piątek, 27 września 2013

Sozopol

Do Sozopola wybraliśmy się w piątek. 16 sierpnia godzina 16:00 - już dawno umówiłam się tak z forumowymi znajomymi. Znamy się już ponad dwa lata, ale tylko wirtualnie. Znamy swoje nicki, wymieniamy się wypowiedziami. Czy zatem taka internetowa znajomość ma szansę w realu???

środa, 25 września 2013

Rejs na Maslen Nos


W pierwszych dniach pobytu w Primorsku - 14 sierpnia 2013 roku postanowiliśmy ruszyć w rejs... i to wcale nie byle gdzie, a już tym bardziej nie byle jak. Korzystając z pomocy Wielkiego Brata a właściwie Wielkiej Siostry... (puszczając oczko do Dariny) zarezerwowaliśmy sobie właśnie taki jachcik.

piątek, 13 września 2013

Primorsko wita

Primorsko błyszczy porannym słońcem. 

Na dworcu autobusowym jesteśmy około 9:50 i już na pierwszy rzut oka widzę, że miasteczko nie jest wcale takie małe, choć na Google maps wydawało mi się nieco większe niż Rawda. Primorsko położone jest na półwyspie około 50 kilometrów za Burgas w stronę granicy z Turcją. Zamieszkuje go na stałe około 3500 mieszkańców. 

sobota, 7 września 2013

Bułgaria 2013

Uwierzcie, nie jest łatwo zacząć..
Wakacje się skończyły, przyszedł czas szkoły to i przyszła pora na wspomnienia. Jeszcze świeże, a tak szybko trzeba je wrzucić między codzienność. Skończyło się wypakowywanie walizek, pranie, prasowanie, a zaczęła się praca i szkoła. I trzeba w tym wszystkim znaleźć choć chwilę, aby utrwalić tegoroczną przygodę. Zatem do dzieła!!!
Termin: 11-24 sierpnia 2013
Cel wyjazdu: Bułgaria: Primorsko ... i nie tylko

Wakacje kolejny rok z rzędu spędzone w Bułgarii.
W tej samej Bułgarii, a jakby innej..A dlaczego? Zobaczcie i oceńcie sami
Doroczna tradycja: zdjęcie na stacji: LEGIONOWO

wtorek, 6 sierpnia 2013

Gorce - ciąg dalszy nie nastąpi???

Co za tytuł!!! O Matko, a czemuż to? Jestem przecież o krok od wyjazdu wakacyjnego, a tu jeszcze jakieś blogowe braki. Tak być nie może!!! 
Nieważne, że zmęczona, że wypluta, że na walizkach. 
Przecież wakacyjny wyjazd już dopięty na ostatnie pętelki. 
Wiem już wszystko, no może prawie wszystko, ceny, knajpki, etc...Ba! obejrzałam już nawet wszystkie filmy w necie na temat mojego wakacyjnego miasta. Ale nie o tym to ja teraz będę pisać.
Gorce - ciąg dalszy NASTĄPIŁ

środa, 3 lipca 2013

Gorce na weekend

Z okolic Warszawy wyruszamy wczesnym czwartkowym rankiem. Jak zawsze chęć wyjazdu nawet w nocy... i mój straszny ból głowy. Pobudka o 4:00 - zero kanapek, nie jestem nawet spakowana.
I do tego ten okropny ból głowy. Pierwszy raz takie uczucie - niechęć do wyruszania w jakąkolwiek podróż. Rzadkie to u mnie objawy i trzeba będzie zaleczyć to choróbsko. Dzieciaki nastawione na wyjazd, Radziu spakowany, kwatera zaliczkowana, no to i ruszamy.  Zatem włączamy terapię "extreme".
Termin: 30.05.2013-02.06.2013
Cel: Gorce
Miejscowość: Ochotnica Górna
Właśnie - Ochotnica Górna. Taki malutki punkt na mapie. Normalna wioska, gdzie agroturystyczne walory nabierają szczególnego znaczenia. Dojazd trasą krakowską zajmuje nam niewiele ponad 5 godzin. Zadziwiające, jak pusto na trasie na początek długiego weekendu. Pewnie potencjalni turyści wystraszyli się prognoz pogody, albo wyruszyli w środku nocy...

Rabka Zdrój

Po drodze zatrzymaliśmy się w Rabce Zdrój. Za wcześnie byłoby meldować się na kwaterze. Rabka wita nas całkiem znośną pogodą. Przez chmury przeciera się słońce.
Spacer ulicami miasteczka połączony z procesją Bożego Ciała. Ma to swój klimat. Powoli zaczynamy się resetować. Już nie trzeba się nigdzie spieszyć. Lądujemy w końcu na "podobiadku" w Restauracji Zdrojowej. 
Super smaczne lody z etykietą "PRODUKCJA WŁASNA" i jeszcze tylko spotkanie z ...Mikołajem, choć  dzieciom niezwykle trudno było zgadnąć, kogo przedstawia pomnik.

Przełęcz Knurowska

Droga do Ochotnicy Górnej prowadzi przez Przełęcz Knurowską . Z trasy 969, tuż za Harklową, a przed Dębnem skręcamy w lewo. Kiedy zadzwoniłam do naszej gospodyni, żeby zapytać, czy dobrze jedziemy, czy droga jest na pewno asfaltowa i przejezdna. Powiedziała nam : "Tak, dobra ta droga, trochę ino kręta" .
Uwierzcie mi na słowo, chwilami dech zapierał w piersiach i to nie z powodu widoków, bo nie było widać nic. Nadciągały czarne chmury i po kilku kilometrach nieźle już lało. Drogą nieziemsko kręci, a w dodatku jest bardzo wąska. Widoczność zza zakrętów żadna. I ta perspektywa jazdy codziennie tą drogą.......
Wystarczy obejrzeć od 4 minuty przez kilka minut...Hard Core!!
Wreszcie zajechaliśmy na miejsce - od głównej drogi dojazd też w górę około 3 kilometrów. Dojazd od głównej drogi ilustruje znaleziony na You Tube film  
Przed nami były już tylko hale z pasącymi się owieczkami. Sielsko, anielsko i mokro jak nie wiem co. Zamieszkaliśmy dosłownie w chmurach i to całkiem, całkiem czarnych. Zwieszone miny i włączamy restart.
W końcu to krótki wypad, który nam i naszym dzieciom na pewno się przyda. Dzieci do dziś wspominają z rozrzewnieniem wyjazd sylwestrowy do Łeby, kiedy to większość pobytu z powodu śnieżnej i mroźnej zimy "przegraliśmy" w gry planszowe. A teraz też wzięliśmy, a jakże.
Nasze hity, to już tradycyjne Kalambury, które w tym roku ubarwił "Tarzan" - a właściwie Aga rzucająca się do wspinaczki na łóżko piętrowe, co bliskie było samookaleczeniu pokazującej. 
Na szczęście następny ranek przywitał nas słońcem. Radziu bladym świtem wyruszył w góry - a rzeczywiście kwatera znajdowała się nieopodal szlaku prowadzącego na Turbacz. 

My zaś grzecznie zjedliśmy śniadanie, wypiliśmy kawkę, lekkie surfowanie po necie... i ruszamy.

Zamek w Czorsztynie

Za cel obraliśmy Czorsztyn. Samochody pozostawiamy na parkingu nieodpłatnie z powodu zakupu biletów wstępu na zamek ( bilet normalny 5,00 zł. + bilet ulgowy 2,50 zł.)  Przyzwoite rozwiązanie. 
Tutaj strona zamku w Czorsztynie
Krótki spacer...



Są miejsca, w które lubię wracać. To jedno z nich. Właśnie tutaj byliśmy 8 lat temu z Adą, która miała wtedy tyle lat, co Oskar dzisiaj. Tak samo wtedy jęczała, jak dzisiaj Oskar. 

Stamtąd ruszamy tzw. "drogą flisacką" do Niedzicy, do zamku, który z Czorsztyna prezentował się tak:

Zamek w Niedzicy

Samochody parkujemy na Polanie Sosny na parkingu spod którego pozostaje nam wspinaczka po schodach na Zaporę. 
Cudowne widoki, krajobrazy zapory i zamku zwanego Dunajecz. 

Witają się oba zamki, i ten czorsztyński, i niedzicki, jakby tańczyć razem chciały... tańczyć na lodzie, bo dzieli ich jezioro, a właściwie Zalew Czorsztyński. 

Spędzamy tutaj całkiem sporą część dnia. Nasi znajomi pokusili się nawet o zwiedzanie zamku. Tutaj wszelkie informacje - strona zamku, godziny pracy i ceny.
http://www.zamekwniedzicy.pl/page5.php
Ja już kiedyś byłam, a dzieci nie chciały. Czyżby przestraszyły się duchów???
Ostatnie foty...
i przyszło wracać na kwaterę. Ponieważ jesteśmy tuż przy granicy, więc zaliczamy jeszcze zakupy w słowackiej  mieścince Lysa nad Dunajcom. Mała wioska, a w niej dwa sklepy, a pod nimi autokary turystów, którzy przyjechali skosztować smaku słowackiego piwa. Tak oto Zlaty Bażant zamieszkał i w naszych autkach. Przed nami jeszcze powrotna droga do Ochotnicy. Jedziemy malowniczą drogą prowadzącą wzdłuż Jeziora Czorsztyńskiego, właśnie do Dębna i Knurowa. Dziś będzie mi nieco inaczej pokonać tę trasę. Po pierwsze - to ja jestem kierowcą,a po drugie - z moim lękiem wysokości. A dziś to dopiero widać okolicę. Tatry prawie na wyciągnięcie ręki. Już wiem dlaczego ta droga jest taka piękna. Szczęśliwie dotarliśmy do domku, gdzie czekał na nas strudzony wędrówką Radek, który do pełni szczęścia potrzebował już tylko Zlatego Bażanta.... 

czwartek, 2 maja 2013

Smaczna Brukselka

Ach! Miałam jeszcze opowiedzieć Wam o SMACZNEJ BRUKSELCE.
Nie martwcie się - nie zamieniam mojego bloga w bloga kulinarnego. Jest już ich całkiem sporo w cyberprzestrzeni... Nawet jakiś czas temu, przez przypadek trafiłam na inną Myszę. Zwie się także Myszabe, co to pisze na Kuchennej Wyspie Smaków
Swoją drogą, to naprawdę nie wiem, która z nas była pierwsza.
To nie ja, tamten to nie mój blog. Ja jestem Mysza od podróżowania, latania, organizowania, etc...
A gotowanie (a właściwie pisanie o gotowaniu) zostawiam innym.

SMACZNA BRUKSELKA to właściwie smaczna Bruksela. Nie warzywko z rodziny kapustowatych, ale miasto, które smacznie dało się nam zapamiętać.
A dla Was, no cóż? Jeśli nie pojedziecie naszym śladem to, może chociaż posmakujcie fotografii
Jeśli chodzi o potrawy narodowe, to Bruksela - moi drodzy - FRYTKAMI stoi



Belgijskie frytki


Printfriendly