I tak co roku, czy w Bułgarii, czy tym razem w Grecji co drugi poranek spędzałam na truchtaniu, oczywiście w towarzystwie moich koleżanek Joli i Agi. Ten rok był jednak wyjątkowy - i to nie tylko z powodu wakacji "all inclusive", które także dawały możliwości grupowych zajęć ruchowych, ale przede wszystkim z racji naszej wspólnej motywacji.
Otóż od początku czerwca wkręciłyśmy się w zajęcia w klubie Lionfitness, w mojej miejscowości. Karnet open połączony z konsultacjami dietetycznymi, odpowiednio zbilansowaną dietą na platformie internetowej i niezwykle motywującym trenerem dawały nam niesamowite efekty. I tak oto do dziś do klubu chodzę po 4-5 razy w tygodniu, wybierając z planu zajęć: trening dnia (coś jak w-f dla dorosłych), rowery, zdrowy kręgosłup, czy zumbę.
Nasz zawsze uśmiechnięty trener dobrze wiedział, że wypuszczając nas na wakacje, może spodziewać się wszystkiego. Tymczasem my postanowiłyśmy udowodnić, jak bardzo jesteśmy wkręcone. Zaopatrzone w odpowiednią odzież i obuwie, a także filmy instruktażowe wyruszyłyśmy na nasze fit-wakacje. I nawet jeśli trzymanie diety nie udawało się podczas posiłków, czy zakrapianych wieczorów, to przychodził poranek i truchtanie musiało być. A pewnego deszczowego poranka zamiast biegania zafundowałyśmy sobie własny trening na brzuch z pomocą gumy i skakanki oraz przy komendach naszego trenera Witka.

