało kto wie, że pierwotnie fontannę wieńczył olbrzymi posąg Posejdona, który zaginął za czasów tureckiej okupacji.

Znowu z głównej ulicy odbijamy na lewo i mijamy Central Market - bazar przeznaczony głównie dla turystów - z tanimi ubraniami, butami, przyprawami, owocami i warzywami. Dookoła sporo jest kawiarni i tawern. Jedna z najstarszych usytuowana jest na końcu rynku przy placu Kornarou.

Sebil to jedna z wybudowanych przez Turków osmańskich fontann charytatywnych powstała w 1776 roku. Niegdyś na placu znajdowała się świątynia Sotiros, którą Osmanowie przekształcili w meczet, a następnie w salę gimnastyczną. Po latach sala gimnastyczna została zburzona i w jej miejscu powstał obecny plac Kornarou. Pod każdym oknem Sebil znajdował się kran i kamienne koryto, tak aby przechodnie mogli się schłodzić, ale także w celu obmycia nóg przed wejściem do świątyni. Hadji Ibrahim Aga który wybudował ten obiekt, wydawał fortunę na jego utrzymanie - wiele lat później obiekt przekształcono na kawiarnię.

Tuż obok fontanny - na chodniku widoczne są jeszcze pozostałości hohlakia - kamiennej mozaiki, jakże dobrze nam znanej z ubiegłorocznych wakacji na Rodos (choćby z Lindos).

Bembo Fontain to stojąca tuż obok Sebil - kamienna fontanna z połowy XVI wieku ozdobiona bezgłowym posągiem i herbem Wenecji. Była pierwszą fontanną, która dostarczała bieżącą wodę do Khandaki, późniejszego Heraklionu - woda dopływała tu akweduktem ze źródeł na stokach góry Juktas. Jej nazwa pochodzi od jej weneckiego twórcy Gian Matteo Bembo, który wybudował ją w latach 1552-1554. Wśród turystów i tak najbardziej przyjęło się określenie "fontanny bez głowy".

Z placu Kornarou kierujemy się w stronę widocznej z dala dzwonnicy  

Katedry św. Menasa (Agios Minas) - wybudowanej w XIX wieku słynnej cerkwi z bogato zdobionymi dziełami sztuki religijnej. 

Katedra jest po renowacji i warto choć spojrzeć na sklepienie kopuły i bogate żyrandole.
Po lewej stronie od wejścia - na zewnątrz katedry wyeksponowana jest bomba, która została zrzucona na obiekt w 1941 roku. Na szczęście bomba nie wybuchła, a mieszkańcy Heraklionu do dziś wierzą, że to Św. Menas ocalił świątynię (i znowu na myśl przychodzi mi podobna historia Malty). 

Schodzimy poniżej Katedry św. Menasa, gdzie znajdziecie klimatyczną kaplicę.  

My idziemy dalej prosto w kierunku kolejnego małego kościoła Agia Ekateríni Sinaitón.  

To kościół św. Katarzyny Synaj z XV wieku, który został przekształcony w muzeum poświęcone sztuce chrześcijańskiej. Można tu zobaczyć m.in. arcydzieła ikonografii kreteńskiej od XIV do XIX wieku. 

My mieliśmy już raczej dosyć zwiedzania kościołów i wybraliśmy spacer powrotny w stronę portu.

Stąd już bliska droga do dworca autobusowego. 

Wracamy drogą przez port aż do dworca autobusowego, a cała trasa wyszła nam około 6 km. Nie dochodząc do dworca autobusowego przechodzimy obok stanowisk, z których odjeżdżają autobusy do Knossos. To jest jakby osobny dworzec autobusowy zlokalizowany na ul. Efessou - około 600 metrów od dworca autobusów podmiejskich Lassithi Bus Station.
W sumie przeprowadziłam Was niemal po całym Heraklionie, a pominęłam atrakcje muzealne tj. Muzeum historyczne, Muzeum Technologiczne i najważniejsze Muzeum Archeologiczne. Warto w tym przypadku skorzystać z oferty biletu łączonego, w ramach którego można zwiedzić Muzeum Archeologiczne wraz z oddalonym 6 km od Heraklionu Knossos - ruin pałacu minojskiego sprzed 4000 lat. No cóż - my zostawiliśmy sobie coś na następną wizytę w Heraklionie i autobusem wyruszającym z Heraklionu o godzinie 19:30 wróciliśmy do Agia Pelagia. W drodze powrotnej autobus skręca bezpośrednio w ulicę, przy której jest Chrissy's Paradise, więc wysiadamy pod samym hotelem. To było naprawdę bardzo przyjemne popołudnie.

Printfriendly