niedziela, 31 lipca 2022

Domek u Doroty Zawoja

Domek u Doroty - Zawoja Czatoża 2533.

Domek u Doroty to nasze miejsce noclegu na najbliższe cztery noce Pensjonat był dla nas bardzo miłym zaskoczeniem i jeśli nie macie jeszcze sprecyzowanych planów urlopowych to miejsce to w 100% polecam. W sumie - już na dzień dobry - usłyszałam od swoich kompanów, że podwyższyłam poprzeczkę, co do jakości wybieranych dla nas miejsc noclegowych.
Lokalizacja kwatery jest wyśmienita. Sama wieś i gmina Zawoja znajduje się w województwie małopolskim, w powiecie suskim tuż przy granicy ze Słowacją i jest najdłuższą wsią w Polsce. Jeśli w nawigację wpiszemy Domek u Doroty Zawoja powinniśmy bezbłędnie trafić pod dom. Domek u Doroty znajduje się bezpośrednio przy szlaku żółtym prowadzącym na najwyższy szczyt okolicy - Babią Górę. Jednocześnie wystarczy cofnąć się 300 metrów i tu rozpoczyna się szlak pieszy niebieski. Zatem za lokalizację wielki plus.
Otoczenie to pięknie zagospodarowany teren położony poniżej ulicy tuż przy strumieniu. Wyłaniająca się za strumieniem  zza górskiej polany Babia Góra jest jak na wyciągnięcie ręki. 
Miejsca parkingowe zlokalizowane są przy ulicy, a następnie na teren posesji schodzimy po schodach.
Teren jest ogrodzony ze wszystkich stron, 
a znajdująca się po przeciwległej stronie posesji furtka, wyprowadza nas bezpośrednio do strumienia. Chyba nie muszę Wam mówić, jakie ukojenie po wędrówce daje lodowata woda z górskiego potoku.
Na posesji wybudowano uroczą altanę z kamiennym grillem oraz huśtawkę i plac zabaw dla dzieci ze zjeżdżalnią i piaskownicą. Teren jest bardzo czysty i zadbany, a trawa przystrzyżona. Na tyłach domu znajdują się pojemniki do segregacji śmieci oraz drewno do ogniska.
Za ogrodzeniem, przy górskim potoku zagospodarowano miejsce do odpoczynku przy ognisku. 
To doskonałe miejsce do "czytania mapy".  
Oczywiście aby sprawdzić pogodę, warto zerknąć na ten osobliwy barometr :)
Rezerwacja kwatery odbywa się bezpośrednio lub przez portal nocowanie.pl. Sprawny kontakt, wymiana sms i domek mamy zarezerwowany. Domek jest 6 osobowy, choć właścicielka podaje że 8 osób także będzie czuło się swobodnie. Cena 300,00 zł za dobę - przy 6 osobach 50,00 zł na głowę - jest atrakcyjna. W Zakopanem byłoby to niemożliwe. Właścicielka mieszka w domu na przeciwko, zatem w razie jakichkolwiek problemów zjawi się natychmiast - my takowych nie stwierdziliśmy i tak na prawdę oprócz zameldowania do chwili wymeldowania nie mieliśmy kontaktów z właścicielami pensjonatu.
Jest to klasyczny dom na wynajem. Można się tu czuć zupełnie "jak u siebie", oczywiście nie nadużywając zasad współżycia społecznego. Jeśli chodzi o nas na górskich wyjazdach jesteśmy nader grzeczni. Godzina 22:00 to czas kiedy już dobrze śpimy, bo pobudka o 5:00 czy 6:00 rano jest normą. Zdając sobie sprawę z charakteru wyjazdu przyjeżdżamy wyposażeni w żywność i napoje na najbliższe dni - śniadania przyrządzamy wspólnie, obiady zjadamy w schroniskach lub na trasie, a w ramach kolacji organizujemy kiełbaskę z rusztu. Drużyna jest sprawdzona i dobrze zorganizowana, więc każdy dostaje swój przydział - co kto bierze, kto za co jest odpowiedzialny. Doskonały to pomysł, bo nic się nie marnuje i każdy ma swój udział w przyrządzaniu posiłków. Polecam takie rozwiązanie. A okolica i wyposażenie Domku u Doroty z całą pewnością to ułatwia.  Zatem zapraszamy do środka.
Mały przedsionek jest miejscem, gdzie można pozostawić buty i od razu wchodzimy do pokoju dziennego z kominkiem, jadalnią, telewizorem i aneksem kuchennym. 
Tutaj znajduje się także wygodny narożnik i stół.   
Pod schodami zorganizowany jest w pełni wyposażony aneks kuchenny. Oczywiście nikt z nas nie zamierza tu gotować obiadów, ale jajecznicę spokojnie można tu przyrządzić.
Na dole usytuowana jest także jedna sypialnia 2 osobowa
z łazienką.
Schody prowadzą na piętro, gdzie zlokalizowane są dwie kolejne sypialnie
- każda posiada łóżko małżeńskie i dodatkową kanapę. 
 Do jednego pokoju od strony ulicy przylega mały balkon,
do drugiego od strony potoku duży taras z widokiem na strumień i Babią Górę. 
Każdy z trzech pokoi w domu posiada prywatną łazienkę - jedną nawet z wanną. W łazienkach nie brakuje papieru toaletowego, co nie zawsze jest wcale takie oczywiste. Dla każdego gościa przeznaczony jest jeden ręcznik. 
Cudowna miejscówka w przystępnej cenie, do tego przemiła gospodyni i doskonała lokalizacja, czystość nad podziw, no i spokój... Polecam to miejsce z czystym sumieniem dla każdego - dla górołazów, dla rodzin z dziećmi i zdecydowanie dla szukających oddechu od smogu i miejskiego gwaru. Szum górskiego potoku i śpiew ptaków to jedyne co może "zakłócić" Wam ciszę. Życzę Wam wspaniałych wakacji i zachęcam do rezerwacji :)

niedziela, 24 lipca 2022

Beskidy 2022

Stacja Beskidy - podróż czas zacząć!
Plan na tegoroczny górski weekend to Beskidy Zachodnie, Beskid Makowski, Beskid Średni. Jak zwał tak zwał - ale parę szczytów mamy tutaj do zaliczenia.
Termin: 30 czerwca (czwartek) - 4 lipca 2022 r. (poniedziałek)
Jedziemy ekipą sześcioosobową - Warszawka, Podwarszawka i Poznaniacy - zgrani jak zawsze - tym razem już bez młodzieży i psów.
Za bazę wypadową obieramy Zawoję, choć pierwsze szlaki przecieramy jeszcze po drodze.
Zatem od początku: Jako miejsce spotkania ustalamy parking w Pcimiu, a dokładnie w nawigację wpisujemy schronisko PTTK Kudłacze.
Czeka nas krótka i niezbyt wyczerpująca wycieczka na pobliski szczyt Lubomir Wielki. Byliśmy już tutaj z Radkiem w sierpniu 2020 roku i maju 2021 roku, a dziś zabieramy tam grupę. Chcieliśmy sobie zrobić lekką rozgrzewkę przed właściwym wędrowaniem po Beskidach.
Lubomir Wielki - szczyt wchodzący w skład Korony Gór Polski, jako najwyższy szczyt Beskidu Makowskiego. 
Trasa na Lubomir i z powrotem razem z odpoczynkiem i posiłkiem w schronisku liczy około 8,5 kilometra i zajmuje nam w sumie 2,5 godziny.
Na szczyt wędrujemy czerwonym szlakiem, wracamy zaś czarnym. 

 
Trzej Muszkieterowie.
Szlak nie jest wymagający - prowadzi łagodnie pod górę,  
aż do szczytu Łysina (891 m npm).
Ponieważ sam szczyt Lubomira, na który zmierzamy jest zalesiony, warto zatrzymać się na punkcie widokowym przed szczytem.  
Lubomir ma wysokość dokładnie 903,6 m npm., choć większość źródeł podaje wysokość 904 m npm. Zdobywamy pieczątki do KGP - gdyby nie było ich na szczycie, są do zdobycia w schronisku na Kudłaczach.
W 1922 roku powstało tu jedno z pierwszych w polskich Karpatach obserwatorium astronomiczne. Niestety we wrześniu 1944 roku zostało ono, wraz z sąsiednimi zabudowaniami doszczętnie spalone przez Niemców. Latem 2006 roku na fundamentach znajdującego się obok budynku mieszkalnego rozpoczęto budowę nowego obiektu, który funkcjonuje tutaj do dziś.
Pierwszy wspólny selfik i wracamy do schroniska. Już leci nam ślinka na schroniskowe żarełko,
a tymczasem drink powitalny. Odczuwamy wyraźne braki kadrowe w schronisku, do tego awaria wody i nieczynne toalety.  O wychodku na zewnątrz niestety wolę nie wspominać - oj nie kłamią rankingi schronisk, nie kłamią. Warto zajrzeć na moją archiwalną relację z sierpnia 2020 roku - wtedy było zdecydowanie lepiej.
Arek robi fotkę drzewa znajdującego się przy schronisku. Zwróćcie uwagę na jego zjawiskowy pień i korzenie. 
Po powrocie do aut zaparkowanych poniżej schroniska kierujemy się już prosto na kwaterę w Zawoi - na kwaterę, która okaże się dla nas nie lada niespodzianką. 

wtorek, 19 lipca 2022

A na pożegnanie Marina di Pisa

Ostatni dzień pobytu w Pisie postanawiamy spędzić relaksując się nieco nad Morzem Liguryjskim, w nadmorskim kurorcie Marina di Pisa.
Na wybrzeże Pisa udajemy się komunikacją miejską - tym razem będzie to autobus. Autobus nr 10 do Marina di Pisa, który nas interesuje, kursuje z dworca Sesta Porta. Dworzec Sesta Porta zlokalizowany jest w Pizie, w pobliżu Placu Vittorio Emmanuele II, przy ulicy via Cesare Battisti - idąc w stronę dworca kolejowego, po przejściu placu Vittorio Emmanuele II, należy skręcić w następną ulicę w prawo. Nasz autobus jedzie do Tirrenia, opcjonalnie zaś można skorzystać z autobusu jadącego do Livorno.
 
Bilet na przejazd ważny jest 90 minut i kosztuje 2,00 EUR. Zakup biletów odbywa się w dworcowym automacie, w którym można płacić kartą. Podróż autobusem trwa około 20 minut. Trasa wiedzie wzdłuż rzeki Arno, a przez okna autobusu widzimy tereny rekreacyjne, działki letniskowe i przystanie jachtowe, a nawet Alpy ApuańskiePodobno z Marina di Pisa dojrzeć można nie tylko góry, ale także Korsykę, wyspę Elbę i Gorgonę. 
Jadąc autobusem sami zdecydujcie, gdzie chcecie wysiąść. My minęliśmy port jachtowy i dojechaliśmy do centrum miasteczka, gdzie z okien autobusu widoczna była plaża.
Plaża pokryta jest drobnym białym żwirem.
Zupełnym zaskoczeniem dla nas był ciągnący się wzdłuż plaży bazar, którego asortyment nie zachwycił nas - stoiska wypełnione były bowiem tekstyliami i zbieraniną chińskich gadżetów. 
Skorzystaliśmy jednak z oferty gastronomicznej jednego z foodtracków. Bardzo przyjemny i ekonomiczny posiłek obejmował kurczaka z rożna i smażone w głębokim tłuszczu: mozarella, frytki i ziemniaczane kulki.
Musicie przyznać, że taki obiad na kamieniu jest nawet romantyczny. Po takim posiłku ruszyliśmy na spacer powrotny w stronę portu. Plaża obfituje w liczne miejsca do odpoczynku, zarówno publiczne, jaki i te prywatne - płatne. 
Bulwar nadmorski oddzielony jest od plaży dużymi głazami.
Sądząc po ilości pomników upamiętniających zatonięcia,
 falochrony i bariery zabezpieczające pojawiły się tutaj później.
Dochodzimy w końcu do portu jachtowego Marina di Pisa.
Za budynkami portowymi znajduje się ujście rzeki Arno do morza Liguryjskiego Bocca d'Arno - nie mamy jednak, na tyle czasu, aby tam dotrzeć. 
Żegnamy się z portem i udajemy się na znajdujący się vis a vis portu przystanek autobusowy przy V. Barbolani. Miejsce zatrzymywania się autobusu oznaczone jest żółtymi liniami na szosie. Bilety powrotne kupiliśmy na promenadzie  należy szukać kiosku lub sklepu z oznaczeniem Tabacchi (via della Repubblica Pisana 42). Wracamy bezpośrednio na dworzec Sesta Porta. 
Ponieważ przechodzimy przez plac Piazza Vittorio Emanuele II, odwiedzimy jeszcze jeden słynny mural. 
Po zachodniej stronie placu znajduje się kościół Chiesa di San Antonio Abate, na tyłach którego zobaczymy
Mural “TUTTOMONDO” czyli "Cały świat" 
Malowidło pochodzi z 1989 roku, a jego autorem jest nowojorski artysta Keith Haring. Mural zajmuje powierzchnię 180 metrów kwadratowych i przedstawia plątaninę postaci, które w różny sposób prezentują pokój i harmonię na świecie. Władze Pizy zrobiły wszystko, by ułatwić artyście pracę: udostępniono mu odpowiednio dużą ścianę, zapewniono farby i wybudowano rusztowanie. Haring pomalował ścianę na biało, by następnego dnia nanieść kontury trzydziestu postaci: ludzi i zwierząt. W wypełnianiu ich kolorami pomagali mu także miejscowi artyści i studenci, a malowanie muralu zajęło im cztery dni. Zaledwie kilka miesięcy później Keith Haring zmarł na powikłania wynikające z AIDS. Przesłaniem artysty było pozostawienie muralu na ścianie jak najdłużej, podczas kiedy większość jego dzieł miało charakter tymczasowy. Serie rysunków kredą na pustych tablicach reklamowych w nowojorskim metrze, plandeki remontowe lub rozsypujące się ściany - a na nich, jak to określał Haring „wizualne esperanto”, czyli uniwersalny i czytelny kod zrozumiały w każdym kraju i kulturze. Postacie na muralach rysowane były konturowo i wypełniane mocnymi kolorami. Sztuka uliczna prezentowana przez Keitha Haringa zyskała zainteresowanie nie tylko widzów i kuratorów wystaw, ale także m.in. zespołu U2. Podczas trasy koncertowej zespół wykorzystał elementy murali w animacjach wyświetlanych na ekranie. Oto opis muralu, jaki znalazłam na stronie travelmagazine.pl
"Wszystkie czynności wykonywane przez bohaterów oraz ich pozycje nabierają znaczenia, gdy mural rozpatruje się w całościowym kontekście. Delfina wspiera na plecach pochylony człowiek, pokazując w ten sposób troskę o naturę. Tuż obok dwie połączone postacie przecinają nogami – niczym nożycami – czerwonego węża, traktowanego w zachodniej kulturze jako obraz zła. Są tu też zwierzęta i ludzie tańczący w rytm plemiennej muzyki, symbolu życia. W środkowej części znajduje się grupa czterech postaci tworzących pizański krzyż, symbol miasta. Człowieczek trzymający serce na dłoni może być synonimem równości kultur świata. Postać z ręką przechodzącą swobodnie przez ciało i łączącą się z nogą to sposób na pokazanie nieskończoności, zarówno uroków, jak i bolączek życia. Kobieta z dzieckiem na ręku jest oczywiście symbolem macierzyństwa. Postać z telewizorem zamiast głowy to komentarz Haringa na temat siły mediów, bywających zarówno areną komunikacji i wymiany idei, jak i szerzenia nienawiści. Dziś postać ta miałaby zapewne w miejscu głowy symbol którejś z platform społecznościowych. Gdy Haring malował mural, internet nie był jednak jeszcze powszechny, a Mark Zuckerberg miał dopiero pięć lat. Haring nie omieszkał też umieścić na muralu samego siebie. To żółty człowiek na dole, który wydaje się opuszczać obraz lub miasto. W rzeczywistości nie jest to jednak symbol ucieczki, lecz znak, że artysta, przechodząc już do kolejnych etapów twórczości, oddaje dzieło mieszkańcom i pozwala mu żyć własnym pizańskim życiem."
Będąc na miejscu możemy także podejść do budynku, w którym ostatnie lata spędził Giuseppe Mazzini - jeden z promotorów włoskiego zjednoczenia. 
Domus Mazziniana jest siedzibą muzeum historii Włoch. Warto tu wstąpić, choćby po to aby zobaczyć ciekawą fasadę budynku ozdobioną połączonymi ze sobą napisami.
To w zasadzie nasze ostatnie chwile w Pizie. Około 14:00 wracamy bowiem na kwaterę, by zabrać bagaże i udajemy się w stronę lotniska. 
Dość wcześnie docieramy na lotnisko, skąd o 19:05 mamy lot powrotny do Warszawy. Planowo na lotnisku Warszawa Modlin mieliśmy wylądować o 21:15, jednak już w Pizie wsiadamy do samolotu prawie z godzinnym opóźnieniem. Mimo iż w Pizie spędziliśmy bardzo intensywny czas, wracamy naładowani toskańskim słońcem i pełni nadziei na to, że jeszcze tu kiedyś wrócimy...

czwartek, 14 lipca 2022

Florencja w jeden dzień

Kolejnego dnia pobytu postanowiliśmy udać się do stolicy Toskanii - Florencji. Historia Florencji związana jest z osobą rzymskiego cesarza Juliusza Cezara, który w 59 r. p.n.e. założył tutaj kolonię dla byłych żołnierzy nadając jej formę obozu wojskowego z piękną nazwą Florentina. Nazwa ta pochodzi od rzymskiego słowa „florentia” i oznacza „kwitnąca”. W dzisiejszym poście zobaczycie więc niczym w ogrodzie pełnym kwiatów ferię barw zabytków, usłyszycie gwar turystów, którzy niczym owady chcą zapylić kwiat renesansu - a wszystko to przeplecione błękitem wstęgi rzeki Arno przepływającej przez miasto. Rzeki, którą już dobrze znamy z Pizy. A więc zabieram Was w kolejną podróż, tym razem pociągiem.
Rezerwacji biletów dokonałam jeszcze w domu przez stronę https://pl.omio.com/ Zapłata on-line i bilety w zaledwie kilka minut lądują na poczcie e-mailowej. Połączeń kolejowych jest kilka dziennie - można więc spokojnie dostosować czas pobytu we Florencji do własnych preferencji. My wybraliśmy podróż pociągiem Trenitalia, która trwała dokładnie 1h 01. Łączny koszt 3 biletów powrotnych wraz z opłatą transakcyjną (3 EUR) wyniósł 55,20 EUR (ok. 260 zł). 
Od dworca Pisa Centrale dzieli nas 1 km, a więc 15 minut spaceru. 
Wsiadamy w pociąg nr 4016, który 08:32 odjeżdża ze stacji Pisa Centrale, a o 09:33 zatrzymuje się na stacji Florence Santa Maria Novella (FIR). Uważajcie jednak, bo wysiadając jedną stację wcześniej będziecie już we Florencji (Firenze Rifredi), jednak są to zdecydowanie przedmieścia.  
Dworzec Firenze Santa Maria Novella jest dość nowoczesnym i rozległym budynkiem. Wystarczy przejść na drugą stronę ruchliwej ulicy, by znaleźć się w informacji turystycznej. Stąd tradycyjnie pobieramy darmowe mapy, aby łatwiej zorientować się w mieście.  Kierujemy się wzdłuż krużganków do Piazza Santa Maria Novella.  
Chiesa di Santa Maria Novella 
Kościół pw. Marii Panny Patronki Winnic usytuowany jest na placu o tej samej nazwie. Mimo iż sam wstęp jest płatny, warto podejść, by zachwycić się piękną biało-czarną fasadą kościoła, w stylu florenckiego renesansu. 
Jest to jeden z najstarszych placów we Florencji - wybudowany został mniej więcej w połowie XIV wieku, a sam kościół otwarto w 1360 roku. Na placu możemy podziwiać za kościołem loggię Szpitala San Paolo, siedzibę Museo del Novecento, zbrojownię zakonników oraz starożytne laboratorium zielarskie.
Ulicą Via dei Banchi idziemy 350 m przechodząc obok Chiesa di Santa Maria Maggiore (wstęp wolny, czynna pon.-sob. 07.30-12.00 i 16.00-19.00, w niedziele i święta 08.30-12.00 i 16.00-22.00)
 
Kościół pw. Matki Boskiej Większej to jeden z najstarszych zachowanych kościołów we Florencji - udokumentowano pochodzenie świątyni z X wieku, choć przebudowano ją w XIII wieku. Kościół przedstawia typowe cysterskie wnętrze, z trzema nawami na kwadratowych filarach, zakończonymi trzema płaskodennymi kaplicami. We wnętrzu zwróćcie uwagę na ciekawe freski
i znajdująca się w transepcie Madonnę z Dzieciątkiem - polichromowaną płaskorzeźbę autorstwa Coppo di Marcovaldo (XIII w.). 
Moja uwagę zwraca kolumna Brunetto Latini 
W kaplicy po lewej stronie kościoła w 1851 roku odkryto wyryty na kolumnie napis wskazujący na pochówek Brunetto Latini - pisarza, notariusza i nauczyciela Dantego Alighieri. Chyba właśnie od tego powinniśmy zacząć. Florencja jest bowiem kolebką jednego z najpiękniejszych okresów w kulturze, literaturze i sztuce – renesansu. Może przypomnę kilka nazwisk, które pomogą Wam odnaleźć się w cudach architektury, nauki i sztuki Florencji XV wieku: Michał Anioł Buonarotti, Leonardo da Vinci, Lorenzo Ghiberti - autor wspaniałych brązowych drzwi  do Baptyserium i wreszcie autor kopuły florenckiej katedry - Filippo Brunelleschi. I tak oto doszliśmy do flagowej atrakcji Florencji.
Katedra Santa Maria del Fiore
Sam wstęp do katedry jest bezpłatny i pewnie dlatego kolejka sięga kilometra. Katedra Matki Boskiej Kwietnej, bo tak należałoby z polska przetłumaczyć jej włoską nazwę, jest przeogromna - ma aż 153 metry długości, 38 metrów szerokości i 90 metrów wysokości. Jej budowa rozpoczęta została w 1294 roku przez Arnolfa di Cambio, a zakończona w 1436 roku już po jego śmierci. 
Co ciekawe, katedra powstała wokół istniejącego kościoła, w którym pomimo trwającej budowy jeszcze przez około 80 lat odprawiane były msze. Imponująca różnobarwna elewacja katedry powstała dopiero w XIX wieku. I to właśnie za jej sprawą budowa katedry trwała prawie 600 lat (1294-1887), bo wygląd elewacji stanowił ziarno niezgody w szeregach komisji konkursowej i przez 300 lat odrzucano kolejne projekty zewnętrznego wyglądu świątyni.
Materiał do budowy elewacji sprowadzono z różnych regionów Toskanii: biały marmur pochodzi z Carrary, zielony z Prato, a różowy z Maremmy. Katedra posiada największa na świecie ceglaną kopułę zbudowaną na planie ośmiokąta o rozpiętości ponad 45 metrów. 
Tuż obok katedry znajduje się Baptyserium San Giovanni.
Ośmiokątna budowla w kolorach identycznych jak stojąca nieopodal Katedra pochodzi z okresu wczesnego średniowiecza. Do jej wnętrza prowadzi troje ogromnych, bogato zdobionych scenami z Nowego i Starego Testamentu drzwi z brązu, w tym te najważniejsze – Drzwi Raju, czyli Porta del Paradiso. Te które możemy zobaczyć tutaj, są jedynie kopią, a oryginał  podziwiać można w sąsiednim Museo dell'Opera del Duomo). Kopia drzwi znajduje się od strony wschodniej i zawiera 10 scen ze Starego Testamentu. Gdybyście trafili do wnętrza Baptyserium - od wewnątrz kopuły znajdziecie jedną z najpiękniejszych mozaik na świecie. Przedstawia ona całą historię świata i średniowieczne wyobrażenia o niebie i piekle. 
Budynek przykrywa namiotowy dach z 1128 r. zwieńczony latarnią z 1150 roku, do której w 1202 r. dobudowano prostokątne prezbiterium. Tutaj znajduje się marmurowy nagrobek przyścienny antypapieża Jana XXIII, wykonany między innymi przez Donatella.
Na placu znajduje się także Colonna di San Zanobi - pamiątka kultu św. Zenobio. W 429 roku, po śmierci Zanobiego, podczas transportu jego zwłok ciało dotknęło wysuszonego wiązu, który nagle ożył i zaczął wypuszczać nowe pąki. Dokładnie w miejscu, w którym posadzono cudowne drzewo, wzniesiono kolumnę. 
Tuż obok Katedry zlokalizowana jest Dzwonnica Giotta.
Wieża ma 84,7 m wysokości i około 15 m szerokości. To jedyna znana praca architektoniczna tego sławnego malarza, Giotto di Bondone. Na jej szczyt prowadzi 414 schodów.
Wychodzimy z placu ulicą Via Roma w stronę Piazza della Republica 
Piękny, monumentalny plac we Florencji, na którym wyróżnia się majestatyczny łuk triumfalny. 
Na placu znajdziecie stalową makietę miasta. 
Tam też zlokalizowana jest najbardziej elegancka i najdroższa florencka kawiarnia o polskobrzmiącej nazwie "Paszkowski". Rzeczywiście rodzina Paszkowskich, browarników, swego czasu wiele znaczyła w tym mieście. 
Orsanmichele

Obecny kościół dawniej używany był jako główny spichlerz miasta. Wstęp do kościoła jest bezpłatny, niestety udostępniony jest do zwiedzania jedynie dwa dni w tygodniu: we wtorki 09:30-11:50 i soboty 14:15-16:35. Szkoda, bo to ponoć jeden z najbardziej fascynujących kościołów we Florencji. 

Warto odwiedzić jeszcze pobliską Fontanę del Porcelino, usytuowaną przy targu Loggia del Mercato Nuovo. Ta brązowa fontanna przedstawiająca dzika gromadzi rzesze turystów. 

Każdy chce włożyć pieniążek do pyska dzika. Jeśli potoczy się po ryjku i wpadnie do środka fontanny, wróży to rychły powrót do Florencji. Florencja związana jest również z rodem największych mecenasów sztuki – rodem Medyceuszy, którzy sprawowali władzę we Florencji w XV i XVI wieku i to właśnie w tym okresie miasto przeżywało czasy prawdziwej świetności. Sztukę tą możemy podziwiać na Piazza della Signioraczyli na Placu Pomników.

Plac powstał w samym centrum miasta w okresie od XII do XIV wieku w miejscu, w którym pierwotnie znajdowały się domy mieszkalne. Wśród rzeźb i pomników zobaczycie takie dzieła jak: „Judyta i Holofernes” Donatella czy „Perseusza” Benvenuta Celliniego oraz "Herkulesa i Kakusa" – Bandinellego. 

Centralne Miejsce placu zajmuje Palazzo Vechio, czyli Stary Pałac. Jego budowę rozpoczęto w 1299 roku zgodnie z projektem Arnolfa di Cambio, Nad pałacem króluje wysoka na ponad 90 metrów wieża z tarasem Torre fi Arnolfo

Tuż obok Starego Pałacu usytuowana jest zbudowana z marmuru i brązu Fontanna Neptuna. Przedstawia ona Neptuna w niewielkim powozie ciągniętym przez konie.

W pobliżu fontanny znajdziecie także niewielką marmurową okrągłą płytę w chodniku. Płyta wmurowana została w miejscu „ogniska próżności”. Na tutejszym placu 500 lat temu spalono Savonarolę - zakonnika, który przez 4 lata rządził Florencją. W dość dziwny sposób okazując miastu swoją religijność, nakazywał usuwanie obrazów z kościołów, bo twierdził, że Maryja wygląda na nich jak nierządnica. Kazał palić peruki i gry planszowe jako przejawy próżności. Kiedy popadł w niełaskę u władz kościoła, spłonął w tym samym miejscu, gdzie wcześniej ogień na jego rozkaz miał pochłaniać „stosy próżności”. Savonarol za swoje poglądy został ekskomunikowany i uznany za heretyka, lecz później doczekał się rehabilitacji i uznano go za „błogosławionego męczennika”.

Na lewo od Fontanny Neptuna zlokalizowany jest pomnik konny Kosmy I Medyceusza, księcia Toskanii.

 

No i wreszcie symbol Florencji, chyba najbardziej znana pomnikowa postać to Statua Dawida. W zasadzie jest to kopia rzeźby Dawida z 1501 roku dłuta Michała Anioła. Oryginał tego dzieła znajduje się w niewielkim muzeum Galeria dell’Accademia. Z ciekawostek, to właśnie we Florencji wynaleziono okulary i fortepian oraz wystawiono na scenie pierwszy raz operę. Także we Florencji Leonardo da Vinci stworzył mapę, na której zadebiutowała Ameryka, nazwana na cześć florentczyka Amerigo Vespucciego. Niemal spod Pałacu Vechio dostaniecie się do Galerii degli Uffizi.

Historia powstania galerii jest niezwykle ciekawa. Pierwotnie budynek miał być siedzibą florenckiej administracji i sądów, czemu zawdzięcza obecną nazwę (uffizi w języku włoskim oznacza urzędy). Budowa rozpoczęła się w 1560 roku i trwała nieprzerwanie 20 lat. Nawet śmierć głównego architekta – Georgio Vasariego nie stanęła na przeszkodzie prac, które kontynuował jego syn. Po ukończeniu budowy, jeden z Medyceuszy założył na najwyższym piętrze galerię sztuki. I tak oto w 45 salach tego niezwykłego muzeum - zebrano mnóstwo renesansowych dzieł takich artystów jak Tycjan, Botticelli, Rafael, Michał Anioł, Caravaggio, Leonardo da Vinci. 

Warto choć przespacerować się wzdłuż galerii, gdzie ujrzeć możecie plejadę zaklętych w kamień gwiazd nauki, kultury i sztuki epoki renesansu. 

 

 Tym bardziej że jest to droga prowadząca na nabrzeże rzeki Arno. W tle pięknie prezentuje się najbardziej znany most Florencji 

Ponte Vecchio  

Most Złotników zbudowany został z kamienia w latach 1335-1345 na miejscu drewnianego mostu, pamiętającego czasy starożytnego Rzymu. Początkowo na moście handlowano rybami i mięsem, a także, swoje lokale mieli tutaj grabarze.

Dopiero 1593 roku, za sprawą księcia Toskanii Ferdynanda I Medyceusza, ryby, mięso i grabarzy z mostu usunięto, a w ich miejsce sprowadzono jubilerów. Dziś most to ulica pełna sklepów z wyrobami ze złota najwyższej próby. Nad sklepikami, wspomniany Georgio Vasari - architekt Galerii de Uffizzi, poprowadził korytarz, który jest nazywany korytarzem Vasariego (Coridoio Vasariano), który łączy Palazzo Vecchio, Ufizzi i Palazzo Pitti. Nadbudowa została wykonana w 1565 roku na polecenie Kosmy I, który bez względu na panującą pogodę, chciał przechodzić przez rzekę Arno do swoich pałaców. Od 1973 roku ten słynny korytarz był otwierany tylko przy specjalnych okazjach, a w 2016 roku został zamknięty na stałe ze względów bezpieczeństwa. W 2022 roku ma się odbyć długo oczekiwane otwarcie korytarza Vasariego dla zwiedzających. 

Na moście mijamy Monument Benvenuto Cellini - rzeźbiarza, złotnika, autora m.in. posąg Perseusza z głową meduzy stojący na Placu Pomników.

Ciekawostką jest fakt, że most Vecchio jako jedyny nie został wysadzony podczas II wojny światowej. Dnia 3 sierpnia 1944 roku dowództwo niemieckiej 14 Armii ogłosiło, że ogień artylerii alianckiej jest skierowany na mosty Florencji. Opierając się na tym, niezgodnym z prawdą raporcie, feldmarszałek Albert Kesselring podjął decyzję o wysadzeniu długiego szeregu domów wzdłuż rzeki Arno. W nocy z 3 na 4 sierpnia wysadzono 5 z 6 mostów, w tym najpiękniejszy z nich - Ponte Santa Trinita. Został tylko Ponte Vecchio. Tego feralnego dnia we Florencji runęło łącznie około 20 pałaców, 50 średniowiecznych kamienic i 12 wież. Na Ponte Vecchio nie można się było dostać, ruiny domów sięgały kilku pięter, a przejścia były zabarykadowane. Trzeba było także bardzo uważać na miny. Dlaczego ocalał właśnie Ponte Vecchio? Według krążących opowieści, dwaj złotnicy zakradli się w nocy i przecięli druty łączące dynamit. Ileż w tym prawdy - nie wiadomo. Prawdopodobnie cofające się oddziały wojsk niemieckich po prostu nie zdążyły zdetonować ładunków. Tylko dlatego most ocalał.

Widok na Galerię degli Uffizi z drugiej strony rzeki. Kolejny punkt naszej wycieczki to Palazzo Pitti. 
Ten monumentalny budynek zawiera kolekcję malarstwa włoskiego i europejskiego renesansu i baroku (m.in. Tycjana, Rafaela, Rubensa), a także zbiór malarstwa. 
Słońce mocno świeci w obiektyw, w końcu zbliża się pora lunchu, decydujemy się więc na tradycyjne włoskie pannini. Zamiast Pałacu Pitti odwiedzamy Pitti Express na Via Romana 40/r - mały bar z bardzo dobrymi lokatami i przystępnymi cenami.
  


Focaccia - czyli specjalny włoski chlebek podawany na ciepło lub panini na zimno kosztują 5 EUR.

Wybór dodatków jest ogromny.

Idziemy w kierunku rzeki ulicą via dello Sprone. 

Fontanna dello Sprone z XVI wieku.
Nad fontanną obowiązkowo herb Medyceuszy.
Tym razem przechodzimy przez Most św. Trójcy Ponte St Trinity. 

Misterny most z 3 łukami zaprojektowany przez Bartolomeo Ammanatiego i zrekonstruowany po II wojnie światowej. 
Na chwilę wstępujemy do kościoła Chiesa di Santa Trinita z XI wieku, gdzie po uiszczeniu drobnej opłaty odwiedzamy także kryptę. 
Kwota 1 EUR ma zapewnić nam 4 minuty światła - finalnie jednak datek 1 EUR wcale nie oświetla nam drogi. 
Za mostem, idąc w stronę katedry wchodzimy w najdroższą ulicę w mieście, która charakteryzuje się wieloma sklepami znanych światowych marek. Jako ostatni cel naszej wycieczki po Florencji obieramy jeszcze
Basilica di Santa Croce - kościół Św. Krzyża
Plac przed bazyliką jest tak rozległy, że wreszcie widać cały urok budynku. To jedna z najważniejszych świątyń franciszkańskich we Włoszech. W kościele tym znajduje się grób Michała Anioła, którego strzegą trzy kamienne postaci kobiece: Malarstwo, Architektura i Rzeźba. Sarkofag z popiersiem artysty zaprojektował Georgio Vasari. Bazylika to także miejsce pochówku wielu innych osobistości, tj. MachiavellegoGalileusza, Ugo Foscolo, Franciszka Pazzi, Gioacchino Rossiniego, Niccolo Machiavelli, Leonardo Bruni, Charlotte Bonaparte (córki Józefa Bonaparte), dlatego też często bywa nazywana Panteonem. 
Dziś pod Bazyliką św. Krzyża znajduje się miasteczko biegowe w związku z biegiem 100 km del Passatore. 
Warto wspomnieć stojący przed kościołem Pomnik Dantego. Każdego roku, 24 czerwca podczas dnia św. Jana - patrona Florencji, odbywa się tutaj wielki finał Calcio Storico FiorentinoKilka dni wcześniej cztery zespoły reprezentujące cztery różne dzielnice Florencji, stają naprzeciw siebie, by walczyć o udział w finale.
Tuż przy bazylice wstępujemy jeszcze na pyszne włoskie lody w Gelateria RoyalePo smacznym deserze kierujemy się ponownie w stronę Katedry,
spod której o godzinie 15:00 wystartują biegacze. 
Po drodze do dworca - w pobliżu Piazza Piazza Santa Maria Novella uliczny artysta na płytach chodnikowych prezentuje swoje umiejętności.
Jeszcze tylko włoska kawa w kawiarni w pobliżu dworca i pociągiem odjeżdżającym o godzinie 16:28 wracamy do Pizy. Po zaledwie godzinnej podróży znowu jesteśmy w Pizie. Jest tutaj zdecydowanie spokojniej niż we Florencji, jakoś tak ciszej, wolniej, mniej tłumnie... Czyżbyśmy w Pizie w tak krótkim czasie poczuli się, jak u siebie?

Printfriendly