Siga-siga to bardzo popularny zwrot słyszany niejednokrotnie w rozmowach Greków. Wyrażenie to oznacza: powoli, spokojnie, nie spiesz się! Zupełnie jak z pisaniem mojego bloga. Powoli, spokojnie z taką właśnie grecką filozofią życia. Wiem, że czasem jest rozwlekle, że z wakacji już dawno wróciłam, a relacja ciągnie się miesiącami. No cóż kochani - rozkoszujcie się życiem, tak jak ja swoimi podróżami: Trzy - cztery dni pobytu najpierw planowane miesiącami, a potem miesiącami opisywane :) :)
Już troszkę tej greckiej natury poczuliśmy w Atenach w 2015 roku. I muszę Wam powiedzieć, że to była miłość od pierwszego wejrzenia. Już wtedy postanowiliśmy, że do Grecji wrócimy nie raz. No i tak się właśnie stało....bo po wakacjach na greckiej wyspie Korfu postanowiliśmy polecieć drugi raz do Salonik.
He, he - nie to że drugi raz polecieć, ale że drugi raz postanowiliśmy. Pierwszy raz w 2017 roku to nawet bilety kupiliśmy, ale nasz ulubiony przewoźnik Ryanair zrobił psikusa i Saloniki z zimowego rozkładu lotów po prostu zdjął. Oczywiście nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - bo wówczas za otrzymane vouchery przeprośne polecieliśmy do Izraela. A Saloniki i tak nie uciekły, bo do Salonik finalnie polecieliśmy w dniach 19-23 października 2018 roku, w sprawdzonym już towarzystwie Ani i Arka.
Oj wiem, wiem, że zdjęcie w tym miejscu robi się nudne, ale to już moja tradycja.